Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

czwartek, 31 maja 2012

Ateista naucza o Biblii

    Dla stałych Czytelników niniejszego bloga nie stanowi tajemnicy fakt, że jestem ateistką. Zostałam ochrzczona, prowadzano mnie jako małe smoczątko do kościoła co niedzielę, byłam u komunii, przystąpiłam też do bierzmowania. Otrzymałam więc należną katolicką oprawę, ale moi rodzice - i chwała im za to! - przestali ingerować w kwestie mojej wiary, jak tylko zrobiłam się na tyle duża, by mieć tutaj własne zdanie. Odbywało się to na zasadzie: chcesz - to chodzisz do kościoła, nie chcesz - to nie chodzisz. A trzeba przyznać, że zaliczyłam etap, kiedy w pewnym sensie byłam z tą instytucją związana dość blisko, a to z racji mojego zamiłowania do śpiewu. Otóż kiedy odeszłam ze szkoły muzycznej, to niewiele miałam możliwości w tym małym miasteczku, w którym dorastałam, aby sobie pośpiewać pod okiem fachowca - jedną z nich był chór kościelny, na który swojego czasu ochoczo uczęszczałam. Trzeba przyznać, że miałam też w życiu szczęście do księży, zakonnic i katechetów prowadzących religię w szkole, bo nie natrafiłam na żadnego nawiedzonego popaprańca, który zamiast o Bogu, chrzaniłby na lekcjach o polityce albo przekonywał, że jeśli ktoś słucha metalu, to niezawodnie czci szatana i zjada koty na śniadanie. Uczyli mnie inteligentni ludzie bez klapek na oczach, z którymi dało się porozmawiać na poziomie i którzy przede wszystkim skupiali się na przekazywaniu wiedzy o Biblii i dziedzictwie chrześcijańskim, co mnie - jako początkującej humanistce - bardzo odpowiadało.
    Mimo to - z różnych, osobistych przyczyn, których na blogu nie zamierzam roztrząsać - już w liceum zaczęło się moje odchodzenie najpierw od Kościoła [jako instytucji], a potem od Boga. Zbyt wiele w moim umyśle pojawiało się pytań, na które religia nie potrafiła dać zadowalającej odpowiedzi - za bardzo też moje podejście do świata zaczęło się nie zgadzać z doktrynami głoszonymi przez Kościół. Mój światopogląd zatem zaczął ewoluować: przez jakiś czas jeszcze określałam się mianem agnostyczki, ale chyba był to raczej akt niezdecydowania, niechęci zamknięcia za sobą definitywnie drzwi z napisem "chrześcijanka-katoliczka". Przyszedł jednak czas i na to, że sama przed sobą miałam odwagę przyznać: "Tak, jestem ateistką, nie wierzę w Boga, a po śmierci nie ma już nic, dlatego muszę maksymalnie wykorzystać czas tu i teraz na ziemi - bo innego mieć nie będę".
    W kraju takim jak Polska, gdzie każdy z góry zakłada, że jego rozmówca jest osobą wierzącą, ateistę spotykają czasem niedogodności czy kłopotliwe sytuacje. Zależy to rzecz jasna od środowiska, w którym się żyje, bo pod tym względem mieszkańcy dużych miast mają o niebo lepiej. Nie obnoszę się ze swoim światopoglądem na siłę, nie mam na czole wypisanego słowa "ATEISTKA" - ale też nie widzę powodu, by robić z tego faktu tajemnicę, jeśli rozmowa sama zejdzie na temat związany z religią. I może znów mam szczęście do ludzi, ale jak do tej pory nie zdarzyło się, by źle mnie potraktowano albo próbowano na siłę nawracać. Co i dobrze, bo zwłaszcza na to ostatnie zareagowałabym zapewne ostro :)
 
    No dobrze, a co to wszystko ma wspólnego z tematyką bloga, czyli szkolną codziennością? Jeśli weźmiemy pod uwagę, że uczę języka polskiego, to oczywiście ma - i to sporo. Kultura śródziemnomorska (co już chyba kilka razy podkreślałam) opiera się na dwóch filarach: Biblii i mitologii greckiej. Owe dwa dzieła wywary tak ogromny wpływ na wszystko, co zostało tutaj napisane/namalowane/wyrzeźbione, że nie sposób właściwie zrozumieć czegokolwiek, jeśli się ich chociażby pobieżnie nie zna. Dragonka zatem jako polonistka może podarować swoim podopiecznym różne dyrdymały, ale Biblię i mitologię tłucze im do głów bez miłosierdzia i to przy każdej możliwej okazji. I rzecz jasna Zoo nie jest tutaj żadnym wyjątkiem.
    Z tego tytułu jednak często dochodzi do dość zabawnych sytuacji - bo jak to ateistka ma uczyć dzieciaczki o Biblii...? Szybko jednak przekonują się, że jestem w tej kwestii nieubłagana i konsekwentnie wymagam konkretnej wiedzy, bo kwestie ideologiczne szybko ucinam komentarzami w stylu: "Jestem ostatnią osobą, która powinna się na ten temat wypowiadać - jeśli was to nurtuje, zapytajcie księdza na religii". Tłumaczę im, że na moich lekcjach Biblia interesować nas będzie nie jako święta księga, tylko jako zabytek literatury.
    Wiecie jednak, co zaobserwowałam ucząc młodzież o Biblii na lekcjach języka polskiego? W kraju, w którym niemal wszyscy deklarują się jako katolicy, wiedza o najważniejszej świętej księdze tego wyznania jest żenująco niska. Jest to tym bardziej niezrozumiałe, jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że taki nastolatek ma już za sobą I Komunię Św. oraz zwykle bierzmowanie, chodził od pierwszej klasy podstawówki na religię w wymiarze dwóch godzin tygodniowo, a także - przynajmniej teoretycznie - słucha co niedzielę fragmentów Biblii czytanych podczas mszy. Miał wobec tego mnóstwo czasu i okazji, by poznać na wylot "swoją świętą księgę". Kiedy jednak przychodzi co do czego, to okazuje się, że typowy gimnazjalista z Adamem i Ewą kojarzy jedynie fakt wygnania z raju i że było w to zamieszane jakieś jabłko, nie potrafi opowiedzieć żadnej przypowieści Chrystusa ani wymienić wszystkich ewangelistów, a już na takie imiona, jak Abraham, Izaak, Noe czy Mojżesz reaguje szerokim rozdziawieniem paszczy.
    A Dragonka dalej, z uporem maniaka ładuje im do głów rozmaite wieże Babel, plagi egipskie, rzezie niewiniątek, judaszowe pocałunki czy inne salomonowe wyroki, tłumacząc do znudzenia, skąd pochodzi dany związek frazeologiczny. I nie mogę sobie przy okazji odmówić komentarza w rodzaju: "To co z was za katolicy, skoro ateistka musi wam wyjaśniać takie podstawowe rzeczy?!". Szczytem wszystkiego była już według mnie niedawna lekcja w 3C. Chłopcy uczyli się do sprawdzianu z religii i któryś - tak chyba dla kawału - zapytał mnie, czy umiem dekalog. Na co Smoczyca bez zastanowienia i bez zająknięcia wyrecytowała jak katarynka 10 przykazań w czystym, biblijnym brzmieniu. Uczniowie najpierw zrobili wielkie oczy, a potem poprosili: "Chwila chwila, może pani jeszcze raz i trochę wolniej? To my sobie ściągi zrobimy...".
    Jako pointę zacytuję Wam komentarz jednego z moich podopiecznych z zawodówki, który tak oto podsumował blok lekcji ze mną na temat Biblii, zakończony rzecz jasna dość szczegółowym sprawdzianem: "Wie pani co? U pani to ja się dowiedziałem więcej o Biblii, niż przez trzy lata gimnazjum na religii...".
    Tjaaa... No właśnie...

21 komentarzy:

  1. Ja w tym widzę teorię spiskową KK - gdyby wierni zbyt dobrze znali Biblię, mogliby wpaść na pomysł, że coś w tym wszystkim nie gra.. ;)

    Jako osoba wypięta siedzeniem do KK jako instytucji społeczno-politycznej, Biblii jako wiarygodnego przekazu i w dodatku żona muzułmanina z rozbawieniem przysłuchuję się dyskusjom religijnym prowadzonym przez "katolików", którzy bardzo często (oczywiście są wyjątki) nie mają pojęcia o czym mówią.

    Z moich doświadczeń wynika, że dużo większą znajomość materiału mają żydzi i muzułmanie, niż sami chrześcijanie..

    Ot jeden z paradoksów.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne obserwacje - osobą z najdogłębniejszą znajomością Biblii jaką znam, jest mój przyjaciel Havranek, nieochrzczony ateista, który jest na studiach doktoranckich na polonistyce, specjalizacja literatura staropolska. Biblię, a także pisma Ojców Kościoła, w nocy o północy niemalże recytuje na wyrywki...

      Usuń
  2. Jeżeli nie wierzysz i okaże się, że po śmierci ni nie ma nie tracisz nic, ale jeżeli Bóg istnieje tracisz wszystko, powiedział kiedyś jeden z najwybitniejszych fizyków.
    Widocznie nie straciłaś nikogo naprawdę bliskiego w przeciwnym razie nie pisałabyś takich bzdur, naprawdę już lepiej być muzułmaninem niż ateistą. Aśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwoli ścisłości - ten fizyk nazywał się Pascal i nie musisz mi tego cytować, bo jak na humanistkę przystało, czytałam rzecz jasna jego pisma filozoficzne.

      Drugiej części wypowiedzi nie komentuję, bo to nie ma sensu. Nie mam zamiaru dyskutować z osobą, która a priori zakłada, że moje poglądy to bzdura. Natomiast radzę Ci nie wypowiadać się na temat życia ludzi, których nie znasz. O pokorze słyszałaś? To zdaje się jedna z podstawowych chrześcijańskich cnót... Ateistka ma Cię o tym pouczać...?

      Usuń
  3. Trafiłam na tego bloga przypadkiem, jak dla mnie pokory to brakuje właśnie Tobie, no sorry ale po przeczytaniu całości, nie znalazłam nic wartościowego oprócz zachwytów nad samą sobą, wspaniałą humanistką a tak naprawdę polonistyka to jeden z najłatwiejszych kierunków do studiowania. Na zaocznych to nawet studiują osoby, które czytać dobrze nie umieją.
    Wiara nie polega na dokładnym poznaniu treści Biblii, zresztą wydarzenia w niej opisane zostały potwierdzone naukowo. Aśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aśka, skoro nie znalazłaś na tym blogu nic wartościowego, to po co traciłaś czas na przeczytanie całości? Mnie by się na Twoim miejscu nie chciało... A może jesteś masochistką i uwielbiasz czytać blogi, które uważasz za bezwartościowe?

      Czy polonistyka jest łatwa, czy trudna w studiowaniu, to pogadamy, jak ją skończysz - i to na dobrej uczelni, dziennie, nie zaocznie. Znów się kłania brak pokory - której, nawiasem mówiąc, JA nie muszę mieć, bo nie jestem katoliczką :) A Ty jak rozumiem z Twojej wypowiedzi nią jesteś...
      A o wierze z Tobą dyskutować nie zamierzam - dlaczego, to już pisałam. Ale nie wygłupiaj się z naukowością Biblii - no, chyba że zamierzasz mi wmawiać, że udowodniono dajmy na to fakt stworzenia świata w 6 dni [a to tylko przykład pierwszy z brzegu]. Nikt dziś przy zdrowych zmysłach nie czyta Biblii jako podręcznika do biologii, chemii, fizyki, itp.

      Usuń
  4. Że polonistyka to łatwy kierunek? No jasne, gramatyka historyczna jest dla debili, a listę lektur z oświecenia można wciągnąć nosem w dwa tygodnie. Swoją drogą, nieładnie jest w dyskusji używać argumentów ad personam- to chwyt poniżej pasa, w czym się lubują nasi politycy. Może zamiast polonistyki Asia powinna iść na politologię?
    Poza tym nie zauważyłam,że drago zachwyca się nad sobą. Wręcz przeciwnie- opisuje po prostu sytuacje, które zdarzają się jej w szkole i pisze o tym jak sobie z nimi radzi. Samooceny tam nie zauważyłam.
    A co do tematu posta- Drago, o czym Ty mówisz- I komunia, bierzmowanie, a później łażenie na msze. I jak tu nie znać Biblii, skoro co tydzień w niedzielę się jej słucha? Otóż- większość nie słuch, a na msze chodzi z przyzwyczajenia. Edukacja na religii? Proooszę Cię. Ty może miałaś szczęście do katechetów,ale większość nie ma. To jest tak jak było u Ciebie, rodzice Cię ochrzcili, do komunii poszłaś, ale Ty jesteś osobą inteligentną, masz swój rozum i zaczęłaś się zastanawiać nad tym wszystkim i doszłaś do wniosku,że to nie tak wszystko. A inni się nad tym nie zastanawiają i idą za tłumem. Bo przecież Polska to katolicki kraj ... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to może być to - ludzie podchodzą do religii bezmyślnie, chodzą do kościoła z przyzwyczajenia albo "bo tak wypada", a tak naprawdę wcale ich nie interesuje, czym jest chrześcijaństwo. Myślenie wszak boli i może okazać się niebezpieczne w skutkach :) A w efekcie potem okazuje się, że ateistka więcej wie o Chrystusie i jego nauce, niż gorliwy "Polak-katolik".

      Usuń
  5. A ja jestem katoliczką z własnego przekonania, a nie dlatego, że mi ktoś kazał. I nie zgadzam się z tym, żeby prawdziwi katolicy nauki Kościoła i Biblii nie znali...
    pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie o to chodzi, żeby człowiek, który uważa się za katolika, znał Biblię i naukę Kościoła. Dlatego wjeżdżam moim uczniom na ambicję mówiąc im, że to siara, jeśli o tych kwestiach ateistka wie więcej od nich. Gorzej, kiedy za "prawdziwych katolików" uważają się osoby, które ani razu w życiu nie przeczytały nawet Nowego Testamentu, o Starym nie wspomniawszy.
      Pozdrawiam również.

      Usuń
    2. no właśnie, prawda, to straszna siara. Prawdziwy katolik powinien znać Biblię i naukę, którą głosi Kościół i starać się wprowadzać ją w życie.

      Usuń
    3. I tu się zgadzam w całej rozciągłości.

      Usuń
  6. Mam dużo fajnych znajomych katolików, wspaniałych ludzi. Jednakowoż zdarzyło mi się raz, że ja - bywsza ateistka, nawrócona na luteranizm - kłóciłam się mocno z panią deklarującą się jako katoliczka, która twierdziła z uporem, że jej Kościół nie zezwala kobietom, ofiarom przemocy, odejść od mężów, lecz nakazuje im dać się maltretować w nieskończoność. Znalazłam tej pani stosowny fragment prawa kanonicznego, w którym wyraźnie stoi, że w sytuacji przemocy fizycznej lub psychicznej kobieta ma prawo, a wręcz obowiązek chronić siebie i dzieci - i może wtedy wystąpić o separację (to, że małżeństwo kościelne można unieważnić, też wiemy). I co? I zostałam nazwana katolickim betonem i fanatykiem :D I żadne tłumaczenia nie pomogły - że przecież jestem protestantką, że nie mam interesu w obronie KRK i że jedyne, o co mi chodzi, to zwyczajne uczciwość intelektualna (najpierw sprawdzam o czym mówię, a potem dopiero mówię).

    Ot, taka dygresja na boku, ale w temacie religii i ignorancji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli człowiek ma wieelkie klapki na oczach i ustrojstwo na głowie - niczym koń - aby się nie oglądał na boki, to nie ma znaczenia, jaką ideologię wyznaje. Zawsze będzie dopasowywał wszystko do swojej idei w myśl zasady "jeśli fakty przeczą teorii - to tym gorzej dla faktów".
      Z takimi ludźmi wg mnie po prostu trzeba ucinać dyskusję, bo jest ona bezcelowa.

      Usuń
  7. Bóg nawet jeśli istnieje, to jest hipokrytą. I tyle na jego temat. Z kolei "po śmierci nie ma nic" hm... człowiek idzie tam gdzie chce, tzn to moje zdanie, także.
    Religia jest niepotrzebna. Ludzie powinni poznać wszystkie religie i dopiero wybrać sobie odpowiednią, a zmuszanie i nawracanie jest do... kitu, kulturalnie mówiąc. Jesteśmy biedni, bo nasza wiedza na temat naszej religii, a raczej ICH religii jest uboga. Ludzie są ograniczeni.
    Wyszło masło maślane, ale mam nadzieję, że Pani zrozumie.
    Paula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że rozumiem.
      W kwestii religii - uważam, że to prywatna sprawa każdego człowieka w co wierzy i czy w ogóle wierzy. Dlatego ja nikogo nie mam zamiaru przekonywać, że wg mnie Bóg nie istnieje - i nie życzę sobie, aby z kolei mnie ktokolwiek nawracał.

      Do do religii w szkole - jestem zdania, że zamiast niej powinno być religioznawstwo, czyli nauka o czterech największych [licząc ilość wyznawców] wyznaniach na świecie, czyli o chrześcijaństwie, judaizmie, islamie i buddyzmie. Uczciwe, rzetelne poznawanie doktryn tych wyznań. Na dobre by taka wiedza wszystkim wyszła.

      Usuń
  8. No prywatna, prywatna. I takie podejście jak Pani jest w porządku, bo większość rzuca się, że Bóg to, tamto... a co mnie to obchodzi?
    Właśnie, na bardzo dobre, bo z każdej strony i każdą religię można byłoby poznać. Albo ewentualnie wybrać. No bo co mi z tych 4, kiedy chciałabym nordycką? Biorąc pod uwagę jeszcze fakt, że mało się o tej mówi, ale była...
    Paula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W warunkach szkolnych nie byłoby czasu na poznanie WSZYSTKICH religii świata - ale co Ci szkodzi poczytać o tym na własną rękę? To świetnie, że Cię to interesuje, bo jeśli coś nas ciekawi, to samo wchodzi do głowy.

      Usuń
    2. Fakt, za dużo ich jest. I ktoś mi kiedyś powiedział: "Jest tyle religii, że albo nie ma żadnej albo tylko jedna jest prawdziwa, ale poszukiwanie jej jest jak szukanie igły w stogu siana."
      O ile łatwiej. Tylko pytanie: które jest prawdziwe, a które nie? W gruncie rzeczy w bibliotece można poszukać.
      Paula

      Usuń
    3. I Pani wybaczy, ale taka mała... uwaga do tej Pani Asi na górze, no nie mogę znieść. Niech napisze dobrą pracę z polskiego i dopiero wtedy powie, że studia są łatwe. Co za ludzie... szlag trafia.
      Paula.

      Usuń
    4. Szacunek należy się dla każdej, uczciwej pracy i włożonego w nią wysiłku. A już na pewno nie powinno się osądzać, czy coś jest proste, czy łatwe, jeśli się nie ma o tym pojęcia.

      Usuń