Nie będzie to post poświęcony w całości analizowaniu tej sytuacji i postawieniu diagnozy, dlaczego tak się stało. Dość powiedzieć, że nie było mnie w szkole 5 lat [mam na myśli okres studiów] i to wystarczyło, by zmieniła się ona nie do poznania. Instytucja, którą opuściłam jako maturzystka, zupełnie nie przypominała tej, do której trafiłam jako nauczycielka-stażystka - a przypominam, że staż i pierwsze lata pracy spędziłam nie w Zoo, tylko w normalnym, przeciętnym liceum. Dość szybko musiało mi się zacząć mieścić w głowie, że wcale nie jest oczywistym, by licealista umiał odmieniać rzeczowniki przez przypadki [ba! - by w ogóle ZANAŁ nazwy przypadków...], nie mylił Mickiewicza z Kochanowskim, a napisanie 3-4 zdań powiązanych ze sobą logicznie nie zajmowało mu połowy lekcji.
Potem trafiłam do szkoły dla młodzieży z założenia przejawiającej trudności w nauce i tu w eskpresowym tempie nauczyłam się raczej zakładać, że dzieciaki czegoś nie wiedzą i tłumaczyć im nawet - wydawałoby się - najbardziej banalne rzeczy, niż bazować na ich jakiejkolwiek wiedzy. Bywają jednak takie chwilę, w których nawet zaprawiona w bojach Dragonella rozkłada bezradnie skrzydła i naprawdę nie ma pojęcia, co z deliwentem zrobić. Krzyś jest jednym z takich przypadków.
Chłopak trafił do 3A gdzieś na początku listopada i tym można tłumaczyć fakt, że dopiero niedawno zdałam sobie sprawę z ogromu jego zaległości. Co prawda z poprzedniej szkoły przyniósł z języka polskiego pięć jedynek, ale to akurat nie jest u małpek-nowicjuszek niczym niezwykłym, bo ostatecznie z jakiegoś powodu ze swoich poprzednich placówek edukacyjnych musieli wylecieć... Muszę przyznać, że lampka ostrzegawcza nie zapaliła mi się również wówczas, gdy na pewnej lekcji poleciłam mu przeczytać kilka zdań na głos [robili to wszyscy uczniowie po kolei] - a Krzyś najzwyczajniej w świecie zaczął sylabizować i to z wielkim trudem. Cóż, z przykrością muszę stwierdzić, że takich dzieciaków mamy w Zoo mnóstwo, ale nie zawsze trudności z głośnym czytaniem oznaczają, że ma on kłopoty z czytaniem w ogóle. A ponieważ Krzyś generalnie jest miłym chłopcem, zgłasza się na lekcji i wykazuje chęć współpracy, to nie zainteresowałam się głębiej, jak poważne są jego dysfunkcje. Zrozumcie - 3/4 małpek ma "dys-cośtam", zaległości szkolne sięgające podstawówki, albo pogranicze normy intelektulanej. Przypadek Krzysia nie wydał mi się więc na pierwszy rzut oka niczym niezwykłym.
Tjaaa... Do momentu, aż nie zadałam mu pracy pisemnej na lekcji...
Uczę ich właśnie pisać różnego rodzaju pisma użytkowe - ogłoszenia, zaproszenia, podania, listy motywacyjne. Pomijając fakt, że takie krótkie formy wypowiedzi trafiają się na egzaminie gimnazjalnym, to akurat i w codziennym życiu umiejętność sporządzania tego typu tekstów przyda im się nie raz i nie dwa. Najpierw więc następuje mój wykład traktujący o tym, co obowiązkowo powinno się znaleźć w ogłoszeniu czy podaniu, potem rozdaję schemaciki, a następnie analizujemy współnie przykłady takich pism. Na koniec ćwiczenie praktyczne, czyli samodzielne zredagowanie tekstu zgodnie z instrukcją. Robią to na lekcji, pod moim okiem - czyli cały czas jestem do dyspozycji, jeśli mają jakieś wątpliwości, ale jednocześnie mam pewność, że praca została wykonana bez niczyjej pomocy z zewnątrz [czy ściągnięta z Internetu]. Pod koniec zajęć zbieram i oceniam.
No i w przypadku Krzysia dosłownie opadły mi łapki.
Poniżej przytaczam Wam dwa jego teksty. Pierwszy miał być ogłoszeniem w sprawie zaginięcia psa. Drugi - listem motywacyjnym w odpowiedzi na ogłoszenie o pracę w dziale telefonicznej obsługi klienta. Zapewniam Was, że chłopak pracował nad tym całą lekcję tak, że aż mu się z długopisu dymiło, tzn. NIE MAM WĄTPLIWOŚCI, że się starał i zrobił to najlepiej, jak tylko potrafił. I na tym właśnie polega dramat... Aha, pisownię zachowuję oryginalną.
OGŁOSZENIE
Zogbienia psa jest to psa mały ma dwej plamy ma głowie czarne. Psa ma imie Hebo. Kom. 654 424 555.
LIST MOTYWACYJNY
Szanowni Państwa!
Dowidnałm w prasie "Gazeta Praca" że Państwo posztuje pracownik na telefoniczna obsługa klienta.
Dyspozycyiność w tyh dnah kture pastwah. Wykształcenie wysze. Zależy mi nat prasie. Lube pracy w grupie. Pracy w sklep hablowy.
Czy ktoś jeszcze dziwi się mojemu załamaniu? Krzyś jest w trzeciej klasie gimnazjum, skończył 17 lat, a najwidoczniej nie umie ani czytać, ani pisać - po prostu nie zna liter. Pomijając fakt, że nie powinno się go wypuścić z nauczania początkowego i na dobrą sprawę powinnam mu przynieść zeszyt w trzy linie, posadzić z tyłu klasy i kazać ćwiczyć pisanie alfabetu - to niech mi ktoś powie, JAK ten facet da sobie radę w życiu??? Nawet jeśli zostanie niewykwalifikowanym pracownikiem fizycznym [a pytany przeze mnie oświadczył, że chce się uczyć na brukarza], to jak przeczyta umowę o pracę, żeby przekonać się, czy szef nie robi go w bambuko? A jakim cudem wypełni PIT? Zapłaci na poczcie rachunki? Jak przeżyje w dzisiejszym świecie czytając z trudem, a kompletnie nie umiejąc posługiwać się językiem pisanym?
Nie kończyłam "nauczania początkowego", nie mam więc pojęcia, jak uczyć pisać i czytać. Poza tym nawet gdybym to wiedziała [albo zaczęła to robić posługując się pedagogiczną intuicją], to przecież nie mogę tego robić na zajęciach w 3 klasie gimnazjum z prawie dorosłym chłopakiem, bo by mu koledzy z klasy żyć nie dali.
A Krzyś tymczasem przyszedł dziś do mnie i grzecznie zapytał, czy wystawię mu dopuszczający na półrocze. Bądź tu mądry i coś odpowiedz sensownego...
Brak mi słów...
OdpowiedzUsuńNie dziwię się...
OdpowiedzUsuńNo i pięknie mamy skutki tzw reformy, ja też kończyłam 8 kl, raz w tygodniu dyktando, 3 błędy ort. to była pała, zaświadczeń o dys- coś tam było, jak na lekarstwo, tak więc chcąc nie chcąc delikwent po podstawówce umiał czytać i pisać w miarę poprawnie. Czytając Twój post to się ciśnie mi tylko jedno o K...... jeszcze trochę a będziemy mieli analfabetów, pocieszający jest fakt, że nr komórki podał bezbłędnie. Pozdrawiam Magda
OdpowiedzUsuńA wiesz jakiego utworu bohaterem jest Jan Kiel?
Nazwisko zaczerpnięte z prezentacji maturalnej uczennicy z dobrego liceum
Efekt reformy oraz niżu demograficznego jest taki, że kiedyś taki uczeń nie zdałby do drugiej klasy podstawówki - a teraz spokojnie przepchnęli go do gimnazjum...
OdpowiedzUsuńJana-Kiela nie słyszałam, ale za to wiem o rozprawie między "Panem Wójtem a Plebanem" [i to studentka polonistyki na egzaminie ze staropolki!], oraz o wierszu Słowackiego pt. "Gruba Memnona" [to już liceum].
"Gruba Memnona" ;D Rozbroiło mnie to!
OdpowiedzUsuńTeż jestem "staromaturowcem", co napawa mnie dumą i, niestety, coraz większym smutkiem. Myślę czasami, że łatwiej i spokojniej by mi się żyło gdyby tak strasznie nie raziły mnie błędy wyczytywane w przeróżnych miejscach. Fora to już w większości śmietniki, ale i zwykłe artykuły w gazetach zniżają się do poziomu dna, mułu i wodorostów.
P.S.
Wydawało mi się wcześniej, że jesteś nieco starsza, a tu wychodzi, że możemy być rówieśniczkami :)))
Kochana Jan Kiel to postać Jankiela, popłakałam się ze śmiechu czytając tytuł utworu Słowackiego, myślę, że samego Julek by się nie domyślił, że to jego, a co się stało dziełu M. Reja, chociaż ten może by się nie obraził.
OdpowiedzUsuńKen G.:
OdpowiedzUsuńA widzisz, ja tylko takie "poważne" sprawiam wrażenie. Nie mam jeszcze 30 lat :)
Magda:
Domyśliłam się z Jankielem. To tylko dowodzi, że maturzystka nie widziała "Pana Tadeusza" na oczy.
Mamy "Krótką rozprawę między Panem, Wójtem a Plebanem". Trzy osoby, przedstawiciele trzech stanów - czyli szlachcic, chłop i duchowny. "Genialna" studentka polonistyki zrobiła z tego dialog tylko i wyłącznie między chłopem a klechą...
No to na dobranoc jeszcze jedna historyjka zapewniam, że autentyczna opisująca stan wiedzy naszych dzieciątek, czyli jej brak.
OdpowiedzUsuńWracam pewnego popołudnia z pracy , czekam na autobus i słyszę mimowolnie rozmowę dwóch uczennic
- ale dziś k....długo było- padło stwierdzenie
-no k..... długo bo była dziś rocznica jakiś wojny"- odparło drugie dziewczę
-Jaki wojny?
-nie wiem k.... jakiś światowy
- a to tego tak k.... długo było
tak rozmawiały ze sobą panny 1 września- bez komentarza nie?
Pozdrawiam Magda
No, czyli miałam rację :))) Mnie do 30. brakuje jeno dwa lata, więc blisko. Swoją drogą jak to brzmi... ;)))
OdpowiedzUsuńMagda Ty sobie chyba jaja robisz... masakra!
OdpowiedzUsuńDrago, no jakbyś nie podkreśliła,że zachowujesz oryginalną pisownię to bym pomyślała, że coś Ci się w klawiaturze poprzestawiało...No i co Ty z tym nieborakiem zrobisz? Przecież ktoś go musi nauczyć czytać i pisać. A rodzice to gdzie są, nie wiedzą,że mają dziecko-analfabetę? No ręce i skrzydła opadają
Według mnie to nie efekt gimnazjum tylko zmiana podejścia rodziców.
OdpowiedzUsuńDobrze pokazuje to ten obrazek:
http://demotywatory.pl/3606444/Szkolna-ewolucja
- takie sytuacje znam z życia swojej szkoły...
Współcześnie aby dziecko zostawić w klasach 1-3 SP potrzebna jest zgoda rodziców, więc nie zależnie od tego czy dziecko umie pisać i czytać po prostu idzie dalej...
Do tego dochodzą IPETy i mamy społeczeństwo analfabetów.
Magda:
OdpowiedzUsuńDobrze, że ja tych uczennic w autobusie nie słyszałam. Chyba trafiłoby mnie na miejscu.
A przyczyny tego stanu? Wg mnie to splot czynników, ale wyłuszczenie tego wymagałoby osobnego posta. W skrócie:
- reforma oświaty i wprowadzenie "systemu trójkowego"
- niż demograficzny
- odchudzenie programu nauczania
- zmiana podejścia nie tylko rodziców, ale i ogółu społeczeńśtwa do wiedzy
Kurde, nawet nie wiedziałam, że na "zimowanie" ucznia potrzebna jest zgoda rodziców... No tak, to dużo wyjaśnia. Ja pierdzielę...
Mag:
OdpowiedzUsuńRodzice muszą wiedzieć, bo jak inaczej? Krzysztof ma 17 lat, no nie wyobrażam sobie, żeby nikt wcześniej nie sygnalizował, że on ma aż takie problemy. Tylko że wiesz - większości rodzicom moich podopiecznych los dzieciaków zwisa i powiewa.
Co z nim zrobię, to nie mam pojęcia. W kwietniu ma egzamin gimnazjalny, potem kończy 3 klasę i do widzenia. Co ja zdążę do tego czasu, jeśli chłopak ma 10-letnie zaległości? Może dam radę nauczyć go liter. Może - jeśli będzie chciał do mnie chodzić na lekcje wyrównawcze. Bo przecież nie mam jak go do tego zmusić.
Ja z trochę innej strony: jasne że za taki stan rzeczy w pierwszej kolejności powinno się obwiniać rodziców i samego delikwenta, ale przykro mi przyznać że nauczyciele również ponoszą za to winę. Przykładowo: moja ciotka jest germanistką, w tym roku przechodzi na emeryturę po 30 latach germanizowania młodzieży w szkole średniej. Ostatnio przyznała się, że jest jedyną nauczycielką języka obcego w całej szkole po studiach dziennych z tytułem magistra ... cała reszta nauczycieli języków obcych ma jedynie licencjaty!!! Tacy młodzi nauczyciele nie radzą sobie z dzisiejszą młodzieżą i puszczają ich na piękne oczy do kolejnych klas i rośnie nam młode pokolenie tłuczków, którzy w CV wpisują dobrą znajomość ang i niem a w rzeczywistości zdania w tym języku nie potrafią sklecić :/
OdpowiedzUsuńKrzysztof, podałeś lekko nieadekwatny przykład, bo przepisy dotyczące "językowców" są odmienne od tych, które obowiązują resztę nauczycieli. Zgodnie z ustawą aby uczyć w podstawówce i w gimnazjum, trzeba mieć CO NAJMNIEJ licencjat, w technikum i liceum musisz być magistrem. Języki obce są tu wyjątkiem - a tłumaczy się to tak, że nie trzeba mieć koniecznie wyższego wykształcenia, by znać świetnie język obcy. Trzeba mieć natomiast skończony kurs pedagogiczny. I zresztą słusznie.
OdpowiedzUsuńCo do nauczycieli "nie radzących sobie" z młodzieżą... No własnie, a spróbuj usadzić kilku takich tłuczków. Podniesie się krzyk, płacz, pogonią cię mało tego, że rodzice, to jeszcze dyrekcja. Żeby "spałować" ucznia - nawet, jeśli ten nic nie umie - trzeba mieć naprawdę dobry powód. Takie są realia w świecie niżu demograficznego, gdzie szkoła walczy o każdego delikwenta. I na efekty nie trzeba długo czekać.
Nie wiedziałem że nauczyciele języków obcych jako jedyni nie muszą mieć wykształcenia wyższego - dzięki za uświadomienie. Co do różnic w kształceniu dziś i kiedyś to wpadłem na fajny demotywator idealnie obrazujący sytuację :D link poniżej:
OdpowiedzUsuńhttp://demotywatory.pl/3410444/Szkola
Brakuje tylko dyrektora ochrzaniającego nauczycielkę :)
pozdr.
kilka fragmentów opinii z poradni pedag-psych.:
OdpowiedzUsuń-"uczennica nie zna zasad ortografii, zalecenie: podczas oceny prac pisemnych nie uwzględniać błędów ortograficznych" Co istotne u uczennicy nie stwierdzono dysleksji i dysortografii.
-"uczeń stresuje się w trakcie odpowiedzi przed klasą" kilka linijek dalej: "uczeń stresuje się podczas pisania kartkówek i sprawdzianów"
zalecenie dla szkoły: unikać tych formy sprawdzania wiedzy
To tylko 2 przykłady, a jest takich "kwiatków" dużo więcej.
Krzysztof: akurat przepis odnośnie językowców uważam za usprawiedliwiony. Można znać świetnie język z innych źródeł, niż uczelnia wyższa, a potem np. zdać państwowy egazmin potwierdzający.
OdpowiedzUsuńObrazek z demotywatorów jest niestety bardzo życiowy...
Anonimowy [pewnie Magda, ale mimo to bardzo proszę o podpisywanie się...]
OdpowiedzUsuńJak najbardziej wierzę w te cytaty, bo sama czytam takie kwiatki. Tyle, że jeśli nie ma jak wół stwierdzone, że uczeń jest "dys-cośtam", to szkoła NIE MA obowiązku honorować takiej opinii. I też jest różnica między OPINIĄ a ORZECZENIEM. Orzeczenie trzeba bezwględnie szanować, a opinia zawsze pozostaje TYLKo opinią. I naprawdę, przy odbrobinie uporu i konsekwencji MOŻNA ją olać. Tyle, że do tego trzeba mądrej dyrekcji.
Obecnie tzn od 1.09.2011 szkoła ma obowiązek honorować zarówno opinię jak i orzeczenie, a nawet wystarczy wniosek rodzica lub nauczyciela i szkoła ma obowiązek przygotować IPET lub PDW dla uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych.
OdpowiedzUsuńBożena
ps Tutaj jest krótka informacja na ten temat:
http://www.cen.edu.pl/cen_serwis/userfiles/file/link3/ipet_i_pdw.pdf
O proszę... Czyli tym razem ja byłam do tyłu z przepisami. No to bosko...
OdpowiedzUsuńCzyli wiecie co? Będzie teraz bardzo dużo takich Krzysiów, którzy kończą gimnazjum, mimo że nie umieją czytać i pisać.
No cóż, rzeczywiście przyszłość maluje się w ciemnych barwach. Jedynym pocieszeniem wydaje się być statystyka - w dużej próbce ludzi zwykle znajdą się elementy bardzo odstające od średniej. Myślę, że ów Krzysio..cóż.. to przykre... po prostu jest upośledzony pod względem nauki pisania. Brzydka nazwa, ładniej by zabrzmiało dys-cośtam. Oczywiście trzeba mu pomóc w każdy możliwy sposób, ale ze statystycznego punktu widzenia jest tylko jednym Krzysiem na milion innych dzieci i (mam nadzieję) ten milion nie ma problemów z czytaniem. Gorzej gdy z tego miliona znajdzie się 10% które nie zna faktów z II wojny :( A wracając do Krzysia - nie powinien opuścić podstawówki, niezależnie czy ma ona 6, czy 8 klas.
OdpowiedzUsuńAnonimowy [swoją drogą ludzie, proszę, podpisujcie się - albo będę zmuszona kasować Wasze wpisy...]
OdpowiedzUsuńNiestety, myślę, że patrzysz zbyt optymistycznie... Oczywiście, Krzyś to jaskrawie drastyczny przypadek, ale jak już pisałam wyżej, większość dzieciaków u nas ma jakieś zaburzenia w kontekście pisania i czytania, a WSZYSKIE mają zaległości w nauce [bo inaczej by do nas nie trafiły...]. A sądzę, że nie jesteśmy jedyną tego typu szkołą w Polsce. Sądzę więc, te 10% znalazłoby się spokojnie. A podstawowych faktów z II wojny światowej to nie znają dziś i uczniowie dobrych liceów. Niestety...