Tak tak, wiem. Pisałam :)
Jak Dragonka spędziła pierwszy dzień wakacji? Polazłam rano na targ po zakupy po to, by zdążyć przed ukropem, ale to na niewiele się zdało, bo i tak już było za gorąco i do domu wróciłam w stanie agonalnym. Zaowocowało to rozbiciem - podczas rozpakowywania zakupów - ostatniej szklanej salaterki, jaka się w Pomarańczowej Pieczarze ostała. Wszystko mi z łapek leciało, ale jak miało nie lecieć, skoro przed oczami tańczyły mi mroczki? Nie mam rzecz jasna w tym miejscu na myśli braci Mroczków, co i dobrze :) Kiedy trochę doszłam do siebie, wzięłam się za wytworzenie pierwszego w moim życiu letniego ciasta z galaretką. Straszyłam już od jakiegoś czasu, że takowe popełnię, ale jak do tej pory na ostrzeżeniach tylko się kończyło. Co się jednak odwlecze, tu u Smoka nie uciecze, tym bardziej, że nadarza się właśnie odpowiednia okazja. Jutro przypada Dzień Hipopotama [czyli jego urodziny - jak zwykle osiemnaste :)], więc galaretkowiec powstał jako substytut tortu.
W kuchni radzę sobie całkiem dobrze, że tak nieskromnie powiem. W tajniki gotowania i pieczenia wprowadzały mnie dwie prawdziwe mistrzynie, czyli Smoczyca Seniorka oraz moja babcia Halina. Nie znaczy to, że nauczyły mnie wszystkiego, co w kuchni umiem - bo większość potraw z mojego repertuaru opanowałam już jednak sama w późniejszym okresie. Pokazały jednak żelazne podstawy, oswoiły z warsztatem pracy i to w dużej mierze dzięki nim nie mam obaw przed eksperymentowaniem w kuchni i majstrowaniem przy przepisach, co na ogół potrawom wychodzi na dobre. Pamiętam, że moim pierwszym samodzielnie od A do Z zrobionym ciastem była zebra [czyli dwukolorowa babka piaskowa], która wyszła z lekkim zakalcem, ale i tak się zjadła. Miałam wtedy coś około 10 lat [czwarta klasa podstawówki], a w rodzinnym albumie jest gdzieś fotografia dokumentująca ten fakt.
Ciasta z galaretką jakoś do tej pory nigdy nie robiłam, nie umiem powiedzieć, dlaczego. Znakiem tego nie posiadałam żadnego sprawdzonego przepisu, ale od czego jest Internet... Pogrzebałam, popatrzyłam na wszystko krytycznym, smoczym okiem, aż wreszcie wybrałam coś, co wydawało mi się wykonalne dla nowicjuszki, a jednocześnie ciekawe. Jest to biszkopt [a akurat pieczenie biszkoptów wychodziło mi zawsze bardzo dobrze], na to krem budyniowy, truskawki i galaretka. Trochę z tym babrania, ale warto było - Hipek na pierwsze posiedzenie wtrąbił pięć kawałków. Ciekawe, czy ciasto dotrwa do jutra...?
Żeby nie być gołosłowną - tak wyglądają moje dokonania:
UPDATE
Specjalnie na życzenie Robala - ale też z myślą o innych moich Czytelnikach, zostawiających ochoczo komentarze - podaję przepis na to galaretkowe cudo.
URODZINOWY GALARETKOWIEC HIPKA
SKŁADNIKI NA BISZKOPT:
1 łyżeczka proszku do pieczenia
6 jajek
1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka cukru
SKŁADNIKI NA KREM
1 budyń śmietankowy
pół litra mleka
2 łyżki mąki pszennej
3 łyżki cukru
kostka masła (200g)
Do tego 3 galaretki truskawkowe - które trzeba rozpuścić w 1 litrze gorącej wody i zostawić, żeby sobie tężały.
kilogram truskawek
pół cytryny
1 ETAP: BISZKOPT
Oddzielić białka i ubić je na sztywno. Dodać stopniowo cukier cały czas miksując. Dodawać po jednym żółtku, miksować. Stopniowo dodawać mąkę z proszkiem i delikatnie mieszać łyżką, tak, by piana nie opadła. Ciasto wyłożyć na przygotowaną blachę, piec ok. 20 minut w temp. 180 stopni na lekko brązowy kolor. Pozostawić do wystudzenia.
2 ETAP: KREM
Budyń przygotować tak, jak w przepisie, z tym, że proszek budyniowy rozrabiamy z mąką i cukrem. Powstałą masę studzimy od czasu do czasu mieszając - żeby nie powstał kożuch. Masło ucieramy na puszystą masę, łączymy z budyniem i miksujemy, aż powstanie jednolita konsystencja.
3 ETAP: POŁĄCZENIE
W połowie szklanki ciepłej wody rozpuszczamy sok z połowy cytryny i 3 łyżeczki cukru. Nasączamy tym biszkopt. Następnie smarujemy równomiernie kremem i na wierzch "wbijamy" pokrojone truskawki. Całość zalewamy lekko stężałą galaretką. Wstawiamy do lodówki, aż galaretka się całkiem zetnie.
Ot i cała filozofia. Przypuszczam, że można też zrobić wersję z innymi owocami [brzoskwinie? gruszki?] - mam zamiar to przetestować przy najbliższej okazji.
[źródło: www.arda.ugu.pl]
