Pamiętacie uroczystości z okazji zakończenia roku szkolnego?
Ja pamiętam, szczególnie te z podstawówki. Od początku maja chodziło się na próby części artystycznej apelu. U nas był obowiązkowo chór dyrygowany przez panią od muzyki [notabene - na całkiem wysokim poziomie jak na prowincjonalną podstawówkę - ja śpiewałam w altach], który wykonywał hymn Polski, hymn szkoły i z reguły coś tam jeszcze. Do tego jakaś scenka związana ze szkołą lub z wakacjami i porcja nieśmiertelnych wierszyków. Uwielbiałam występowanie na apelach i z reguły dostawałam "jakiś angaż" poza tylko śpiewaniem w chórze. Zresztą, u nas branie udziału w podobnych uroczystościach postrzegane było jako wyróżnienie, nic więc dziwnego, że dzieciaki zabijały się o to, by pani łaskawie przydzieliła choć kilka linijek jakiegoś tekściku. A w sam dzień zakończenia roku bezwzględnie uczeń odstawiał się jak szczur na otwarcie kanału, brał ze sobą kwiatki dla wychowawcy i czasem jeszcze dla jakiegoś nauczyciela, któremu chciał w sposób szczególny podziękować - i ruszał odebrać świadectwo, ewentualnie nagrodę książkową za wzorowe zachowanie i bardzo dobre wyniki w nauce. Frekwencja na tej uroczystości była na pewno o wiele wyższa, niż na przeciętnej lekcji w trakcie trwania roku szkolnego.
Domyślacie się zapewne, że w tym momencie nastąpi refleksja o tym, jak też ta sprawa wygląda w Zoo... Tjaaa... Przede wszystkim - nie ma żadnego apelu z wierszykami. Pisałam już kiedyś, jak wygląda przygotowanie jakiegokolwiek programu "artystycznego" z tą młodzieżą. Orka na ugorze, więc na zakończenie roku nikt nawet się za to nie zabiera, bo byłoby to jeszcze trudniejsze do przeprowadzenia - czym jestem ciekawa przekupilibyśmy Małpki, skoro oceny już wystawione? Cała "gala" to spędzenie uczniów do jednej z większych klas [bo przecież nie ma sali gimnastycznej...] i posadzenie tych, którzy raczyli przybyć, na kilku ławach. Następnie następuje wprowadzenie sztandaru szkoły [tak tak, nawet Zoo posiada coś takiego!] i odegranie "Mazurka Dąbrowskiego" z płyty CD. Potem Główna Dyrekcja wygłasza coś w rodzaju przemówienia - napisałam "coś w rodzaju", bo z konieczności nie może być to typowa uroczysta mowa, której uczniowie i tak by nie zrozumieli, a skoro tak, to po kilku minutach zaczęłyby się rozmowy, śmiech względnie rozkręcanie ławek i malowanie długopisami po ścianach. Dyrekcja więc ochrzaniła przybyłych, że poubierali się jak na plażę [a co, myśleliście, że przyszli w białych bluzkach...? Nie rozśmieszajcie mnie, bo mam zajady...], potem były zwyczajowe komentarze dotyczące "ciężkiej pracy nauczycieli i uczniów", a następnie kazanie o bezpiecznych wakacjach - wszystko jednak krótko, zwięźle i na temat.
Na końcu nastąpiło wręczenie nagród. Tak tak, nie przywidziało się wam, w Zoo TEŻ wręczamy nagrody. Za co? Odpowiedź jest prosta - ZA COKOLWIEK. Wice-Dyra ma u siebie specjalną szafę, w której zbiera rozmaite "fanty" nadające się na nagrody: głównie książki, ale też breloczki, koszulki, czapeczki, kubeczki, drobną biżuterię, testery perfum, darmowe wejściówki na basen - słowem wszystko, co jej wpadnie w ręce, a co może się przydać w charakterze marchewki. I pod koniec roku każdy nauczyciel dostaje bojowe zadanie wytypowania wśród uczniów chociaż kilku, których da się wyróżnić. Uwierzcie, nie jest to proste zadanie w szkole, w której o czerwonych paskach nikt nie słyszał, wzorowe zachowanie mają jednostki, a konkursy przedmiotowe są programowo bojkotowane. Tym niemniej staramy się docenić to, co tylko możemy.
Co na przykład nagrodziła Dragonka? W mojej osobistej małpiarni przyznałam kilka nagród za "dobre wyniki w nauce". Co to znaczy? Ano to, że ci delikwenci mieli najwyższe średnie w klasie, czyli [uwaga, tu werble]... 3,46. Dalej poszło wyróżnienie dla chłopca, który najmniej wagarował [co nie znaczy, że nie wagarował w ogóle...] - za "wysoką frekwencję". Do tego wyróżniłam też kilka Małpek z klas, które uczę polskiego. Dwie dziewczynki dostały kolczyki, bo na tle reszty kolegów i koleżanek faktycznie umiały najwięcej. Natomiast bardzo chciałam też nagrodzić Sebastianka [bohatera postu "Bida z Nędzą"], ponieważ mi zaimponował. Na półrocze miał z polskiego enkaela i w ogóle przejawiał typowo małpie olewackie podejście do mojego przedmiotu. Od półrocza wziął się jednak ostro do roboty - przede wszystkim chodził na lekcje, nosił nawet zeszyt i coś w nim notował, pisał sprawdziany i pracował, jak umiał najlepiej. Przeczytał też na pewno jedną lekturę [był to osławiony "Mały Książę"]. W efekcie z ocen wychodził mu dostateczny, ale skończył z dopalaczem, bo musiałam wziąć pod uwagę tego enkaela z pierwszego półrocza, żeby było sprawiedliwie. Chciałam więc bardzo, by wiedział, że widzę i doceniam jego pracę - ale nie było "paragrafu", z którego mogłabym go nagrodzić. Poszłam więc do Wice-Dyry, wytłumaczyłam, o co chodzi, a ona zgodziła się na przyznanie mu książki pod warunkiem, że zdołam to jakoś sensownie uzasadnić. No i wymyśliłam nagrodę - "za trud włożony w osiągnięcie pozytywnych wyników w nauce języka polskiego". A co, może nie...?
Po części "oficjalnej" uczniowie przeszli z wychowawcami do swoich sal, gdzie nastąpiło wręczenie świadectw. I znów jest to określenie mocno na wyrost zważywszy na to, że np. w mojej małpiarni po odbiór zgłosiło się... "aż" pięć Małpek. Najbardziej rozbawił mnie Dawidek, który wparował z impetem domagając się cenzurki, bo "musi ją pokazać sędziemu". Tłumaczę jak krowie na granicy, że przecież nie mogę mu wydać świadecwta, skoro ma w sierpniu dwa egzaminy poprawkowe [czyli de facto nieustalone dwie oceny końcowe], ale jedyną reakcją chłopca było: "Ja pierd***, co za burdel w tej jeb*** szkole, nawet świadectwa nie chcą dać!", okraszone trzaśnięciem drzwiami. Co mnie w ogóle nie zdziwiło, bo było to normalne zachowanie w repertuarze owego młodzieńca.
Co z resztą świadectw? Do odebrania w sekretariacie. Ale to już nie mój problem.
Hmmmmmmmmmmmmm.....ciekawe 3 posty;pp
OdpowiedzUsuńMiłych wakakcji....
Dzięki :) Cieszę się, że Ci przypadły do gustu.
OdpowiedzUsuńZakończenie roku szkolnego "jak Cię mogę", ale już nie mogę doczekać się rozpoczęcia.HIHI
OdpowiedzUsuńEee, a ja tam sobie chętnie poodpoczywam... :)
OdpowiedzUsuńCo ja mogę napisać? Podziwiam Cię - ja w ostatniej chwili zrezygnowałam z praktyk nauczycielskich w "normalnym" liceum, a kiedy czytam o ZOO, włos mi się jeży na głowie.
OdpowiedzUsuńKen. G., witamy wśród "internetowców" :) Jak na nowym mieszkaniu?
OdpowiedzUsuńNa praktykach to i tak większość zależy od tego, U KOGO masz tę praktykę. Jak u nauczyciela, którego dzieciaki szanują, to i Ciebie będą słuchały. A jak nie, no to cóż...
Fajnie, przytulnie, ale wciąż myślę co trzeba kupić w pierwszej kolejności - bo na wszystko od razu nie starczy.
OdpowiedzUsuńMiałam mieć praktyki z rosyjskiego, babeczka nieco surowa, ale dobrze ją wspominam. Myślę, że przeżyłabym, ale ile się strachu najadłam od samego wyobrażania sobie tego stresu i pocenia pod tablicą, to nie zapomnę. I szczenięce marzenia o byciu panią nauczycielką poszły... ;)))
Russkij jazyk... Kak haraszo :)
OdpowiedzUsuńNie byłoby tak strasznie, na praktykach jest zwykle fajnie. Dzieciaki się popisują, po chcą zdobyć łatwą piątkę.
Czy wakacje oznaczają brak wpisów ?
OdpowiedzUsuńE nie, tak tragicznie nie będzie, nie zostawię moich wiernych czytelników aż na 2 miesiące... :) Wpisy będą, choć może z trochę mniejszą częstotliwością - i będą pewnie dotyczyły bardziej kwestii społecznych, związanych z punktem widzenia nauczyciela.
OdpowiedzUsuńStanowczo domagam się postów wakacyjnych! No bo co ja będę w pracy robiła?;)
OdpowiedzUsuńOpierdzielała się, jak do tej pory :)
OdpowiedzUsuńBędę pisała, będę. Aj promiś :)