No i już. Rok szkolny 2011/2012 uważam za zakończony.
W czerwcu ubiegłego roku opisywałam Wam - dokładnie tutaj - jak wygląda "uroczyste" zakończenie roku szkolnego w Zoo. Nie inaczej było i dzisiaj: szybkie przemówienie Głównej Szefowej, rozdanie książek wszystkim tym małpkom, które można było za cokolwiek nagrodzić, a potem rozejście się do klas. Nowość to wręczenie Nagrody Specjalnej od Wicedyry dla ucznia, który w całym zespole szkół, jaką jest Zoo, miał w ciągu całego roku najwyższą frekwencję. Okazał się nim jeden z chłopców z pierwszej klasy zawodowej [ale nie mojej akurat] - a nagrodą był całkiem porządny tablet. Delikwent był mocno zaskoczony i taki był zresztą plan, bo przyznanie tej nagrody trzymano w tajemnicy. Dostał zasłużone, gromkie brawa od innych uczniów naszej przeszanownej placówki. Jest to warte podkreślenia, bo wcześniejsze nagrody książkowe [za dobre wyniki w nauce czy udziały w konkursach] oklaskiwane były nędznie i z tego co widziałam, głównie przez grono pedagogiczne.
W Muppeciarni promowanych jest 9 osób [czyli dokładnie połowa składu], wliczając w to Michałka, delikwenta, który przejdzie warunkowo z jedynką z polskiego. Udało mi się wyróżnić książkami cztery osoby, a reszta i tak jest najbardziej zadowolona z tego, że w ogóle zdała. Uniknęłam w tym roku nieporęcznych wiązanek kwiatów, z czego się bardzo cieszę. Może to i miłe [pod warunkiem, że nie jest wyraźnie wymuszone tradycją i tym, że "tak wypada"], ale dla mnie ogromnie kłopotliwe. Nie zapominajcie, że mam w jedną stronę godzinę dojazdu komunikacją miejską, nie posiadam samochodu [ani nawet prawa jazdy...], więc przewiezienie "ręczne" naręczy róż czy innych goździków [ostatnio wracają do łask] okazuje się przekleństwem. Dodatkowo mam z nimi kolejny problem w domu - gdziekolwiek bym nie postawiła tych bukietów, to i tak Jej Wysokość się do nich dobierze, przewracając przy okazji wazon i wylewając całą jego zawartość.
Skoro jesteśmy przy temacie prezentów dla nauczycieli pod koniec roku... Prasa pod koniec czerwca lubuje się wręcz w uprawianiu nagonki na belfrów pod tytułem, ile to oni fantów nie zgarniają "w ramach podziękowania" i jak to rodzice prześcigają się w kupowaniu im drogich prezentów. Nie wiem, może i są takie szkoły, w których nauczyciele rzeczywiście poupadali na główki i żądają od swoich uczniów konkretnych gadżetów, które nie należą do najtańszych - jak to z oburzeniem opisuje się w podobnych artykułach. Ze swej strony mogę powiedzieć tyle, że osobiście się z tym nie zetknęłam ani też nie znam belfra, który wyczyniałby podobne rzeczy. Notabene - dla mnie, jako nauczycielki, podobne "dowody wdzięczności" byłyby krępujące i bardzo się cieszę, że nie postawiono mnie do tej pory przed dylematem przyjęcia szczególnie drogiego prezentu. Na koniec roku dostawałam zwyczajowe kwiaty czy czekoladki, przy czym absolutnie nie oczekuję tego - przynosi ten, kto odczuwa taką potrzebę i kropka. Z innych prezentów mogę odnotować trzy, które otrzymałam, kiedy jeszcze pracowałam w zwyczajnym liceum. Otóż w drugiej klasie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że dyrekcja nie zatrudni mnie na kolejny rok - bo polonistka, którą zastępowałam, właśnie wracała z urlopu macierzyńskiego. Z moją klasą miałam trudne układy [śmiejcie się, ale chyba o wiele lepiej dogaduję się z Muppetami, niż z tamtymi "porządnymi" dziećmi], ale jak przyszło co do czego, to byli załamani tym, że odchodzę, a ich rodzice chcieli latać z petycjami, żebym nie traciła pracy. W każdym razie na pożegnanie dostałam ładną, srebrną bransoletkę [którym to prezentem byłam dość skrępowana, ale co miałam zrobić - nie przyjąć go...?] - oraz pamiątkę, którą akurat byłam szczerze wzruszona. Mianowicie wśród moich wychowanków była grupa metali, orientujących się doskonale, że ich wychowawczyni również nie gardzi ciężkimi brzmieniami. Chłopcy więc zrobili zrzutkę i kupili mi elegancko wydany album Moonspella "Wolfheart". Z tego prezentu naprawdę się ucieszyłam, bo nie mam wątpliwości, że był szczery i podyktowany sympatią do mnie.
A trzeci prezent? Rok później - a więc po maturze - od mojej klasy nie dostałam już żadnego "gadżetu", tylko mój portret narysowany ze zdjęcia przez jednego z moich wychowanków, który wybierał się na architekturę. Dookoła szkicu podpisali się wszyscy uczniowie. Świetny pomysł i fajna pamiątka, choć spoczywa w piwnicy, bo nie mam zamiary szpecić Pomarańczowej Jaskini moją podobizną...
Wracając na koniec do Zoo - podczas wręczania świadectw miał miejsce miły epizod. Otóż Sylwia uznała za stosowne złożyć mi podziękowania [notabene razem z ładną czerwoną różyczką]. "Dziękuję, że mnie pani wybroniła. Gdyby nie te wszystkie opinie, które pani pisała, na 100% wsadziliby mnie do poprawczaka" - stwierdziła. Nie byłabym rzecz jasna sobą, gdybym nie odparła, że w opiniach pisałam wyłącznie prawdę i że zdecydowanie widzę jej poprawę od czasu, kiedy się u nas zjawiła. Oświadczyłam jej, że na pewno nie pomogłabym uczniowi, o którym miałabym zdanie, że nic z niego dobrego nie będzie [patrz Dawidek, hie hie hie...].
Jeszcze tylko rada plenarna w poniedziałek - i mam wakacje. Czas napisać zaległą pracę z historii, mam nadzieję dorobić do pensji na obcokrajowcach, a także zrobić badania lekarskie, na które normalnie nie mam czasu. Poza tym jak znam Hipka, to nie pozwoli mi się nudzić i zagoni mnie z całą bezwzględnością do rozmaitych prac domowych.
Marzą mi się jakieś fajne wakacje w nie za gorącym miejscu, połączone ze zwiedzaniem jakichś zabytkowych budynków. Ech... No cóż, to zdaje się nie w tej pięciolatce :) Chyba, że w międzyczasie wygram w toto-lotka.
Że co, że jak mam wygrać, skoro nie gram...? Oj cichooo...
Prezenty nie muszą być drogie, żeby uszczęśliwiły. Ważne, że od serca. A ostatnio, właśnie jak czytałam czego to żądają nauczyciele, to się przeraziłam, lodówka, porcelana... chociaż zależy od osoby. Jednym głupio przyjąć, inni wykorzystują sytuację.
OdpowiedzUsuńNo a z innej beczki, to miłych i udanych wakacji :)
Paula
Tak, jak pisałam w poście - osobiście nie znam nauczyciela, który domagał się takich drogich prezentów. Według mnie dziennikarze jak zwykle robią nagonkę - może zdarzył się gdzieś jakiś wyjątek, a oni oczywiście tak to opiszą, jak by to była norma.
UsuńTobie też życzę wszystkiego dobrego - odpoczywaj, nabieraj sił. Daj sobie możliwość zatęsknić za szkołą :)
Pewnie jest dokładnie tak. Trzeba wzbudzić sensację.
UsuńI dziękuję :)
Paula
Moi "nauczyciele" i dyrektorka dostali czekoladki i kwiatki. :)
OdpowiedzUsuńKiedyś, jak jeszcze chodziłam do klas 1-4, wszystkim nauczycielom robiłam laurki... :) Teraz już mi się nie za bardzo chce...
Moi rodzice są nauczycielami i też dostają kwiatki, czekoladki, kartki itp. Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek dostali coś droższego. :)
Ja laurek nie robiłam, ale to dlatego, że za Chiny Ludowe nie umiem rysować...
UsuńW kwestii prezentów - Twoja wypowiedź to kolejny dowód na to, że dziennikarze robią z igły widły.