Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

wtorek, 5 czerwca 2012

Podchody czerwcowe

    Zaczęło się czerwcowe odliczanie do końca roku szkolnego.
    Podobnie jak rok temu, tak i teraz uaktywniły się małpki, które generalnie sobie bimbają, a teraz mają nadzieję, że może jakoś to będzie. Niestety - nie będzie, a przynajmniej nie u mnie. Jestem święcie przekonana, że w zawodzie nauczyciela podstawowym przykazaniem jest konsekwencja i dotrzymywanie tego, co się obiecało, bo w przeciwnym razie ani się człowiek obejrzy, jak dzieciarnia wejdzie ci na głowę i zacznie skwapliwie wykorzystywać twoje "dobre serce". Zresztą zauważyłam, że taka postawa już powoli zaczyna przynosić efekt, bo uczniowie, którzy mieli ze mną zajęcia w poprzednim roku, teraz za mną nie łażą i nie proszą, bym przymknęła oko na nadmiar jedynek czy nieobecności - wiedzą po prostu, że nie mają na co liczyć. No ale cóż, mam też grupę świeżych małpek, które ze mną końca roku jeszcze nie przerabiały. Te jak najbardziej próbują wszelkich sposobów, by mnie zmiękczyć [Kot w Butach ze "Shreka" mógłby brać u nich lekcje pantomimy...]. Inna sprawa, że w przyszłych latach zapewne i to się unormuje - popracuję w Zoo kilka lat i uczciwie zarobię na opinię "nieprzejednanej mendy", której nijak nie da się wziąć na litość. I o to by mi mniej więcej chodziło...
    Skoro ustanowiono takie a nie inne przepisy w regulaminie naszej placówki, to są one po to, by ich przestrzegać, dopóki nie zostaną zmienione [jeżeli okazałoby się, że są głupie lub nieprzystające do realiów]. Szkoła jest jednym z pierwszych urzędów, z którym ma do czynienia młodzież i w związku z tym powinna tym bardziej pokazać, że prawo należy respektować. Uczniowie znają zasady, wiedzą, jakie warunki trzeba spełnić, żeby przejść do następnej klasy. Jeśli ich świadomie nie spełniają, to jest to tylko ich wybór i trzeba im pozwolić ponieść jego konsekwencje. A prawda jest taka, że z uwagi na niski poziom nauczania w Zoo na tę najniższą, pozytywną ocenę [czyli "dopalacz"] KAŻDY dzieciak jest w stanie wyciągnąć - pod warunkiem, że primo chodzi do szkoły, a secundo uważa na lekcjach zamiast robić wioskę i rozkładać zajęcia. Niestety, praktyka pokazuje, że dla części z nich nawet takie wymagania to za dużo.
    Weźmy takiego Kamila, pierwsza klasa zawodowa. Chłopak w szkole jest gościem, co nie przeszkadza mu być bezczelnym i prezentować roszczeniową postawę. Już na półrocze był nieklasyfikowany i rzecz jasna nie zrobił nic, żeby zaliczyć materiał. W drugim semestrze pojawił mi się na zajęciach dosłownie kilka razy, raz się nawet przypadkiem załapał na jakiś sprawdzian, ale dostał z niego jedynkę [bo jakże by inaczej, skoro nie chodzi na polski...]. A teraz przyszedł do mnie z uśmieszkiem cwaniaka i pyta:
- Psze pani, to co ja mam zrobić, żeby polski pozaliczać?
Na co Dragonka z promiennym uśmiechem oświadczyła:
- Hmm... Zbudować kapsułę czasu, cofnąć się kilka miesięcy i zacząć chodzić na lekcje.
- To znaczy że co? - chłopiec zrobił bardzo niemądrą minę.
- To znaczy, że jesteś nieklasyfikowany i na ten moment możesz jedynie pisać podanie o egzamin.
- Ale jak to?! A jakieś sprawdziany do zaliczenia? Przecież chyba mogę coś pozdawać, nie? - do cwaniackiego tonu domieszały się buńczuczne nutki delikwenta, który nie przywykł do tego, że mu się odmawia.
- Przede wszystkim to nie było cię na większości zajęć, a powinieneś być przynajmniej na połowie. Zdać możesz, owszem, ale cały rok, podczas egzaminu klasyfikacyjnego.
- Ale uczeń ma zawsze prawo poprawić oceny!
- Zgadza się, pod warunkiem, że chodzi do szkoły.
- Przecież jestem no, co się pani czepia!
- Kamil, czy ja mówię niewyraźnie? - muszę przyznać, że tu się już lekko zirytowałam. - Pisz podanie o egzamin albo powtarzasz klasę. Ja ci wystawiam enkaela. Koniec, kropka. Siadaj do ławki i nie stój nade mną jak kat nad skazańcem.

    No i tak do znudzenia...
    Oczywiście, do każdego ucznia należy podejść indywidualnie, bo regulamin jest skonstruowany tak, że daje nauczycielowi pewne pole manewru. Wygląda to dokładnie tak, że warunkiem klasyfikacji jest obecność na 50% godzin plus jednej w ciągu całego roku [czyli jeśli np. odbyło się 100 lekcji języka polskiego, to małpka musi być na co najmniej 51]. Jeśli nie, to nauczyciel ma PRAWO nieklasyfikować ucznia nawet pomimo zebrania przez niego wystarczającej ilości pozytywnych ocen. Ma prawo - czyli może, ale nie musi. On naucza danego przedmiotu i on wobec tego decyduje, czy delikwenta przepuścić, czy jednak powinien powtarzać klasę.
    Jak to u Dragonki wygląda w praktyce? Rzecz jasna nie robię afery o kilka zajęć - ostatecznie w całym roku szkolnym tego polskiego mam ok. 150 godzin [w gimnazjum, w zawodówce około 110], więc jeśli brakuje 4-5, to macham ręką, chyba że mi ktoś wyjątkowo podpadł. Natomiast jeśli jest tego więcej - no to już zależy od tego, z jaką małpką mam do czynienia. Generalnie "lituję się" w takich przypadkach jak ciężka choroba ucznia [ktoś nie chodził, bo naprawdę był uziemiony] lub poważne zdarzenia losowe [a w Zoo to niestety częste przypadki, że uczeń nie chodzi do szkoły, bo np. musiał zajmować się młodszym rodzeństwem czy pracować na utrzymanie]. Zdarza się też, że przymykam oko, jeśli mam do czynienia z "kumatą małpką" - taką, której zwoje mózgowe funkcjonują bez zarzutu i jeśli już jest w szkole, to aż miło popatrzeć, jak pracuje. Wiem w takim przypadku po prostu, że te kilka brakujących godzin nie robi różnicy, bo uczeń będzie w stanie nadrobić materiał w następnej klasie, jeśli zajdzie taka potrzeba.
    Nie lituję się natomiast, jeśli opuszczonych godzin jest za dużo i to bez względu na powód. Szkoła to nie studia, nie da się jej zaliczyć eksternistycznie. Wiem, że moi uczniowie doświadczają różnych dramatycznych sytuacji, często takich, od których włosy się jeżą na głowie, ale gdzieś musi być postawiona granica. Nie mogę klasyfikować kogoś, kto był w szkole gościem, bez względu na powód jego nieobecności. Przypominam, że uczę w placówce dziennej, darmowej, publicznej - a nie zaocznej i płatnej.
    W związku z tym moja muppeciarnia pożegna się na pewno z Emilką. Chodziła trochę na jesieni i przed Bożym Narodzeniem, ale to za mało w stosunku do całego roku. Wiem, że dziecko powinno być dla niej ważniejsze niż cokolwiek innego i nie pojawiała się w Zoo, bo po prostu nie miała z kim zostawić synka. Nie zmienia to jednak faktu, że w ramach "zwyczajnego gimnazjum" - którym wg papierów jest Zoo - nie można jej przepuścić. A tak naprawdę osobą najbardziej winną temu stanowi rzeczy jest matka Emilki, dla której załatwienie córce indywidualnego nauczania było zadaniem ponad siły.
    Żal mi też Sebastiana, Bidy z Nędzą... Wiem, że przestał chodzić do szkoły z obawy o zdrowie [czy wręcz życie]. O ile na terenie szkoły jesteśmy w stanie przypilnować, by nic mu się nie stało, to przecież nie mamy możliwości zapewnić mu ochrony po drodze... Fajny chłopak, niegłupi - tylko podpadł komu nie trzeba.
    Mam też w tej samej klasie innego delikwenta, Mateusza. Przez całą zimę i wczesną wiosnę pracował nocami łapiąc kurczaki i selekcjonując je przed ubojnią. W maju trafił do ośrodka wychowawczego, bo sąd wreszcie interweniował w jego sprawie, że chłopak nie chodzi do szkoły. Zaczął więc chodzić [musi, bo go pilnują], jest na każdych zajęciach, ale w kwestii mojego przedmiotu  nie da rady już nadrobić nieobecności. Brakuje mu na ten moment ok. 40 godzin... [czyli dwa miesiące, bo mają 5 lekcji polskiego w tygodniu]. A że z kilku innych przedmiotów też czekają go jedynki lub enkaele, to oznacza dla niego powtarzanie 3 klasy. W konsekwencji sąd z pewnością zdecyduje, że ma dalej mieszkać w placówce opiekuńczej. Mateusz jest zatem wściekły i rozgoryczony, że "przez nauczycieli" nie wypuszczą go do domu. Tjaaa... Tylko że jak widać w domu nie ma warunków do nauki i rozwoju, skoro zamiast chodzić do szkoły, musi pracować zawodowo nocami.
    I takie to ma Smoczyca dylematy w czerwcu...

6 komentarzy:

  1. "- Hmm... Zbudować kapsułę czasu, cofnąć się kilka miesięcy i zacząć chodzić na lekcje."
    Lubię to!
    A co uczniów... szkoda ludzi, jedni na własne życzenie tak mają, a drudzy, no cóż, los się do nich nie uśmiecha.
    Paula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety Paula, takie jest życie. Rzecz jasna szkoda tych, którzy muszą powtarzać rok nie z własnej winy, ale mimo wszystko jakieś zasady muszą być.

      Usuń
  2. Dobrze, że jesteś nieugięta. Gdyby było inaczej, to małpki by ci na głowę weszły.
    Szkoda tylko tych, którzy mają prawdziwe problemy. No tak... Tylko, żeby dać zaliczenie, trzeba do tego mieć podstawy. A jeśli ktoś (nawet nie ze swojej winy) w ogóle nie pojawia się w szkole, to nie może być klasyfikowany. Chyba jedynym wyjściem jest indywidualny tok?
    Tak trzymaj!
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Indywidualny tok też się przyznaje z określonych paragrafów [np. Mateusz by go nie dostał z racji tego, że musi pracować] - ale akurat fakt urodzenia dziecka i karmienia piersią niemowlęcia jak najbardziej byłby powodem. Ale to trzeba zadać sobie trud i pochodzić trochę po urzędach, co dla mamy Emilki było wyczynem ponad siły.

      Usuń
  3. Trzymaj się w tej nieugiętości. Strasznie mnie denerwuje postawa roszczeniowa, a postawa roszczeniowa niektórych rodziców, o młodzieży nie wspominając, pt. "niech pani przepuści, w końcu musi szkołę skończyć" przyprawia mnie o zaciskanie zębów i pięści.

    Od kiedy to wszyscy muszą mieć maturę? Albo chociaż szkołę skończyć? Do sprzątania nie trzeba mieć większych kwalifikacji, wystarczy umieć czytać, żeby płynu do okien z tym do toalet nie pomylić.

    Nie mówiąc już o prywatnych uniwersytetach, które produkują nieznających ortografii magistrów marketingu..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie taka postawa denerwuje. Ciśnie mi się na usta: "Przepuścić to należy kobietę w drzwiach, jeśli się jest gentlemanem starej daty...". I zgadzam się - nie każdemu "należy się" matura, co więcej, nie każdemu jest po prostu potrzebna.

      Usuń