Siedzę i uzupełniam dziennik, bo jutro rada klasyfikacyjna. Normalnie miałabym przez to rozpierniczony weekend, ale z powodu odwołanych lekcji mogę sobie to spokojnie podziubać. A wierzcie mi, papierów pod koniec semestru jest od cholery i ciut ciut.
Przede wszystkim trzeba uważnie przejrzeć dziennik, czy nie ma jakichś braków, bo Główna zapowiedziała, że w ferie przysiądzie i sprawdzi dokumentację. Brak zwykle podpisów i tematów lekcji [przoduje w tym rzecz jasna Jadzia], czasem ktoś nie wpisał obecności, numeru lekcji lub informacji, że zrealizował przewidziany w tym półroczu materiał. Moim zadaniem w związku z tym jest obklejenie dziennika żółtymi karteczkami samoprzylepnymi, na których wyszczególniłam, co który nauczyciel ma uzupełnić - i dopadnięcie "winowajców" na środowej radzie. Dalej - wypełnienie magicznej tabelki, notującej i zliczającej wszystkie oceny uczniów, ich średnie ocen, a także ilość godzin opuszczonych usprawiedliwionych i nieusprawiedliwionych oraz spóźnienia. Na podstawie tych danych wylicza się następnie, ile było jakich ocen z danego przedmiotu, jaka średnia dla klasy, jaki procent frekwencji. Z moją dyskalkulią prędzej bym zwariowała, niż to wszystko sama policzyła, ale od czego mam arkusz kalkulacyjny Excel? Na szczęście, jak na córkę informatyka przystało, umiem się tą zabawką posługiwać.
A może jesteście ciekawi, jak moja klasa wygląda w liczbach?
Średnia ocen klasy: 1,45
Najniższa średnia: 0,00 [czterech uczniów będących tzw. martwymi duszami - czyli delikwentami, którzy od 1 września ani razu nie pokazali się w szkole]
Najwyższa średnia: 3,15
Frekwencja klasy: 31,6 %
Z języka polskiego średnia ocen dla mojej osobistej małpiarni to 1,1. Postawiłam jedną czwórkę [Młoda Gniewna], cztery dostateczne, jedną jedynkę i dziesięć nieklasyfikowań. Ale niech wam się nie wydaje, że jestem najostrzejszym nauczycielem tej klasy - z historii mają średnią 0,8...
Kolejna rzecz, którą wychowawca musi sporządzić, to "Sprawozdanie za I okres" - 3 strony A4 wypełnione najróżniejszymi danymi, bo nie ma chyba informacji, której kuratorium i Urząd Miasta nie chcieliby o uczniach wiedzieć. Oprócz standardowych danych - typu ilość uczniów, kogo zapisano, a kogo wypisano [i dlaczego], ilość klasyfikowanych, ilość ocen niedostatecznych, rodzaje zachowań - wypełniamy uroczą tabeleczkę zatytułowaną "Ogólne wiadomości o klasie". Zawiera ona 27 wierszy dających odpowiedzi na przeróżne pytania, z IMIENNYM wyszczególnieniem uczniów spełniających dane kryterium. O co chodzi? Macie tu próbkę:
- uczniowie z dysleksją, dysgrafią, dysortografią, dyskalkulią [u mnie to właściwie cała klasa...]
- uczniowie, którym wychowawca udzielił naganę [też sporo]
- uczniowie przeniesieni do MOW-u lub innego ośrodka wychowawczego [Dawidek, hehehe...]
- uczniowie, którym przyznano stypendium Prezesa Rady Ministrów [że hę???]
- uczniowie pozostający pod opieką pedagoga szkolnego ze względu na:
1) wagarowanie [znów muszę chyba wpisać wszystkich...]
2) alkoholizm [jednego mam nawet "z papierami"]
3) narkomanię
4) rodziny patologiczne lub niewydolne wychowawczo [czyli ogromna większość, bo inaczej dziecka by u nas nie było]
5) zaburzenia emocjonalne [to któraś małpka ich nie ma...?]
6) konflikt z prawem [tu rzecz jasna trzeba wpisać moją ulubienicę Sylwię, ale nie tylko].
Kiedy się z tym uporam, mogę się zabrać za przygotowanie karteczek z ocenami i frekwencją dla rodziców. Zebranie w czwartek - ciekawe, czy ktoś przyjdzie...
Swoją drogą, zawsze zastanawia mnie, ile jest informacji, które szkoła o każdym uczniu gromadzi, przetwarza i podaje dalej. Myślę, że zwykły, szary rodzic nie ma nawet pojęcia, jak daleko sięgają te macki. Czy to dobrze, czy źle? Odpowiedź nie jest taka prosta. Z jednej strony - nie wyobrażam sobie pracy w takiej placówce jak nasza bez informacji o tym, z jak bardzo potłuczonym dzieckiem mamy do czynienia. Dla dobra ucznia - ale i dla własnego bezpieczeństwa - muszę wiedzieć, że dajmy na to Jaś to ćpun, Staś ma kuratora za pobicie, tatuś Zosi przepija wszystko, a rodzice Kasi mają odebrane prawa rodzicielskie. Z drugiej jednak strony mówię szczerze - w mojej ocenie zbyt dużo osób w szkole ma dostęp do tych informacji i są one w niewystarczający sposób chronione. A im częściej każe się nam, nauczycielom, je przetwarzać i uwieczniać na piśmie, tym większe ryzyko, że drażliwe dane wyciekną i zaszkodzą uczniowi.
No cóż, drogi rodzicu idący na wywiadówkę, pamiętaj - Szkolny Wielki Brat patrzy...
A wiesz, że nigdy nie patrzyłam na to od tej strony? Wiem, że to kupa papierkowej roboty, niewdzięcznego ślęczenia i męczenia oczu, ale nie przyszło mi do głowy, że to przecież cała masa informacji, które GDZIEŚ idą.
OdpowiedzUsuńAno właśnie... I to cała kupa DRAŻLIWYCH informacji, która nie jest odpowiednio chroniona.
OdpowiedzUsuńPermanentna inwigilacja.
UsuńWiesz jak się musiałam skupić przy pisaniu tych słów? ;)))
P.S.
Masz, widzę, podobne zdanie na temat "samotności" Szymborskiej. Za późno mnie oświeciło i teraz strasznie żałuję, że nie zebrałam betów i nie poszłam dziś na Rakowicki. Za to teraz mogę wrzucić poświęcony temu tematowi post na DO Interii, bo na Onecie jak zwykle nikt go nie zauważy...
Witam, nie no średnią masz nie do pobicia, zazdroszczę,że ferie masz przed sobą, nam się już kończą.
OdpowiedzUsuńDobrze, że chociaż pomału mijają te mrozy, normalnie, dziś był u nas upał całe minus 6 C.
Pozdrawiam Magda
Mrozy to mają niestety jeszcze trzymać przez najbliższy tydzień...
UsuńNo co, małpki ryją, aż im z uszu paruje, to widać :)
Jak dla mnie to - 10, -15 to tzw pikuś,takie to niech sobie będą, przynajmniej choróbska wymarzną i komary, nie to co - 34, rano boisz się czy w kranie woda nie zamarzła. Magda
OdpowiedzUsuńA ja i tak zawsze powtarzam, że wolę mróz -30 stopni, niż upał +30. Mówię poważnie. No i w tym masz rację - poniżej 15 stopni ludzie przestają masowo chorować, chyba że na nerki...
UsuńDragonello, mam małe pytanie dotyczące Szymborskiej, ponieważ jesteś wielbicielką jej twórczości oraz osobowości, powiedz mi, jeżeli wiesz, czy ta kobieta nie miała żadnej rodziny? Oglądałam relacje z jej pogrzebu i to właśnie mnie uderzyło,że nie było tam nikogo, kto by tak po ludzku po niej zapłakał, komu było by żal tego, że odeszła Wisława Szymborska jako osoba, a nie jako noblistka, czy wybitna poetka, członkini przeróżnych stowarzyszeń i organizacji. Ot spotkanie towarzyskie ludzi kultury,oficjeli państwowych, krakowiaków z okazji pogrzebu, na którym wypadało być. Jak dla mnie smutny to koniec. Magda
OdpowiedzUsuńJej najbliższa rodzina odeszła po prostu przed nią... Była rozwódką, ale przez większość życia żyła w nieformalnym związku z pisarzem Kornelem Filipowiczem [zmarł w 1990 roku, o ile dobrze pamiętam]. Nigdy nie byli małżeństwem, nie mieszkali też razem, ale bez wątpienia łączyła ich miłość.
OdpowiedzUsuńWiesz, każdy sądzi według własnej miary, ale ludzie są różni. Myślę, że pani Wisława nie czuła się samotna, lubiła swobodę, mieszkanie tylko dla siebie. Dusza artystyczna :) Miała przyjaciół, którzy byli jej rodziną, a brak męża i dzieci nie krępował jej rozwoju i twórczości.
Nie miałam nic złego na myśli, tylko smutne wydaje mi się życie, kiedy nie masz rodziny, może tak zostałam wychowana, przyjaciele, przyjaciółmi ale rodzina to jednak coś więcej. Zrobiło mi się jej tak zwyczajnie żal, widocznie była jedynaczką, ale miałam również takie złudzenie, że tak naprawdę, ważna była, jako człowiek tylko dla swojego sekretarza, to się czuje. Magda
OdpowiedzUsuńBardzo przepraszam, że się wcinam w rozmowę, ale nie wytrzymałam. Mam nadzieję, że Dragonka nie będzie mi mieć tego za złe.
UsuńOtóż pani Wisława była (i dalej jest) ważna dla naprawdę wielu ludzi. Jako człowiek, nie tylko jako znana poetka, noblistka. W jej wierszach było widać ciepłą, pokorną i wrażliwą osobę. Dla Ciebie ważna jest rodzina, dla innych zaś ci, którzy są bliscy NAPRAWDĘ, a nie tylko dlatego, że mają tę samą krew. Rodzina nie zawsze jest "czymś więcej" - zależy to od wielu czynników. Zaś przyjaciół można sobie wybrać, są przy nas z własnej woli, a nie, bo tak wypada (jak nieraz z rodziną). Szymborska miała wielu przyjaciół i niekoniecznie musieli zalewać się łzami nad trumną. Mogli pożegnać ją z szacunkiem, w spokoju. W końcu odeszła w lepsze i szczęśliwsze miejsce.
Myślę, że zrobiło Ci się jej żal zupełnie bez powodu. Miałaś złe złudzenie. Podobnie niektórym matkom jest żal bezdzietnych, bo NA PEWNO są nieszczęśliwe, a z dzieckiem byłoby im jak w niebie. Jak to już tu padło, mierzą swoją miarą, błędnie. Każdy ma swoją własną wizję szczęścia. Pozdrawiam.
Magda:
UsuńMiała siostrę, ale siostra zmarła wcześniej.
Ja wiem, że nie miałaś nic złego na myśli - ale ona naprawdę nie była samotna. Miała kilku dobrych przyjaciół, nie tylko sekretarza Michała Rusinka :)
Tak jak napisałaś - Ciebie wychowano tak, że szczęście może dać tylko rodzina. Ale ona była inna i pewnie całe szczęście. Dobrze, że ludzie się różnią.
Ken. G.:
OdpowiedzUsuńPolecam Ci zajrzenie na witrynę Magazynu Bachor :) Link znajdziesz z boku mojej strony.
Zajrzałam, teraz siedzę i czytam. I zarykuję się, choć również z tego jak oburzone mamusie pokrzykują jaka to ta strona karygodna jest i niemoralna i fuj i ble ;)))
UsuńA czemu tak teraz Ci to przyszło do głowy? :)))
W związku z Twoim komentarzem na temat "dzietnych" i bezdzietnych.
UsuńA tę stronkę uwielbiam. Notabene mam na nią namiar od mojej Cudownej Bratowej [bez cienia ironii, bo jest super kobitką], matki genialnego przedszkolaka i mojego jedynego bratanka.