Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

niedziela, 14 października 2012

Rycerz bez skazy

    Żyję, żyję, mam się dobrze - nie oślepłam i małpki mnie nie zjadły :)
    Cisza w eterze spowodowana była tym, że nieodwołalnie dopadł mnie hetman Żółkiewski, czyli konieczność napisania pracy podyplomowej na nieszczęsnej historii. Tak, wiem, że miałam się tym zająć w wakacje, ale tak wyszło, że w tym roku na korzystanie z wolnego [i poświęcenie go np. na bazgrolenie tekstu, który udaje, że jest naukowy...] absolutnie nie mogłam sobie pozwolić. No i jak sami wiecie, niemal przez cały urlop zachrzaniałam w szkole dla obcokrajowców. W rezultacie w trakcie wakacji udało mi się jedynie zgromadzić materiały. Myślałam szczerze mówiąc, że będę mogła się ubiegać o przesunięcie terminu oddania pracy, bo przecież taka możliwość istnieje na każdych zwyczajnych studiach. A tu okazało się, że zonk - regulamin podyplomówki takiej opcji nie przewiduje i już. Czyli Smoku albo się sprężysz i napiszesz pracę w 2 tygodnie, albo jesteś 3 tysiące złotych polskich w plecy. I chyba nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby wywnioskować, co wybrałam...
    Melduję zatem wszem i wobec, że dziś rano właśnie skończyłam te wypociny i posłałam je mojemu promotorowi. Szczerze podziwiam Hipka, który z własnej nieprzymuszonej woli przeczytał ten pożal się Boże tekst - zresztą, nie zdziwię się, jeśli okaże się moim jedynym czytelnikiem w tej kwestii. Ale czego się można spodziewać po pracy, którą pisałam de facto jakieś 4 dni, bo resztę czasu z tych dwóch tygodni zajęło mi przeczytanie niezbędnej bibliografii. No cóż, dumna to ja absolutnie z tego nie jestem i doskonale zdaję sobie sprawę, że król jest nagi - ale też świetnie wiem, że prace podyplomowe nie są pisane po to, by odkryć Amerykę, tylko po to, by dostać papier, który ci da nowe kwalifikacje zawodowe. Wykształcenie wyższe w końcu już mam, i to nawet podwójne :)
    Inna sprawa - co mnie do cholery podkusiło, żeby jako przedmiot badań wybrać sobie akurat postać Stanisława Żółkiewskiego?! Myślałam, że usnę czytając jego monografie. Facet był tak nieskazitelny, że aż się niedobrze robi :) Nie przesadzam, nie miał chyba żadnych wad! Przez całe życie był rycerski, wspaniały, oddany krajowi - a prywatnie był kochającym mężem i ojcem, a żonę szanował i jej nie zdradzał. Żadnej skazy, chodzący ideał! W pewnym momencie już myślałam, że będzie ciekawiej, bo hetman był osobą ogromnie religijną i żarliwie służącą Kościołowi Katolickiemu, a żył przecież w czasach kontrreformacji i grzmiącego Piotra Skargi. Myślę sobie: no, tu cię mam bratku, pewnie prześladowałeś innowierców i nawoływałeś do palenia heretyków... Ale gdzie tam! Wzór tolerancji i otwartości! Mało tego, że szanował inne wyznania chrześcijańskie - to jeszcze nawet dla mieszkających w jego włościach Żydów był jak dobry ojciec! Świątynie im pozwalał wznosić, swoje browary prowadzić, łaźnie rytualne zakładać, równouprawnienia w handlu pilnował, żeby im się krzywda finansowa nie działa... W tamtych czasach, macie pojęcie?
    A czemu narzekam? Bo chyba nie ma nic nudniejszego, niż pisanie o człowieku, który jest chodzącym ideałem :) Jestem kiepska w tworzeniu panegiryków. Ale jak trzeba, to trzeba - zatem napisałam. I teraz będzie już troszkę luźniej, więc powinnam znaleźć dla Was więcej czasu. Pytanie tylko, czy małpki dostarczą mi odpowiedniej ilości tematów. W sumie to nawet nie wiadomo, czy mi tego życzyć, czy nie.
   Tak a propos życzeń, to dzisiaj Dzień Nauczyciela, czyli jak by nie patrzeć moje święto. To co, pożyczy mi ktoś czegoś?

15 komentarzy:

  1. Pieeerwsza!!!! Sykiego najlepsiego z okazji Dnia Nauczyciela, niech smocza cierpliwość jak stal twarda będzie, a praca niech przynosi małpią radość :)
    btw, a propo monografii Żółkiewskiego- kiedyś biografie pisało się inaczej, celem było wystawianie pomnika trwalszego niż ze spiżu, pisanie źle o zmarłych było nie na miejscu. Więc się nie przejmuj, gdyby dzisiaj taki Domosławski wziął Żólkiewskiego pod mikroskop to byśmy się pewnie dowiedzieli, że nie mył uszu i miał krosty na tyłku ;)
    No i gratki- sprytny Smok,w cztery dni praca dyplomowa- klękam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Senkjuuu :)

      Co do Żółkiewskiego - to, że jego monografie pisane w czasach zaborów czy przed II wojną światową, są pomnikami, to akurat do przewidzenia było. Na gwałt potrzebni byli bohaterowie, a hetman pasował jak ulał. Sęk w tym, że współcześni monografowie też nad nim pieją... Co najwyżej wskazują, że Cecora mu nie wyszła, ale też i jak miała wyjść, skoro dowodził bitwą jako 70-letni dziadek? Mówię ci, nuuudyyy...
      Mag, ale wyobraź sobie - napisać pracę w 4 dni. Zdajesz sobie sprawę zatem, jaki to gniot? :)

      Usuń
    2. Już tam gniot- wybitny smok i w cztery dni się z pracą upora wybitnie :)

      Usuń
    3. Hipek, powiedz jej coś, bo mi nie wierzy... :)

      Usuń
  2. A idźcie w diobły, z dwójką nie wygram... :P

    OdpowiedzUsuń
  3. no bo widzisz, trza bylo napisac monografie o mnie :) tez ideal, ale byloby weselej :P
    A tak swoja droga z moich 2 podyplomowek najbardziej jestem dumny z tej z doradztwa zawodowego, i siedzialem nad nia (o ile pamietasz np. [podaje w mianowniku] Pío Baroja) kilka ladnych tygodni :) Lubilem tez sie wyklocac z Toba :)

    Co do Dnia Nauczyciela, to syskiego najlepsego :) z wrogami sobie poradzisz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że Ci coś sprawdzałam i że się faktycznie wykłócaliśmy :)
      Ja - jak do tej pory - jestem zadowolona najbardziej z licencjatu, bo przynajmniej został wydrukowany, posłany do bibliotek i może się komuś na coś przydał. Obie magisterki to jak zwykle, sztuka dla sztuki, choć zrobiłam je porządnie i uczciwie. Natomiast to coś o Żółkiewskim... Szkoda gadać :)

      A w roli obrońcy Smoka wystąpi Rycerz na Białym Koniu - w tej roli Hipek w 20-letnim bordowym Golfie :):):)

      Usuń
  4. Podstaw mu drugiego konia, bo jesli to Hipek, to ja czarno widze tego jego Bialego konia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robal, za chlorellę nie rozumiem Twojego komentarza...

      Usuń
    2. hahahahaha :) Jesli w roli obroncy wystapi Rycerz na Bialym Koniu, a w tej roli Hipek, ktory z imienia wazy tyle ile sobie wyobrazam, to zaden Najbielszy Kon nie udzwignie w pojedynke :) ot, tak mi poszlo po skojarzeniach :)

      Usuń
    3. No cóż, owszem, Hipek nie został Hipkiem bez powodu [podobnie jak ja nie zostałam bez powodu Smokiem :)], ale aż tak tragicznie nie jest. Konie w średniowieczu też musiały dźwigać niezłe obciążenia, taki rycerz w pełnej zbroi płytowej, z mieczem i tarczą, też swoje ważył... Więc może nasz wysłużony koń mechaniczny da jednak radę.

      Usuń
    4. Bialy Kon Mechaniczny? Co za czasy... A Ty Zostalas Smoczyca (a nie Smokiem) z powodu potworowatosci :) a nie gabarytow.

      Usuń
  5. Wiesz, to ja Ci na Dzień Nauczyciela życzę, żeby Cię życie traktowało niczym hetman Żółkiewski - miło, szarmancko, z szacunkiem i atencją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osz w mordę jeża... Dobre, tak na to nie spojrzałam. Dziękuję bardzo. No co filolog, to filolog :)

      Usuń