Jak Polska długa i szeroka, zima wreszcie sobie o nas przypomniała i tak ma być ponoć do połowy lutego. Kilkunastostopniowe mrozy w dzień, a kilkudziesięcio w nocy. Pocieszyć się można, że na Syberii mają gorzej - o ile należycie do tej grupy osób, którym humor poprawia uświadomienie sobie, że inni mają bardziej przechlapane [tacy wyznawcy Schopenhauera, hie hie hie...].
Ale to nie będzie post-pogodynka, tylko wpis o tym, że
W ZOO JEST ZIMNOOO!!!
Poważnie mówię: nie chłodno, rześko, tylko - cytując moich podopiecznych - kur***sko zimno. I odkąd do Polski zawitała prawdziwa zima, a nie to pseudo-jesienne "coś", co oglądaliśmy w grudniu czy w pierwszej połowie stycznia, to temperatura wewnątrz budynku jest u nas tematem numer 1. W klasach to jeszcze jak cię mogę, a przynajmniej w niektórych, np. tych położonych między innymi pomieszczeniami - bo narożne mogą śmiało służyć za lodówkę. Najgorzej jest na korytarzach - podczas przerw uczniowie skupiają się przy słabodziałających grzejnikach niczym bezdomni przy koksownikach na ulicy. W pokoju nauczycielskim nie jest tak źle, bo zwykle ok.15 stopni, za to pani pedagog w swoim gabinecie dosłownie szczęka zębami.
Czym jest to spowodowane? Przede wszystkim tym, że cały budynek jest nieszczelny, mimo że okna w większości wymieniono na nowe, plastikowe. Po drugie - w szkole nie ma gazu, ogrzewanie jest więc wyłącznie elektryczne, co generuje bardzo wysokie koszty. Na nieszczęście miasto ma koszmarne długi [jak przypuszczam - tak jak co drugie większe miasto w Polsce...], a gdzie najłatwiej szukać oszczędności dla załatania dziury w budżecie? Ano w oświacie i kulturze. W efekcie placówkom oświatowym przykręcono kurki z pieniędzmi tak mocno, jak się tylko dało i kazano oszczędzać dosłownie na wszystkim. Już w październiku, czyli w momencie rozpoczęcia sezonu grzewczego, dyrekcja otrzymała wiadomość, że na ogrzewanie dostaniemy w tym roku ponad połowę MNIEJ środków, niż potrzebujemy. Pozostawało mieć nadzieję, że ostrzejsza zima jednak nie nadejdzie. No cóż, jak wiadomo, nadzieja matką głupich...
Uczniowie na przerwach i na lekcjach zadają na dzień dobry głównie dwa pytania: "Czemu tu kur*** jest tak zimno?!" oraz "Czemu dyrekcja nie odwoła lekcji?!". Na pierwsze pytanie odpowiadam zgodnie z prawdą, że Urząd Miasta na nas oszczędza. Drugie kwituję pytaniem: "A zdajecie sobie sprawę, że w takim przypadku musielibyśmy odrabiać zajęcia w wakacje?". Na takie dictum małpkom zwykle już rzednie mina. Ale fakt faktem, jeśli tak dalej pójdzie, to pewnie trzeba będzie chociaż skrócić lekcje, bo odwołanie to naprawdę ostateczność.
Jak sobie radzimy w takich warunkach? Przypominam, że w Zoo nie ma szatni, więc uczniowie po prostu nie zdejmują cały dzień kurtek. Może to i niehigieniczne, ale przynajmniej im względnie ciepło. Na korytarzach dodatkowo urzędują w czapkach i rękawiczkach. Gorzej, jeśli w drodze do szkoły przemoczą buty, bo przecież nie mają możliwości ich zmiany. Rozgrzewają się też dzięki uprzejmości pań woźnych, które gotują im wodę w czajniku elektrycznym i pożyczają kubki, żeby mogli się napić herbaty czy innej zupki knorra. Prawdziwym dramatem dla małpek jest natomiast wyjście "na fajkę", bo są wyganiane na zewnątrz i nie ma tu zmiłuj. Ale akurat tu mi ich nie szkoda, palaczy śmierdzących - mogą rzucić, a jak nie, to niech odmrażają tyłki...
Byle do ferii, a potem - do wiosny.
Jak sobie radzimy w takich warunkach? Przypominam, że w Zoo nie ma szatni, więc uczniowie po prostu nie zdejmują cały dzień kurtek. Może to i niehigieniczne, ale przynajmniej im względnie ciepło. Na korytarzach dodatkowo urzędują w czapkach i rękawiczkach. Gorzej, jeśli w drodze do szkoły przemoczą buty, bo przecież nie mają możliwości ich zmiany. Rozgrzewają się też dzięki uprzejmości pań woźnych, które gotują im wodę w czajniku elektrycznym i pożyczają kubki, żeby mogli się napić herbaty czy innej zupki knorra. Prawdziwym dramatem dla małpek jest natomiast wyjście "na fajkę", bo są wyganiane na zewnątrz i nie ma tu zmiłuj. Ale akurat tu mi ich nie szkoda, palaczy śmierdzących - mogą rzucić, a jak nie, to niech odmrażają tyłki...
Byle do ferii, a potem - do wiosny.
UPDATE
(31 stycznia, wtorek)
Temperatura w pokoju nauczycielskim: 13 stopni.
Temperatura na korytarzu na drugim piętrze: 5 stopni.
Wicedyra jest na zwolnieniu, angina ropna. Ciekawa jestem, kto będzie następny?
Matko, to w więzieniu mają lepiej. Przecież się wszyscy rozchorujecie. Termofor sobie weź ;)
OdpowiedzUsuńMam taki fajowski, gruby polarek, który kupiła mi Seniorka. Dzięki niemu jakoś przetrwam :)
UsuńSerio, jak lekcje są odwoływane, to trzeba je odrabiać w wakacje? Pamiętam, że kiedyś moja szkoła odwołała, ale dam sobie głowę uciąć, że nie odrabialiśmy. Ani w wakacje, ani w soboty (w soboty jako jedyne chyba liceum w mieście mieliśmy normalnie zajęcia, wrrr)
OdpowiedzUsuńLila, jeśli to był jeden lub kilka dni, to być może nie musieliście odrabiać. Dyrektor ma określoną ilość dni, w których może zarządzić wolne - zwykle dysponuje je na to, żeby przedłużać weekendy albo przerwy świąteczne. Być może Wasz dyrektor po prosty wykorzystał akurat te dni z puli i dlatego nie musieliście odrabiać.
UsuńAle jeśli to dłuższe zamknięcie szkoły, to zajęcia trzeba odrobić - np. w soboty lub właśnie w wakacje.
Aha :) Dzięki za odpowiedź. Faktycznie, to był jakiś tydzień tylko.
Usuń