Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

niedziela, 30 października 2011

Małpka nr 10 - Młoda Gniewna

     Dziś przyjrzymy się bliżej kolejnej Małpce. Wspominałam o niej już mimochodem w tym poście, ale postać tej uczennicy jest na tyle ciekawa, że postanowiłam przedstawić jej charakterystykę osobno.

    Panie i Panowie, oto Sylwia. Trafiła do mojej osobistej małpiarni w drugim półroczu poprzedniej klasy. Dla porządku nadmienię, że jeśli jakiś uczeń zostaje do nas przeniesiony w trakcie roku szkolnego, oznacza to najczęściej, że tak narozrabiał w poprzednej placówce, że stał się tam persona non grata. Aby zatem ukończyć w ogóle klasę, to owa persona musi się zabierać w tempie ekspresowym [wraz z "gratami" :)] i szukać jakiejkolwiek innej szkoły, która zgodziłaby się ją przyjąć. A jak wiadomo - Zoo wszystkie Małpki kocha, więc w naszym mieście takie dzieciaki najczęściej lądują w naszych murach. Nie inaczej było z Sylwią. Przestudiowanie jej dokumentów rysuje mi obraz dość zdolnej [jak na warunki tej placówki...] młodej osoby - mającej cholerne trudności z trzymaniem nerwów na wodzy. Z opinii poprzedniej wychowawczyni, a także notatek szkolnego pedagoga wiem,  że zaczęło się od wagarów i pyskówek w stronę nauczycieli, a skończyło na pobiciu jednej z uczennic oraz zastraszeniu drugiej do tego stopnia, że bidula bała się wyjść z domu [mieszkają na jednym osiedlu]. Historia ta notabene jeszcze się nie zakończyła, bo właśnie na początku listopada Sylwia ma na tę okoliczność kolejną sprawę w sądzie rodzinnym.
    Przy tym wszystkim rozbrajająca jest dla mnie jedna informacja, do której dogrzebałam się w papierach mojej wychowanki. Mam na myśli postawę rodziców wobec tego bajzlu. Otóż przyznają oni z rozbrajającą szczerością, że nie mają wpływu na córkę, nie wiedzą, jak z nią rozmawiać, bo się ich w ogóle nie słucha. Z notatek pracowników poprzedniego gimnazjum Sylwii wynika, że stawiają się na rozmowy tylko na wyraźne życzenie, a wtedy owszem, słuchają o jej wyczynach ze spuszczonymi uszami, po czym oświadczają, że oni nie mają pojęcia, co robić i już. No jasne, tak jest najlepiej... Do mnie zresztą nie pofatygowali się ani razu, odkąd dziewczę trafiło do Zoo. Widocznie nie dość wyraźnie ich wzywałam...
    Jak Sylwia sprawuje się u nas? No cóż, do tej pory jeszcze nikogo nie pobiła, ale pyskówek zaliczyła już dość sporo. Jeśli jest spokojna, to mamy do czynienia z całkiem sympatyczną i biorącą udział w lekcjach dziewczyną - ale kiedy ją coś ugryzie, to kompletnie nie panuje nad językiem. Faktem jest, że jak do tej pory do mnie osobiście jeszcze nie podskoczyła, co tłumaczę sobie dwojako: albo jest na tyle inteligentna, by nie podpadać wychowawcy, albo mimo wszystko jakoś udało mi się zyskać jej sympatię. Wiem natomiast, że z innymi nauczycielami już tak różowo nie jest. Tylko w tym roku szkolnym ma już zatarg z naszą nową Panią Pedagog, z której się nabijała na korytarzu [jak sama Sylwia stwierdziła w rozmowie ze mną - "bo jakoś jej nie lubię"], a także z jedną z polonistek, która kazała jej na przerwie zejść z parapetu okiennego [względy bezpieczeństwa], na co Sylwia odkrzyknęła - cytuję - "Niech pani lepiej zamknie mordę!". Uroczo, prawda?
    Dziewczę kłopotów z myśleniem nie ma, stąd bez większych problemów radzi sobie z nauką na takim poziomie, jaki jest w Zoo. A że szczególnie dobrze idzie jej z przedmiotów humanistycznych, zaryzykowałam więc i nieśmiało wspomniałam jej o organizowanym przez jeden z Domów Kultury w naszym mieście konkursie recytatorskim poezji współczesnej. Nie chcę zapeszać, ale chyba okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo Sylwia dość chętnie się zgodziła. Nie muszę chyba tłumaczyć, że bardzo się z tego powodu cieszę - przede wszystkim ze względu na "funkcje resocjalizacyjne", jakie to może dla niej mieć. Nawet jeśli nie zostanie w żaden sposób nagrodzona, to i tak będzie musiała się przygotować, opracować interpretację utworów [w czym jej rzecz jasna pomogę, na ile potrafię], a potem pokonać zdenerwowanie i wyjść na scenę. Po wszystkim mam zamiar zabrać ją do cukierni na kawę i ciacho, byśmy mogły zwyczajnie, bo babsku pogadać o emocjach związanych z konkursem.
    Do Sylwii staram się też dotrzeć w jeszcze inny sposób. Otóż do pierwszej klasy zawodówki, którą uczę, chodzi jej chłopak, Wiktor - a jest to dość porządny, prawie dwudziestoletni facet, mający jako tako poukładane w głowie. Korzystając ze sposobności - bo na ostatnim wtorkowym polskim zostaliśmy we dwoje - zagadnęłam go o Sylwię, odgrywając chyba dość przekonująco rolę stroskanej wychowawczyni. A że to taka fajna i inteligentna dziewczyna, tylko jak jej czasem coś do głowy strzeli, to nie daj Boże... A że się martwię, żeby sobie kłopotów nie narobiła przez te wybuchy... A że przed tą sprawą w sądzie muszę jej, jako wychowawczyni, napisać opinię... A że bardzo Sylwię lubię i nie chciałabym, żeby przez swoje zachowanie wyleciała od nas do poprawczaka... I tak dalej, i tak dalej :) Wiktor pokiwał głową i obiecał, że będzie z nią rozmawiał, żeby "hamowała wrotki". Dobrze by było, swojego faceta może posłucha...
    Wkleję Wam jeszcze te dwa wiersze, które ma dziewczątko recytować. Wybór reperturaru odbył się tak, że przyniosłam kilka stron różnych liryków [oczywiście umiejętnie dobranych...], ale decyzję rzecz jasna podjęła sama i przyjęłam to bez komentarza. No cóż, wiersze w sumie do niej pasują. Zresztą, zobaczcie sami:

     Andrzej Bursa
[***]

Jaki miły mądry facet
naprawdę mądry
nie z tych przemądrzałych
obieżyświat
co to z niejednego pieca chleb  jadł
wyrozumiały i uprzejmy
cała anatomia jego twarzy
zdradza lekki wysiłek
ust:
...by mądrzej i grzeczniej
do mnie mówić
oczu:
...by uważniej i uprzejmiej
mnie słuchać

Taaak…
naprawdę nie mogłem
nie napluć mu w mordę.


Marcin Świetlicki
„Palenie”

Pytam: dlaczego niepalący
wsiadają bez skrupułów do przedziałów
dla palących? Czemu chcą dominować?
Czemu są wiecznie urażeni?

Mój mały przyjacielu, papierosie.
Spędziłem z tobą więcej czasu niż z kimkolwiek.
Niszczymy sie nawzajem,
czule zobowiązani.

Pytam: dlaczego niepalący
nie doceniają naszej samotności,
naszej niemądrej odwagi,
naszego żaru, popiołu?

6 komentarzy:

  1. Może "przez poezję do serca" to w jej przypadku niegłupi (i skuteczny) pomysł? Trzymam kciuki, żeby tak było.

    A wiersze zastanawiające. Nie przepadam za tzw. współczesną poezją, ale te mi się podobają, chociaż w specyficzny "nowoczesny" sposób.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem w ogóle do tyłu, jeśli chodzi o współczesną literaturę - Bursa akurat stanowi wyjątek. To mój ulubiony poeta.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha! Wiedziałam,że Świetlicki zaskoczy :)
    Myślę,że Sylwia Cię lubi. Ty masz podejście do tych dzieciaków i przez to,ze każdego starasz się traktować indywidualnie i nie spisujesz ich od razu na straty, tylko w każdym próbujesz coś znaleźć (choć nie zawsze kończy się to sukcesem), oni Ci chyba ufają :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz Mag, to naprawdę ciężko powiedzieć. Oczywiście uogólniam, ale te dzieciaki są w większości mocno zaburzone, nauczone, że w ich życiu nie ma nic stałego. Nie funkcjonują społecznie w takim stopniu, jak przeciętny nastolatek. A nie ufają z założenia żadnemu dorosłemu. Ciężko określić, co siedzi w ich głowach.

    OdpowiedzUsuń
  5. ale ty jednak potrafisz do niektórych dotrzeć, a to bardzo ważne w tym zawodzie. Tylko,że tego się nie nauczysz, to po prostu trzeba mieć i Ty to masz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No i nie wiem, co mam Ci odpisać. Raz się uda zareagować dobrze, a raz nie. W jednym masz rację, tego się nie bardzo da nauczyć z książek, choć wiedzia teoretyczna jakoś się przydaje. Właśnie "jakoś", bo w najgorszych momentach i tak na reakcję masz sekundy.

    OdpowiedzUsuń