Kto to kiedyś powiedział, że najtrwalsze na świecie są rozwiązania wprowadzane prowizorycznie? Nie pamiętam - w myśl zasady, że nigdy nie wiesz, czyje myśli przeżuwasz - tym niemniej reguła prowizorki sprawdza się niezawodnie, jeśli chodzi o Zoo.
Już kilka razy wspominałam, że szkoła, w której uczę, jest chronicznie niedofinansowana i wynikają z tego tytułu rozmaite mniejsze lub większe niedogodności. Dla przypomnienia można sobie o tym poczytać np. w następujących postach: pierwszym i drugim. Trafnie to podsumowała jedna z moich Czytelniczek w komentarzu - Zoo jest na tyle ważną placówką, by istniało [w końcu gdzieś się ta dzieciarnia musi podziać...], ale nie na tyle ważną, by w nią inwestować [bo w końcu chodzi tu tylko o uczniów, którzy "wypadli z systemu"...]. Dodatkowo od jesieni - odkąd wyszło na jaw, jak koszmarne długi ma miasto - dyrektorzy placówek oświatowych zmuszeni są oszczędzać, na czym się tylko da i nie ważne przy tym, że u nas naprawdę już nie ma na czym.
Kasy nie ma, ale szkoła jakoś funkcjonować musi. Wprowadza się zatem różne prowizoryczne rozwiązania i innego rodzaju półśrodki po to, by "jakoś to było". Dla przykładu - ostatnio padło ksero w pokoju nauczycielskim. Przypominam, że w Zoo [poza licealistami] małpiątka nie mają podręczników, a ponieważ na czymś pracować trzeba, to rozdajemy im tony kserówek. I o ile wyobrazić sobie można matematykę bez tego udogodnienia - jeśli akurat nie potrzeba dłuższych zadań tekstowych - to zajęcia z przedmiotów humanistycznych już nie bardzo. A uczniów na lekcji czymś zająć bezwzględnie trzeba, w przeciwnym bowiem razie z nudów zaczną demolować salę albo robić krzywdę sobie lub kolegom [nie nie, moi kochani, ja nie żartuję i nie przesadzam]. Awaria ksero to zatem prawdziwy dramat pedagogiczny - a tu Główna Szefowa orzekła, że do końca tego roku szkolnego nie ma absolutnie żadnych szans, by znaleźć fundusze na naprawę, więc ten miesiąc, który pozostał do wakacji, musimy jakoś wytrzymać i już. Tjaaa, łatwo powiedzieć... Nie wiem, jak inni nauczyciele - ja staram się omawiać krótkie teksty, które w minimalnej możliwej ilości drukuję w domu, poza tym robię mnóstwo ćwiczeń gramatycznych i stylistycznych, które mogę zapisać na tablicy. Jak mi się skończą pomysły, to przytacham laptopa i zagonię ich do oglądania lektur albo filmów edukacyjno-kulturalnych. W najgorszym wypadku zrobimy sobie turniej w scrabble - bo co mi innego zostało?
W szkole jest jeszcze drugie ksero - w sekretariacie, ale rzecz jasna nie może być nadmiernie eksploatowane, bo co będzie, jeśli od nadmiaru obciążenia i ono wysiądzie? W związku z zakończeniem roku szkolnego będzie zapewne mnóstwo dokumentów do powielania i co zrobi nasza kochana pani Basia [notabene, anioł, a nie sekretarka - i mówię to bez cienia ironii] - będzie latała i kserowała gdzieś na mieście...?
Kolejne prowizorki dotyczą wszelkich kwestii, które w Zoo zahaczają o sprawy informatyczne. Mamy na stanie trochę komputerów i - o dziwo! - kilka jest nawet całkiem sprawnych, tzn. te, które stoją w gabinetach dyrektorek, w sekretariacie i w księgowości. Ze sprzętem w uczniowskiej sali informatycznej to już różnie bywa, bo małpki wykazują się niezwykłą inwencją twórczą, jeśli chodzi o psucie wszystkiego, co się tylko da uszkodzić. Dowcip jednak polega na tym, że w Zoo de facto nie ma ani jednej osoby, która się na komputerach zna. Nauczyciel informatyki, którego wciąż jeszcze mamy ma składzie, ma generalnie wszystko tam, gdzie słoneczko nie dochodzi - bo w szkole pracuje w niepełnym wymiarze godzin i to tylko po to, by mieć płacone składki, a główne źródło jego dochodów to prywatna działalność. Jest więc w naszej przeszacownej placówce tylko w piątki [bo wtedy ma zajęcia], odbębnia lekcje w sposób tak olewatorski, że nawet uczniowie się na niego skarżą, a potem się ulatnia. Dlaczego zatem do tej pory jeszcze nikt go nie pogonił? Otóż to nie takie proste zwolnić nauczyciela mianowanego, który ma podpisaną umowę na czas nieokreślony...
Przez lata była więc dość przykra sytuacja, bo każdy na informatyka psioczył, a nie dało rady się go pozbyć - ale od września już nie będzie u nas pracował, choć nie znam szczegółów, jak to załatwiła Główna Szefowa. Jednak w ramach oszczędności oraz łatania etatów Zoo nie zatrudni nowego nauczyciela, tylko godziny informatyki z młodzieżą przekaże matematyczce, która skończyła odpowiednią podyplomówkę i ma w związku z tym uprawnienia do nauczania tego przedmiotu. Co za tym idzie, w szkole nie będzie absolutnie nikogo, kto miałby fachową wiedzę na temat komputerów. Jedynymi osobami, które są w tej kwestii choć trochę rozgarnięte, od września będzie wspomniana matematyczna - oraz, nie chwaląc się, ja, bo jako córka informatyka jestem obyta z komputerami od dzieciństwa. Każda z nas zna się na obsłudze komputera łącznie z pakietem Office, potrafi coś tam poinstalować czy odinstalować, wie, jak lokalizować rozmaite rzeczy w Internecie, ale nie czarujmy się - w razie większej awarii systemu leżymy i kwiczymy. A jak znam życie na wezwanie zawodowego informatyka w takiej sytuacji po prostu nie znajdą się pieniądze.
I tak to od września głównymi specjalistkami od komputerów w Zoo zostaną matematyczka i polonistka. Fajny tandem, co? Ale jak napisałam na wstępie tego posta - nie ma nic bardziej trwałego w świecie, jak prowizoryczne rozwiązania :)
Coz, Dragonello Droga nie pozostaje mi nic innego, jak zyczyc odwagi i... masz wreszcie wakacje to wyrusz w droge...moze do Kamerunu...!
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
Dzięki :)
UsuńDo Kamerunu to raczej nie - ja bardzo źle znoszę upały niestety... Śmieją się ze mnie, że powinnam się była urodzić na Islandii. Poza tym w wakacje pewnie będę znów pracowała w szkole dla obcokrajowców. A moi Czytelnicy będą mieli o czym czytać :)
Cóż mogę tylko życzyć Ci powodzenia w nowym zawodzie- informatyka!
UsuńA w ramach odpoczynku od szkoły może wybrałabyś się w góry np. w Tatry? :-)
pzdr :)
Dzięki :) A powiem Ci, że jak lazłam na podyplomówkę 2 lata temu, to zastanawiałam się nad informatyką, tylko się przestraszyłam, że z matmą sobie nie poradzę...
UsuńCo do gór - obawiam się, że na Tatry jestem za cienka w uszach, moja kondycja jest poniżej wszelkiej krytyki. Już prędzej Bieszczady. Tyle że primo brak czasu, a secundo brak kasy...
nie pamietam, czy w kwietniu czy tez w maju, przeczytalem, ze Barcelona ma 1700 euro dlugu (nie pomylilem sie - slownie: tysiac siedemset euro). Byly to niezaplacone przez nieuwage faktury. Powiem szczerze, ze kopara opadla mi do samych jajek :)
OdpowiedzUsuńA co do ''finansowania'' instytucji z wlasnej kieszeni, coz, kiedys dojrzejesz, ze pewnych rzeczy sie nie robi. Ale to kwestia czasu. Niemniej gratuluje zapalu. I pozdrawiam cieplo :)
Robalku, wiem, o czym piszesz i w normalnych okolicznościach tego nie robię - co najwyżej przygotowuję w domu "matrycę" na drukarce, którą powielam na szkolnym ksero. Ale w tych okolicznościach drukowanie w domu to jest już niestety kwestia mojego bezpieczeństwa. Te dzieciaki NAPRAWDĘ muszą mieć zajęcie.
UsuńKurka blaszka- toś Ty taka renesansowa Smoczyca :)
OdpowiedzUsuńKobito, wakacje się zbliżają, weź se jakiś urlopik
no
do Wrocka
bo Krasnale czekają
tylko po Euro
bo teraz się pochowały biedaczki
I ja się im nie dziwię, jeszcze by jeden z drugim dostał piłką w czapkę i byłby międzynarodowy skandal...
UsuńO Wrocku wiem i pamiętam, ale wakacje też będę miała pracowite... Jak dobrze pójdzie to znów innastrańcy [oby oby, bo z kasą jak zwykle krucho...], a poza tym podyplomówka się sama nie napisze. No i Hipek i tak nie dostanie urlopu :(
no dooobra, ale jak co to wiecie :)
UsuńMakabra.. ale mam pomysł :D w ramach kary (spóźnienie, chamstwo, cokolwiek) zamiast do kąta, brać delikwenta i kazać mu robić za ksero - przepisywać, przepisywać, przepisywać.. ;)
OdpowiedzUsuńJednym z podstawowych przykazań nauczyciela w Zoo - poza konsekwencją w działaniu - jest: "Nie wydawaj poleceń, o których wiesz, że nie zostaną wykonane". Obawiam się, że gdybym spróbowała kazać takiemu delikwentowi przepisywać jakiś tekst, to po prostu roześmiałby mi się w twarz, a ja stanęłabym z głupią miną... I jak niby miałabym go zmusić?
UsuńMam kilka pomysłów jak go zmusić, ale obawiam się, że nasze prawo tego zakazuje.. ;)
OdpowiedzUsuńHehehehe... Też myślę, że wieszanie za ręce pod sufitem, polewanie lodowatą wodą czy zamykanie w dybach by nie przeszło :)
Usuń