W telewizji czy w radiu nie ma innego tematu, jak tylko mistrzostwa. Swoją drogą - bodajże wczoraj podczas oglądania wieczornych wiadomości zadałam Hipkowi jakże głębokie pytanie: "Cholera, czy dziś na świecie naprawdę nic się nie wydarzyło? Żadne trzęsienie ziemi w Turcji czy wojna w Syrii? Nie ma naprawdę żadnych ważniejszych tematów od roztrząsania, kogo w meczu z Rosją wystawi Smuda?!". Hipek - doskonale orientując się, że jest to pytanie retoryczne - nie zaszczycił mnie odpowiedzią... Doprawdy, żyjemy w naprawdę szczęśliwym świecie, który nie ma innych poważniejszych zmartwień.
Gwoli ścisłości - Pomarańczowa Jaskinia jest strefą wolną od Euro, przynajmniej teoretycznie. Hipopotam należy do tej wyjątkowej kategorii samców, którzy kompletnie nie interesują się piłką nożną, nawet od wielkiego dzwonu i takiego kopanego święta, jakie ma miejsce obecnie. Możecie się śmiać, ale wychodzi na to, że z nas dwojga to już u mnie mistrzostwa wywołują większe zainteresowanie, co nie znaczy, że jest ono jakieś gigantyczne. Błotnemu ssakowi rozgrywki totalnie powiewają zwiędłym kalafiorem - nawet kiedy był mecz otwarcia, czyli Polska-Grecja, to zrezygnował z oglądania po 10 minutach i zajął się grą w literaki stwierdziwszy, że się nie zamierza denerwować. Przy takiej postawie jedynego mężczyzny w domu wydawać by się mogło, że panuje u nas cisza i spokój. Niestety, jak już pisałam we wstępie, od Euro nie ma ucieczki. Czy oglądasz mecz, czy nie - i tak śledzisz jego przebieg, a to za sprawą rozemocjonowanych sąsiadów. Po wycięciu z ich komentarzy wszystkich uroczych zabytkowych polskich słów - tych na "k", "ch" oraz "s" - doskonale orientujesz się nie tylko, jaki jest obecnie wynik, ale też i który z piłkarzy akurat się udziela, a który powinien właśnie bardziej zaangażować się w grę.
W Zoo - jak można się domyślić - atmosfera Euro całą gębą, łącznie z tym, że na korytarzach wiszą gablotki z informacjami o naszej drużynie narodowej [swoją drogą jestem ciekawa, która z nauczycielek to zawiesiła...]. Uczniowie gadają tylko o mistrzostwach, typują wyniki, przeliczają punkty i tworzą rozmaite fantastyczne scenariusze zakładające wyjście Polski z grupy. Dziś na spacerniaku dorwał mnie Dżastin Biber i po krótkim wstępie uraczył mnie całkiem fachowym wykładem na temat sytuacji naszej drużyny: "Bo wie pani, nawet jak dziś przegramy z Rosją, to musimy tylko wygrać z Czechami 3:0, a z kolei Grecja musi przegrać i z Czechami i z Ruskimi, to wtedy wyjdziemy na drugim miejscu..." Tjjja, z pewnością, wierzę mu na słowo, bo się kompletnie na tym nie znam, ale też i nie mam ambicji, by się znać. Wystarczy, że wiem, co to jest spalony :)
Swoją drogą - ciekawa jestem, ile w tym roku szkolnym będzie dodatkowych egzaminów poprawkowych związanych z Euro, bo uczniowie w czerwcu zamiast nauczyć się czegokolwiek i powyciągać na "dopalacze", to oglądają mecze? I co Wy na to, że ministerstwo zezwoliło dyrektorom szkół w miastach organizujących rozgrywki na doraźne zawieszanie zajęć lekcyjnych w związku z mistrzostwami? No bo utrudnienia w dojazdach, chaos komunikacyjny... Ciekawa jestem, czy im to każą odrabiać.
W związku z Euro pozwoliłam sobie tylko na jeden gadżet, który zresztą robi w Zoo furorę i już kilka małpek chciało go ode mnie odkupić. Spełnia arcyważną funkcję breloczka do szkolnych kluczy :)

Poprzedniego Głodka - zwykłego, łysego, bez bucików i narodowego szalika - dostała Puma i lata z nim po całym mieszkaniu. Niech i futrzak ma coś z Euro...
P.S. Co uważniejsi Czytelnicy zauważyli na pewno, że poprzedni post pt. "Prowizorka" został opublikowany w trakcie trwania meczu otwarcia Polska-Grecja. Cóż, to najlepszy dowód na to, z jak "wielką uwagą" Dragonka śledzi rozgrywki :)
UPDATE
(13 czerwca, środa)
Jak pewnie powszechnie wiadomo, wczorajszy mecz Polska-Rosja zakończył się remisem 1:1.
Pytanie za 100 punktów: jakie było pierwsze pytanie, którym powitała mnie pani woźna, jak tylko przekroczyłam próg Zoo o godzinie 7:30?
- A mecz pani oglądała...?
Jedyne co z tego Euro wyniosę to urocze perełki językowe komentatorów :) i popękane bębenki od tych drących się gęb pod moim oknem- niestety mam klub pod nosem :(
OdpowiedzUsuńale nie powiem, mecz Polska-Rosja to bym obejrzała, ale za Chiny Ludowe nie wylezę na Rynek. Ja sie boję tych kibiców.
Perełki są zawsze godne uwagi :) Choć jak do tej pory nie wyłowiłam nic szczególnego - a może po prostu za mało oglądam...
UsuńCo do kibiców - poszczułabyś ich swoimi różowymi glanami i by się skończył piłkarski Dzień Dziecka :)
Ja , mimo że też nie jestem zagorzałym zwolennikiem piłki nożnej, dałem się wciągnąć w wir mistrzostw i obejrzałem mecz Polska-Rosja, a nawet zaopatrzyłem się w modne gadżety do auta typu flaga oraz nakładki na lusterka. Nawet było co oglądać, chociaż wogóle się nie znam na piłce. P.S. Głodek fajny, mam u siebie tego drugiego, zresztą jeździ ze mną w aucie;))
OdpowiedzUsuńHehehe, też obejrzeliśmy drugą połowę... Hipek włączył akurat wtedy, kiedy Polacy wyrównali i stwierdził, że jak wyłączy, to na pewno nam władują drugą bramkę.
UsuńI tak jutro mam dwie godziny z Dżastinem, to usłyszę fachowy wykład.
Widać, że nie uprawiasz sportu, pojęcia chyba nie masz czym jest sport, sport to najpiękniejsza rzecz na świecie, cudownie że w końcu mamy w kraju jakieś radosne widowisko a nie same tragedie narodowe, które wcale nie jednoczą ludzi.
OdpowiedzUsuńDla mnie chłopak co nie lubi piłki nożnej, to też żaden facet Kajka123
"Sport to najpiękniejsza rzecz na świecie" - to jest Twoja opinia, do której masz prawo, ale ani mniej, ani więcej. Ja znam masę rzeczy na świecie piękniejszych od sportu i też mam prawo do takiej opinii.
UsuńCo do mężczyzn - no cóż, w tej kwestii też się bardzo różnimy, mam zupełnie inną definicję męskości, niż zamiłowanie do piłki nożnej. Ale to dobrze, w takim razie jako kobiety nie stanowimy dla siebie konkurencji :) Ty bierzesz "piłkarzy", a ja zostanę przy moim Hipku.
Kajka - to normalne, że ludzie się różnią w poglądach i upodobaniach. Powiem więcej - to bardzo wzbogaca świat. Pomyśl o tym.