Otóż do klasy 3C [tam, gdzie jest Oliver Twist, a także Kuba z posta "Ruch w interesie"] w połowie grudnia zawitał nowy uczeń, wywalony z poprzedniej szkoły za notoryczne wagary. Jedno spojrzenie na Janka wystarczy, by definitywnie stwierdzić, że chłopak jest czystej krwi Cyganem - ma czarne włosy [w dodatku jeszcze dość długie], czarne oczy, gęsty, czarny zarost oraz rzecz jasna bardzo ciemną cerę. Mówi z lekkim akcentem, w związku z czym słychać, że polski nie jest jego ojczystym językiem, zaobserwowałam ponadto, że ma problem ze zrozumieniem zdań, jeśli mówi się do niego zbyt szybko lub bardziej skomplikowanymi słowami. Romowie w Polsce - uogólniając - stanowią odrębną, dość hermetyczną kulturę, w związku z czym ich obecność w szkole prawie zawsze wywołuje problemy. Nie inaczej jest niestety tym razem.
W odniesieniu do mnie Janek jest miły i spokojny, co spowodowane jest zapewne tym, że traf chciał, bym była pierwszym nauczycielem, z którym w ogóle miał styczność w Zoo [poza Wicedyrą, która go przyjmowała]. W dodatku na ową pamiętną lekcję - ósma rano, poniedziałek... - przyszedł jako jedyny, więc po prostu przegadaliśmy 45 minut [bo jak niby miałam prowadzić normalne zajęcia?]. Wypytałam go po ludzku co i jak: a za co go przenieśli, a co lubi robić, a co go interesuje, podałam mu plan lekcji, wyjaśniłam, gdzie w szkole jest sklepik, biblioteka, męska ubikacja itd. I chyba włożył mnie w związku z tym do szufladki z napisem: "Spoko, może być", bo jeszcze nie zdarzyło się, by był w stosunku do mnie niegrzeczny. A że to potrafi - to wiem z relacji innych nauczycieli. Generalnie łatwo się denerwuje i ma przy tym nad wyraz rozwinięte "poczucie godności", czytaj: można go urazić byle czym. To niestety dość typowa cecha u Cyganów, co mówię wyłącznie na podstawie obserwacji. Z reguły nie potrafią odpuścić i są gotowi pozabijać za najmniejsze uchybienie. Pozabijać - czasem niestety dosłownie.
A co z tą bójką? Ano mieli polski, było kilka minut do dzwonka, a ponieważ skończyli pracę, więc pozwoliłam im się spakować. Janek wstał z ławki i nie czekając na przerwę wyszedł z klasy, a ja oczywiście za nim, by objechać go, że jeszcze nie było dzwonka. Kiedy wyszłam na korytarz, zobaczyłam, że między nim a uczniem z innej klasy, który był akurat na zewnątrz, doszło do ostrej wymiany zdań [ale nie słyszałam słów]. Zawołałam, żeby Janek wracał natychmiast do sali, ale tamten chłopiec najwyraźniej właśnie przegiął, bo Janek dosłownie rzucił się na niego. Tamten jednak nie pozostawał mu dłużny i nim podbiegłam i panów rozdzieliłam, to zdążył mu już "przyładować z dyni". Wcale nie tak łatwo było spacyfikować sytuację, bo ani myśleli przestać, a sam Janek naprawdę miał mord w oczach, okraszając to oczywiście wyzwiskami i niewybrednymi groźbami. Na szczęście jego krzyki spowodowały, że na korytarzu pojawiło się czterech innych nauczycieli - w tym szkolna pedagog oraz wuefista - którzy pomogli mi w interwencji.
Niewątpliwie nie należy do przyjemności szarpanie się z rozwścieczonym Cyganem, ale trzeba przyznać, że mnie się nic nie stało, a i chłopcy na szczęście nie są zbyt poturbowani. Całość zdarzenia nagrała się na monitoringu, ja musiałam spisać notatkę służbową i "wyspowiadać się" u Wicedyry. Uczniowie natomiast otrzymają Nagany Dyrektora. Żaden nie wnosi skargi, więc na tym póki co sprawa się kończy - no chyba, że spotkają się po szkole i dokończą to, co zaczęli.
A z Jankiem to będą jeszcze problemy. Mój pedagogiczny nos mówi to bardzo wyraźnie.
UPDATE
(czwartek, 26 stycznia)
Dziś, kiedy byłam podczas przerwy na spacerniaku, między mną a Jankiem miała miejsce następująca wymiana zdań:
- Chcę pani podziękować za wczoraj.
- Czemu?
- Bo gdyby mnie pani nie odciągnęła, to by się to gorzej skończyło. - przyznał szczerze chłopak.
- Janek, musisz nad sobą bardziej panować...
- Ale jak, skoro on mnie wyzywa od Rumunów i brudasów?!
- A ważne jest dla ciebie, co on sobie myśli? - spytałam rzeczowo.
- No nie...
- To następnym razem powiedz mu: "Wiesz, zwisa mi i powiewa, co sobie myślisz", a potem po prostu odejdź.
- I myśli pani, że to zadziała?
- Tego nie wiem, ale w każdym razie jeśli wtedy on do ciebie wyskoczy pierwszy, to będzie na niego, prawda?
Janek pokiwał głową, uśmiechnął się i odszedł na bok.
Tjaaa... Sądzę, że jest może jedna szansa na sto, że chłopak weźmie sobie moje rady do serca, ale nie zaszkodziło spróbować, prawda?
Oby Twój pedagogiczny nos Cię zawiódł. z kolei mój niepedagogiczny nos mi mówi,że chłopcy dokończą sprawę...Niestety :(
OdpowiedzUsuńAno obaczym... Dyrekcja specjalnie wlepiła po Naganie obu panom [choć to Janek był bardziej agresywny], żeby żaden nie miał poczucia, że drugi jest lżej ukarany, a więc trzeba mu wyrównać. Czy to da efekt, to się okaże.
Usuń