Okazje po temu są co najmniej trzy. Primo: obchodzony niedawno światowy Dzień Kota [a co, myśleliście, że zapomniałam? Nic z tego, Jej Wysokość dostała na to konto taki wielki kawał wołowiny, że już nawet nie reagowała na dźwięk otwieranej lodówki przez resztę dnia :)]. Secundo: Wystawa Kotów Rasowych, na którą wraz z Hipkiem załapaliśmy się jakiś czas temu. Tertio: no cóż, dawno już nie prezentowałam Wam żadnego posta dotyczącego Pumiska, prawda? Czas naprawić to rażące niedopatrzenie.
Uraczę Was więc dziś bez przesadnego gadania garścią zdjęć przeróżnej maści miaukaczy. Niestety będąc na wspomnianej wystawie skupiliśmy się na robieniu zdjęć, ale na to, żeby przy okazji zanotować, jak się która rasa nazywa, to już nie wpadliśmy. Komentarze zatem z konieczności będą mało profesjonalne, ale w końcu chyba nie to się najbardziej liczy.
Zapraszam wszystkich, którzy podzielają Smoczy zachwyt ilekroć widzą sierściaste-mruczące-miauczące, do podziwiania najnowszych kocich zdjęć.
Te dwa koty powyżej to chyba norweskie leśne... Gdybym miała się kiedykolwiek zdecydować na kota rasowego, to mój wybór padłby właśnie na takiego [albo na rosyjskiego, których niestety nie było na wystawie]. Wiem wiem, sierść toto ma taką, że można oszaleć, ale co tam...
Bardzo żałuję, że nie pamiętam, jak się nazywa ten przystojniak - coś na "b" :) Dumny, poważny o brązowo-przydymionej, "podpalanej" barwie. Wyjątkowo stoicko znosił zainteresowanie gawiedzi, najwidoczniej świadomy swojego dostojeństwa.
Oto ulubieniec Hipopotama - kot brytyjski. Przyznajcie, iście hipnotyzujące spojrzenie.
A teraz już opuszczamy wystawę i wracamy do świata kotów-dachowców. Pierwszy to nasz znajomy, rezydent w zaprzyjaźnionym zakładzie zegarmistrzowskim. Wielki i wiekowy [czternastoletni!] kocur zwany Profesorem lub Palikotem. Może na tym zdjęciu nie widać aż tak wyraźnie, jak bardzo jest masywny, ale wierzcie mi na słowo, robi wrażenie. Szczególnie, gdy z rozpędu próbuje wskoczyć na sklepową ladę :)
Na koniec dwa zdjęcia Jej Wysokości, aby nie czuła się poszkodowana. Pierwsze na tle kalendarza z kotem Simone'a [uwielbiam!], a drugie na jednym z najlepszych miejsc do spania, czyli na brzuchu Hipopotama.
Miau :)
Uwielbiam brytyjczyki! I koty "whiskasowe" :))) Norweskie i main coony są dla mnie za duże, choć nie przeczę, futro godne podziwu.
OdpowiedzUsuńJak się załapaliście na taką wystawę? Trzeba coś zrobić czy każdy może wejść? Pytam jak blondi, ale nie wiem :)))
Main coonów to i ja nie lubię, ale i tak najbardziej odrzuca mnie od persów. Wyglądają, jak by dostały patelnią przez pysk w dzieciństwie...
OdpowiedzUsuńCo do wystaw - są różne, od takich całkiem profesjonalnych, do organizowanych np. w marketach. Zwykle jednak wstęp jest wolny. Najlepiej wpisz w wyszukiwarkę "wystawa kotów" i popatrz, kiedy będzie najbliższa w Twoim mieście albo okolicach.
a oblukaj sobie tego linka :))))
OdpowiedzUsuńhttp://www.smog.pl/txt_gfx_audio/50483/koty_spiace_w_niedorzecznych_pozycjach/
koty to zdolne bestie :)
No ba :) Zawsze zazdrościłam wszelkim stworzeniom posiadającym zdolność spania w każdych warunkach. Ja tak nie potrafię :(
UsuńPersów to i ja nie lubię. To znaczy jako rasy, bo tak poza tym, to kocham wszystkie stworzenia duże i małe ;)Ale czemu maine coony?
OdpowiedzUsuńA poza tym i tak króliki królują ;)
Ja najbardziej lubię pospolite dachowce. Ale i tak "wszystkie koty nasze są" :)
OdpowiedzUsuńW domu takiego mieć nie mogę, ale mam pod opieką całe stadko osiedlowych dachowców :) Mają dranie swój urok :)
OdpowiedzUsuńNie możesz mieć kota w domu? Współczuję, naprawdę i z całego serca. Bez kota to nie robota...
UsuńNiestety :(
OdpowiedzUsuń