Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Analfabeci są wśród nas

    Dragonka, z racji daty urodzenia, załapała się jeszcze na stary system kształcenia, tj. 8-letnią podstawówkę i 4-letnie liceum. W tym miejscu tradycyjnie składam pokłon w stronę moich rodziców, że nie poczekali z powołaniem mnie na świat jeszcze te kilka lat, bo miałabym realne szanse stać się istotą mocno niedouczoną, reprezentującą żenujący poziom wiedzy ogólnej. Czy to się komuś podoba, czy nie, można zaobserwować wyraźną cezurę między ludźmi urodzonymi przed 1986 rokiem [a więc tymi, którzy szli jeszcze starym systemem oświatowym], a rocznikami późniejszymi. Niestety, jest to przepaść ogromna i to na niekorzyść tej drugiej grupy - i to przepaść wyraźnie się pogłębiająca wprost proporcjonalnie do tego, z im późniejszą datą urodzenia mamy do czynienia [czyli - im dłużej funkcjonują gimnazja].
    Nie będzie to post poświęcony w całości analizowaniu tej sytuacji i postawieniu diagnozy, dlaczego tak się stało. Dość powiedzieć, że nie było mnie w szkole 5 lat [mam na myśli okres studiów] i to wystarczyło, by zmieniła się ona nie do poznania. Instytucja, którą opuściłam jako maturzystka, zupełnie nie przypominała tej, do której trafiłam jako nauczycielka-stażystka - a przypominam, że staż i pierwsze lata pracy spędziłam nie w Zoo, tylko w normalnym, przeciętnym liceum. Dość szybko musiało mi się zacząć mieścić w głowie, że wcale nie jest oczywistym, by licealista umiał odmieniać rzeczowniki przez przypadki [ba! - by w ogóle ZANAŁ nazwy przypadków...], nie mylił Mickiewicza z Kochanowskim, a napisanie 3-4 zdań powiązanych ze sobą logicznie nie zajmowało mu połowy lekcji.
    Potem trafiłam do szkoły dla młodzieży z założenia przejawiającej trudności w nauce i tu w eskpresowym tempie nauczyłam się raczej zakładać, że dzieciaki czegoś nie wiedzą i tłumaczyć im nawet - wydawałoby się - najbardziej banalne rzeczy, niż bazować na ich jakiejkolwiek wiedzy. Bywają jednak takie chwilę, w których nawet zaprawiona w bojach Dragonella rozkłada bezradnie skrzydła i naprawdę nie ma pojęcia, co z deliwentem zrobić. Krzyś jest jednym z takich przypadków.
    Chłopak trafił do 3A gdzieś na początku listopada i tym można tłumaczyć fakt, że dopiero niedawno zdałam sobie sprawę z ogromu jego zaległości. Co prawda z poprzedniej szkoły przyniósł z języka polskiego pięć jedynek, ale to akurat nie jest u małpek-nowicjuszek niczym niezwykłym, bo ostatecznie z jakiegoś powodu ze swoich poprzednich placówek edukacyjnych musieli wylecieć... Muszę przyznać, że lampka ostrzegawcza nie zapaliła mi się również wówczas, gdy na pewnej lekcji poleciłam mu przeczytać kilka zdań na głos [robili to wszyscy uczniowie po kolei] - a Krzyś najzwyczajniej w świecie zaczął sylabizować i to z wielkim trudem. Cóż, z przykrością muszę stwierdzić, że takich dzieciaków mamy w Zoo mnóstwo, ale nie zawsze trudności z głośnym czytaniem oznaczają, że ma on kłopoty z czytaniem w ogóle. A ponieważ Krzyś generalnie jest miłym chłopcem, zgłasza się na lekcji i wykazuje chęć współpracy, to nie zainteresowałam się głębiej, jak poważne są jego dysfunkcje. Zrozumcie - 3/4 małpek ma "dys-cośtam", zaległości szkolne sięgające podstawówki, albo pogranicze normy intelektulanej. Przypadek Krzysia nie wydał mi się więc na pierwszy rzut oka niczym niezwykłym.
    Tjaaa... Do momentu, aż nie zadałam mu pracy pisemnej na lekcji...
    Uczę ich właśnie pisać różnego rodzaju pisma użytkowe - ogłoszenia, zaproszenia, podania, listy motywacyjne. Pomijając fakt, że takie krótkie formy wypowiedzi trafiają się na egzaminie gimnazjalnym, to akurat i w codziennym życiu umiejętność sporządzania tego typu tekstów przyda im się nie raz i nie dwa. Najpierw więc następuje mój wykład traktujący o tym, co obowiązkowo powinno się znaleźć w ogłoszeniu czy podaniu, potem rozdaję schemaciki, a następnie analizujemy współnie przykłady takich pism. Na koniec ćwiczenie praktyczne, czyli samodzielne zredagowanie tekstu zgodnie z instrukcją. Robią to na lekcji, pod moim okiem - czyli cały czas jestem do dyspozycji, jeśli mają jakieś wątpliwości, ale jednocześnie mam pewność, że praca została wykonana bez niczyjej pomocy z zewnątrz [czy ściągnięta z Internetu]. Pod koniec zajęć zbieram i oceniam.
    No i w przypadku Krzysia dosłownie opadły mi łapki.
    Poniżej przytaczam Wam dwa jego teksty. Pierwszy miał być ogłoszeniem w sprawie zaginięcia psa. Drugi - listem motywacyjnym w odpowiedzi na ogłoszenie o pracę w dziale telefonicznej obsługi klienta. Zapewniam Was, że chłopak pracował nad tym całą lekcję tak, że aż mu się z długopisu dymiło, tzn. NIE MAM WĄTPLIWOŚCI, że się starał i zrobił to najlepiej, jak tylko potrafił. I na tym właśnie polega dramat... Aha, pisownię zachowuję oryginalną.

OGŁOSZENIE
Zogbienia psa jest to psa mały ma dwej plamy ma głowie czarne. Psa ma imie Hebo. Kom. 654 424 555.


LIST MOTYWACYJNY
Szanowni Państwa!
Dowidnałm w prasie "Gazeta Praca" że Państwo posztuje pracownik na telefoniczna obsługa klienta.
Dyspozycyiność w tyh dnah kture pastwah. Wykształcenie wysze. Zależy mi nat prasie. Lube pracy w grupie. Pracy w sklep hablowy.

   Czy ktoś jeszcze dziwi się mojemu załamaniu? Krzyś jest w trzeciej klasie gimnazjum, skończył 17 lat, a najwidoczniej nie umie ani czytać, ani pisać - po prostu nie zna liter. Pomijając fakt, że nie powinno się go wypuścić z nauczania początkowego i na dobrą sprawę powinnam mu przynieść zeszyt w trzy linie, posadzić z tyłu klasy i kazać ćwiczyć pisanie alfabetu - to niech mi ktoś powie, JAK ten facet da sobie radę w życiu??? Nawet jeśli zostanie niewykwalifikowanym pracownikiem fizycznym [a pytany przeze mnie oświadczył, że chce się uczyć na brukarza], to jak przeczyta umowę o pracę, żeby przekonać się, czy szef nie robi go w bambuko? A jakim cudem wypełni PIT? Zapłaci na poczcie rachunki? Jak przeżyje w dzisiejszym świecie czytając z trudem, a kompletnie nie umiejąc posługiwać się językiem pisanym?
    Nie kończyłam "nauczania początkowego", nie mam więc pojęcia, jak uczyć pisać i czytać. Poza tym nawet gdybym to wiedziała [albo zaczęła to robić posługując się pedagogiczną intuicją], to przecież nie mogę tego robić na zajęciach w 3 klasie gimnazjum z prawie dorosłym chłopakiem, bo by mu koledzy z klasy żyć nie dali.
    A Krzyś tymczasem przyszedł dziś do mnie i grzecznie zapytał, czy wystawię mu dopuszczający na półrocze. Bądź tu mądry i coś odpowiedz sensownego...

23 komentarze:

  1. No i pięknie mamy skutki tzw reformy, ja też kończyłam 8 kl, raz w tygodniu dyktando, 3 błędy ort. to była pała, zaświadczeń o dys- coś tam było, jak na lekarstwo, tak więc chcąc nie chcąc delikwent po podstawówce umiał czytać i pisać w miarę poprawnie. Czytając Twój post to się ciśnie mi tylko jedno o K...... jeszcze trochę a będziemy mieli analfabetów, pocieszający jest fakt, że nr komórki podał bezbłędnie. Pozdrawiam Magda
    A wiesz jakiego utworu bohaterem jest Jan Kiel?
    Nazwisko zaczerpnięte z prezentacji maturalnej uczennicy z dobrego liceum

    OdpowiedzUsuń
  2. Efekt reformy oraz niżu demograficznego jest taki, że kiedyś taki uczeń nie zdałby do drugiej klasy podstawówki - a teraz spokojnie przepchnęli go do gimnazjum...

    Jana-Kiela nie słyszałam, ale za to wiem o rozprawie między "Panem Wójtem a Plebanem" [i to studentka polonistyki na egzaminie ze staropolki!], oraz o wierszu Słowackiego pt. "Gruba Memnona" [to już liceum].

    OdpowiedzUsuń
  3. "Gruba Memnona" ;D Rozbroiło mnie to!

    Też jestem "staromaturowcem", co napawa mnie dumą i, niestety, coraz większym smutkiem. Myślę czasami, że łatwiej i spokojniej by mi się żyło gdyby tak strasznie nie raziły mnie błędy wyczytywane w przeróżnych miejscach. Fora to już w większości śmietniki, ale i zwykłe artykuły w gazetach zniżają się do poziomu dna, mułu i wodorostów.

    P.S.
    Wydawało mi się wcześniej, że jesteś nieco starsza, a tu wychodzi, że możemy być rówieśniczkami :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana Jan Kiel to postać Jankiela, popłakałam się ze śmiechu czytając tytuł utworu Słowackiego, myślę, że samego Julek by się nie domyślił, że to jego, a co się stało dziełu M. Reja, chociaż ten może by się nie obraził.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ken G.:
    A widzisz, ja tylko takie "poważne" sprawiam wrażenie. Nie mam jeszcze 30 lat :)

    Magda:
    Domyśliłam się z Jankielem. To tylko dowodzi, że maturzystka nie widziała "Pana Tadeusza" na oczy.
    Mamy "Krótką rozprawę między Panem, Wójtem a Plebanem". Trzy osoby, przedstawiciele trzech stanów - czyli szlachcic, chłop i duchowny. "Genialna" studentka polonistyki zrobiła z tego dialog tylko i wyłącznie między chłopem a klechą...

    OdpowiedzUsuń
  6. No to na dobranoc jeszcze jedna historyjka zapewniam, że autentyczna opisująca stan wiedzy naszych dzieciątek, czyli jej brak.
    Wracam pewnego popołudnia z pracy , czekam na autobus i słyszę mimowolnie rozmowę dwóch uczennic
    - ale dziś k....długo było- padło stwierdzenie
    -no k..... długo bo była dziś rocznica jakiś wojny"- odparło drugie dziewczę
    -Jaki wojny?
    -nie wiem k.... jakiś światowy
    - a to tego tak k.... długo było
    tak rozmawiały ze sobą panny 1 września- bez komentarza nie?
    Pozdrawiam Magda

    OdpowiedzUsuń
  7. No, czyli miałam rację :))) Mnie do 30. brakuje jeno dwa lata, więc blisko. Swoją drogą jak to brzmi... ;)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Magda Ty sobie chyba jaja robisz... masakra!
    Drago, no jakbyś nie podkreśliła,że zachowujesz oryginalną pisownię to bym pomyślała, że coś Ci się w klawiaturze poprzestawiało...No i co Ty z tym nieborakiem zrobisz? Przecież ktoś go musi nauczyć czytać i pisać. A rodzice to gdzie są, nie wiedzą,że mają dziecko-analfabetę? No ręce i skrzydła opadają

    OdpowiedzUsuń
  9. Według mnie to nie efekt gimnazjum tylko zmiana podejścia rodziców.
    Dobrze pokazuje to ten obrazek:
    http://demotywatory.pl/3606444/Szkolna-ewolucja
    - takie sytuacje znam z życia swojej szkoły...
    Współcześnie aby dziecko zostawić w klasach 1-3 SP potrzebna jest zgoda rodziców, więc nie zależnie od tego czy dziecko umie pisać i czytać po prostu idzie dalej...
    Do tego dochodzą IPETy i mamy społeczeństwo analfabetów.

    OdpowiedzUsuń
  10. Magda:
    Dobrze, że ja tych uczennic w autobusie nie słyszałam. Chyba trafiłoby mnie na miejscu.
    A przyczyny tego stanu? Wg mnie to splot czynników, ale wyłuszczenie tego wymagałoby osobnego posta. W skrócie:
    - reforma oświaty i wprowadzenie "systemu trójkowego"
    - niż demograficzny
    - odchudzenie programu nauczania
    - zmiana podejścia nie tylko rodziców, ale i ogółu społeczeńśtwa do wiedzy

    Kurde, nawet nie wiedziałam, że na "zimowanie" ucznia potrzebna jest zgoda rodziców... No tak, to dużo wyjaśnia. Ja pierdzielę...

    OdpowiedzUsuń
  11. Mag:
    Rodzice muszą wiedzieć, bo jak inaczej? Krzysztof ma 17 lat, no nie wyobrażam sobie, żeby nikt wcześniej nie sygnalizował, że on ma aż takie problemy. Tylko że wiesz - większości rodzicom moich podopiecznych los dzieciaków zwisa i powiewa.
    Co z nim zrobię, to nie mam pojęcia. W kwietniu ma egzamin gimnazjalny, potem kończy 3 klasę i do widzenia. Co ja zdążę do tego czasu, jeśli chłopak ma 10-letnie zaległości? Może dam radę nauczyć go liter. Może - jeśli będzie chciał do mnie chodzić na lekcje wyrównawcze. Bo przecież nie mam jak go do tego zmusić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja z trochę innej strony: jasne że za taki stan rzeczy w pierwszej kolejności powinno się obwiniać rodziców i samego delikwenta, ale przykro mi przyznać że nauczyciele również ponoszą za to winę. Przykładowo: moja ciotka jest germanistką, w tym roku przechodzi na emeryturę po 30 latach germanizowania młodzieży w szkole średniej. Ostatnio przyznała się, że jest jedyną nauczycielką języka obcego w całej szkole po studiach dziennych z tytułem magistra ... cała reszta nauczycieli języków obcych ma jedynie licencjaty!!! Tacy młodzi nauczyciele nie radzą sobie z dzisiejszą młodzieżą i puszczają ich na piękne oczy do kolejnych klas i rośnie nam młode pokolenie tłuczków, którzy w CV wpisują dobrą znajomość ang i niem a w rzeczywistości zdania w tym języku nie potrafią sklecić :/

    OdpowiedzUsuń
  13. Krzysztof, podałeś lekko nieadekwatny przykład, bo przepisy dotyczące "językowców" są odmienne od tych, które obowiązują resztę nauczycieli. Zgodnie z ustawą aby uczyć w podstawówce i w gimnazjum, trzeba mieć CO NAJMNIEJ licencjat, w technikum i liceum musisz być magistrem. Języki obce są tu wyjątkiem - a tłumaczy się to tak, że nie trzeba mieć koniecznie wyższego wykształcenia, by znać świetnie język obcy. Trzeba mieć natomiast skończony kurs pedagogiczny. I zresztą słusznie.
    Co do nauczycieli "nie radzących sobie" z młodzieżą... No własnie, a spróbuj usadzić kilku takich tłuczków. Podniesie się krzyk, płacz, pogonią cię mało tego, że rodzice, to jeszcze dyrekcja. Żeby "spałować" ucznia - nawet, jeśli ten nic nie umie - trzeba mieć naprawdę dobry powód. Takie są realia w świecie niżu demograficznego, gdzie szkoła walczy o każdego delikwenta. I na efekty nie trzeba długo czekać.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiedziałem że nauczyciele języków obcych jako jedyni nie muszą mieć wykształcenia wyższego - dzięki za uświadomienie. Co do różnic w kształceniu dziś i kiedyś to wpadłem na fajny demotywator idealnie obrazujący sytuację :D link poniżej:

    http://demotywatory.pl/3410444/Szkola

    Brakuje tylko dyrektora ochrzaniającego nauczycielkę :)

    pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  15. kilka fragmentów opinii z poradni pedag-psych.:

    -"uczennica nie zna zasad ortografii, zalecenie: podczas oceny prac pisemnych nie uwzględniać błędów ortograficznych" Co istotne u uczennicy nie stwierdzono dysleksji i dysortografii.

    -"uczeń stresuje się w trakcie odpowiedzi przed klasą" kilka linijek dalej: "uczeń stresuje się podczas pisania kartkówek i sprawdzianów"
    zalecenie dla szkoły: unikać tych formy sprawdzania wiedzy

    To tylko 2 przykłady, a jest takich "kwiatków" dużo więcej.

    OdpowiedzUsuń
  16. Krzysztof: akurat przepis odnośnie językowców uważam za usprawiedliwiony. Można znać świetnie język z innych źródeł, niż uczelnia wyższa, a potem np. zdać państwowy egazmin potwierdzający.
    Obrazek z demotywatorów jest niestety bardzo życiowy...

    OdpowiedzUsuń
  17. Anonimowy [pewnie Magda, ale mimo to bardzo proszę o podpisywanie się...]
    Jak najbardziej wierzę w te cytaty, bo sama czytam takie kwiatki. Tyle, że jeśli nie ma jak wół stwierdzone, że uczeń jest "dys-cośtam", to szkoła NIE MA obowiązku honorować takiej opinii. I też jest różnica między OPINIĄ a ORZECZENIEM. Orzeczenie trzeba bezwględnie szanować, a opinia zawsze pozostaje TYLKo opinią. I naprawdę, przy odbrobinie uporu i konsekwencji MOŻNA ją olać. Tyle, że do tego trzeba mądrej dyrekcji.

    OdpowiedzUsuń
  18. Obecnie tzn od 1.09.2011 szkoła ma obowiązek honorować zarówno opinię jak i orzeczenie, a nawet wystarczy wniosek rodzica lub nauczyciela i szkoła ma obowiązek przygotować IPET lub PDW dla uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych.
    Bożena
    ps Tutaj jest krótka informacja na ten temat:
    http://www.cen.edu.pl/cen_serwis/userfiles/file/link3/ipet_i_pdw.pdf

    OdpowiedzUsuń
  19. O proszę... Czyli tym razem ja byłam do tyłu z przepisami. No to bosko...
    Czyli wiecie co? Będzie teraz bardzo dużo takich Krzysiów, którzy kończą gimnazjum, mimo że nie umieją czytać i pisać.

    OdpowiedzUsuń
  20. No cóż, rzeczywiście przyszłość maluje się w ciemnych barwach. Jedynym pocieszeniem wydaje się być statystyka - w dużej próbce ludzi zwykle znajdą się elementy bardzo odstające od średniej. Myślę, że ów Krzysio..cóż.. to przykre... po prostu jest upośledzony pod względem nauki pisania. Brzydka nazwa, ładniej by zabrzmiało dys-cośtam. Oczywiście trzeba mu pomóc w każdy możliwy sposób, ale ze statystycznego punktu widzenia jest tylko jednym Krzysiem na milion innych dzieci i (mam nadzieję) ten milion nie ma problemów z czytaniem. Gorzej gdy z tego miliona znajdzie się 10% które nie zna faktów z II wojny :( A wracając do Krzysia - nie powinien opuścić podstawówki, niezależnie czy ma ona 6, czy 8 klas.

    OdpowiedzUsuń
  21. Anonimowy [swoją drogą ludzie, proszę, podpisujcie się - albo będę zmuszona kasować Wasze wpisy...]
    Niestety, myślę, że patrzysz zbyt optymistycznie... Oczywiście, Krzyś to jaskrawie drastyczny przypadek, ale jak już pisałam wyżej, większość dzieciaków u nas ma jakieś zaburzenia w kontekście pisania i czytania, a WSZYSKIE mają zaległości w nauce [bo inaczej by do nas nie trafiły...]. A sądzę, że nie jesteśmy jedyną tego typu szkołą w Polsce. Sądzę więc, te 10% znalazłoby się spokojnie. A podstawowych faktów z II wojny światowej to nie znają dziś i uczniowie dobrych liceów. Niestety...

    OdpowiedzUsuń