Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

środa, 25 stycznia 2012

Wejście Smoka

    Dziś przydały mi się smocze predyspozycje i to dosłownie, bo musiałam interweniować, kiedy dwóch chłopców zaczęło się bić.

    Otóż do klasy 3C [tam, gdzie jest Oliver Twist, a także Kuba z posta "Ruch w interesie"] w połowie grudnia zawitał nowy uczeń, wywalony z poprzedniej szkoły za notoryczne wagary. Jedno spojrzenie na Janka wystarczy, by definitywnie stwierdzić, że chłopak jest czystej krwi Cyganem - ma czarne włosy [w dodatku jeszcze dość długie], czarne oczy, gęsty, czarny zarost oraz rzecz jasna bardzo ciemną cerę. Mówi z lekkim akcentem, w związku z czym słychać, że polski nie jest jego ojczystym językiem, zaobserwowałam ponadto, że ma problem ze zrozumieniem zdań, jeśli mówi się do niego zbyt szybko lub bardziej skomplikowanymi słowami. Romowie w Polsce - uogólniając - stanowią odrębną, dość hermetyczną kulturę, w związku z czym ich obecność w szkole prawie zawsze wywołuje problemy. Nie inaczej jest niestety tym razem.
    W odniesieniu do mnie Janek jest miły i spokojny, co spowodowane jest zapewne tym, że traf chciał, bym była pierwszym nauczycielem, z którym w ogóle miał styczność w Zoo [poza Wicedyrą, która go przyjmowała]. W dodatku na ową pamiętną lekcję - ósma rano, poniedziałek... - przyszedł jako jedyny, więc po prostu przegadaliśmy 45 minut [bo jak niby miałam prowadzić normalne zajęcia?]. Wypytałam go po ludzku co i jak: a za co go przenieśli, a co lubi robić, a co go interesuje, podałam mu plan lekcji, wyjaśniłam, gdzie w szkole jest sklepik, biblioteka, męska ubikacja itd. I chyba włożył mnie w związku z tym do szufladki z napisem: "Spoko, może być", bo jeszcze nie zdarzyło się, by był w stosunku do mnie niegrzeczny. A że to potrafi - to wiem z relacji innych nauczycieli. Generalnie łatwo się denerwuje i ma przy tym nad wyraz rozwinięte "poczucie godności", czytaj: można go urazić byle czym. To niestety dość typowa cecha u Cyganów, co mówię wyłącznie na podstawie obserwacji. Z reguły nie potrafią odpuścić i są gotowi pozabijać za najmniejsze uchybienie. Pozabijać - czasem niestety dosłownie.
    A co z tą bójką? Ano mieli polski, było kilka minut do dzwonka, a ponieważ skończyli pracę, więc pozwoliłam im się spakować. Janek wstał z ławki i nie czekając na przerwę wyszedł z klasy, a ja oczywiście za nim, by objechać go, że jeszcze nie było dzwonka. Kiedy wyszłam na korytarz, zobaczyłam, że między nim a uczniem z innej klasy, który był akurat na zewnątrz, doszło do ostrej wymiany zdań [ale nie słyszałam słów]. Zawołałam, żeby Janek wracał natychmiast do sali, ale tamten chłopiec najwyraźniej właśnie przegiął, bo Janek dosłownie rzucił się na niego. Tamten jednak nie pozostawał mu dłużny i nim podbiegłam i panów rozdzieliłam, to zdążył mu już "przyładować z dyni". Wcale nie tak łatwo było spacyfikować sytuację, bo ani myśleli przestać, a sam Janek naprawdę miał mord w oczach, okraszając to oczywiście wyzwiskami i niewybrednymi groźbami. Na szczęście jego krzyki spowodowały, że na korytarzu pojawiło się czterech innych nauczycieli - w tym szkolna pedagog oraz wuefista - którzy pomogli mi w interwencji.
    Niewątpliwie nie należy do przyjemności szarpanie się z rozwścieczonym Cyganem, ale trzeba przyznać, że mnie się nic nie stało, a i chłopcy na szczęście nie są zbyt poturbowani. Całość zdarzenia nagrała się na monitoringu, ja musiałam spisać notatkę służbową i "wyspowiadać się" u Wicedyry. Uczniowie natomiast otrzymają Nagany Dyrektora. Żaden nie wnosi skargi, więc na tym póki co sprawa się kończy - no chyba, że spotkają się po szkole i dokończą to, co zaczęli.
    A z Jankiem to będą jeszcze problemy. Mój pedagogiczny nos mówi to bardzo wyraźnie.


UPDATE
(czwartek, 26 stycznia)

    Dziś, kiedy byłam podczas przerwy na spacerniaku, między mną a Jankiem miała miejsce następująca wymiana zdań:
    - Chcę pani podziękować za wczoraj.
    - Czemu?
    - Bo gdyby mnie pani nie odciągnęła, to by się to gorzej skończyło. - przyznał szczerze chłopak.
    - Janek, musisz nad sobą bardziej panować...
    - Ale jak, skoro on mnie wyzywa od Rumunów i brudasów?!
    - A ważne jest dla ciebie, co on sobie myśli? - spytałam rzeczowo.
    - No nie...
    - To następnym razem powiedz mu: "Wiesz, zwisa mi i powiewa, co sobie myślisz", a potem po prostu odejdź.
     - I myśli pani, że to zadziała?
     - Tego nie wiem, ale w każdym razie jeśli wtedy on do ciebie wyskoczy pierwszy, to będzie na niego, prawda?
     Janek pokiwał głową, uśmiechnął się i odszedł na bok.
   
    Tjaaa... Sądzę, że jest może jedna szansa na sto, że chłopak weźmie sobie moje rady do serca, ale nie zaszkodziło spróbować, prawda?

2 komentarze:

  1. Oby Twój pedagogiczny nos Cię zawiódł. z kolei mój niepedagogiczny nos mi mówi,że chłopcy dokończą sprawę...Niestety :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano obaczym... Dyrekcja specjalnie wlepiła po Naganie obu panom [choć to Janek był bardziej agresywny], żeby żaden nie miał poczucia, że drugi jest lżej ukarany, a więc trzeba mu wyrównać. Czy to da efekt, to się okaże.

      Usuń