I tak oto Zoo przegrało z zimą. Decyzją Głównej od dziś do co najmniej wtorku włącznie szkoła zostaje zamknięta na głucho.
Przyjechałam tradycyjnie już przemarznięta [godzinny dojazd do pracy niedogrzanymi środkami komunikacji miejskiej] około 7:30, a tam pani Wanda [czyli woźna] powitała mnie informacją, że właśnie Główna dzwoniła zapytać, ile jest stopni w klasach i na korytarzach. A ponieważ w tej kwestii nic się nie zmieniło od poniedziałku - czyli w salach nie więcej niż 15 stopni, a w łazienkach i na holach nieco powyżej zera - to niebawem telefonicznie przekazała informację, żeby wszystkich uczniów, którzy przybyli, wygonić bezzwłocznie do domu z przykazaniem, by nie pokazywali się przed środą. Nauczyciele natomiast dostali dwie godziny, by uporządkować dokumentację [bo w końcu zbliża się półrocze], a potem placówka została ewakuowana i szczelnie zamknięta.
No i baaardzo dobrze :)
Oczywiście, jak już pisałam wcześniej, oznacza to, że będziemy musieli te trzy dni odrobić. Prawdopodobnie będą to soboty, w które - jak znam naszych uczniów - i tak nie pojawi się nikt poza nauczycielami. W tej sytuacji jednak jest to naprawdę mniejsze zło, bo przysięgam, że nie sposób było już w Zoo wytrzymać. Wczoraj dla przykładu miałam 6 lekcji, co oznaczało szczękanie zębami od 7:30 do 14. Po takim doświadczeniu nie byłam w stanie rozgrzać się do końca dnia. W Pomarańczowej Jaskini obiektywnie jest bardzo ciepło - kicamy sobie w krótkich rękawach i od czasu do czasu nawet jesteśmy zmuszeni pootwierać okna - ale wczoraj podczas gdy Hipek paradował w podkoszulku, spodniach od dresu i bez skarpet na kopytkach, to Smok trząsł się pomimo grubych rajstop pod spodniami i swetra.
A zatem, panowie i panie, mam nieoczekiwanie kilka dni wolnego. Jeszcze nie wiem, co z nim zrobię [poza tym, że będę wypełniała niezliczoną ilość papierów], ale przynajmniej może to uchroni mnie od rozchorowania się z powodu "pracy w szkodliwych warunkach". Na razie zrobiłam sernik, który jednak długo nie pożyje. Powód pierwszy - rzecz jasna Hipek. Powód drugi - jutro mamy najazd Havranka, który wpada z kurtuazyjną wizytą.
1) To na rozgrzewke najlepiej rozpoczac jakies Tournee :))) Pamietasz Sopot zima?
OdpowiedzUsuń2) U mnie tez zimno, jak na tutejsze warunki, temperatura w Bcn ma spasc w nocy do MINUS CZTERECH stopni.W zwiazku z tym ogloszono alarm ''Fala Zimna'' :)
3) Od kiedy Hipopotamy maja kopytka?
4) Usciskac (cokolwiek to znaczy) Havranka.
5) Przepis na sernik moze byc pozniej :) Aczkolwiek mam od Rudej taki ze skondensowanego mleka z galaretka... Tyz wychodzi :)
1) Sopot zimą pamiętam, oj pamiętam... Choć rzecz jasna nie każdy moment równie wyraźnie z racji bezustannego, mniejszego lub większego upojenia alkoholowego :)
OdpowiedzUsuń2) Co kto lubi... Dla mnie hiszpańskie lato byłoby stanem klęski żywiołowej.
3) A nie mają? To co mają? Raciczki?
4) Zwariowałeś?! Uścisk ode mnie?! Chłopczyna musiałby się potem poddać jakiejś terapii...
5) To stary przepis, jeszcze babci Rozalii [czyli matki Seniorki]. Chyba muszę zapytać moją rodzicielkę, czy wolno mi go rozpowszechnić na blogu, czy nie jest objęty rodzinną ochroną praw autorskich :)
Ciepło w mieszkaniu, chlip!
OdpowiedzUsuńSernik, chlip!
Nie bawię się tak.
Życie jest bardzo niesprawiedliwe, już kiedyś o tym pisałyśmy :(
OdpowiedzUsuń