Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

środa, 22 czerwca 2011

Jak ratować się przed powtarzaniem klasy?

   Jestem zła, wredna i niedobra. A dlaczego tym razem? Ponieważ ze mną nie ma lekko. Bardzo poważnie traktuję swoją pracę i to, że rzuciło mnie do szkoły dla "trudnej młodzieży", wcale tego faktu nie zmienia.
   Oczywiście jestem świadoma, że w przytłaczającej większości moi uczniowie do lotnych nie należą. Nie, to nie są utyskiwania zarozumiałej nauczycielki, która skończyła studia z wyróżnieniem i myśli, że pozjadała wszystkie rozumy, tylko obiektywny wniosek wysnuty na podstawie obserwacji oraz analizy dokumentów moich podopiecznych. No darujcie, ale fakt zimowania po 2-3 lata w jednej klasie lub iloraz inteligencji równy 80 o czymś jednak świadczy...Nieistotne zresztą - wiem, że nauka większości z tych dzieci sprawia trudność, dlatego obniżam wymagania, jak tylko mogę w ramach podstawy programowej [bo przypominam, że Zoo NIE MA statusu szkoły specjalnej, tylko normalnego gimnazjum], a także staram się tłumaczyć wszystko łopatologicznie, w miarę możliwości zrozumiałym dla nich językiem i odwołując się do przykładów z życia, które będą w stanie ogarnąć. W jednym jednak pozostaje niewzruszona - nie daję ocen za darmo. Wychodzę z założenia, że jeśli ja jestem zawsze do lekcji przygotowana [a tak jest, nawet w Zoo], jeśli ja wykonuję swoją pracę sumiennie, tłumaczę i odpowiadam na pytania, to Małpki mają pracować, opanować niezbędne minimum, albo przynajmniej udowodnić mi, że się "kurna starały, ale coś do łba za cholerę nie chce wejść". Oczywiście jeśli chcą mieć u mnie ocenę pozytywną. Ponadto skrupulatnie liczę obecności i jeśli delikwenta nie było na "większej połowie" zajęć, to prawie na pewno wlepię mu enkaela, nieważne, czy ma oceny, czy nie. Od tej zasady zrobiłam pojedyncze odstępstwa, ale w każdym z tych przypadków miałam swoje ważne powody.
   Efektem takiej polityki jest prawdziwy urodzaj jedynek oraz nieklasyfikowań na koniec roku. No trudno, panie i panowie... Nie jestem typem nauczyciela, który straszy, straszy, a ostatecznie mięknie i wypuszcza z "dopalaczem". Ja nie straszę - ja robię to, co zapowiedziałam. A że uczniowie do końca nie wierzą w moją prawdomówność, to ich problem.
   Teraz dla niezorientowanych wykład, jak to wygląda od strony formalnej. Otóż jedna ocena niedostateczna nie stanowi dla Małpki problemu, a to za sprawą byłego ministra edukacji, zwanego przeze mnie "Koniem, który Mówi" [myślę, że wiecie, o kogo chodzi], który to zostawił po sobie rozporządzenie pozwalające przejść warunkowo do następnej klasy uczniowi z jedną jedynką, pod warunkiem, że nie jest to ostatnia klasa danego etapu szkolnego. Musi podejść co prawda do egzaminu poprawkowego w sierpniu, ale jeśli go obleje, to i tak zdał. Kombinowanie więc zaczyna się dopiero przy większej ilości pał lub enkaeli, ale i tu nasi wychowankowie opanowali sposoby uzyskiwania promocji wręcz do perfekcji. Dla większej przejrzystości wypunktuję Wam, "o co kaman":
   1) jedna jedynka - NIC się de facto nie dzieje. Małpka musi tylko podejść do egzaminu poprawkowego w sierpniu. Jeśli go nie zda, przechodzi warunkowo, chyba, że to trzecia klasa gimnazjum - wtedy ma pecha i powtarza.
   2) dwie jedynki - Małpka składa podanie o dwa egzaminy poprawkowe w sierpniu, na co Rada Pedagogiczna może się zgodzić, lub nie. U nas raczej się zgadza.
   3) trzy i więcej jedynek - Małpka jest ugotowana i powtarza klasę.
   4) jeden enkael - Małpka składa podanie o egzamin klasyfikacyjny, czyli mający na celu ustalenie oceny. Przyznaje się go jej jeszcze przed rozdaniem świadectw. Jeśli go nie zda, to ma pałę i patrz punkt 1.
   5) dwa enkaele - Małpka składa podanie o dwa egzaminy klasyfikacyjne, których jednak Rada już tak chętnie nie przyznaje, a raczej tylko w przypadkach, kiedy nieobecność była spowodowana ważnym powodem, np. chorobą, pracą zarobkową. Nawiasem mówiąc, w ten sposób ugotowałam Chłopca od Śruby, który zarobił po enkaelu z polskiego i z fizyki. Złożył podanie o dwa egzaminy, ale po wyłuszczeniu przeze mnie na radzie, CO to za delikwent, rzecz jasna ich nie otrzymał. Ergo - powtórzy klasę, a ja nie będę jego wychowawczynią w przyszłym roku. Jak mi przykro....
   6) trzy lub więcej enkaeli, lub kombinacje pał i enkaeli - patrz punkt 3.

   Z języka polskiego w tym roku egzaminy klasyfikacyjne zdawało 6 osób. Pięć przypadków było oczywistych - cwaniaczki, które nie chodziły cały rok, a potem zaczęły coś kombinować łudząc się, że ich puszczę. Nic z tego słonka moje różowe... Przy jednym chłopcu miałam natomiast wątpliości, bo w przeciwnieństwie do tamtych JEST kumaty. Owszem, przez większą część roku nie chodził, ale za to kiedy się pojawiał, to praca przychodziła mu z łatwością, a na pytania odpowiadał na poziomie wcale nie "małpkowym", tylko ucznia ze zwyczajnej szkoły. Z ocen wychodziło mu cztery... co jednak nie zmieniało faktu, że jego frekwencja roczna na języku polskim wynosiła 48/145 lekcji... Już na półrocze sytuacja była podobna i wtedy dałam mu tróję przykazując, że jeśli nie zacznie chodzić, to bez względu na to, że ma dobre oceny, skończy z enkaelem. Nie wziął sobie niestety tej przestrogi do serca. Słowa jednak w końcu dotrzymałam, choć spędziłam kilka wieczorów rozważając, czy w jego konkretnym przypadku będzie to dobre rozwiązanie.
   Było. Klasyfikacyjny oczywiście zdał śpiewająco, bo poziom pytań był dla niego banalny. Mam nadzieję, że w trzeciej klasie zacznie chodzić, bo też się nie zamierzam litować, co mu wprost powiem.
   Dwie osoby jednakże egzamin klasyfikacyjny oblały. Jeśli myślały, że chciałam tylko postraszyć - to się pomyliły. Pytania są na żenująco niskim poziomie, tzn. absolutnego minimum, ale jednak aby go zdać, trzeba to minimum opanować. A jeśli ktoś "przychodzi na bezczela" i jest przekonany, że przepuszczę go za samo przybycie na egzamin - no to cóż, spotkamy się w sierpniu na poprawce.
   Po oblaniu jednego dziewczęcia - i to z trzeciej gimnazjum - miałam uroczą rozmowę z jej wychowawczynią. Szanowna koleżanka po fachu najpierw zaczęła mnie wypytywać, czy "aby na pewno nie dało się Kasi przepuścić". Odparłam spokojnie, że skoro dziewczyna na 6 wszystkich pytań, które pojawiły na egzaminie [licząć i część pisemną, i ustną] potrafiła odpowiedzieć zaledwie na jedno, a i to w sposób niepełny, to o czym tu rozmawiamy - i że Kasia najlepiej zrobi, jeśli nauczy się na sierpień. Zbita troszkę z tropu wychowawczyni wyraziła życzenie, żeby "Kasia jednak w sierpniu zdała", bo... ma już 20 lat, przydałoby się więc, by to gimnazjum skończyła, żeby się nie stoczyła, tylko poszła jeszcze do jakiejś szkoły. Lekko mi się w środku zagotowało, bo nic mnie tak nie denerwuje, jak branie na litość - ale rzecz jasna odrzekłam niewzruszonym tonem, że bardzo Kasi współczuję, ale primo oceniam ją za wiedzę, a nie za sytuację życiową, a secundo - zdawała właśnie egzamin KLASYFIKACYJNY, ponieważ nie raczyła chodzić do szkoły. Gdyby chodziła, problemu by nie było. Pokazałam wychowawczyni pytania i nawet ona musiała przyznać, że były banalne [np. "Wymień 3 zalety Marka Winicjusza" - albo: "W jaki sposób Kirkor miał zdecydować o wyborze żony?"]. Zakończyłam stwierdzeniem, że jeśli dziewczyna przyjdzie w sierpniu z takim poziomiem wiedzy, jak na egzamin klasyfikacyjny, to będzie powtarzała trzecią klasę na własne życzenie, więc zamiast jęczeć, niech się zacznie uczyć.
   Co mnie czeka w sierpniu? Dwie osoby, które teraz dostały pały z klasyfikacyjnych - plus czterech "czystych" jedynkowiczów. Cała czwórka z mojej osobistej małpiarni. Czyli też szósteczka. Ciekawe, czy i wynik będzie taki sam jak teraz, czyli 4:2?

14 komentarzy:

  1. A moja klasa miała niską średnią 4,3, najlepsze dziecię 5,8 (z 5 przedmiotów tzw. wiodących 6.0) :(((((( w przyszłym roku spada do mnie prawdziwa małpka z 5 jedynkami Dlaczego? Bo kot tak załatwi, że przejdzie dalej. Hmmm chyba pora mi zmienić politykę edukacyjno-czarodziejską ...
    redcat

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, a czy ty nie wiesz kochana, że jedynka jest porażka nauczyciela wg mnie tamten minister był o niebo lepszy od cudownej pani Hall, bo ta nie dość, jak tamten pojęcia o szkolnictwie nie ma ale brudel robi większy, z jedną jedynką też można zostać decyduje RP Magda

    OdpowiedzUsuń
  3. przepraszam Cię bardzo,ale wychowawczyni Kasi ma rację w 100% jeżeli zostanie to "zleje" szkołę do końca co Ty sobie chcesz statystyki poprawić ile dzieciaków oblałaś, jak to niby ostra jesteś i co polskiego ich nauczysz, a tak pójdzie do jakiejś zawodówki zdobędzie zawód i do pracy a tak zamkniesz jej drogę. Ona ma już 20 lat jest dorosła nie ma obowiązku szkolnego więc zostawianie jej na drugi rok bezsensu. Magda

    OdpowiedzUsuń
  4. Magda:
    "czy ty nie wiesz, kochana, że jedynka jest porażką nauczyciela" - hmm, kochana, to jest TWOJA opinia, a nie stwierdzony fakt niepodlegający dyskusji. Wolno Ci oczywiście tak uważać, a mnie z kolei wolno się z Tobą nie zgodzić. A ludziom, którzy wyrażają taką opinię proponuję przepracować chociaż semestr w takiej szkole, jak moja - i wtedy pogadamy.


    Mam głęboko pod ogonem statystyki. Twoja druga część wypowiedzi świadczy o tym, że albo niedokładnie przeczytałaś mojego posta, albo przeczytałaś, ale i tak zrozumiałaś to, co chciałaś zrozumieć. Wydaje mi się, że dość wyraźnie skomentowałam, skąd się bierze moje podejscie do pracy i do wymagań, jakie stawiam uczniom. Wymagam i od siebie, i od niech, reguły są jasne. Nie było tam słowa o tym, że robię to, by sobie poprawić humor czy podnieść statystyki.
    A fakt, że Kasia ma już 20 lat, to raczej argument na jej niekorzyść - bo to znaczy, że miała dość czasu, by zmądrzeć. Owszem, nie ma już obowiązku szkolnego, ale także nie ma obowiązku skończenia gimnazjum, skoro najwyraźniej jej na tym wcale nie zależy. Jest dorosłą kobietą, powinna wiedzieć, co robi. A jeśli nie, to ja, jako nauczyciel, właśnie swoją postawą UCZĘ JĄ, że w DOROSŁYM życiu ponosi się konsekwencje tego, co się robi. Kto wie, może do tej pory właśnie wszyscy się nad nią litowali? Efekty widać. Myślisz, że jeśli pójdzie do pracy, to pracodawca będzie się nad nią litował i usprawiedliwiał jej olewactwo? Nie - wywali ją na zbity pysk po pierwszym "numerze". I słusznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Aha, Magda, jeszcze jedno. Szkoła, w której uczę, jest dzienną szkołą państwową. BEZPŁATNĄ, czyli finansowaną z podatków. I moich, i Twoich notabene. Kasia w tym momencie korzysta z przywileju chodzenia do szkoły, za którą NIE PŁACI. Zauważ, ma skończone 18 lat, więc szkoła WCALE NIE MIAŁA OBOWIAZKU jej przyjąć, ale to zrobiła. Obowiązują tu natomiast pewne reguły, których KAŻDY musi przestrzegać.
    Jeśli jej to nie odpowiada, może iść do gimnazjum dla dorosłych. Wieczorowego. PŁATNEGO. Nikt jej przecież nie broni.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pracuję w szkole ponad 10 lat więc dokładnie wiem co piszę i z taką młodzieżą też mam do czynienia.
    Zdanie jedynka jest porażką nauczyciela nie jest moje ale naszej kochanej pani minister, czy u Was też motywuje na koniec roku.
    Co do Kasi to przypomina mi się Arek, któremu na siłę starano się udowodnić, że zostawianiem go trzeci rok w III gimnazjum, nauczy się chłopaka nie wiadomo czego, nie pomogło a w końcu doszło do tego, że chłopak zupełnie przestał chodzić do szkoły ponieważ w wieku 19 lat źle się czuł między gówniarzami.
    Gdyby nie rozsądek dyrektora i jego upór chłopak szkoły by nie ukończył bo jedno dziewczę chciało mu znów udowodnić jak wygląda właściwe podejście do obowiązków, i że z nim nie ma łatwo. Dyrektor się uparł, że chłopak ma skończyć szkołę i super, dziś chłopak jest w tzw. OHP-ie ma praktyki w jakimś zakładzie, coś robi, a tak powtarzałby kolejny rok III kl. gimnazjum, do której by znów nie chodził, i tak jak mówi wychowawczyni Kaśki powoli by się stoczył. Przecież Ty nie bierzesz odpowiedzialności za jej życie ona decyduje co robi dalej.
    Trzeba wiedzieć kiedy należy ustąpić, mądry nauczyciel to wie, bo to ,że z kimś nie ma łatwo to żaden argument, na korzyść nauczyciela. Pozdrawiam Magda

    OdpowiedzUsuń
  7. Jedynka nawet gdyby uczennica/ uczeń miał/a 40 lat się należy, jeśli nie spełniła odpowiednich wymagań do uzyskania oceny dopuszczającej, a te z każdego przedmiotu zazwyczaj są niewielkie! Żaden nauczyciel nie może postawić tej oceny ot tak sobie. Każda jedynka opatrzona jest uzasadnieniem wynikającym z "postępów" (tutaj ich braku) określonych przez podstawę programową.

    Dawanie jedynki w prezencie tylko dlatego, że ktoś więcej lat niż powinien to DEMORALIZUJĄCE DZIAŁANIE. Pokazuje to innym, że można nic nie robić, a i tak dostanie się dopa. Smoki mają rację, pracodawca wyleje ją na zbity pysk, jeśli nie spełni jego wymagań. W szkole trzeba troszkę dać z siebie.

    Obowiązek szkolny kończy się w chwili ukończenia 18 lat, więc jeśli ona jest starsza to już nie musi się uczyć. Jest to jej wybór, a skoro tak to niech się przyłoży do nauki. Po podejściu tej uczennicy widać brak dorosłości, nie dojrzała do jakichkolwiek funkcji społecznych i o czym tu dalej mówić? TO ODNOSI SIĘ RÓWNIEŻ DO STWIERDZENIA, ŻE ZAMYKA SIĘ JEJ DROGĘ. Pytam jaką drogę? Taką po której można jechać samochodem, iść na spacer? To jakaś bzdura! Jak można zamknąć komuś drogę skoro nie daje z siebie nic? Myślisz Magdo, że ona będzie się uczyła przedmiotów zawodowych? Chyba jesteś naiwna. Nie chce się uczyć przedmiotów ogólnych a co dopiero zawodowych. Chyba, że chcesz aby przyszłą fryzjerka obcięła ci ucho, przyszła manicurzystka zajmowała się twoimi paznokciami używając brudnego pilnika, a pielęgniarka .... ehhh szkoda gadać

    redcat

    OdpowiedzUsuń
  8. Magdo jeśli pracujesz w szkole to jesteś kiepskim nauczycielem.
    pewnie kiedyś też mega leserką. Takich jak ty pseudonauczycieli powinno wieszać się na szubienicy. To dzięki takim mamy potem kolejki nieroboli i tępaków do opieki społecznej. Jesteś jako nauczycielka daremna. Tobie ktoś kiedyś zamknął drogę do pracy jakoś sprzątaczki bo teraz tylko zajmujesz etaty dobrym nauczycielom, którzy nie tylko uczą ale i wychowują w poczuciu obowiązków i odpowiedzialności.
    moje dzieci ciężko pracują na sukces (czerwone paski oboje) w szkole i jak widzę, jak takie monstra nauczycielskie dają oceny pozytywne nierobisiom to aż we mnie wrze. Gdybym była twoim dyrektorem wywaliłabym cię na zbity pysk.
    Anna matka 2 dzieci w gimnazjum

    OdpowiedzUsuń
  9. Magda:
    Skoro pracujesz w szkole i dalej uważasz, że KAŻDA jedynka to wina nauczyciela, to pozostaje mi tylko unieść wysoko brwi w zdziwieniu i stwierdzić, że absolutnie się z Tobą nie zgadzam. I koniec. A to, że taki pogląd wyraża obecna pani minister [TWOJA kochana, a nie moja - nigdzie nie napisałam, że oceniam pozytywnie minister Hall], też nie czyni z tego stwierdzemia prawdy ogólnej. Nawiasem mówiąc w takim razie nie rozumiem - Ty jesteś jej zwolenniczką, czy nie? Bo raz się na nią powołujesz, a raz piszesz, że nie ma pojęcia o szkolnictwie? Proponuję się zdecydować, bo inaczej wychodzisz na hipokrytkę albo na osobę, która mówi i zauważa tylko to, co akurat jej wygodnie.

    Nie wypowiadam się na temat Arka, bo nie znam chłopca, a nie zwykłam wyrokować w sprawach, w których nie mam wystarczającej ilości danych. Mogę się natomiast wypowiedzieć na temat Kasi, bo ją uczyłam, a także znam jej sytuacje życiową. Do każdego ucznia należy podejść indywiduwalnie, z tym się zgodzę. W przypadku Kasi uważam, że powinna ponieść konsekwencje swoich własnych decyzji - właśnie dlatego, że nie chcę brać odpowiedzialności za jej życie. To, co teraz ma miejsce, to efekt JEJ poczynań, a nie moich. I na szczęście moja dyrekcja to rozumie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dawanie dwójki w prezencie - poprawiam błąd w poście :)
    redcat

    OdpowiedzUsuń
  11. Odniosę się pierwsze to opinii o jedynkach, kiedy po raz pierwszy to usłyszałam ogarnął mnie pusty śmiech, ale po chwili zastanowienia stwierdziłam, że niestety po części to prawda. My jesteśmy dla dzieci a nie odwrotnie i to my mamy zrobić wszystko aby te dzieci NAUCZYĆ,każde dziecko i to, które nie ma problemów ale i to co je ma, a nie tylko stawiać jedynki.
    Polecam program Doroty Zawadzkiej " Do Tablicy".
    Nigdzie nie napisałam, że nie powinno się stawiać jedynek, tylko, że nie zawsze postawienie jedynki przynosi rezultat. Szkoła to nie zakład produkcyjny tu są dzieci nie żadne małpki tylko dzieciaki jedne chcą się uczyć i są za to nagradzane innym się nie chce więc trzeba je zmotywować, aby się im chciało inne nie mają możliwości przez co mają z nauką trudności a inne nie mają ciekawie w domu.
    Nie wiedziałam, że mając laureatów i finalistów z mojego przedmiotu a przy okazji będąc przeciwnikiem stosu jedynek jestem leserem, muszę też przekazać pewnej pani wychowawczyni, która na tzw. uszach stawała, jeździła i przywoziła wagarowiczów do szkoły, aby nie było nkaeli, że jest leserem.( na marginesie właśnie uczennica, która zawdzięcza jej ukończenie szkoły, była jej za to podziękować, cytuję gdyby nie pani to ja bym tej szkoły nie skończyła, młoda byłam i głupia).
    Wychodzi na to, że jesteśmy bardzo pracowitym narodem, szkoda, ze tego nie widać, skoro tak surowo się oceniamy wyzywając innych od leni tępaków i matołów.
    Anno ciekawe co twoje dzieci mają z zachowania skoro mamusia tak chamsko się wypowiada.
    Co do pani minister też nie jestem jej zwolenniczką ale widocznie ma przykazane aby w białych rękawiczkach rozłożyć naszą oświatę na łopatki, wg mnie najlepszą minister była pani K.Łybacka to była odpowiednia osoba na odpowiednim stanowisku. Magda

    OdpowiedzUsuń
  12. Cóż, ja akurat programu "Do tablicy" NA PEWNO bym nie poleciła. Populizm obliczony na to, by "lansować" postać prowadzącej - i tyle w temacie. W dodatku wiem od środka, jak go kręcono - z 3 godzin nagrania zrobiono 30 minut, manipulacja wypowiedziami wyjętymi z kontekstu. Żenujące. Merytoryczne DNO.

    Reszty wypowiedzi Magdy komentować nie będę, bo nie lubię się powtarzać. Mam zupełnie inne podejście do kwestii edukacji, niż ona i zdaje się ani jej argumenty nie trafią do mnie, ani moje argumenty nie trafią do niej, nie ma więc sensu to bicie piany. Dobrze, że nie pracujemy w jednej szkole, bo byłybyśmy w ciągłym konflikcie, a tak każda z nas może zostać na swoim stanowisku.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakoś tak się składa, że nie znam żadnych zalet Marka Winicjusza, a o Kirkorze też nie wiem więcej. Mam wyższe wykształcenie, jestem naukowcem, czytam 5-6 książek (beletrystyka, nie literatura naukowa) miesięcznie. Stąd wniosek, że przez gimnazjum bym nie przeszedł. Jakie szczęście, że nie musiałem...

    OdpowiedzUsuń
  14. Andy:
    Dla mnie nigdy ignorancja nie była powodem, by się nią chwalić, ale widocznie masz inne podejście do tej kwestii... Jeśli nie wiem czegoś, co stanowi podstawę [a lektury, które wspomniałam, kiedyś były w programie podstawówki - teraz jest to gimnazjum], to zamykam buzię na kłódkę i się dokształcam.
    Niezależnie od tego - Kasia dostała przed egzaminem (zgodnie z regulaminem) spis zagadnień, z których miała się przygotować i których dotyczyły pytania. Wiedziała, czego ma się spodziewać, a mimo to przyszła nieprzygotowana. Może więc mieć pretensje jedynie do siebie.

    Gdybym poszła na egzamin z matematyki i okazało się, że nie umiem wyliczyć procentu z liczby, to mogłabym mieć żal jedynie do własnego nieuctwa, gdybym tego egzaminu nie zdała. Czyż nie?

    OdpowiedzUsuń