[źródło: www.arda.ugu.pl]
Zapytacie, co mnie tak natchnęło na Islandię i Norwegię, że aż zamieściłam dwa zdjęcia stworzeń preferujących tamte strony? Jeśli nie wiecie - to spojrzyjcie, ile stopni wskazuje Wasz termometr za oknem. A z tego, co się orientuję, w całej Polsce aktualnie są upały.
A JA NIENAWIDZĘ UPAŁÓW!!!
W taką pogodę jak obecna najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z domu. Chyba tylko jako bardzo małe smoczątko nie uskarżałam się na wysokie temperatury [choć o to pewnie należałoby spytać Seniorkę], a przynajmniej nie pamiętam, by letnie miesiące kojarzyły mi się tak jednoznacznie negatywnie, jak teraz. Wszystkim zwyczajnym istotom słońce przywraca energię i nastraja je optymistycznie - a ja mam nieodparte wrażenie, że z każdym promieniem ta oślepiająca, gorąca kula wysysa ze mnie wszelką witalność, zupełnie jak by się nią karmiła. Wampir energetyczny jeden... Powszechna jest wśród ludzi depresja jesienno-zimowa, którą lekarze tłumaczą właśnie brakiem słońca - wszyscy są ospali, nadwrażliwi, śpią więcej niż normalnie i zbiorowo wyrażają życzenie zamykające się w słowach: "Byle do wiosny". Dragonka ma dokładnie odwrotnie i potwierdzi to każda osoba, która miała okazję obserwować moje funkcjonowanie przez co najmniej rok. Zimą jestem pełna energii [dla mnie wytłumaczenie jest banalnie proste - skoro mi zimno, to się ruszam...] i optymizmu, za to latem robię się ospała i często naprawdę lepiej bez kija do mnie nie podchodzić.
Rzecz jasna takie samopoczucie związane jest u mnie z dolegliwościami zdrowotnymi, nad którymi nie będę się szerzej rozwodziła, bo to nie poczekalnia geriatryczna dla starych, schorowanych smoków. Dość powiedzieć, że organizm mi nie wyrabia, a zły stan fizyczny oczywiście wpływa na psychikę - i w efekcie jestem nie do życia. Mimo to funkcjonować trzeba i póki co jeździć do pracy, choć tu wypada przyznać, że faktycznie już na szczęście niedługo [no, chyba że się znów załapię na wakacyjnych obcokrajowców].
Przy temacie jeżdżenia do pracy pozostanę jeszcze przez chwilkę. Kto korzysta latem regularnie z publicznych środków transportu, ten na pewno przyzna mi rację, że jest to zdecydowanie sport ekstremalny. Po pierwsze: w autobusach i tramwajach jest przeraźliwie gorąco i duszno, nawet w tych nowszego typu, w których działa klimatyzacja - bo swoją drogą nie miałam do czynienia jeszcze z taką klimatyzacją, która spełniałaby swoją rolę, kiedy na zewnątrz temperatura dochodzi do 35 kreski w cieniu. Po drugie: w środku dnia, kiedy słońce praży najmocniej, rozdrażnieni są wszyscy, nawet ci, którzy naprawdę lubią słońce. Bo lato jest od tego, aby leżeć plackiem na plaży [brrr... na samą myśl o tej wizji robi mi się słabo] i słyszeć, jak skwierczy skóra i wytapia się tłuszczyk, a nie od tego, by je spędzać w mieście tłukąc się zasmrodzonym autobusem. I tu przechodzimy do najdrażliwszego punktu trzeciego... Latem pocą się wszyscy i nie ma na to rady - jedni bardziej, drudzy mniej, ale tak są ludzie zaprogramowani i nie ma od tego ucieczki. Niestety, już nie każdy jest zaprogramowany na wzięcie porannego prysznica PRZED wyjściem z domu oraz na założenie świeżego ubrania... Mokry od potu człowiek, który się rano umył, a na sobie ma czystą koszulkę [o bieliźnie już nie wspomniawszy przez delikatność...], nie stanowi problemu - ale taki, który nawet w najgorszy upał wyznaje zasadę, że "częste mycie skraca życie", a pranie ubrań tylko je niepotrzebnie niszczy, jest już prawdziwą, chodzącą bombą biologiczną. Wsiądzie ci takich 2-3 smrodziaków do autobusu [po prawdzie - czasem wystarczy tylko jeden...] i przez całą drogę musisz się skupiać na tym, żeby nie puścić pawia z obrzydzenia. Nie mówię w tym momencie już nawet o osobach bezdomnych czy miejskiej żulerni, bo owi współobywatele zazwyczaj śmierdzą niezależnie od pory roku czy okoliczności. Mam tu na myśli zwykłych, normalnych ludków, a nierzadko i pozornie zadbane, dość eleganckie paniusie, które jednak zamiast porannych ablucji wolały wylać na siebie pół flakonika wody toaletowej lub rozpylić znaczną ilość dezodorantu... W takich momentach zdecydowanie zazdroszczę wiosenno-letnim alergikom, którzy właśnie mają apogeum kataru i w związku z tym nic nie czują. Ja niestety zmysł powonienia mam dość dobrze rozwinięty. Jak się zatem ratuję? Cóż, jeśli nie spieszy mi się aż tak bardzo, to nierzadko zdarza mi się po prostu ewakuować pospiesznie z pojazdu i czekać na następny, mając płonną nadzieję, że tym razem nie wsiądzie do niego żaden smrodziak.
Jako osoba żywo interesująca się historią minioną i obyczajami wieków dawnych zdaję sobie sprawę z tego, że i tak nie mam najgorzej. Zawsze mogłam urodzić się w XVII czy XVIII wieku we Francji i nosić sukienkę bez prania dotąd, aż się sama nie rozpadnie [a propos, wiecie, że za czasów Ludwika Słońce na terenie Wersalu był tylko JEDEN wychodek...?], albo w mieście średniowiecznym, kiedy to normą było wylewanie z wiadra uryny czy innych nieczystości przez okno wprost pod nogi przechodniów... Tjaaa... Tylko że jakoś nigdy nie należałam do osób, które pocieszają się myślą, że przecież może być gorzej. Jasne, zawsze może być, co jednak w niczym nie wpływa na poprawę OBECNEJ sytuacji.
Kończę i idę się rozpływać dalej - bynajmniej nie w zachwytach. Oby do jesieni, hie hie hie...
Witaj!
OdpowiedzUsuńA ja bardzo lubię lato i czuję się dobrze jak są upały. Bardzo lubię słońce i wysoką temperaturę. :) Jest tylko jedna sprawa. Trzeba bardzo, ale to bardzo dużo pić: najlepiej np. 5 l. i jest super :P
Co do śmierdzenia. Ja się czułam strasznie śmierdząco, jak wróciłam z Mont Blanc - 2 dni bez prysznica! Masakra :P
Hej :)
UsuńWiem, wiem - ludzie zawsze pukają się w główki, kiedy mówię, że nienawidzę słońca...
Co do śmierdzenia po Mont Blanc to całkiem zrozumiałe, ale w tym stanie nikt nie wsiada przecież do tramwaju...
Smok, który nie lubi słońca i upałów? A to nie w smoczo-gadziej naturze powinno być wygrzewanie się na kamieniu w słoneczku? ;)
OdpowiedzUsuńLato, słoneczko są super, jak sobie w domciu siedzisz z wiatraczkiem i wodą mineralną z mietą i cytrynką. Mniam! :)
A bo ja jestem taki porąbany smok...
UsuńWłaśnie mówię - w upały to najlepiej nie wychodzić z domu. A wiatrak chodzi non stop.
Bo Ty jesteś taki oryginalny smok :D :D :D :D :D
UsuńA Wredne Pumisko lubi upały?
pozdrawiam
Z nią to różnie - czasem się wygrzewa centralnie na słońcu na parapecie [w którymś z postów jest nawet takie zdjęcie], a czasem włazi na swoją półeczkę zamontowaną pod sufitem, bo tam cień i chłodno. Ja są naprawdę duże upały, to przynajmniej jest spokojniejsza.
UsuńA bo ty nie wiesz co dooooooobre :) U mnie nie ma specjalnych upalow w tym roku, nawet wilgotnosc powietrza spadla...
OdpowiedzUsuńZupelnie Cie nie rozumiem ;)
W tej kwestii Smok i Robal nigdy nie dojdą do porozumienia :)
UsuńAle doskonale pamiętam, że kiedy do Ciebie przyjechałam w lipcu na oblewanie licencjatu i Twoją parapetówkę, to powitałeś mnie zimną wodą mineralną. Byłam bardzo wzruszona :)
Kochana.. ja od miesiąca powtarzam "byle do jesieni".. wtedy temperatura spadnie o jakieś 15-20 stopni i zatrzyma się w cywilizowanych okolicach 30C.. W zimie będzie nawet 20C.. a nocą.. nocą będzie trzeba założyć sweter!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam z Piekła ;)
Wiem, że z Tobą nie mam się co licytować. Ja bym w Dubaju nie wytrzymała godziny, dlatego też wiem, że za żadne skarby świata tam nie pojadę.
Usuńno ale przecież sweter zimą.. nigdy nie mów nigdy ;)
OdpowiedzUsuńOj mówię mówię... Właśnie zmierzyłam sobie ciśnienie - przy naszych polskich czerwcowych upałach mam obecnie 102/61... Obawiam się, że w Dubaju po prostu pikawa odmówiłaby mi współpracy.
UsuńChciałabym się poskarżyć, a chyba tylko tutaj mogę, bo wszyscy inni twierdzą, że mi upałów zazdroszczą i krzty zrozumienia nie wykazują, że już zupełnie, nawet w nocy, nie ma zimnej wody.
UsuńTeraz z niebieskiego kurka leci 28C..
Jak wracam z zewnątrz i potrzebuję się schłodzić, zostaje mi smarować się kostkami lodu..
Byle do jesieni...
Ja Cię jak najbardziej rozumiem i szczerze współczuję. Dla mnie to, co opisujesz, to nieludzie warunki - a już na pewno "niesmocze".
UsuńPozdrawiam w związku z tym wyjątkowo chłodno i ozięble :)
Jakże cię rozumiem! Ja dziś mialam cisnienie 89/56. A w upały... brrr...
OdpowiedzUsuńTym niemniej muszę nadmienić, że w Toruniu nie bylo upałów nawet we wtorek. A dziś jest wręcz zimno.
89/56? Maaatko i córko, to Ty naprawdę jesteś zombie... A od czego Ci tak spada, skoro nie od upałów właśnie?
Usuń