Być może niektórzy z Was zastanawiają się, co z Emilką. Spieszę w takim razie z wyjaśnieniami.
Otóż dziewczę rzeczywiście jest w ciąży. Kiedy zrobiło się ciepło i ubrania przestały litościwie kryć kształty ciała, to już właściwie nikt nie mógł mieć wątpliwości... Tym niemniej jednak poprosiłam ją o zostanie na przerwie między dwoma polskimi i odbyłam coś, co szumnie nazywa się "rozmową wychowawczą"...
Wiecie, co mnie najbardziej uderzyło? Emilka KOMPLETNIE nie zdaje sobie sprawy z tego, co się niedługo wydarzy w jej życiu. Została takim samym uśmiechniętym, naiwnym dziewczątkiem, jakim była przed zajściem w ciążę. Jej odpowiedzi wyglądały mniej więcej tak:
No jestem w ciąży... Tak tak, mamie powiedziałam. Jak zareagowała? No jak to jak, normalnie... Dziękuję, dobrze się czuję, na początku trochę rzygałam, ale teraz już luzik... Nie no, fajnie jest w sumie, wczoraj byliśmy z Karolkiem [ojciec dziecka - przp. Dragonelli] na zakupach, kupiliśmy takie śliczne śpioszki, mam je tutaj, chce pani zobaczyć? Eee, jak ze szkołą? A nie wiem, jakoś no... Chyba będę chodziła, nie? Dzieckiem kto się zajmie? No chyba mama... Oj nie wiem, zobaczę, jakoś to będzie...
I dalej w podobnym tonie. W sumie to może i dobrze, że się nie zamartwia, bo w jej stanie to niewskazane, a na to przyjdzie czas. Rzeczywistość już sama jej zrobi przyspieszony kurs dorastania. Nie trułam jej więc, tylko pogadałam "jak kobieta z kobietą". Zależało mi przede wszystkim na tym, by dostała sygnał, że nikt jej tu nie potępia i jako szkoła zrobimy wszystko, by jej nie rzucać dodatkowych kłód pod nogi. Pierwszą klasę w każdym razie skończy, a na razie jako wychowawca załatwiłam jej klasyfikowanie z wychowania fizycznego, bo przestała kompletmie chodzić na zajęcia w drugim semestrze. Oczywiście wystarczyłoby donieść zaświadczenie od ginekologa, ale pewnie jej to do głowy nie przyszło.
Zobaczymy natomiast, co z Karolkiem, bo też przestał chodzić i wiem, że grozi mu kilka enkaeli. No cóż, jeśli zaliczy spadochron, to od września będę jego wychowawczynią...
Ech, ręce mi opadają. Ja z tysiąca powodów nie będę mieć dziecka, a tu siup! się trafiło, tak po prostu, niechcący i... chyba jakoś to będzie. Chyba.
OdpowiedzUsuńTjaaa... Jakoś, czyli tak, że za jakieś 15 lat będę uczyła w Zoo dziecko Emilki... No co, może tak nie będzie...? Sam Karol tak żartował na lekcji, że "jego syn tę szkołę skończy razem z ojcem".
OdpowiedzUsuńCzytając Pani bloga jako uczennica zobaczyłam właśnie punkt widzenia nauczycielki, z tym, że no cóż, Pani uczy w szkole dla trudnej młodzieży, ale słowo daję - przez notki nie mogłam powstrzymać śmiechu :) Bardzo Pani intryguje i, aż zaczęło mi się marzyć mieć taką nauczycielkę u siebie w szkole, a czemu nie? To byłoby coś! I porozmawiać można, dogadać się i pośmiać, a przede wszystkim widzę, że ma Pani poczucie humoru i jest Pani wymagająca. Żałuję, że u mnie w szkole nie ma takich nauczycieli, lekcje od razu stałyby się przyjemniejsze :D
OdpowiedzUsuńCzekam na dalsze notki, dziękuję i pozdrawiam :)
Sparafrazuję w tym momencie Biblię: "Boże, wybacz jej, bo nie wie, co mówi..." :)
OdpowiedzUsuńA tak na poważnie - staram się mieć dystans do siebie i do tego, co robię, ale to prawda, jestem wymagająca, nawet w Zoo. Nie ma u mnie lekko. Zawsze powtarzam, że nauczyciel nie jest od lubienia, tylko od uczenia. Choć oczywiście fajnie, jeśli jedno idzie w parze z drugim.
Pozdrawiam również i zapraszam do dalszej lektury. Pamiętaj, że nauczyciel też człowiek :)
Gdzie tam! Zdaję sobie idealnie z tego sprawę! :)
OdpowiedzUsuńA co do drugiej 'części' wypowiedzi, dobrze jest jednak, gdy nauczyciel jest i wymagający i taki, który motywuje, który daje coś ciekawego, po prostu, który wie jak zainteresować ucznia, bo jakby nie patrzeć, to większość nauczycieli nie robi nic poza tym, że wymagają i twierdzą, że: "masz się tego nauczyć, ja Cię nie będę motywował, bo od tego są rodzice", ale jednocześnie taki zabawny. I to widzę właśnie w Pani. Idealny nauczyciel, ale w końcu z powołania! :)
Można i nauczyć i zaprzyjaźnić się, prawda? :)
A bloga będę regularnie już czytała, za bardzo wciągnął, żeby teraz przestać. No i rzecz jasna - jasne, że człowiek! :)