Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

niedziela, 16 października 2011

Post jubileuszowy

    Dragonka ROCZKUJE.
    A tak, właśnie - 14 października minął rok od opublikowania pierwszego postu na tym blogu. I jest to jedyna okazja, by dokonać małego podsumowania, co się tutaj przez ten czas zdarzyło.
    Kiedy przeniosłam się ze zwyczajnego liceum do szkoły dla "młodych kryminalistów" i zaczęłam opowiadać krewnym i znajomym królika, co tu się wyrabia, to wszyscy przecierali oczy ze zdziwienia i chyba na początku nie bardzo mi wierzyli. Cóż, temu się akurat nie dziwiłam. Gdyby mi ktoś odmalował takie obrazki zanim przeniosłam się do tej placówki, to też bym  pomyślała, że musi koloryzować, bo coś takiego nie może mieć miejsca w - bądź co bądź - państwowej szkole, opłacanej z podatków i mającej status normalnego gimnazjum. Wiecie pewnie z własnego doświadczenia, że ludziom bardzo często nie mieści się w głowie coś, o czym się na własnej skórze nie przekonali - tym bardziej, jeśli burzy im to misterny obraz rzeczywistości. Wszyscy chcemy wierzyć, że szkoła jest miejscem bezpiecznym, gdzie dzieciaki są po to, by zdobywać wiedzę, a nauczyciele - by im tę wiedzę przekazać. "Młodzi gniewni" czy przynoszenie na lekcję broni to gdzieś tam, daleko, za górami, za lasami, w Ameryce - ale przecież nie u nas, w mądrym, dobrze ułożonym, przesiąkniętym chrześcijańskimi wartościami społeczeństwie.
    Tjaaa...
    Do założenia bloga namawiało mnie kilka osób, a głównie Kasia [ta sama, która narzeka, że nie ma co czytać w pracy, jeśli długo nic nie opublikuję :)]. Chóralnie twierdzili,  żebym napisała na ten temat książkę [co zresztą może kiedyś i zrobię, kiedy już przestanę tam uczyć i minie trochę lat - w końcu bohaterami tej jakże pasjonującej lektury byłyby żywe, konkretne osoby] - a jeśli nie, to powinnam moje zmagania uwiecznić w jakiś inny sposób.
    Trzeba Wam wiedzieć, że zawsze byłam przeciwniczką blogów o charakterze osobistym, o czym zresztą kilkakrotnie w różnych postach wspominałam. Blog z założenia jest przestrzenią publiczną i teoretycznie może tu zajrzeć każdy, pisanie więc o swoim życiu prywatnym byłoby jak dla mnie wyrazem niezdrowego ekshibicjonizmu. Oczywiście jeśli ktoś tego potrzebuje, to mu wolno i niech to sobie robi - ja natomiast mam pewnien zestaw tematów, które poruszam tylko w wąskim gronie zaufanych osób i nie wyobrażam sobie, żeby się to miało zmienić. Powstał więc blog z założenia "profesjonalny", czyli dotyczący konkretnej sfery mojego życia - sfery zawodowej. Rzecz jasna robię odstępstwa [patrz wpisy o Jej Wysokości, o moich zmaganiach z nadmiarem kilogramów, posty zahaczające o politykę czy wreszcie ostatnio Bajka - najbardziej osobisty wpis na tej witrynie] - ilościowo jednak przeważają teksty dotyczące szkoły. I tak ma pozostać.
    Jak pamiętają Ci z Was, którzy są tu od początku, pierwotnie blog wisiał sobie na onecie, ale z powodu niedogodności, jakie mnie tam spotykały, kiedy dwukrotnie portal zamieścił odnośniki do moich postów na głównej stronie, uznałam, że szkoda nerwów i przeniosłam się tutaj. O tym, jak do tego doszło, traktują dwa wpisy: Komentarz oraz wreszcie Przeprowadza. Na blogspocie mam względny spokój, bo z obcych czytelników trafiają się tu zwykle osoby, które same prowadzą blogi, a to jednak daje im pewnien dystans do tego, co tu czytają.
    I tu przechodzimy do drażliwej kwestii... Wylewano już na mnie kubły pomyj z tytułu, że ochrzciłam szkołę mianem Zoo, a moich uczniów nazywam Małpkami. Jak to mogę skomentować? No cóż, przede wszystkim jestem przekonana, że Ci z Was, którzy zadali sobie trud przeczytania wszystkich [albo chociaż znacznej większości] moich wpisów, widzą, że te określenia nie wynikają z pogardy czy chcęci okazania swojej wyższości. Notabene - skoro to jest Zoo, oni są Małpkami, to kim JA jestem? Dozorcą? Treserem? Osobą zatrudnioną to sprzątania klatek? Wybór pozostawiam Wam :)
    Skąd się wzięło to skojarzenie? Z bezradności, zdumienia i strachu, kiedy stałam na katedrze na jednej z początkowych lekcji [nie pamiętam już, w której to było klasie]. Sądząc po zachowaniu, nie miałam przed sobą grupki dzieci, tylko bandę dzikich, nieobliczalnych stworzeń: krzyczących, wyjących, skaczących po ławkach i nic sobie nie robiących z moich upomnień. Uwierzcie, w tym momencie naprawdę miałam wrażenie, że bryka przede mną stado małp. I pomyślałam: "Ja pierniczę, co to ma być? Zoo jakieś?!". I tak zostało...

     Szczerze powiedziawszy nie sądziłam, że wytrzymam tam pół roku. Nie kończyłam resocjalizacji, tylko polonistykę, w dodatku pochodzę z tzw. dobrego, inteligenckiego domu - zderzenie więc z taką ilością agresji i ludzkiego nieszczęścia na raz było dla mnie delikatnie mówiąc szokujące. Obserwowałam u siebie objawy nerwicowe [problemy ze snem, napady lękowe, dolegliwości żołądkowe na samą myśl o tym, że mam iśc do pracy...], stawałam się drażliwa, płaczliwa. Na to wszystko nakładały się jeszcze problemy w życiu osobistym, bo musiałam wydostać się z szamba, w które wdepnęłam. Jesień i zima 2010 to był naprawdę ciężki okres w moim życiu.
    Potem jednak zaczęło się powolutku zmieniać. Do szkoły jakoś przywykłam, a i dzieciaki dały mi względny spokój, bo przestałam być dla nich nowością. Poza tym - jak już wielokrotnie wspominałam - w Zoo pracują świetni ludzie, od pań woźnych po główną dyrekcję, którzy nie zostawili nowicjuszki na lodzie [na zasadzie - jak sobie nie radzisz, to zmień zawód], tylko tak mną pokierowali, że stopniowo zaczęłam ogarniać tę dżunglę. A pod koniec marca moje życie naprawdę wywróciło się do góry nogami, ponieważ poznałam Hipopotama. A spełniony osobiście Smok to Smok, który o wiele łatwiej radzi sobie z nawet najgorszymi problemami natury zawodowej.

    I tak to się do dziś kręci. A teraz, moi Drodzy Czytelnicy, pozwólcie sobie podziękować za czas, jaki spędzacie ze mną oraz za komentarze, które zostawiacie pod postami. Lubię, kiedy do mnie piszecie, bo dzięki temu ten blog żyje, a ja widzę, że nie tworzę "sobie a muzom". Mam nadzieję, że dalej będziecie mnie odwiedzać, bo jaki sens miałaby moja pisanina, gdyby nikt tego nie czytał?
    Na zakończenie - obiecany torcik. Smacznego - a raczej: SMOCZNEGO :)


17 komentarzy:

  1. Oooo, jaki słitaśny smoczek! ;)))

    Onet nieraz wyświadcza niedźwiedzią przysługę blogowiczom, wywlekając na główną jakąś notkę. Trafia ona wtedy prosto w paszczę szarej masie, która traktuje post jak artykuł, jako błotko, w którym może się bezkarnie wytarzać i otrzepać jak mokry pies, obserwując z satysfakcją jak brudzi się wszystko wokół... Przeszłam przez to kilka razy i, naprawdę, żaden to zaszczyt - być poleconą. No chyba, że ktoś ma tzw. blog poglądowy, a nie osobisty. I poglądami jak najbardziej chce się dzielić z innymi.

    Na Twój blog trafiłam z polecanki, więc tutaj duży plus dla Onetu :))) Piszesz ciekawie, bo i życie masz ciekawe, ale prócz tego umiesz to tak ująć w słowa, że chce się czytać - mimo, że nieraz notki są długie ;))) Poza tym, nie ukrywam, przyjemnie mi się czyta coś pisane taką ładną polszczyzną. Skrzywienie filologiczne :)))

    Tak więc mam nadzieję, że za rok (i za dwa i tak dalej) zaświecą się tutaj nowe świeczki na nowym torcie :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. W regulaminie, jaki musisz zaakceptować, kiedy zakładasz bloga na onecie, jest napisane małym druczkiem, że zgadzasz się, by cię polecali, dodawali do katalogów... Rzecz jasna zrobione jest to w ten sposób, że nikt na to nie zwraca uwagi - ja też tego nie zrobiłam. No nic, moje przeoczenie, ale potem napisałam dwa bardzo grzeczne maila prosząc, by mimo wszystko tego nie robili - zostałam kompletnie zignorowana, nawet nie raczyli odpisać. To się zabrałam i sobie poszłam :)

    Cieszę się, że podoba Ci się mój styl. A notki to ja i tak skracam, bo mam tendencję do gadulstwa :) I też mam nadzieję, że za rok będę mogła w Was rzucić drugim torcikiem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to mowia, zarzekala sie zaba blota... To tak w nawiazaniu do komentarza Ken.G :)))
    Naprawde powiedzialas tylko ''ja piernicze''?
    To bylo dla mnie wielkie zaskoczenie, zobaczyc Twoj blog, bo pamietam, jak mowilas, ze nigdy przenigdy... No, ale czasy sie zmieniaja i Smoczyce tez.
    To, ze jest to blog profesjonalny nie przeszkadza mi wrocic pamiecia do dawnych, dobrych czasow...
    Wbrew pozorom nieustajaco jestem Ci wdzieczny, za pomoc jaka mi okazalas.
    I gratuluje.
    Roczkowania i Hipopotama.

    Sciskam Cie mocno.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tylko krowa nie zmienia poglądów, a jako żywo - smok to nie krowa :)
    Tjaaa... Jasne, że pomyślałam o wiele gorzej, niż "ja pierniczę", bo w myślach bluzgam masakrycznie. Ale o tym wiedzą nieliczni :)
    Wbrew pozorom - ja także jestem nieustająco wdzięczna i Eugeniuszowi, i Tobie. Gdyby nie Wy, wąchałabym pewnie kwiatki od spodu.
    Myślę, że Ty i ja po prostu mieliśmy się spotkać w pewnym okresie naszego życia, by spełnić wobec siebie określoną rolę.
    Muck - tak to chyba było po turecku?

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak. Jak kawa po turecku.
    Trzymaj sie cieplo, lece do pracy. :)
    MUCK!

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja, jak zwykle zaczynam dzień w pracy od kawy i mojego ulubionego bloga i myślę sobie, jak ogromną drogę przeszłaś Smoczyco w ciągu tego roku, jak wiele doświadczyłaś i jak ciężką pracę wykonałaś żeby móc teraz powiedzieć „jest dobrze”. Mówią, „co nas nie zabije to nas wzmocni” i Ty jesteś dla mnie tego najlepszym przykładem. Jestem dumna, że mogłam Ci w tej drodze towarzyszyć.
    Kasia:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dragonko kochana,z całego serca życzę...a zresztą, co ja Ci bedę...Lubię Cię kobito, choć nie znam i uwielbiam Twego bloga i Ciebie z Hipciem razem wziętych i osobno również. Gratuluję roczku, gratuluję twardego tyłka, bo ja tto bym już dawno z tego Zoo spieprzyła, mając w nosie wszystko. Ciesze się,że się tam jakoś ulokowałaś, ale i tak życzę Ci,żebyś trafiła do takiej szkoły, jaką sobie wymarzysz, ale z drugiej strony, jakbyś odeszła z Zoo, o czym byś pisała?

    OdpowiedzUsuń
  8. Kasia: a ja się cieszę, że mam taką wierną czytelniczkę. Gdyby jeszcze tylko chciała mnie częściej komentować... :P
    Jasne, że co nas nie zabije, to nas wzmocni - sęk więc, by nie dać się zabić. I pamiętać, że nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Poza tym, jak pisał Wojaczek: "Z prochu powstałeś - no to wstań i się otrzep..." :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mag: się tak nie rozanielaj, bo jak kiedyś wydam książkę o Zoo, to zgadnij kogo wrobię w recenzowanie...? :)
    A za życzenia dziękuję i powiem tak: ano obaczym. w końcu nauczyciele nie odchodzą już na wcześniejsze emerytury, a to oznacza, że będę pracowała do 65 roku życia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ty mnie w nic nie wrabiaj! No! Nie recenzuję książek znajomych, bo albo tracę znajomych, albo mnie posądzają o brak obiektywizmu ;P

    OdpowiedzUsuń
  11. Osz Ty wredna niedobra... Czym by Cię tu poszczuć? Pumą? Hipkiem?

    OdpowiedzUsuń
  12. torcik mniamniuśny, aż chce się monitor ugryźć;-)
    Poza tym twoje wpisy bardzo mi się podobają. nawet wolałbym, gdyby były troszeczkę dłuższe... no może tak z drugie tyle. Ja podobnie jak Ken.G trafiłem tu dzięki Onetowi i bardzo się z tego cieszę, bo fajnie jest poznać relacje kogoś "z drugiej strony" mimo że już jakiś czas się nie uczę. Mało tego _ za sprawą twoich wpisów Poważnie się zastanawiam czy nie wiązać swojej przyszłości z zawodem nauczyciela_ właśnie polonisty, ale czas pokaże... Jeszcze raz życzę kolejnych wpisów i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. A to wszystkiego najlepszego! Jest bowiem co uczcić, naprawdę. Ja to świeża jestem, ale przypnę się do imprezy, czy mogę? :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Paffciu, zawodu nauczyciela ani nie polecam, ani nie odradzam, bo jak wszystko - ma swoje "zady i walety". Myślę, że na pewno powinien go wykonywać tylko człowiek, który naprawdę tego chce, bo inaczej umęczy się i on, i jego uczniowie. Choć swoją drogą zaskoczona jestem, że blog o TAKIEJ szkole mógł kogoś zachęcić do wybrania tego typu kariery zawodowej :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Synafia: Jasne, że możesz, tortu wystarczy, dostaniesz jeszcze kawałek w paczuszce dla Dziobalindy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj, spóźniłem się o miesiąc :( W każdym razie spóźnione, acz szczere życzenia składam. Gratuluję przede wszystkim niesamowicie pozytywnego podejścia pedagogicznego, cierpliwości, stoickiego spokoju. Tacy ludzie są bardzo potrzebni społecznie (jak to górnolotnie zabrzmiało) :) I gratuluję lekkiego pióra. Ja tu trafiłem przy okazji polecanki onetowej, więc może jednak nie była ona aż tak negatywna ;) Mam nadzieję, że przeczytasz ten wpis, pomimo, że urodziny już dawno minęły. Pozdrawiam :) Alpha Centauri

    OdpowiedzUsuń
  17. Przeczytałam, bo na szczęście bloger powiadamia mnie mailowo o każdym nowym komentarzu.

    Dziękuję za życzenia i ze swojej strony mam nadzieję, że w dalszym ciągu będziesz chciał poświęcać czas na czytanie "mojego lekkiego pióra" (klawiatury? :)). W końcu czym byłby ten blog bez czytelników?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń