Mogłabym - jak zapewne każda dumna matka - długo pisać o tym, jakim jest wspaniałym i wyjątkowym dzieckiem. Jaka grzeczna, kochana, wesoła. Najfajniejsze w Myszy jest to, że ona zdaje się lubić życie. Są takie dzieci, które są wiecznie "na nie", nawet jako niemowlęta. A to za głośno, a to za jasno, a to mleczko za zimne lub za gorące, a to weź mnie na ręce, a to nie - odłóż, bo chcę spać... A moja córa nic :) Generalnie podchodzi do wszystkiego z zainteresowaniem i bardzo rzadko jest tak, że protestuje płaczem. Zwykle dzieje się to wtedy, kiedy uparcie usiłuję ją do czegoś zmusić, kiedy "na głowę" chcę coś przeforsować, a tymczasem dziecko ma inne plany :) Dajmy na to zgodnie z codziennym zwyczajem przed snem ok. 22 powinna dostać mleko, a ona zamiast się o nie upomnieć, to sobie śpi. No i czasem jak ją obudzę, to łaskawie coś tam wypije - a czasem jest ryk, że po cholerę mnie matka budzisz, dałabyś pospać do rana... :)
Dobra, nie zanudzam, bo ja tak mogę długo - przechodzę zatem do konkluzji. Synafia napisała kiedyś w którymś z postów o swoich córkach, że je najzwyczajniej w świecie po prostu lubi. I to jest dokładnie to. Nigdy bym wcześniej nie pomyślała, że można LUBIĆ półroczne niemowlę, a więc dziecko, z którym obiektywnie kontakt jest mocno ograniczony, a jego charakter jest dosłownie jeszcze w powijakach :) Owszem, można kochać, czuć się za nie odpowiedzialnym, ale to zupełnie co innego. Otóż - poza miłością, bo w końcu jestem jej mamą - to ja Myszę lubię :) Jest fajna. Miło się z nią spędza czas i już.
Gdyby komuś umknęło, to dziś jest też rocznica śmierci Wisławy Szymborskiej, a zatem dobra okazja, by przypomnieć któryś z jej wierszy. Mam coś tematycznego. Już niedługo takie doświadczenia nas z Myszą czekają :)
WISŁAWA SZYMBORSKA
"Mała dziewczynka ściąga obrus"
Od ponad roku jest się na tym
świecie,
a na tym świecie nie wszystko zbadane
i wzięte pod kontrolę.
Teraz w próbach są rzeczy,
które same nie mogą się ruszać.
Trzeba im w tym pomagać,
przesuwać, popychać,
brać z miejsca i przenosić.
Nie każde tego chcą, na przykład
szafa,
kredens, nieustępliwe ściany, stół.
Ale już obrus na upartym stole
- jeżeli dobrze chwycony za brzegi -
objawia chęć do jazdy.
A na obrusie szklanki, talerzyki,
dzbanuszek z mlekiem, łyżeczki,
miseczka
aż trzęsą się z ochoty.
Bardzo ciekawe, jaki ruch wybiorą,
kiedy się już zachwieją na krawędzi:
wędrówkę po suficie?
lot dokoła lampy?
skok na parapet okna, a stamtąd na
drzewo?
Pan Newton nie ma jeszcze nic do
tego.
Niech sobie patrzy z nieba i
wymachuje rękami.
Ta próba dokonana być musi.
I będzie.
