Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

czwartek, 16 lutego 2012

Smocza lista lektur

    Nie zaserwuję Wam dziś "donosów rzeczywistości" [ukłony w stronę Mirona B., którego dzienniki właśnie się ukazały i na które ostrzę sobie kły] z Zoo z przyczyny bardzo prozaicznej - są ferie. Wiem jednak - śledząc uważnie statystykę odwiedzin na moim blogu -  że jest wcale pokaźna grupa osób, która zagląda tu codziennie w oczekiwaniu na kolejny post. Nie mogę zatem z powodów tak przyziemnych, jak wolne, zamilknąć na całe dwa tygodnie, bo tego się Czytelnikom nie robi :) Trzeba więc wymyślić temat, który choć trochę pokrywałby się z założeniami tematycznymi tej witryny i byście nie mieli wrażenia, że wcisnęłam Wam ochłap, typową "zapchajdziurę".
    Smok zatem jechał tramwajem [po prezent dla Magulca, któremu mamy w planach z Hipkiem już niedługo zrobić wjazd :)], myślał, myślał - i wymyślił post o lekturach szkolnych. Stop stop: nim ziewniecie, zaklniecie i przestaniecie czytać, pozwólcie wyjaśnić, o co mi kaman. Otóż chciałabym zaprezentować Wam moje stanowisko w sprawie książek, które z różnych powodów powinien znać każdy, a zatem ich miejsce w kanonie lektur jest jak najbardziej stałe i niezmienne. Rzecz jasna zdaję sobie sprawę, że ta kwestia jest z założenia dyskusyjna, zapraszam więc do wymiany poglądów w komentarzach i stworzenia przez moich drogich Czytelników własnej listy, oczywiście z uzasadnieniem.
    Nim przejdę do moich typów, to mam jeszcze jedną uwagę. Otóż przed ułożeniem rankingu warto zadać sobie pytanie, jaki cel ma prezentowanie młodzieży szkolnej takiego a nie innego zestawu książek. Moim skromnym nauczycielskim zdaniem zależy to od wieku, w jakim są uczniowie. Tu wyraźnie rozgraniczyłabym edukację dzieciaków [dawna 8-letnia podstawówka, a po nieszczęsnej reformie podstawówka plus gimnazjum] od zaznajamiania z literaturą młodzieży licealnej. W pierwszym przedziale wiekowym celem nadrzędnym powinno być pokazanie różnorodności świata książek, zaserwowanie im ciekawego, ale i wartościowego miksu rozmaitych twórców w nadziei, że część dzieciaków złapie literackiego bakcyla i będzie już samo chciało go potem dalej karmić. W przypadku starszej, bardziej świadomej młodzieży, to jestem zdania, że liceum ma serwować skrócony kurs historii literatury - tylko rzecz jasna powinny być na to cztery lata, tak jak kiedyś, a nie nędzne trzy... Chodzi o to, by maturzysta [a więc człowiek z wykształceniem średnim] potrafił spojrzeć na literaturę z perspektywy jej historycznego rozwoju, wiedział, jak się pisało w której epoce i dlaczego, a także znał najważniejszych twórców oraz "typowe" dla danego okresu dzieła.
    Mój ranking lektur powstał w oparciu o oba te kryteria jednocześnie, będą tam więc umieszczone książki i dlatego, że są ciekawe i fajne, ale też i dlatego, że są ważne z punktu widzenia czasów, w których powstały. Aha, kolejność jest przypadkowa, nie znaczy to więc, że dajmy na to pozycję nr 1 cenię bardziej, niż następujące po niej.

1. Antoine de Saint-Exupéry, "Mały Książę" - należy do tych magicznych książek, które dojrzewają wraz z czytelnikiem. To, co z niej wyciągniemy, zależy od tego, na jakim etapie życiowym jesteśmy. Myślę, że to znakomity tekst do pokazania, że do niektórych książek powinno się wracać po kilka razy.

2. Henryk Sienkiewicz - ogólnorozumiane "COŚ". Owo "coś" to może być "Quo Vadis", "Potop", "Pan Wołodyjowski", ostatecznie "Krzyżacy". Jestem zdania, że Sienkiewicz to przede wszystkim mistrz słowa, świetny gramatyk, potrafiący budować długie, rozbudowane zdania w taki sposób, by były logiczne i przejrzyste. Warto więc pokazać dzieciakom, jak się to robi. Na jakim przykładzie to pokazać, to już kwestia otwarta. Ja wybrałabym "Quo Vadis" ze względu na genialną kreację Nerona oraz polemikę Petroniusza z wartościami chrześcijańskimi - lub "Pana Wołodyjowskiego", bo tam wstępuje jedyna udana sienkiewiczowska bohaterka kobieca, czyli Basia Jeziorkowska.

3. Jan Kochanowski, "Treny" - i to KONIECZNIE w całości, bo inaczej gubi się ich głębia. Pomijając kunszt formy [który mnie, jako polonistkę, powala na kolana] i fakt, że "Treny" przez swoją tematykę [opłakiwanie zwykłego dziecka] dokonały rewolucji literackiej, jest to genialne, bardzo prawdziwe psychologicznie studium żałoby. Cały cykl kapie od emocji, uczuć, krzyku. Mnie ciary przechodzą ilekroć to czytam.

4. Juliusz Słowacki, "Balladyna" - porządnie, zgodnie z zaleceniami gatunku skonstruowany dramat. Do tego sama historia jest wciągająca, mroczna, ma dużo zwrotów akcji i spektakularne zakończenie. Jedyny mankament to motyw plamy na czole, bezczelnie zerżnięty z Shakespeare'a, ale jeśli uświadomimy sobie, że sam genialny Brytyjczyk "ukradł" ten wątek Senece, to chyba możemy to Julkowi wybaczyć...

5. Bolesław Prus, "Lalka" - [już słyszę te jęki znudzenia...]. Mówcie, co chcecie, ale to historia, która stanowi świetne kompendium problemów, jakimi żyli ludzie w drugiej połowie XIX wieku. Kto chce zrozumieć pozytywizm, nie może nie znać tej książki. Olać Wokulskiego, olać durną Łęcką - skupcie się na postaciach epizodycznych, dialogach, panoramie społecznej Warszawy. No majstersztyk.

6. Coś z literatury "obozowej i łagrowej". Propozycje mam trzy [rzecz jasna ideałem byłoby, gdyby uczeń znał je wszystkie]:
- Tadeusz Borowski, "Opowiadania" [całość, żaden wybór!!!]
- Gustaw Herling-Grudziński, "Inny świat"
- Kazimierz Moczarski, "Rozmowy z katem".
Uzasadnienie? Ludzie MUSZĄ wiedzieć, co się działo w obozach i łagrach, w gettach, w okupowanej Polsce. Ta wiedza nie może zostać zapomniana, bo inaczej ryzykujemy, że ten koszmar się powtórzy.

7. George Orwell, "Rok 1984" - ta książka staje się coraz bardziej przerażająca w swojej trafności wprost proporcjonalnie do rozwoju techniki i cywilizacji. Żyjemy w świecie Wielkiego Brata, jesteśmy obserwowani, kontrolowani przez maszyny i Internet - i co gorsza, sami się na to godzimy.

8. Franz Kafka, "Proces" - człowiek v.s. biurokracja i władza. Przygnębiający pojedynek, w którym niestety jednostka jest na straconej pozycji. Książka - podobnie jak "Mały Książę" - mająca kilka warstw, wymagająca myślenia, nie prezentująca czytelnikowi swoich bebechów w pierwszym kontakcie.

9. "Mitologia grecka" - zabijcie mnie, znów całość... Jestem zdania, że Europejczyk bez znajomości Biblii oraz mitologii jest kulturalnie kaleką. Zadajcie sobie kiedyś trud i zwróćcie uwagę, jak często to, z czym się na co dzień stykacie, odwołuje się do tych dwóch pozycji. Człowiek pochodzący z kultury śródziemnomorskiej jest tym przesiąknięty, a gdyby z języka usunąć wszelkie odwołania do mitologii i Biblii, to zostałaby nam może 1/3 wyrażeń... Porównałabym te dwie książki do nóg, na których wszyscy stoimy - to teraz proszę, obetnijcie sobie nogi. Jasne, da się żyć, ale jest to bez porównania trudniejsze.

10. Christiane F., "My dzieci z dworca Zoo" - ta ostatnia lektura może się wydawać zaskakująca i z pewnością jej wybór podyktowany jest moim miejscem pracy, a jak wiadomo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) Książka "mózgotrzepiąca", brutalna, ale przez to stwarzająca szansę, że młody czytelnik coś dzięki niej zrozumie, zanim spieprzy sobie życie eksperymentami z substancjami, których lepiej nie ruszać. W dobie różnego rodzaju palikotów i ruchów Wolnych Konopi lektura zdecydowanie obowiązkowa.
 

    Hmm... Dlaczego mam wrażenie graniczące z pewnością, że jak tylko kliknę przycisk "publikuj posta", to zaraz przypomni mi się co najmniej jeszcze kilka lektur, które KONIECZNIE powinnam umieścić w tym rankingu...?
     A teraz - zapraszam Was do komentowania i prezentowania swoich typów.

10 komentarzy:

  1. Chyba mnie ominal Orwell i Kafka. Z Kafki chyba czytalismy ''Zamek''... ''Rozmowy z katem'', owszem, ale ich nie pamietam. Literature obozowa znam z ksiazek, ktore moi rodzice przywiezli z muzeum w Oswiecimiu... Mialem wtedy chyba 12 lat... Do dzis pamietam niektore sceny...
    Dolozylbym ''Dzume'', mam do niej sentyment :) Christiane F. czytalem w okolicach 18-tki, Mitologie w 1 LO. Jakos mi teraz przypomnialy sie ''A jak krolem a jak katem bedziesz'' i ''Spizowa brama''... Nic nie opamietam...
    O Biblii zapomnij. Mnie akurat gryzie.
    Co do ''Lalki'', to moze byc, chociaz ja jednak lubie (o dziwo) ''Nad Niemnem''...
    Balladyna jest boska, zwlaszca pani Dykiel na Harleyu :)
    Ech... stare czasy... ostatnio jakos podupadlem czytelniczo... Wstyd...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na "A jak królem..." oraz na "Spiżową bramę" to z kolei ja się nie załapałam. Orwell i Kafka był już za moich czasów w lekturach uzupełniających [tylko!], a Christiane F. czytałam na własną rękę jako 14-latka. Teraz to się omawia w gimnazjum we fragmentach.

      A swoją drogą Robalku, to odkąd jesteś "na barcelońskim bruku", to tym bardziej powinieneś czytać polską literaturę w ramach odkurzania języka...

      Usuń
  2. Wszystkiego najlepszego dla PUMKI z okazji Dnia Kota, mój Kajtek poczuł zew natury i nie ma go już drugi dzień, mam nadzieję, że nic mu nie jest.
    Do Twojego kanonu lektur pozwolę sobie dorzucić "Ziemię obiecaną" oraz "Ferdydurke", uwielbiam obie książki. Miłego dnia Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu Jej Wysokości. Już dostała z okazji swojego święta wieeelki kawał wołowiny...

      Gombrowicza też uwielbiam, ale "Ferdydurke" wymieniłabym na "Trans-Atlantyk" w ramach uczenia dzieciaki dystansu do samych siebie :

      Usuń
  3. Biblia i Mitologia jak najbardziej- nie wyobrażam sobie młodej
    inteligencji bez takich podstaw. Tam się zawiera cale nasze
    dziedzictwo kulturowe.
    "Mały Książę"- nigdy nie zrozumiem zachwytu nad tą książką, czytałam
    ją kilka razy i jest dla mnie zbyt tendencyjna. Zamiast "Małego
    Księcia" wrzuciłabym raczej Piotrusia Pana, a jak już jestem przy
    dziecięcej literaturze to obowiązkowo Kubuś Puchatek. To zadziwiające,
    ile ta książka ma w sobie warstw, za każdym razem odkrywam w niej coś
    nowego.
    Sienkiewicz- jak najbardziej, Kafka też.
    Z literatury wojennej rozszerzyłabym temat o ludobójstwo i tu nie
    obejdzie się bez trylogii Hatzfelda o Rwandzie.
    W ramach cyklu- poznajmy sąsiadów- rewelacyjne reportaże Szczygła o Czechach
    Orwella wymieniam na Huxleya i jego "Nowy wspaniały świat"
    A tak w ogóle uważam,że w lekturach jest za mało współczesnego
    reportażu, a to są przecież książki, które poszerzają horyzonty i
    otwierają na Innego.

    Smok, a tak z innej beczki- Ty weź mnie nie strasz, jaki prezent, mam
    nadzieję,że nie przywieziecie mi tatusia dla Smoczątka... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smoczątko zostało przez Ciebie prawnie adoptowane, więc po co Ci tatuś... oj tam oj tam, taki drobiazg, ale chyba Ci się spodoba :)

      No ja wiem, że nie podzielasz mojego zachwytu nad "Małym Księciem"... Co do Kubusia to też się zgodzę, że jest jak Shrek [z tymi warstwami].
      U Huxleya razi mnie koniec, tzn. nigdy go nie mogłam zrozumieć, jest dla mnie taki ni przypiął, ni przyłatał. Ale może jestem na to za głupia:)
      A współczesnego reportażu nie robi się zapewne z braku czasu. Coś tam jest w gimnazjum w wyborze, w zależności od autorów podręcznika.

      Usuń
  4. Nie jęczę ze znudzenia na myśl o "Lalce" ;))) Raczej ze złości, kiedy sobie przypomnę tę pustą sunię i ciapowatego Wokulskiego, który był w stanie TYLE osiągnąć (i nie chodzi mi tylko o to, że miał talent do biznesu), a zakochany był jak ostatnia ciumra w... kim? W pięknej gębusi? Tu się odzywa moje niedawno wspomniane kochanie za coś, a nie pomimo. Ona była taka głupia, on jej w ogóle nie znał, a zakochany - jak kundelek. Grrr!

    Tak, wiem, masa innych ciekawych bohaterów i historii. Jakby tak wytargać momenty z tą udaną dwójeczką, dałoby się jakoś strawić. :)))

    Nie mogę sobie przypomnieć o czym był "Ten obcy". Jedyna książka, która mnie tak strasznie wciągnęła w smarkatym okresie (następną taką lekturą był dopiero "Mistrz i Małgorzata" - książka, obawiam się, tak naszpikowana symbolami, że dzisiejsze dzieciorki nie wyłapią z niej nic prócz zabawnych historyjek.). Hm, o jakimś obcym? ;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. "Ten obcy" Jurgielewiczowej był zdaje się o przyjaźni z chłopakiem, który się różnił od reszty rówieśników, ale z jakiego powodu się różnił, to też nie pamiętam.

    Do "Mistrza i Małgorzaty" potrzeba nauczyciela, który by sam rozumiał, co w tej książce siedzi [bo masz rację, niby skąd młodzież ma teraz znać te symbole?]. Ale i tak z moich obserwacji wynika, że uczniowie dobrze przyjmują tę lekturę. A jak wyłapią tylko zabawne historyjki, to też coś - jest szansa, że może kiedyś sami do książki wrócą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pasuje mi Twoja lista bardzo. Dodałabym dwie pozycje. "Ferdydurke" koniecznie. A druga rzecz, to "Mechaniczna pomarańcza". Czytałam w liceum na etyce. Choć po prawdzie, zrozumiałam, o czym to jest, dopiero przy drugim czytaniu, kilka lat później.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gombrowicza zawsze i wszędzie, uwielbiam faceta, choć jak pisałam wyżej, wybrałabym jednak "Trans-Atlantyk".
      "Mechaniczną" czytałam, rzeczywiście mocna lektura. Którą wersję językową wolisz, jeśli chodzi o tłumaczenie? Ja rosyjską :)

      Usuń