Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

czwartek, 2 lutego 2012

Pani Wisława

    Wczoraj wieczorem zmarła "staroświecka jak przecinek autorka paru wierszy".
     Dowiedziałam się o tym dopiero dziś rano, kiedy podczas porannej prasówki nad kawą zajrzałam na strony mojej ulubionej blogerki literackiej, czyli Mag. I przyznam, że długo jedynym komentarzem, na który mogłam się zdobyć, było: "O kurwa mać...".
     Z twórczością Wisławy Szymborskiej zetknęłam się wcześnie - tak wcześnie, że nie potrafię powiedzieć, ile miałam lat - z uwagi na to, że jest ona jedną z ulubionych poetek Seniorki. Stosowne tomiki wierszy po prostu stały sobie grzecznie w moim domu rodzinnym na półce obok rozmaitych Poświatowskich, Pawlikowskich-Jasnorzewskich, Tuwimów, Gałczyńskich, Bursów czy innych Wojaczków. Pamiętam zresztą, że kiedy dostała Nobla i z tej okazji niezapomniana pani Mirosława urządziła nam lekcję polskiego poświęconą twórczości Szymborskiej, to była niezwykle zaskoczona, że znalazła się w klasie uczennica, która nie tylko tę poetkę kojarzy, ale jeszcze potrafi sporo powiedzieć o jej wierszach.
    Twórczość pani Wisławy wywołuje u mnie sporo emocji i - co chyba ważniejsze - skłania do myślenia. Jej wiersze nie są oczywiste, można na nie bardzo różnie spoglądać w zależności od tego, co samemu chce się zobaczyć. Uwielbiam poza tym jej zabawy słowne - jest to zdecydowanie mój ulubiony rodzaj komizmu - eksperymentowanie ze znaczeniem wyrazów, szukanie nowych skojarzeń, wyciąganie maksimum treści z kilku zwrotów. No i - co podkreślają chyba wszyscy, którzy mieli z nią styczność - wyróżniała się niespotykanym dystansem do własnej osoby i twórczości, co jest ultrarzadką cechą u wybitnych literatów, którzy doczekali się uznania za życia.
    Przytoczę Wam jedną anegdotkę z mojego życia związaną z utworami Szymborskiej. Byłam wtedy w pierwszej klasie liceum i poszłam z moim ówczesnym chłopakiem - notabene dość mocno nawiedzonym poetą - na imprezę. Kto był nastolatkiem i chodził na takie "domówki", ten wie, jak one wyglądają [w tym miejscu uprasza się Seniorkę oraz Mojego Tatę o opuszczenie tego akapitu :)]: przyciemnione światło, dość głośna muzyka i dość dużo alkoholu. Otóż wyobraźcie sobie taką scenkę rodzajową - środek podobnej imprezy, towarzystwo już mniej lub bardziej pijane, a w kącie na kanapie siedzi parka, chłopak i dziewczyna [w tej roli ja i Piotr] i o coś zawzięcie się kłócą, podnosząc przy tym głos. Kumple podchodzą, żeby spytać, o co poszło i ewentualnie ich pogodzić, a tu okazuje się... że wariaci spierają się o interpretację wiersza Wisławy Szymborskiej! Reakcja w takiej sytuacji mogła być tylko jedna: "Kurwa, wy naprawdę nie macie większych zmartwień?!" :)

    Wpis ten chcę zakończyć zacytowaniem kilku wierszy noblistki, choć - uwierzcie - mam cholerny problem z tym, które wybrać. Ciężko wskazać mi, które jej utwory są dla mnie najważniejsze, które miały wpływ na moje myślenie czy postrzeganie świata. Lista po prostu zrobiłaby się za długa i nie wytrzymalibyście tego, a jak wiadomo, czytelnik ma swoje prawa. Poza tym to też zmieniało się w zależności od tego, ile miałam lat, co właśnie przeżywałam, na jakim etapie życiowym byłam. Wybór więc będzie lekko przypadkowy, ale lepszy taki, niż żaden.


Nic darowane

Nic darowane, wszystko pożyczone.
 Tonę w długach po uszy.
Będę zmuszona sobą
zapłacić za siebie,
za życie oddać życie.

Tak to już urządzone,
że serce do zwrotu
i wątroba do zwrotu
i każdy palec z osobna.

Za późno na zerwanie warunków umowy.
Długi będą ściągnięte ze mnie
wraz ze skórą.

 Chodzę po świecie
w tłumie innych dłużników.
Na jednych ciąży przymus
spłaty skrzydeł.
Drudzy chcąc nie chcąc
rozliczą się z liści.

Po stronie Winien
wszelka tkanka w nas.
 Żadnej rzęski, szypułki
do zachowania na zawsze.

Spis jest dokładny
i na to wygląda,
że mamy zostać z niczym.

Nie mogę sobie przypomnieć
gdzie, kiedy i po co
pozwoliłam otworzyć sobie
ten rachunek.

Protest przeciwko niemu
nazywamy duszą.
I to jest to jedyne,
czego nie ma w spisie.



Relacja ze szpitala

Ciągnęliśmy zapałki, kto ma pójść do niego.
Wypadło na mnie. Wstałem od stolika.
Zbliżała się już pora odwiedzin w szpitalu.

Nie odpowiedział nic na powitanie.
Chciałem go wziąć za rękę – cofnął ją
jak głodny pies, co nie da kości.
Wyglądał, jak by się wstydził umierać.

Nie wiem, o czym się mówi takiemu jak on.
Mijaliśmy się wzrokiem jak w fotomontażu.
Nie prosił ani zostań, ani odejdź.
Nie pytał o nikogo z naszego stolika.
Ani o ciebie, Bolku. Ani o ciebie, Tolku.
Ani o ciebie, Lolku.

Rozbolała mnie głowa. Kto komu umiera?
Chwaliłem medycynę i trzy fiołki w szklance.
Opowiadałem o słońcu i gasłem.

Jak dobrze, że są schody, którymi się zbiega.
Jak dobrze, że jest brama, którą się otwiera.
Jak dobrze, że czekacie na mnie przy stoliku.
Szpitalna woń przyprawia mnie o mdłości.




Miłość szczęśliwa

Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne,
czy to poważne, czy to pożyteczne -
co świat ma z dwojga ludzi,
którzy nie widzą świata?
Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi,
pierwsi lepsi z miliona, ale przekonani,
że tak stać się musiało - w nagrodę za co?
za nic;
światło pada znikąd -
dlaczego właśnie na tych, a nie na innych?
Czy to obraża sprawiedliwość? Tak.
Czy to narusza troskliwie piętrzone zasady,
strąca ze szczytu morał? Narusza i strąca.

Spójrzcie na tych szczęśliwych:
gdyby się chociaż maskowali trochę,
udawali zgnębienie krzepiąc tym przyjaciół!
Słuchajcie, jak się śmieją - obraźliwie.
Jakim językiem mówią - zrozumiałym na pozór.
A te ich ceremonie, ceregiele,
wymyślne obowiązki względem siebie -
wygląda to na zmowę za plecami ludzkości!

Trudno nawet przewidzieć, do czego by doszło,
gdyby ich przykład dał się naśladować.
Na co liczyć by mogły religie, poezje,
o czym by pamiętano, czego zaniechano,
kto by chciał zostać w kręgu.

Miłość szczęśliwa. Czy to jest konieczne?
Takt i rozsądek każą milczeć o niej
jako skandalu z wysokich sfer Życia.
Wspaniałe dziatki rodzą się bez jej pomocy.
Przenigdy nie zdołałaby zaludnić ziemi,
zdarza się przecież rzadko.

Niech ludzie nie znający miłości szczęśliwej
twierdzą, że nigdzie nie ma miłości szczęśliwej.

Z tą wiarą lżej im będzie i żyć, i umierać.




Wszelki wypadek

Zdarzyć się mogło.
Zdarzyć się musiało.
Zdarzyło się wcześniej. Później. Bliżej. Dalej.
Zdarzyło się nie tobie.

Ocalałeś, bo byłeś pierwszy.
Ocalałeś, bo byłeś ostatni.
Bo sam. Bo ludzie. Bo w lewo. Bo w prawo.
Bo padał deszcz. Bo padał cień.
Bo panowała słoneczna pogoda.

Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście szyna, hak, belka, hamulec,
framuga, zakręt, milimetr, sekunda.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.

Wskutek, ponieważ, a jednak, pomimo.
Co by to było, gdyby ręka, noga,
o krok. o włos
od zbiegu okoliczności.

Więc jesteś? Prosto z uchylonej jeszcze chwili?
Sieć była jednooka, a ty przez to oko?
Nie umiem się nadziwić, namilczeć się temu.
Posłuchaj.
jak mi prędko bije twoje serce.

3 komentarze:

  1. Ten dzień
    o śmierci Józefa Stalina

    Jaki rozkaz przekazuje nam
    na sztandarach rewolucji profil czwarty?
    - Pod sztandarem rewolucji wzmacniać warty!
    Wzmocnić warty u wszystkich bram!
    Oto Partia - ludzkości wzrok.
    Oto Partia: siła ludów i sumienie.
    Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie.
    Jego Partia rozgarnia mrok.
    Niewzruszony drukarski znak
    drżenia ręki mej piszącej nie przekaże,
    nie wykrzywi go ból, łza nie zmaże.
    A to słusznie. A to nawet lepiej tak.

    To też jednak Szymborska, czemu więc się o tym nie mówi?
    Osobiście wolę Miłosza i Herberta więcej jednak mieli mądrzejszego do powiedzenia. Zuzka

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam Zuzka.
    Dlaczego uważasz, że się nie mówi? Żeby daleko nie szukać, to w dzisiejszej "Wyborczej" jest artykuł na temat okresu socrealistycznego w poezji Szymborskiej. Ten epizod to żadna tajemnica, zresztą sama noblistka wielokrotnie to komentowała i naprawdę nie ma w tym żadnej sensacji.
    Sama omawiając z uczniami socrealizm przynoszę im dokładnie ten wiersz Szymborskiej, który zacytowałaś, jako doskonały przykład tego, czym była poezja socrealistyczna. Na studiach polonistycznych też mieliśmy o tym wykład. Czym tu się więc emocjonować?

    Jeśli naprawdę interesujesz się tym etapem twórczości pani Wisławy, to znajdziesz dużo naukowych opracowań analizujących, co, jak, po co i dlaczego. Ale - z całym szacunkiem i jednak nadzieją, że może się mylę - Twój komentarz wygląda mi raczej na uwagę osoby, która szuka dziury w całym. Notabene, to samo przecież środowiska prawicowe robią z Miłoszem [którego podziwiasz, jeśli dobrze rozumiem], wytykając mu antypolskość na podstawie powierzchownie zinterpretowanych utworów.

    Hmm... "Więcej jednak mieli mądrzejszego do powiedzenia". Rozumiem, że nie przemawia do Ciebie poezja Szymborskiej i to jest w porządku, masz do tego prawo jako czytelnik. Ale czy jednak nie jest przejawem zbytniej pychy twierdzenie w związku z tym, że to, co ma do powiedzenia, jest niemądre? Widzisz, ja np. nie lubię Miłosza, nie rozumiem jego poezji za cholerę - ale W ŻYCIU nie zdobyłabym się na taki komentarz. A dlaczego? Bo zdaję sobie sprawę, że jestem mówiąc kolokwialnie za cienka w uszach, by móc w ten sposób oceniać jego twórczość. Ergo - proponuję trochę pokory oraz zdobycia więcej wiedzy z zakresu historii i teorii literatury.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim zdaniem (mogę się mylić, oczywiscie, człowiek jest omylny w ogóle, a ja to już szczególnie) to, co mieli Herbert i Milosz do powiedzenia (niczego im nie ujmując) wcale a wcale nie jest mądrzejsze niż to:
    Zdumienie


    Czemu w zanadto jednej osobie?
    Tej a nie innej? I co tu robię?
    W dzień co jest wtorkiem? W domu nie gnieździe?
    W skórze nie łusce? Z twarzą nie liściem?
    Dlaczego tylko raz osobiście?
    Właśnie na ziemi? Przy małej gwieździe?
    Po tylu erach nieobecności?
    Za wszystkie czasy i wszystkie glony?
    Za jamochłony i nieboskłony?
    Akurat teraz? Do krwi i kości?
    Sama u siebie z sobą?
    Czemu
    nie obok ani sto mil stąd,
    nie wczoraj ani sto lat temu
    siedzę i patrzę w ciemny kąt -
    tak jak z wzniesionym nagle łbem
    patrzy warczące zwane psem?

    Zawsze mnie skłania do zadumy :).

    I nie lubię tych, co uważają, że mają prawo sądzić w tej slodkiej pewnosci, że sami nie będą sądzeni.

    OdpowiedzUsuń