Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

piątek, 3 lutego 2012

Przymusowe wolne

    I tak oto Zoo przegrało z zimą. Decyzją Głównej od dziś do co najmniej wtorku włącznie szkoła zostaje zamknięta na głucho.
    Przyjechałam tradycyjnie już przemarznięta [godzinny dojazd do pracy niedogrzanymi środkami komunikacji miejskiej] około 7:30, a tam pani Wanda [czyli woźna] powitała mnie informacją, że właśnie Główna dzwoniła zapytać, ile jest stopni w klasach i na korytarzach. A ponieważ w tej kwestii nic się nie zmieniło od poniedziałku - czyli w salach nie więcej niż 15 stopni, a w łazienkach i na holach nieco powyżej zera - to niebawem telefonicznie przekazała informację, żeby wszystkich uczniów, którzy przybyli, wygonić bezzwłocznie do domu z przykazaniem, by nie pokazywali się przed środą. Nauczyciele natomiast dostali dwie godziny, by uporządkować dokumentację [bo w końcu zbliża się półrocze], a potem placówka została ewakuowana i szczelnie zamknięta.
    No i baaardzo dobrze :)
    Oczywiście, jak już pisałam wcześniej, oznacza to, że będziemy musieli te trzy dni odrobić. Prawdopodobnie będą to soboty, w które - jak znam naszych uczniów - i tak nie pojawi się nikt poza nauczycielami. W tej sytuacji jednak jest to naprawdę mniejsze zło, bo przysięgam, że nie sposób było już w Zoo wytrzymać. Wczoraj dla przykładu miałam 6 lekcji, co oznaczało szczękanie zębami od 7:30 do 14. Po takim doświadczeniu nie byłam w stanie rozgrzać się do końca dnia. W Pomarańczowej Jaskini obiektywnie jest bardzo ciepło - kicamy sobie w krótkich rękawach i od czasu do czasu nawet jesteśmy zmuszeni pootwierać okna - ale wczoraj podczas gdy Hipek paradował w podkoszulku, spodniach od dresu i bez skarpet na kopytkach, to Smok trząsł się pomimo grubych rajstop pod spodniami i swetra.
    A zatem, panowie i panie, mam nieoczekiwanie kilka dni wolnego. Jeszcze nie wiem, co z nim zrobię [poza tym, że będę wypełniała niezliczoną ilość papierów], ale przynajmniej może to uchroni mnie od rozchorowania się z powodu "pracy w szkodliwych warunkach". Na razie zrobiłam sernik, który jednak długo nie pożyje. Powód pierwszy - rzecz jasna Hipek. Powód drugi - jutro mamy najazd Havranka, który wpada z kurtuazyjną wizytą.

4 komentarze:

  1. 1) To na rozgrzewke najlepiej rozpoczac jakies Tournee :))) Pamietasz Sopot zima?
    2) U mnie tez zimno, jak na tutejsze warunki, temperatura w Bcn ma spasc w nocy do MINUS CZTERECH stopni.W zwiazku z tym ogloszono alarm ''Fala Zimna'' :)
    3) Od kiedy Hipopotamy maja kopytka?
    4) Usciskac (cokolwiek to znaczy) Havranka.
    5) Przepis na sernik moze byc pozniej :) Aczkolwiek mam od Rudej taki ze skondensowanego mleka z galaretka... Tyz wychodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. 1) Sopot zimą pamiętam, oj pamiętam... Choć rzecz jasna nie każdy moment równie wyraźnie z racji bezustannego, mniejszego lub większego upojenia alkoholowego :)
    2) Co kto lubi... Dla mnie hiszpańskie lato byłoby stanem klęski żywiołowej.
    3) A nie mają? To co mają? Raciczki?
    4) Zwariowałeś?! Uścisk ode mnie?! Chłopczyna musiałby się potem poddać jakiejś terapii...
    5) To stary przepis, jeszcze babci Rozalii [czyli matki Seniorki]. Chyba muszę zapytać moją rodzicielkę, czy wolno mi go rozpowszechnić na blogu, czy nie jest objęty rodzinną ochroną praw autorskich :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciepło w mieszkaniu, chlip!

    Sernik, chlip!

    Nie bawię się tak.

    OdpowiedzUsuń
  4. Życie jest bardzo niesprawiedliwe, już kiedyś o tym pisałyśmy :(

    OdpowiedzUsuń