Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

wtorek, 24 stycznia 2012

Małpka nr 11 - Fanka Metalu

    Muszę powiedzieć, że moja osobista małpiarnia mnie wzruszyła. Mam z nimi zajęcia dopiero jutro, więc najpierw podpytywali innych nauczycieli, "czy nasza pani zdała egzamin?", a w końcu wysłali do mnie delegację na przerwie, kiedy miałam lekcję z inną klasą. Twierdzą zgodnie, że oczywiście kciuki trzymali. No cóż, cukierki kupione - czekają na pożarcie...
    Swoją drogą, odkąd udało mi się wyekspediować z tej klasy najbardziej hardcorowe egzemplarze, to zrobili się całkiem fajną gromadką. Najlepiej o tym świadczą słowa Księdza Dobrodzieja, który - jak przypominam - ma to niesamowite szczęście, że uczy wszystkie klasy, a więc ma do czynienia z każdym trafiającym do nas delikwentem. Otóż ksiądz zagadnął mnie ostatnio, że w mojej klasie mu się w tym roku najlepiej prowadzi zajęcia :) A że Dobrodziej naprawdę nie ma u nas lekko, toteż cieszę się, że przynajmniej u moich podopiecznych może trochę odetchnąć. A właśnie - pomyślałam sobie, że może w związku z ich socjalizacją zasłużyli na to, by na łamach tego bloga otrzymać jakąś specjalną "małpią nazwę", która by ich odróżniała od reszty Zoo? Macie pomysł na coś sympatycznego? Mnie po głowie chodzą "kapucynki" (są chyba dość miłe), ale jestem otwarta na sugestie :) To taki mój zwyczaj jeszcze z poprzedniej szkoły - tam ulubioną klasę licealną nazywałam "królikarnią", a młodzież "króliczkami". Notabene, kiedy im jakiś sprawdzian nie poszedł, to zwykłam im mawiać, że przerobię ich na pasztet albo że im ogonki pourywam...:)

    Skoro już jesteśmy przy mojej osobistej małpiarni, to nie pisałam Wam jeszcze o "nowym nabytku". Jeszcze przed świętami przeniesiono do nas dziewuszkę z równoległej klasy, Joasię. Powodem było to, że wyjątkowo nie mogła dogadać się z koleżankami - a zważywszy na to, że tu jest Zoo, a nie zwyczajna szkoła, to poważne konflikty mają duże szanse, by przerodzić się w prawdziwą wojnę, która może mieć groźne skutki. Tutaj jeśli uczniowie naprawdę się nie lubią, to może nie skończyć się na wyzwiskach i wzajemnym dokuczaniu sobie, tylko na rękoczynach i prześladowaniu po szkole z zaangażowaniem znajomych dresów, kiboli oraz niebezpiecznych narzędzi. W przypadku Joasi mediacje poprzedniej wychowawczyni nie zdały egzaminu, więc dyrekcja zdecydowała o przeniesieniu uczennicy do nas.
     Pojawia się pytanie: co było nie tak? Joasia, mówiąc ogólnie, różni się od reszty dzieciaków - przede wszystkim dlatego, że słucha metalu i ubiera się jak najbardziej adekwatnie do swojej subkultury, czyli wyłącznie na czarno z metalowymi dodatkami. Do tego dołóżcie czerwone włosy a'la Wiśniewski, mocny makijaż oraz czarne paznokcie. Samo to wystarczyłoby w Zoo do traktowania jak kosmitę, ale - co chyba jeszcze gorsze - Joasia jest przy tym dość pyskata i dumna ze swojej inności, a tego już pozostałe dzieciaki wybaczyć jej nie mogą. Zrobiło się więc perpetuum mobile: koleżanki z klasy pogardzały Joasią-metalówą, a sama zainteresowana pogardzała koleżankami właśnie dlatego, że są ograniczone i słuchają kapel dyskotekowych. Samonapędzająca się machina.
     Jak jest w mojej małpiarni? Póki co Joasia siedzi sama na drugim końcu klasy, ale zaobserwowałam ostatnio, że na przerwach już nie odchodzi na bok, tylko stoi ze wszystkimi, a to już coś. Zintegrować się niestety muszą sami, a jedyne, co ja mogę zrobić, to jakoś tym próbować sterować na lekcjach. Przede wszystkim bardzo ostro reaguję na wszelkie nieprzyjemne odzywki pojawiające się po obu stronach. Dla przykładu: zgromiłam Joasię, kiedy zaczęła nabijać się z nowej fryzury Emilki - przychodzi ostatnio do szkoły uczesana w długie warkocze, w których wyglądałaby jak Indianka gdyby nie to, że jest blondynką. Owszem, sprawia to nieco infantylne wrażenie, ale "nowa" dostała jasny komunikat, że różne rzeczy mogą się podobać, ale negatywne komentarze ma zachować dla siebie, bo może kogoś urazić. Z drugiej strony jednak miała też miejsce sytuacja, że klasa karnie przepisuje notatkę z tablicy - a Joasia rysuje sobie w najlepsze i ani myśli wziąć się do pracy. Upomniałam ją raz, drugi, a kiedy to nie poskutkowało, w mojej obronie stanęła Sylwia, zwracając się do "nowej" w słowach:
    - Głucha jesteś czy co? Nie słyszysz, co pani mówi? Przepisuj kretynko!
    Moja reakcja była natychmiastowa (chodziło o to, by nie dawać okazji klasie do wyżycia się na Joasi, ale jednocześnie by dziewczę otrzymało sygnał, że pewnych reguł u mnie trzeba przestrzegać):
    - Sylwia, spokojnie, od upominania jest nauczyciel. A ciebie Joasiu informuję, że jeśli pod koniec lekcji nie będziesz miała notatki, to wyjdziesz na przerwę z jedynką.
    Co jeszcze mogę zrobić dla "klimatyzacji" Joasi? Otóż zadbałam, by dowiedziała się, że sama lubię mocniejsze brzmienia. Na którejś z lekcji zadałam w związku z omawianym tekstem pytanie, czy zdarzyło im się usłyszeć na swój temat jakąś krzywdzącą, stereotypową opinię.
    - Wiele razy słyszałam, że jak lubię metal, to na pewno jestem satanistką i palę koty. - stwierdziła Joasia.
    - Wiem, co czujesz, w liceum też się na mnie krzywo patrzyli, kiedy przychodziłam do szkoły w koszulce Iron Maiden albo Moonspella. - odparłam współczującym tonem. A Joasię najpierw zatkało, a potem spytała rozpromieniona:
    - To pani TEŻ słucha metalu???
    Hie hie hie... Efekt jest taki, że praktycznie co przerwę podlatuje do mnie pytać, czy znam taki a taki zespół, a raz mi koniecznie chciała dać posłuchać czegoś na swoim telefonie [ale akurat mi się nie spodobało, za dużo ryku].
    Nie łudzę się, idealnie to tam nie będzie, ale może dziewczynki w mojej klasie krzywdy sobie jednak nie zrobią. Zresztą, niech tylko spróbują, to sama je pogonię :)

15 komentarzy:

  1. Cieszę się, że "metalówka" nie została zadziobana jak papuga przez wróble tylko dlatego, że ma piórka innego koloru :)))

    U nas w liceum mieliśmy o tyle dobrze, że miało "metalowe" tradycje - strasznie dużo było tam szataników. Z każdym rokiem coraz mniej, ale jednak było ich trochę. Pamiętam jak kiedyś pan od geografii spytał mnie i koleżankę czemu mamy takie paskudne koszulki (ja - Slayera, z orzełkiem z zakrwawionymi pazurami, siedzącego w pentagramie, a ona Black Sabbath, z krzyżem). Jakoś się specjalnie nie zgorszył, kiedy usłyszał, że "dziś religia". Ubrałyśmy się tak specjalnie dla księdza, który uczył nas takich rewelacji jak te, że metale to sataniści, którzy rozwalają nagrobki, "odprawiacze czarnych mszów" i ogólnie typy z piekła rodem. Akcja wywołuje reakcję - gdyby nas tępiono, pewnie jeszcze bardziej byśmy się tak ubierały. I może nawet zaczęłabym jeść koty ;)))

    Pan od geografii długo mnie potem męczył, wciskając płyty Blach Sabbath na każdej lekcji, mimo że słuchałam tego krótko i poszybowałam w stronę trashu. Nijak nie mógł zrozumieć, że wolę teraz coś cięższego :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Metalówka sama bez winy nie jest, naprawdę. Mocno prowokuje ataki na siebie, muszę więc wykazać się w tej kwestii sporą dyplomacją.

    U nas w LO były różne subkultury, metali trochę też. W radiowęźle był podział tematyczny zgodnie z dniami tygodnia, więc był też "dzień metalu" [na dużej przerwie baaardzo często wrzucałam "Black no.1" Type O Negative :)].
    Nasz nauczyciel PO uwielbiał Ironów, więc mu puszczaliśmy piosenki z dedykacjami. Pamiętam, jak po koncercie zdawałam mu relację, co wyrabiał Bruce Dickinson :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zagniewana i zbuntowana, a do tego przyzwyczajona do ataków - wiesz, że szczurki zagonione do kąta gryzą jak wściekłe :))) Przejdzie jej, zresztą stopujesz ją. No i widzi, że w klasie jakoś jej jeszcze nie zjedli, więc z czasem pewnie położy włos po sobie :)))

      Usuń
    2. Zapewniam, to nie jest typ zastraszonej ofiary - sama jest niezła numerantka. W takich układach rzadko wina jest po jednej stronie. A jak na razie to Metalówa dostanie ode mnie opierdziel, jak się pojawi, bo wysmarowała calusieńką ławkę tekstami piosenek i emblematami zespołów. Jak się tylko pojawi, to wyślę ją po ścierkę do woźnej, pastę i będzie musiała to szorować swoimi pięknymi, czarnymi paznokciami...

      Usuń
  3. Ja bym z tymi kapucynkami uwazal, chociazby z racji skojarzenia z ''trzepaniem kapucyna'' :)
    Ale przeciez moga byc LEMURY, MAKAKI czy GIBONY :) Poza tym chyba Sid z Epoki Lodowcowej jest lemurem, jesli sie nie myle :) Nie jest za bardzo lotny ale za to bardzo leniwy :)
    Pomysl, pomysl... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Popatrz popatrz, skojarzenia z "kapucynem" nie miałam. Ale trzeba mi to wybaczyć, nie jestem facetem, więc nie w temacie :P

    Z tych, co wymieniłeś, chyba makaki mają najładniejsze mordki, ale ta nazwa... Jakoś mi nie brzmi no... Muszę jakiś atlas małpek w bibliotece dorwać.

    OdpowiedzUsuń
  5. przynajmniej kapucynki odpadly.... uffffffffffffff :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale kapucynki są takie słodkie... :)

      Usuń
    2. khmm khmm... A teraz prosze sobie wyobrazic, ze nastepuje przeciek... i haslo ''kapucynki'' dociera do Pani podopiecznych... Fukushima to przy tym bedzie malenkie ognisko :)

      Usuń
    3. Robal, a od kiedy jesteśmy na "Pan"/"Pani"???

      Usuń
  6. Ja koniecznie muszę dodać komentarz, bo już od kilku notek mnie tak paluszki świerzbią, żeby to zrobić :)
    Sama jestem uczennicą liceum i... zaczęłam marzyć o takiej nauczycielce jak Pani. Po prostu idealna! :)
    Paula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim witam nową Czytelniczkę na moim blogu i zachęcam do rozgoszczenia się. Co do pochwały - wiesz, u mnie lekko nie ma :) Jestem dość wymagająca i upierdliwa, jeśli chodzi o egzekwowanie wymagań. Nawet w szkole dla trudnej młodzieży [jak chyba można wyczytać], a co dopiero, gdybym uczyła w normalnym liceum :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Przeczytałam całego bloga. Od A do Z i jestem... po prostu zafascynowana. A co do wymagań - przy takim charakterze i podejściu do uczniów - warto je spełniać :)
    Paula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całego bloga...? Ło matko i córko... Podziwiam [w tak krótkim czasie!], ale też przede wszystkim dziękuję za poświęconą uwagę.

      Usuń
    2. A czy w krótkim czasie... tak wciąga, że człowiek nie wie kiedy i koniec, a chce się więcej!
      Paula

      Usuń