Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Hospitacja u Smoka

    W zeszłym tygodniu miałam na zajęciach hospitację Głównej Szefowej. Nie znaczy to, że w czymś podpadłam - dyrekcja ma obowiązek zwizytować minimum jedną lekcję rocznie każdego zatrudnionego nauczyciela, po czym sporządzić Kartę Hospitacji i wystawić ocenę. Wszystko rzecz jasna na wypadek ewentualnego nalotu z kuratorium. Na placówki oświatowe nałożony jest obowiązek nieustannej ewaluacji pracy, oceny, sprawdzania, inwigilacji, słowem "Wielki Brat patrzy" - a ponieważ, jak już wspominałam, "szkoła lubić papierki", przeto nie ma wdzięczniejszego sposobu zatkania paszczęki wizytatorowi, niż zarzucenie go stosem kart hospitacyjnych. Niech siedzi i przegląda, a co... Smacznego :)
    Do hospitacji dyrekcje podchodzą rozmaicie w zależności od układów, jakie panują w szkole. Wiem o placówkach, w których staje się to narzędziem terroryzowania nauczycieli - szef wtedy albo wpada na zajęcia bez żadnego uprzedzenia [co rzecz jasna stresuje - wiadomo, zawsze gorzej pracuje się wiedząc, że jest się skrupulatnie ocenianym i to chyba niezależnie od wykonywanego zawodu], albo owszem, zapowiada swoje przybycie wcześniej, ale domaga się przygotowania na lekcję specjalnych fajerwerków [tak notabene było w poprzedniej szkole, w której uczyłam]. W Zoo, jak wielokrotnie podkreślałam, dyrekcję mamy normalną, czyli taką, która nie utrudnia nam życia i generalnie nie zakłada, że jesteśmy bandą oszustów, darmozjadów i nierobów. Hospitacje zatem nie są szczególnie stresujące - choć rzecz jasna mogę w tym momencie mówić za siebie, bo być może inni nauczyciele mimo wszystko są nimi zdenerwowani z jakichś powodów. Ja po prostu robię swoje, czyli pracuję w miarę możliwości tak, jak normalnie.
    Wizytacjami obie dyrektorki dzielą się mniej więcej po równo [bo jedna nie zdołałaby w ciągu roku obejrzeć lekcji wszystkich pracowników - z przyczyn technicznych]. Dzielą się zgodnie z kluczem przedmiotowym: Główna - jako filolog - bierze przedmioty humanistyczne, a Wice - matematyk - przedmioty ścisłe. Do mnie na zajęcia przychodzi więc zawsze Główna i nie inaczej było tym razem. Zapowiedziała się do klasy Jadzi, czyli 3A, a temat, który akurat tam wypadł, to rodzaje komizmu w "Zemście" Fredry.
    Nie spodziewałam się żadnych wpadek, bo z tą klasą dobrze się dogaduję - na szczęście się nie pomyliłam i małpki nie podłożyły mi żadnej świni. Co więcej, zachowywali się lepiej, niż normalnie :) Otóż wszyscy mieli zeszyty, w których gorliwie notowali, nie było rozmów nie na temat, łażenia po klasie czy wychodzenia w trakcie zajęć. Bardziej kumaci brali aktywny udział w zajęciach i szczerze mówiąc byłam pozytywnie zaskoczona, bo okazało się, że sporo pamiętają. Temat komizmu robiłam już z nimi w drugiej klasie na podstawie słynnych komiksów z Garfieldem, od których zresztą wzięła się potem moja szkolna ksywa. Potrafili mi więc bardzo sensownie wymienić i wytłumaczyć, na czym polega komizm słowny, postaci i sytuacyjny - a wszystko, co ja musiałam zrobić w tym temacie, to pokazać im, gdzie to występuje w "Zemście". Ale nie koniec na tym, bo kiedy zagadnęłam ich o genezę komedii, to jedna z dziewuszek rozgadała mi się o teatrze greckim - skubana pamiętała dokładnie wszystko, co mówiłam o aktorach i symbolice kostiumów. Piękny popis erudycji, tym bardziej, że spontaniczny, co było widać, słychać i czuć.
    Dziś byłam "na dywaniku" u Głównej w sprawie oceny tych zajęć i wiem, że jej też się spodobały. Zapytała mnie, czy 3A zawsze jest taka grzeczna, na co zgodnie z prawdą stwierdziłam, że aż tak to nie, ale że generalnie nie mam z nimi w tym roku większych problemów. Pytała mnie tylko o Rafała, który całe zajęcia przesiedział w czapce. Tjaa... No cóż, wiedziałam, że to się Szefowej nie spodoba i przed jej przyjściem poleciłam mu, żeby zdjął nakrycie głowy, ale stanowczo odmówił. Dałam mu zatem spokój z zastrzeżeniem, że jeśli dyrektorka sama zwróci mu uwagę, to zgodnie z prawdą oświadczę, że upominałam go już w tej sprawie, ale nie wykonał mojego polecenia. Podczas "spotkania dywanikowego" wyjaśniłam jednakże Głównej, że w przypadku Rafała nie naciskam, by zdejmował na lekcji czapkę, ponieważ chłopak jest regularnie bity w domu i często nakrycie głowy ma najzwyczajniej w świecie zasłonić sińce. Ot, proza życia w Zoo, którą wszyscy pracujący tu nauczyciele dobrze rozumieją.

    A teraz moi Drodzy Czytelnicy muszę poprosić Was o uzbrojenie się w cierpliwość. Otóż w tę sobotę mam ostatni na podyplomówce egzamin - z historii średniowiecza. Jak łatwo się zatem domyślić, smoczy plan popołudniowy na najbliższy tydzień przewiduje głównie Ostre Rycie. Dziś na warsztat poszli barbarzyńcy, Justynian Wielki oraz państwo Karolingów, a jutro kolejna porcja mądrości z dawnych epok. Wybaczcie zatem, że nieco Was zaniedbam i na kolejny wpis będziecie zapewne musieli trochę poczekać.

10 komentarzy:

  1. nie mogę się powstrzymać z tym pytaniem...mówią na Ciebie GARFIELD?! ;)))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Poczekamy, nie bój żaby. Ucz się pilnie, żebyś zdała i miała spokój.

    Bosz, jak mnie by się już nie chciało zakuwać... Na samej końcówce studiów nie mogłam wytrzymać z braku powera, ciągnęłam ledwo-ledwo, takie wypalenie czułam, że słów brak. Tak że podziwiam i trzymam kciuki :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ken G:
      Mnie też się o wiele mniej chce ryć, niż jak byłam rozpędzona na studiach, ale mimo wszystko nadal lubię się uczyć. Już myślę, jaką podyplomówkę zrobię następną. Na razie krąży mi po głowie albo zarządzanie oświatą, albo informatyka.

      Usuń
  3. A to nie pisałam o tym? Co za przeoczenie :)
    Tak, mam w Zoo ksywę Garfield. Po pierwsze jestem ruda, po drugie nie najszczuplejsza, a po trzecie - słynna jest właśnie moja lekcja z rodzajami komizmu. Przyniosłam paski komiksów z Garfieldem i na nich tłumaczyłam [uważam, że się idealnie nadają]. A potem mieli też sprawdzian z Garfielda.
    Swoją drogą - oto pomysł na kolejny post. O nauczycielskich ksywach.

    OdpowiedzUsuń
  4. jesteś ruda?! łooo matko, a ja myślałam ,że Smoki sa zielone!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups... Wydało się, cholera... :P

      Usuń
    2. Rude są ... znaczy... nie dają sobie w kaszę dmuchać :P To dobre uzupełnienie do tłumaczenia - jak to możliwe, że dajesz sobie radę w zoo :) Powodzenia Garfieldzie :)
      P.S. Jeśli chcesz możesz wyrzucać moje posty, lecz ja po prostu jestem anonimowy

      Usuń
    3. Byłam czarna - czarne są wredne. Jestem ruda - rude są fałszywe. Z deszczu pod rynnę :)
      Co do anonimowości - to jednak prosiłabym, żebyś się podpisał, wszystko jedno, jak - może być nawet "XYZ". Będę wtedy na przyszłość wiedziała, że te komentarze pisała ta sama osoba. Zrobisz to dla mnie? Tak ładnie proszę... [tu nastąpiło zamruganie powiekami :P]

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Chyba się nie powinno dziękować, więc nie dziękuję :)

      Usuń