W każdym razie - gdzie i kiedy tylko mogę, tam staram się jak najwięcej mitologii przemycić i choć odrobinę zarazić uczniów tym moim nieszkodliwym świrem. W tym roku wymyśliłam, że urządzę w Zoo konkurs ze znajomości mitów greckich. W tym miejscu wypada zaznaczyć, że zorganizowanie w naszej szacownej placówce jakiegokolwiek konkursu przedmiotowego to prawdziwe wyzwanie, bo zapewniam Was, że nauka to ostatnie zajęcie, na jakie nasze małpki mają ochotę - a już kto to słyszał, by z własnej, nieprzymuszonej woli wkuwać jakiś dodatkowy materiał? Jeszcze ich do tego stopnia nie porąbało, by poświęcać wolny czas na opanowanie czegoś więcej, niż potrzeba, by uzyskać ocenę dopuszczającą. Przecież żeby przygotować się do takiego konkursu, trzeba by coś przeczytać, albo nie daj Boże coś samemu wyszukać - a po szkole jest tyle przyjemniejszych zajęć. Na przykład palenie wysępionych z trudem fajek, picie na ławeczce piwa z dyskontu [względnie prostego wina] lub uganianie się z maczetami za kibicami wrogiego klubu piłkarskiego...
Tym niemniej postanowiłam, że dopnę swego. W tym celu przede wszystkim we wszystkich klasach, które w tym roku uczę, rozpoczęłam rok szkolny od tematów mitologicznych. A to związki frazeologiczne, a to najważniejsi bogowie, a to wybrane mity - Dedal i Ikar, Demeter i Kora, Orfeusz, Prometeusz... Potem urządziłam kampanię propagandową, czyli obtrąbiłam fakt organizacji konkursu na zajęciach oraz zaprzęgłam do takich samych działań inne polonistki. Do tego doszło obklejenie Zoo kopiami zredagowanego przeze mnie dowcipnego ogłoszenia na temat konkursu, którego treść pojawiła się również na stronie internetowej szkoły. Wszystkim małpkom, które wykazały chociażby cień zainteresowania, niemal przemocą wciskałam do łapek karteczkę z wyszczególnionym DOKŁADNYM zakresem materiału - czyli których bogów trzeba znać, które związki frazeologiczne, które mity... Rzecz jasna spis nie był zbyt obszerny i w normalnej szkole z czegoś takiego nie robiłoby się konkursu - ale tu nie Harvard, tylko Zoo, więc bądźmy realistami. Potem odwiedziłam gabinet Wiceszefowej i pobrałam z jej Magicznej Szafy z Fantami kilka książek [nawet w sumie całkiem fajnych], które wręczę jako nagrody. No i w ramach dodatkowej, wymiernej marchewki [czy może raczej - banana...?] zapowiedziałam małpkom, że za przejście do drugiego etapu [bo będą dwa] stawiam piątkę, a za zostanie laureatem całości szóstkę. A że zarobić piątkę u Smoczycy to jednak nie w kij dmuchał, więc udało mi się wywołać konkursem pewne zaciekawienie.
Pierwszy etap odbył się wczoraj. Z 14 osób, które się zapisały, stawiło się 7 - dobre i to... Najbardziej żałuję, że pomimo zgłoszenia się ostatecznie sprawę olała Młoda Gniewna [jak widzę, to specjalność Sylwii wycofać się w ostatnim momencie, o ile pamiętacie historię z Targami Edukacyjnymi] oraz Grześ [który, swoją drogą, już chyba niedługo doczeka się własnego posta]. No ale nic, przyszło za to dwóch całkiem sympatycznych chłopców z 1B [czyli z klasy Grzesia], którzy co prawda niewiele napisali, ale liczy się w ogóle to, że byli, czyż nie? Poza tym przydreptały dwa moje osobiste Muppeciątka oraz trójka zawodówkowiczów. Cała ferajna to moi uczniowie - i byli nawet na tyle łaskawi, że pozwolili się sfotografować [będzie do kroniki szkolnej]. Żeby im się przyjemniej pisało, przed rozdaniem kart konkursowych wręczyłam każdej małpce po mini-czekoladzie, z której mieli dodatkowy ubaw. Były takie same, ale z różnymi obrazkami - a że zbliża się Halloween, to w sklepach królują związane z tym motywy: czekoladka z Czarownicą, Czarnym Kotem, Wampirem i Mumią. Niby moi uczniowie to rocznikowo stare konie [najmłodszy uczestnik 16 lat, najstarszy 20...], ale momentalnie zaczęło się: "Eee, ja chcę Mumię, ma pani jeszcze jedną? Nieee? Ej, Anka, wymień się, dam ci Kota... No pliiiiz, nie bądź świnia...".
Żeby zapobiec ściąganiu wzięłam się na sposób - zapowiedziałam im, że do drugiego etapu przechodzą 3 najlepsze osoby bez względu na ilość punktów. Czyli kalkulacja jest prosta: możesz podpowiedzieć koledze, ale potem nie miej pretensji, jeśli on przez to zdobędzie ten jeden punkt więcej niż ty i to on się załapie dalej... W efekcie każdy siadł sam i zazdrośnie strzegł swej kartki :) A jak poziom? Różnie. Te trzy osoby, które przeszły dalej, faktycznie napisały sporo i widać, że musiały coś w domu powtarzać. A reszta - cóż, podeszła z marszu w nadziei, że jakoś to będzie. No i nie było :)
Jako pointę mam dla Was konkursowy "kwiatek" autorstwa jednego z chłopców z 1B. Zadanie polegało na rozpoznaniu posągu danego boga [rzecz jasna powybierałam takich, żeby mieli charakterystyczne atrybuty...] i podpisanie go. Wśród czterech zdjęć było między innymi takie:
Otóż według Wojtusia jest to - uwaga uwaga - HEFAJSTOS.
Tjaa... Szczególnie te cycki... Na pewno wyrobiły mu się, kiedy machał młotem, wykuwając pioruny Zeusowi :)

Ha, dobre. Też lubię mitologię grecką, choć chyba nie aż tak, jak Ty
OdpowiedzUsuńJa to mam świra, przyznaję. Po raz pierwszy przeczytałam całego Parandowskiego jako ośmiolatka.
UsuńJa też gdzieś w tym czasie :D Z tym, że ja teraz nieco boczkiem, bo nie bardzo z czasem, ale zgłębiam mitologię nordycką i celtycką
Usuńco ty chcesz od tego Hefajstosa? a moze to Hefajstos Travesti? albo In Coguto? he? lubilem mitologie, i zawsze bede ja kojarzyl (zwlaszcza Parandowskiego) z moja s.p. polonistka.
OdpowiedzUsuńGratuluje bzika :) fajny i nieszkodliwy. Ciekaw jestem drugiego etapu :)
Myślę, że Artemida byłaby jednak oburzona faktem pomylenia jej z kulawym, obleśnym chłopem, zwłaszcza, że generalnie trzymała się od płci męskiej z daleka... :)
UsuńParandowski jest najbardziej "szkolny", czyli ugrzeczniony, ale też mity znane są w Polsce głównie w jego wersjach. Dopiero na studiach miałam okazję poznać, że mitologia grecka baaardzo różni się od tego, co nam tłuczono do głów, jeśli sięgnąć do źródeł. Zatem Kubiaka polecam. Pyszności :)