Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

piątek, 26 października 2012

Małpka nr 12 - Smrodek

    W ramach wiwisekcji kolejnej małpki zajmiemy się dziś Grzesiem z 1B, którego w jednym z poprzednich postów nazwałam Smrodkiem. Miałam na myśli jego konkretne zachowanie na owych zajęciach i na tamten moment ksywka pasowała jak ulał. Teraz już jest zdecydowanie inaczej, więc może i nie powinnam go dalej nazywać Smrodkiem, tyle, że jakoś mi to przylgnęło... Nawet kiedy opowiadając w domu Hipkowi zdarzenia ze szkoły użyję tego pseudonimu, to on wie już od razu, o którego ucznia mi chodzi. Niech więc na razie będzie Smrodek z wydźwiękiem życzliwości, dopóki szkolna rzeczywistość nie sprawi, że znajdzie mu się inna ksywka.
    Na moje nauczycielsko-wychowawcze oko Grześ jest typowym przykładem dziecka zagubionego w brutalnym świecie dorosłych. Swoim wyglądem wywołuje macierzyńskie instynkty i proszę mi wierzyć, skoro JA to mówię [czyli osoba niezbyt hojnie przez naturę takimi instynktami obdarzona], to znaczy, że tak jest w istocie. Ma jakieś 15-16 lat [nie sprawdzałam dokładnie daty urodzenia], ale nie wszedł jeszcze w okres dojrzewania, więc wygląda góra na 13 - czyli jest chudym krasnalem z buzią i głosem małego chłopczyka. Jego zachowanie natomiast to mieszanka dziecinności z cwaniactwem i wulgarnością. I nie trzeba być wybitnym znawcą psychologii rozwojowej czy schematu funkcjonowania rodziny dysfunkcyjnej, by domyślić się, że jest to efekt strategii obronnej obliczonej na to, by przetrwać. Ja obstawiam podręcznikowy casus Dziecka-Maskotki, ale rzecz jasna szufladkowanie nie ma większego znaczenia.
    Skoro już jesteśmy w tym temacie, to przyjrzyjmy się najpierw rodzinie Smrodka. Te informacje mam od jego wychowawczyni, historyczki Marzenki [tej samej, która kiedyś nieświadomie wywołała furię u Fanki Metalu], notabene świetnej kobitki, pracującej w Zoo już ósmy rok [a to już wielce wymowna informacja...] z którą się znakomicie dogaduję. Wracając do ucznia, to sprawa jest tak banalna, jak tylko może być - czyli oboje rodzice alkoholicy. Pociąga to za sobą wszelkie zwyczajowe konsekwencje, jak bieda [bo może nie być na podręczniki czy ubranie i jedzenie, ale wódkę kupić trzeba], puszczenie dzieci samopas oraz przemoc jako odpowiedź na każdy realny lub wymyślony problem. Pamiętacie post o książkach do polskiego i moją umowę z Grzesiem, że przyniesie podręcznik pod koniec miesiąca, jak ojciec dostanie wypłatę? No, to teraz już wiem, że ten moment raczej nie nastąpi i to naprawdę nie z przyczyn zależnych od chłopca, bo pewnie prędzej piekło zamarznie, niż Smrodek-Senior odżałuje synowi te 20 złotych na używaną książkę. Mam więc lekki dylemacik, jak to mądrze rozwiązać - bo muszę go w końcu zacząć karać jedynkami, skoro tak traktuję resztę, a z drugiej strony wiem, że on nic nie może na to poradzić.
    Wracając do rodziny Grzesia, to ma on u nas w szkole jeszcze starszą o rok siostrę, wychowankę doświadczonej matematyczki Ireny [też o niej kilka razy wspominałam przy różnych okazjach - naprawdę bardzo mądra kobieta, coś w stylu Smoczycy-Seniorki :)]. A właściwie w tym momencie ma już tylko teoretycznie, bo dziewczynę zwinięto we wtorek do ośrodka wychowawczego. Notabene odbyło się w związku z tym całe polowanie, bo rodzina ukrywała córkę przed policją, kiedy tylko funkcjonariusze podjeżdżali pod dom. Dziewczyna przestała też rzecz jasna pojawiać się w szkole, więc Irena wezwała pisemnie jej matkę na rozmowę, a ta tłumaczyła się z rozbrajającą szczerością, że przecież nie może chodzić, bo ją z Zoo zgarną psy... Irenie pozostało tylko zrugać rodzicielkę i delikatnie kazać jej się puknąć w głowę za takie podejście do sprawy, choć i tak nie sądzę, by coś dotarło do jej pijackiego mózgu. Co do siostry Grzesia natomiast, to dla niego samego dobrze się stało, że ją zabrali - co najmniej z dwóch powodów. Primo - zobaczył wyraźnie, że przychodzi taki moment, kiedy trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów, więc może odrobi lekcję i sam się trochę opamięta. Secundo - ta jego siostra to, mówiąc wprost i brutalnie, typowy egzemplarz zdemoralizowanej, młodocianej galerianki [bo nie chcę tu używać słowa na "k", które mi się ciśnie na usta]. Odseparowanie od niej dobrze młodszemu bratu zrobi.
    Sam Smrodek przede wszystkim rozpaczliwie poszukuje akceptacji i uwagi, wszystko jedno jakiej i od kogo. Kiedy więc idzie na łatwiznę i chce się przypodobać kolegom, to wyłazi z niego kawał cynicznego, wulgarnego chama - nie bez powodu zresztą sam ma mieć sprawę w sądzie 31 października. Nie jest jednak przypadkiem straconym, bo widać wyraźnie, że stara się nad sobą panować i chyba powolutku zaczyna docierać do niego, że jest na najlepszej drodze, by spieprzyć sobie życie tak, jak jego rodzice, a teraz także siostra. Pamiętam np. taką sytuację na polskim, którą mi bardzo zaimponował [co mu rzecz jasna wprost i otwarcie przy kolegach powiedziałam]. Mianowicie uzbierało mu się od początku roku szkolnego już sporo uwag negatywnych, więc Marzenka zapowiedziała mu, że każda następna zaowocuje pisemną Naganą Wychowawcy, co się na pewno sędziemu nie spodoba. Chłopak walczy więc sam ze sobą, żeby się jakoś opanować. No i była taka sytuacja, że na mojej lekcji w jego klasie pojawił się taki jeden zdemoralizowany bandziorek, który robił wszystko, żeby rozłożyć zajęcia oraz rzecz jasna nakręcał pozostałych uczniów. Co natomiast zrobił Grześ, kiedy zobaczył, co się święci? Zabrał swoje rzeczy i przeniósł się do pierwszej ławki koło mojego biurka z komentarzem: "Kurwa, idę od was, bo nie chcę mieć potem przejebane przez to, że się zachowujecie jak debile". Pomijając bluzgi - których w tej sytuacji nawet nie skomentowałam - to aż mi szczęka opadła, więc go pochwaliłam, oczywiście nie patetycznie, żeby się potem z niego koledzy nie nabijali na przerwie, tylko tekstem w stylu: "No bracie, masz ode mnie szacun na dzielni" :)
    Grześ, jako się rzekło, przede wszystkim szuka akceptacji. Jest więc pierwszym uczniem, który podleci do nauczyciela na dużej przerwie, ot tak, żeby sobie z nim pogadać. Do Marzenki przylepia się wręcz niemożebnie - do tego stopnia, że kiedy zgarnęli mu siostrę, to przyszedł się do niej wypłakać przed lekcjami [i to dosłownie!]. A po szkole wcale nie ma ochoty wracać do domu [czemu się absolutnie nie dziwię...], tylko siedzi jak długo się da w salce warsztatowej, do której wstawiono w tym roku stary, prowizoryczny stół do ping-ponga i gra z każdym, kto mu się nawinie. Ja - po "ustawieniu" go sobie na pierwszej, pamiętnej lekcji - mam z nim święty spokój i wiem też, że Smrodek mnie bardzo lubi [bo mówił to Marzenie]. Po kredę pójdzie, tablicę zetrze, pomoce naukowe do pokoju nauczycielskiego zaniesie, jak ma lepszy dzień, to się zgłasza, a jak ma gorszy, to spokojnie leży na ławce i nie przeszkadza [wtedy daję mu spokój].
    Gdyby urodził się w normalnej rodzinie, to byłby grzecznym, choć trochę żywym chłopcem, pożytkującym swoją energię na zawody sportowe czy inne kółka zainteresowań. Ale ponieważ jest synem alkoholików, to w efekcie zaniedbania wylądował u nas. Choć na dobrą sprawę taki komentarz można napisać pod niemal każdą małpką - czyli gdyby nie nawalili dorośli, to dziecko nie miałoby problemów.
 

2 komentarze:

  1. Już chyba to kiedyś pisałam u Ciebie... Żeby zostać rodzicem, każdy powinien przejść odpowiednie testy i szkolenia. Awykonalne, wiem, ale pomarzyć zawsze można :)

    p.s. Ostatnio dowiedziałam się, że jako osobnik, który absolutnie mieć dziecka nie chce, bardziej się nadaję na rodzica, niż cała zgraja wspaniałych ludzi nieprzystosowanych do życia i do bycia rodzicem... Może coś w tym jest ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, o szkoleniach na rodzica to ja kiedyś jakiś post popełniłam - tzn. z taką pointą.

      Ja nie wiem, czy bym się nadawała na rodzica, ale chyba nadaję się na wychowawcę. Zresztą, wydaje mi się, że o wiele łatwiej wychowywać cudze dzieci, niż własne - bo nie ulega się tak bardzo emocjom.

      Usuń