Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

niedziela, 22 stycznia 2012

O oświacie i egzaminie

     W pierwszych słowach mojego wpisu [tak tak, doskonale wiem, że w ten sposób nie powinno się zaczynać wypowiedzi i właśnie dlatego to robię :)] melduję posłusznie, że ZDAŁAM. Plus cztery. Miałam pytania o ekspansję państwa Franków za czasów Karola Wielkiego, o upadek pierwszej monarchii piastowskiej oraz szereg pojęć do wyjaśnienia [w stylu: kim byli Wandalowie czy o co chodziło w statutach Kazimierza Wielkiego]. Zapisałam 3 strony A4 mając na to 45 minut. Efekt jak najbardziej pozytywny. Oznacza to, że ostatni egzamin na podyplomówce z historii mam zaliczony. Teraz jeszcze "tylko" napisać pracę i ją obronić. A potem? No cóż, można zacząć myśleć o kolejnych studiach. Informatyka? Zarządzanie oświatą? Jakieś inne pomysły?
     A propos zarządzania oświatą, to mam drobną dygresję. Otóż przeczytałam ostatnio o najnowszym pomyśle Ośrodka Rozwoju Edukacji, który ma w lutym przedstawić ministerstwu projekt ustawy zakładający, że dyrektorzy szkół mogliby pełnić swoje funkcje maksymalnie przez dwie kadencje - czyli 10 lat. Po tym czasie obligatoryjnie placówka musiałaby poszukać kogoś innego. Drugim pomysłem ORE, który ma być dołączony do tego samego projektu, jest zarządzenie, by dyrektorem szkoły nie mógł być wcześniej w niej pracujący nauczyciel, tylko obowiązkowo osoba z zewnątrz. Ma to zapobiec "przyrastaniu urzędników do stołków" i wymusić rotację na stanowiskach kierowniczych w oświacie. Brzmi niby pięknie w teorii, ale ja od razu pomyślałam sobie o takiej szkole, jak moje Zoo. Jak wspominałam wielokrotnie, mamy tu świetną dyrektorkę, która w dodatku spędziła całe zawodowe życie tylko w tej jednej placówce [tzn. jak tu trafiła po studiach na staż, tak już została do dnia dzisiejszego]. W tym roku kończy jej się kadencja i zamierza ubiegać się o następną. A ja, jako pracownik, naprawdę nie wyobrażam sobie nikogo innego na jej miejscu. W Zoo najważniejszym zadaniem dyrektora jest tak sprawne zarządzanie placówką, by nauczyciele mogli skupić się wyłącznie na uczniach i ich problemach - a nie na formalnościach, papierach i biurokracji. I to się Głównej świetnie udaje. Nie znaczy to, że w ogóle nie musimy niczego wypełniać i przygotowywać, bo bez tego szkoła w obecnym systemie istnieć nie może, ale naprawdę - papierkologia ograniczona jest do niezbędnego minimum. Do tego dyrekcja nie stwarza atmosfery, że dokumenty są najważniejsze, co było normą w poprzedniej szkole, w której pracowałam. Tu naprawdę najważniejsze są dzieciaki i to, jak funkcjonujemy w praktyce na co dzień. Nie ma najgorszego moim zdaniem grzechu polskiej szkoły, czyli naginania praktyki do potrzeb teorii.
     Kierowanie placówką naszpikowaną bandziorami - lub w mniej drastycznych przypadkach po prostu dzieciakami z dużymi trudnościami w nauce i zaburzeniami emocjonalnymi - wymaga naprawdę dużo  umiejętności, wyobraźni i zwyczajnego, ludzkiego taktu. A już dokonanie tego w warunkach chronicznego niedofinansowania uważam za wyczyn godny Księgi Guinnessa. Po cholerę więc obligatoryjnie zmieniać osobę, która świetnie to robi? I wiecie, co by się stało, gdyby z kolei wpuścić tu całkiem obcego nauczyciela z zewnątrz, który nigdy tu nie uczył i kazać mu ogarnąć tę całą menażerię? To ja Wam powiem, co - po kilku miesiącach nie byłoby szkoły, tylko w jej miejscu wielki krater jak po wybuchu bomby atomowej...
     To miała być taka mała dygresja - hie, hie, hie...

     Moja osobista małpiarnia dostała "służbowe polecenie" trzymania za mnie kciuków w sobotę rano z powodu egzaminu. Leszek bardzo przytomnie zapytał: "A uczyła się coś pani?" - a ponieważ zapewniłam, że oczywiście, to skwitował ze stoickim spokojem: "Eee, to jak tak, to co się pani martwi, zda pani...". Swoją drogą popatrzcie, jaka różnica w podejściach: dla mnie naturalnym jest, że przed egzaminem człowiek siada i się uczy - dla małpek już wcale nie jest to takie oczywiste :). W każdym razie obiecali trzymać kciuki - no i stwierdzili, że w takim razie po zaliczonym egzaminie muszę im coś postawić.
    - A co chcecie? -spytałam wesoło.
    - No jak to co, jakąś flachę...
    - Ja wam dam flachę... Cukierki mogę przynieść, pasuje?
    - Pasuje, mogą być i cukierki. - zgodziły się łaskawie małpki.
    - Ale nie oczekujcie, że będą to wiśnie w likierze :)

     Tjaa... Słowo się rzekło, Dragonka musi zaiwaniać po cukierki :) 

10 komentarzy:

  1. Gratuluje, co do zarządzania szkołami optuję za kadencyjnością i menadżerami. Robię to w oparciu o wieloletnią obserwację zapóźnienia wielu szkół, i nie mam na myśli procesu nauczania - z powodu dyrektorowania przez osoby nie rozumiejące potrzeby zmian i promujące tzw. swoich. Takim potrzebne są zmiany systemowe.
    Rzecz jasna wiele szkół nie boryka się z takimi problemami, wręcz rozwijają się dzięki wieloletnim dyrektorom. To bardzo skomplikowany problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego, że jest to skomplikowany problem, to jestem zdecydowanie przeciwna wrzucaniem wszystkich szkół do jednego worka i narzucaniu z góry za pomocą przepisów, że 2 kadencje i koniec. Nie zmienia się ekipy, która się sprawdza - jest to dla mnie nielogiczne. A z kolei obligatoryjna kadencyjność niesie za sobą jedno zagrożenie: skoro dyrektor wie, że choćby nie wiem, jak się starał, to po 10 latach mu podziękują, to po co ma się starać za bardzo...?

      Usuń
    2. Na to jak będziemy postrzegani pracujemy całe życie, także zawodowe. Człowiek odpowiedzialny, który także sam przed sobą chce być w porządku - da z siebie wszystko, również dlatego, że jako osobie, która już raz sprawdziła się w jednej szkole można powierzyć inna szkołę.
      Wiele stanowisk kadencyjnie obejmowanych daje olbrzymią satysfakcję.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Dla mnie to by jednak było demoralizujące - świadomość, że niezależnie od tego, czy się staram, czy nie, to nie ma takiej możliwości, bym pracowała dłużej.
      Poza tym z punktu widzenia szeregowego pracownika to ja serio nie wyobrażam sobie innej dyrektorki, niż nasza obecna. Czuję się bezpieczna pod jej kierownictwem, a poczucie bezpieczeństwa jest niezbędne w Zoo, by w ogóle móc pracować. I nie widzę argumentu wystarczająco mocnego, by mnie w tej kwestii przekonać, że koniecznie muszą nam ją zmienić, dla zasady.

      Usuń
  2. Noooo to gratulacje droga Smoczyco :) Ja się też zastanawiam nad podyplomówką jakąś i prawdopodobnie będzie to edytorstwo, ale do czerwca mam czas na zastanawianie, bo wtedy się papiery składa. A cukierki to najlepiej krówki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edytorstwo fajna rzecz, a Tobie by się bardzo przydało.
      O krówkach już myślałam - tych z Solidarności, bo się ciągną i im buźki posklejają :)

      Usuń
  3. No to pierwsze- GRATULACJE!

    A drugie - a niech mają i nawet te wiśnie w likierze. Taka okazja nie zdarza się co dzień :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      O nie, wiśni w likierze być nie może, to w końcu szkoła... Poza tym - co, jeśli przyszedłby Alkonek? Jemu takich rzeczy absolutnie nie wolno.

      Usuń
  4. Gratulacje!
    Pozdrawiam, Alpha Centauri

    OdpowiedzUsuń