Wczoraj wieczorem zmarła "staroświecka jak przecinek autorka paru wierszy".
Dowiedziałam się o tym dopiero dziś rano, kiedy podczas porannej prasówki nad kawą zajrzałam na strony mojej ulubionej blogerki literackiej, czyli Mag. I przyznam, że długo jedynym komentarzem, na który mogłam się zdobyć, było: "O kurwa mać...".
Z twórczością Wisławy Szymborskiej zetknęłam się wcześnie - tak wcześnie, że nie potrafię powiedzieć, ile miałam lat - z uwagi na to, że jest ona jedną z ulubionych poetek Seniorki. Stosowne tomiki wierszy po prostu stały sobie grzecznie w moim domu rodzinnym na półce obok rozmaitych Poświatowskich, Pawlikowskich-Jasnorzewskich, Tuwimów, Gałczyńskich, Bursów czy innych Wojaczków. Pamiętam zresztą, że kiedy dostała Nobla i z tej okazji niezapomniana
pani Mirosława urządziła nam lekcję polskiego poświęconą twórczości Szymborskiej, to była niezwykle zaskoczona, że znalazła się w klasie uczennica, która nie tylko tę poetkę kojarzy, ale jeszcze potrafi sporo powiedzieć o jej wierszach.
Twórczość pani Wisławy wywołuje u mnie sporo emocji i - co chyba ważniejsze - skłania do myślenia. Jej wiersze nie są oczywiste, można na nie bardzo różnie spoglądać w zależności od tego, co samemu chce się zobaczyć. Uwielbiam poza tym jej zabawy słowne - jest to zdecydowanie mój ulubiony rodzaj komizmu - eksperymentowanie ze znaczeniem wyrazów, szukanie nowych skojarzeń, wyciąganie maksimum treści z kilku zwrotów. No i - co podkreślają chyba wszyscy, którzy mieli z nią styczność - wyróżniała się niespotykanym dystansem do własnej osoby i twórczości, co jest ultrarzadką cechą u wybitnych literatów, którzy doczekali się uznania za życia.
Przytoczę Wam jedną anegdotkę z mojego życia związaną z utworami Szymborskiej. Byłam wtedy w pierwszej klasie liceum i poszłam z moim ówczesnym chłopakiem - notabene dość mocno nawiedzonym poetą - na imprezę. Kto był nastolatkiem i chodził na takie "domówki", ten wie, jak one wyglądają [w tym miejscu uprasza się Seniorkę oraz Mojego Tatę o opuszczenie tego akapitu :)]: przyciemnione światło, dość głośna muzyka i dość dużo alkoholu. Otóż wyobraźcie sobie taką scenkę rodzajową - środek podobnej imprezy, towarzystwo już mniej lub bardziej pijane, a w kącie na kanapie siedzi parka, chłopak i dziewczyna [w tej roli ja i Piotr] i o coś zawzięcie się kłócą, podnosząc przy tym głos. Kumple podchodzą, żeby spytać, o co poszło i ewentualnie ich pogodzić, a tu okazuje się... że wariaci spierają się o interpretację wiersza Wisławy Szymborskiej! Reakcja w takiej sytuacji mogła być tylko jedna: "Kurwa, wy naprawdę nie macie większych zmartwień?!" :)
Wpis ten chcę zakończyć zacytowaniem kilku wierszy noblistki, choć - uwierzcie - mam cholerny problem z tym, które wybrać. Ciężko wskazać mi, które jej utwory są dla mnie najważniejsze, które miały wpływ na moje myślenie czy postrzeganie świata. Lista po prostu zrobiłaby się za długa i nie wytrzymalibyście tego, a jak wiadomo, czytelnik ma swoje prawa. Poza tym to też zmieniało się w zależności od tego, ile miałam lat, co właśnie przeżywałam, na jakim etapie życiowym byłam. Wybór więc będzie lekko przypadkowy, ale lepszy taki, niż żaden.
Nic darowane
Nic darowane, wszystko pożyczone.
Tonę w długach po uszy.
Będę zmuszona sobą
zapłacić za siebie,
za życie oddać życie.
Tak to już urządzone,
że serce do zwrotu
i wątroba do zwrotu
i każdy palec z osobna.
Za późno na zerwanie warunków umowy.
Długi będą ściągnięte ze mnie
wraz ze skórą.
Chodzę po świecie
w tłumie innych dłużników.
Na jednych ciąży przymus
spłaty skrzydeł.
Drudzy chcąc nie chcąc
rozliczą się z liści.
Po stronie Winien
wszelka tkanka w nas.
Żadnej rzęski, szypułki
do zachowania na zawsze.
Spis jest dokładny
i na to wygląda,
że mamy zostać z niczym.
Nie mogę sobie przypomnieć
gdzie, kiedy i po co
pozwoliłam otworzyć sobie
ten rachunek.
Protest przeciwko niemu
nazywamy duszą.
I to jest to jedyne,
czego nie ma w spisie.
Relacja ze szpitala
Ciągnęliśmy zapałki, kto ma pójść do niego.
Wypadło na mnie. Wstałem od stolika.
Zbliżała się już pora odwiedzin w szpitalu.
Nie odpowiedział nic na powitanie.
Chciałem go wziąć za rękę – cofnął ją
jak głodny pies, co nie da kości.
Wyglądał, jak by się wstydził umierać.
Nie wiem, o czym się mówi takiemu jak on.
Mijaliśmy się wzrokiem jak w fotomontażu.
Nie prosił ani zostań, ani odejdź.
Nie pytał o nikogo z naszego stolika.
Ani o ciebie, Bolku. Ani o ciebie, Tolku.
Ani o ciebie, Lolku.
Rozbolała mnie głowa. Kto komu umiera?
Chwaliłem medycynę i trzy fiołki w szklance.
Opowiadałem o słońcu i gasłem.
Jak dobrze, że są schody, którymi się zbiega.
Jak dobrze, że jest brama, którą się otwiera.
Jak dobrze, że czekacie na mnie przy stoliku.
Szpitalna woń przyprawia mnie o mdłości.
Miłość szczęśliwa
Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne,
czy to poważne, czy to pożyteczne -
co świat ma z dwojga ludzi,
którzy nie widzą świata?
Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi,
pierwsi lepsi z miliona, ale przekonani,
że tak stać się musiało - w nagrodę za co?
za nic;
światło pada znikąd -
dlaczego właśnie na tych, a nie na innych?
Czy to obraża sprawiedliwość? Tak.
Czy to narusza troskliwie piętrzone zasady,
strąca ze szczytu morał? Narusza i strąca.
Spójrzcie na tych szczęśliwych:
gdyby się chociaż maskowali trochę,
udawali zgnębienie krzepiąc tym przyjaciół!
Słuchajcie, jak się śmieją - obraźliwie.
Jakim językiem mówią - zrozumiałym na pozór.
A te ich ceremonie, ceregiele,
wymyślne obowiązki względem siebie -
wygląda to na zmowę za plecami ludzkości!
Trudno nawet przewidzieć, do czego by doszło,
gdyby ich przykład dał się naśladować.
Na co liczyć by mogły religie, poezje,
o czym by pamiętano, czego zaniechano,
kto by chciał zostać w kręgu.
Miłość szczęśliwa. Czy to jest konieczne?
Takt i rozsądek każą milczeć o niej
jako skandalu z wysokich sfer Życia.
Wspaniałe dziatki rodzą się bez jej pomocy.
Przenigdy nie zdołałaby zaludnić ziemi,
zdarza się przecież rzadko.
Niech ludzie nie znający miłości szczęśliwej
twierdzą, że nigdzie nie ma miłości szczęśliwej.
Z tą wiarą lżej im będzie i żyć, i umierać.
Wszelki wypadek
Zdarzyć się mogło.
Zdarzyć się musiało.
Zdarzyło się wcześniej. Później. Bliżej. Dalej.
Zdarzyło się nie tobie.
Ocalałeś, bo byłeś pierwszy.
Ocalałeś, bo byłeś ostatni.
Bo sam. Bo ludzie. Bo w lewo. Bo w prawo.
Bo padał deszcz. Bo padał cień.
Bo panowała słoneczna pogoda.
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście szyna, hak, belka, hamulec,
framuga, zakręt, milimetr, sekunda.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
Wskutek, ponieważ, a jednak, pomimo.
Co by to było, gdyby ręka, noga,
o krok. o włos
od zbiegu okoliczności.
Więc jesteś? Prosto z uchylonej jeszcze chwili?
Sieć była jednooka, a ty przez to oko?
Nie umiem się nadziwić, namilczeć się temu.
Posłuchaj.
jak mi prędko bije twoje serce.