Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

sobota, 14 grudnia 2013

Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubańczykom

    Oto następna odsłona potyczek z 1A - jak zapowiedziałam, już zdecydowanie mniej sympatyczna.
     Mówiliśmy ostatnio o rodzajach błędów językowych. Najpierw była jak zwykle część teoretyczna, a potem cała lekcja poświęcona rozwiązywaniu konkretnych przykładów. Ćwiczenie polegało na tym, że dostali zdanie, w którym jest błąd i musieli je poprawić tak, aby było dobrze. W zależności od błędu czasem wystarczyła zmiana jednej literki czy kolejności wyrazów w zdaniu, a czasem trzeba było całość przeredagować. Tak czy inaczej - zrobiliśmy na zajęciach chyba z 40 przykładów, po czym zapowiedziałam małpiątkom, że na kolejnej lekcji będzie z tego piętnastominutowa kartkówka - z przykładami zrobionymi na zajęciach.
    Żeby uzmysłowić Wam, o jakiego rodzaju błędy mi chodzi, zacytuję kilka przykładów. Nieśmiało zauważę, że w mojej ocenie są one naprawdę banalne i każdy średnio rozgarnięty Polak powinien dać radę te zdania poprawić, nawet z marszu, bez wcześniejszego przygotowania. A - jak się rzekło - moi uczniowie przed kartkówką mieli te przykłady przewałkowane i wytłumaczone, więc w ich przypadku wystarczyło tylko być na lekcji, albo w razie nieobecności pożyczyć notatki od kogoś z klasy.

1. Nauczycielka zrozumiała, że uczniowie nic nie umią na sprawdzian.
2. W afekcie tornada cztery rodziny straciły dach nad głową.
3. Mając 8 lat, ksiądz udzielił mi pierwszej komunii.
4. Wynalazkiem, który odmienił życie człowieka, to samochód.
5. Ania jest bardziej milsza od pozostałych koleżanek.

    Na kartkówkę przyszły cztery uczennice, z czego dwie z tych rzadziej pojawiających się w Zoo, więc w ogóle nie były nawet świadome, że zapowiedziałam jakiś sprawdzian. Laura [wyjątek od reguły w tej klasie, która zresztą była na wszystkich wcześniejszych lekcjach] napisała bezbłędnie i dostała piątkę. "Kumata" z poprzedniego posta co prawda nie zaszczyciła swą obecnością ani jednych zajęć o tych błędach, ale jako że rzeczywiście jest niegłupia [jak na realia Zoo...], to jej wyczucie językowe wystarczyło na dostateczny. Dwie pozostałe panny otrzymały po dwa minus, co de facto oznacza, że skopały praktycznie wszystko, a ja po prostu się nad nimi ulitowałam. A ponieważ kartkówka była krótka, to zarządziłam od razu omówienie sprawdzianu z wyjaśnieniem przykładów i poleceniem przepisania ich do zeszytu - z czego zwolniłam tylko Laurę, jako że dostała piątkę i przecież miała już te zdania w swoich notatkach.
    "Kumata" grzecznie wykonywała moje polecenia, pytając tylko, czy musi przepisywać również te zdania, które zrobiła dobrze [odparłam, że może je sobie darować]. Kasia, pierwsza z "minus dopem", siadła sobie z tyłu i cichutko gryzmoliła w zeszycie. Gorzej było z drugą dwójkowiczką, Sandrą, która jest dziewczęciem generalnie inteligentnym, ale niesamowicie pyskatym i ze zdecydowanie zbyt wysokim mniemaniem o sobie. Chodzi do szkoły mocno w kratkę i trzeba przyznać, że jeśli jest w dobrym humorze, to pracuje dobrze, dostając za to bardzo przyzwoite oceny. Niestety, sielanka trwa jedynie do momentu, aż coś jej się nie spodoba, bo wtedy strzela pokazowego focha i wykłóca się w przekonaniu, że ona ma rację i już. Tak było niestety i tym razem, bo zdaje się owo dwa minus to dla niej osobista zniewaga - no jak to, ona, taka inteligentna, a zrobiła aż tyle błędów językowych...? Najpierw więc była batalia dosłownie o każdy przykład, że to ja nie mam racji, bo przecież tak się mówi, więc co ja się czepiam [tjaaa...]. Cierpliwie tłumaczyłam, na czym polega konkretny błąd, na co panna się naburmuszała, a foch trwał w najlepsze. Rzecz jasna Sandra ani myślała zrobić poprawę do zeszytu, bo: "przecież ja już będę to wiedziała, nie chce mi się tego pisać, a zresztą i tak zeszytu nie mam, to po co mam pisać w brudnopisie". Na takie dictum przypomniałam spokojnie o regułach panujących u mnie na zajęciach - jeśli ktoś nie ma notatki, wstawiam mu jedynkę.
    Chryja zaczęła się pod koniec lekcji, kiedy chciałam sprawdzić, czy panny przepisały przykłady. Podchodzę najpierw do Kasi na koniec sali, przekonana, że to będzie formalność. Okazało się jednak, że uczennica nic w zeszycie nie ma, natomiast przez całą lekcję zajmowała się kaligrafowaniem na osobnej kartce różnego rodzaju wulgarnych napisów [bo tyle zdążyłam zauważyć]. Chciałam jej tę kartkę zabrać, ale była szybsza i zaczęła ją wyrywać.

JA: Kasiu, oddaj mi to - nie będę czytała, wyrzucę do kosza.
KASIA [cedząc jadowicie przez zęby]: Puść to. Kurwa, nie słyszysz? Puść to!
JA [po kilku sekundach ciszy, bo szczerze mówiąc byłam tak zaskoczona jej reakcją, że mi mowę odjęło]: Jak ty się do mnie odzywasz...?
KASIA: Normalnie się odzywam. Nie rozumie pani? Niech pani to puści!

    Pomyślałam, że nie będę się z gówniarą szarpała [tym bardziej ku uciesze reszty...], dałam więc jej spokój i tak opanowanym tonem, na jaki było mnie stać oświadczyłam, że zgodnie z zasadami otrzymuje jedynkę za brak notatki, a o jej zachowaniu poinformuję panią pedagog [bo wiem niestety, że nie mam po co iść do wychowawczyni...].
    Potem podeszłam do Sandry, która też oczywiście nic nie miała, więc również oświadczyłam, że wpiszę jej jedynkę tak, jak ostrzegałam. Nastąpiła chryja numer dwa, bo pannica nie zamierzała wcale dać za wygraną. Zaczęła się awanturować, że przecież i tak nie ma zeszytu, że to jej notatki i jej sprawa, czy pisze czy nie, więc mnie to w ogóle nie powinno obchodzić. Chciałam jej przypomnieć, że doskonale wiedzała, jakie będą konsekwencje, ale ledwo wypowiedziałam początek, a zasypała mnie potokiem kolejnych "argumentów", nie dając mi dojść do słowa. Kiedy zwróciłam jej uwagę, że mi przerwała i nie pozwoliła sobie wytłumaczyć, odparła, że mi przerywa, bo gadam głupoty. Na koniec było najlepsze, bo widząc, że jednak nie dałam się zastraszyć i wpisuję tę jedynkę, zaczęła krzyczeć, że "ma wyjebane" na moje oceny i na to, co wpisuję.
    Całość podsumowałam następująco:
    - Dziewczyny, naprawdę wam się dziwię. Kasia, ty masz bardzo słabe oceny, ale jeszcze słabszą frekwencję, niedawno pytałaś mnie, co masz poprawić, żeby mieć dopa na półrocze. Sandra, tobie z ocen wychodzi trójeczka, ale na polskim też pojawiałaś się na tyle rzadko, że z pewnością nie wystarczy na klasyfikowanie. Miałam zamiar przymknąć na to oko, ale teraz oświadczam ci, że dokładnie przeliczę twoje obecności. Obie przyjmijcie do wiadomości, że jeśli wypadają wam enkaele, to będziecie je miały. Jeśli ktoś nie traktuje mnie w porządku, to nie widzę powodu, bym miała mu iść na rękę.
    Kasia się nie odezwała, Sandra natomiast wstała i wyszła z klasy trzaskając z całej siły drzwiami.

    I tak to, moi drodzy Czytelnicy. Mam po tej lekcji olbrzymi niesmak i jest mi tak po ludzku zwyczajnie przykro, nie mam jednak wątpliwości, że dziewczyny przegięły. Dostały słabe oceny, więc chciałam, żeby zrobiły zdania w kartkówki w zeszycie [tym bardziej, że obie nie były na lekcjach, kiedy omawialiśmy materiał] i miały się z czego nauczyć do poprawy. Obie olały moje polecenie, mimo że wiedziały, jakie są konsekwencje. Obie też mnie obraziły.
    Następnego dnia przyjechałam wcześniej do szkoły i spokojnie, skrupulatnie przeliczyłam obecności na polskim jednej i drugiej. Nie mają połowy frekwencji, a więc mam pełne prawo postawić im enkaele. I zrobię to, choć przypuszczam, że Grażyna będzie mnie chciała za to powiesić. Nie mam zamiaru jednak być dobrą ciocią dla dwóch bezczelnych gówniar, które wagarują, nie wykonują poleceń na lekcjach, a potem zamiast przyjąć na klatę konsekwencje swojego postępowania, to mnie obrażają.

18 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Jak już Robal mówi "amen", to poważna sprawa :)

      Usuń
    2. Spokojnych Swiat. Za chwilke lece do PL :)

      Usuń
    3. Czy to ptak? Samolot? Nie, to Latający Robal :)

      Usuń
  2. Oczy mi się robią jak 5 zł jak to czytam. No co za gówniary. Nie popuszczaj, masz własne zasady, których się zawsze twardo trzymasz i za to Cię cenię i podziwiam. A w takim ZOO to już w ogóle naginanie zasad skończyłoby się wejściem na głowę. Wychowałaś swoje małpki, z tymi też dasz sobie radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dam albo i nie dam, trochę to potrwa. Jedyne, na co realnie liczę - nauczą się chociaż, że na polskim się nie przegina.

      Usuń
  3. Jak czytam Twoje wpisy, to włosy mi dęba stają. I zastanawiem się po kij w PL obowiązek nauki do 18 roku życia, czy też obowiązek posiadania wykształcenia na poziomie gimnazjalnym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem zdania, że obowiązkowa nauka powinna być tylko do 16 lat - a potem jeśli się nie podobam, to wiooo... Bo kto płaci za to, że takie małpki marnują czas w szkole? Pan płaci, pani płaci, społeczeństwo płaci...

      Usuń
  4. Jestem tu młodym czytelnikiem, jeszcze nie zaznajomionym dokładnie z realiami szanownego ZOO, więc mnie z kolei ciekawi, co zrobiły pozostałe dwie dziewczynki - udawały że nic się nie dzieje, czy próbowały Ci pomóc?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stawiam na to, że kibicowały. W końcu to beka i za*ebista akcja, że ktoś się z kimś kłóci (zwłaszcza z nauczycielem). Przebić to mogą tylko rękoczyny. A jakby nauczyciel zebrał w twarz...no to byłby przypał roku!
      Dziwię się waszemu zdziwieniu. Pomijam filozoficzne rozważania: ile zła jest w człowieku, czy każdy ma predyspozycje do przemocy, czy też jak zmienia się zachowanie się jednostki w grupie. Ale to są odpady systemu edukacji. Podejrzewam, że w porównaniu do poprawczaka/więzienia są bardziej pewni siebie (bo ich działania nadal przechodzą bez konsekwencji), ale jeszcze nie stać ich na prawdziwą przemoc (bo sytuacja nie stawia ich pod ścianą).
      Liczyliście, że dziewczyna powie: "Pani profesor, proszę oddać moje wulgarne kaligrafie, ale bowiem według statutu szkoły mam prawo prowadzić prywatne zapiski"? ;)
      Pozdrawiam, Alpha Centauri

      Usuń
    2. No akurat Alpha Centauri źle obstawiłeś, choć nie powiem - zwykle w takich wypadkach reszta kibicuje, bo nauczyciel to wróg. Ale akurat i "Kumata", i Laura raz, że są spokojne i dość dobrze wychowane [jak na realia Zoo], a dwa - mają obie zbyt dużo do stracenia, żeby mi podpadać. Siedziały więc cichutko i się nie wtrącały.

      Usuń
  5. Ręce i nogi opadaja jak sie czyta cos takiego. Zebym jeszcze chlopakow zrozumiala, tak zachowania tego typu dziewczyn nie rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A powiem ci, że w takich szkołach jak nasza bardzo często dziewczyny są dużo gorsze od chłopaków.

      Usuń
    2. Domyslam sie, kiedys mialam taka stycznosc z tego typu patologią. Mi jako mlodej kobiecie, zwyczajnie cos takiego nie miesci sie w moim malym rozumku. te dziewczyny nie dosc ze nie szanuja siebie to jeszcze innych ;/

      Usuń
  6. w takich momentach przypomina mi się roczek, który spędziłam na nauczaniu w zawodówce i jakie tam były przypały... no i dziękuję Bogu i dyrekcji, że już tam nie pracuje... cierpliwości Ci Smoczyco życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Cierpliwości oraz samokontroli. Najważniejsze to nie dać się sprowokować.

      Usuń
  7. Oj naczytam się ja u Ciebie naczytam...
    Dobrze,że nie jestem nauczycielką ...

    Miłego odpoczynku w Święta życzę !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Jestem na występach gościnnych w te święta, więc faktycznie się byczę.

      Usuń