Co tu dużo ukrywać - ok. 80% uczniów Zoo stanowią dzieciaki "bardzo słabe intelektualnie" [jeśli wolno mi użyć w tym miejscu owego pojemnego eufemizmu...], których dotychczasowe doświadczenia edukacyjne to jeden wielki niewypał. Przyczyny oczywiście mogą być rozmaite, a najczęściej w przypadku jednego ucznia występuje ich kilka na raz. Wymienię niektóre z nich, takie pierwsze z brzegu:
- tzw. pogranicze normy intelektualnej - mówiąc bez naukowego zadęcia oznacza to, że delikwent jest za głupi, by nadążyć w zwykłej szkole za przeciętnymi rówieśnikami, ale jednak za mądry, by można go było z czystym sumieniem wykopać do szkoły specjalnej
- poważne zaburzenia emocjonalne - nie wnikając tutaj w przyczyny tego zjawiska, mamy do czynienia z uczniem, którego mózg funkcjonuje całkiem sprawnie, ale dziecko na tyle nie radzi sobie z emocjami [szczególnie tymi negatywnymi], że przeszkadza mu to w podporządkowaniu się zasadom obowiązującym w normalnej placówce edukacyjnej. Co z tego więc, że intelektualnie jest w porządku, skoro nie potrafi nauczyć się czegokolwiek z powodu napadów szału czy histerii?
- ADHD - część z Was się zapewne obruszy, że nie ma czegoś takiego i że to XX-wieczny wymysł rodziców, którzy nie radzą sobie z niegrzecznymi dziećmi. Ja niestety po prawie dwuletniej pracy w Zoo nie mam najmniejszych wątpliwości, że to zaburzenie natury neurologicznej jak najbardziej istnieje, bo zbyt wielu już widziałam uczniów, którzy naprawdę nie są w stanie usiedzieć spokojnie kilku minut ani tym bardziej skupić uwagi na jednym zadaniu od początku do końca
- "dysy" - czyli dysleksja, dysgrafia, dysortografia... Podobnie jak w przypadku ADHD nierzadko pojawiają się głosy, że nie ma "dysów", są tylko leniwi uczniowie. I podobnie mogę Wam zaręczyć, że te dysfunkcje naprawdę istnieją w postaci delikwentów, którzy w skrajnych przypadkach nie są nawet w stanie nauczyć się czytać.
- uszkodzenia mózgu - będące wynikiem eksperymentowania lub wręcz nałogowego przyjmowania różnego rodzaju substancji, od alkoholu począwszy, a na "kwasie" skończywszy. Mamy tu np. małpki z łepetynami tak dziurawymi od długoletniego palenia trawki, że wszelki racjonalny kontakt z nimi jest nad wyraz utrudniony [a co dopiero mówić o nauczeniu ich czegokolwiek...].
Uczniowie słabi intelektualnie stanowią większość populacji Zoo, nic więc zatem dziwnego, że poziom nauczania w naszej wesołej placówce musi być na tyle niski, na ile to możliwe w ramach podstawy programowej, bo w końcu nie jesteśmy szkołą specjalną. Uczęszcza tu jednak grupka i takich dzieciaków, których mózgi są ostre jak brzytwy, ale które z innych powodów życiowych "wypadły z systemu" - czyli ich papiery wyglądają tak, że żadna zwyczajna szkoła ich nie przyjmie. Jakie to mogą być powody? Ano też rozmaite i tutaj ciężko jest tworzyć jakieś ogólne kategorie, bo zazwyczaj co małpka, to inna tragedia życiowa. Dla przykładu - przypominacie sobie zapewne Miszę, czyli przemiłego chłopca z Ukrainy, którego jedyną zbrodnią była za słaba znajomość języka polskiego. Najsmutniejsze jest, jeśli kłopoty danego ucznia są przez niego zupełnie niezawinione, bo miał po prostu pecha urodzić się w kiepskiej rodzinie, w której nie zapewniono mu odpowiednich warunków rozwoju.
Jeszcze osobna kategoria to - mówiąc ogólnie - kryminaliści, czyli delikwenci z mniej lub bardziej bogatą dokumentacją policyjną. Na tę grupę trzeba uważać w szczególności, skoro mamy do czynienia z niegłupim [a nierzadko nawet - bardzo inteligentnym], ale zdemoralizowanym młodym człowiekiem. I do tej właśnie przegródki należałoby zaliczyć tytułowego Dżastina Bibera, który przed tygodniem wylądował w 3A, czyli klasie Jadzi.
Czemu ochrzciłam go Dżastinem Biberem, rzecz jasna wtedy, kiedy zainteresowany nie może tego słyszeć? Odpowiedź jest banalna - z powodu fizycznego podobieństwa do tego bożyszcza amerykańskich nastolatek. No daję Wam słowo, z twarzy istny "Biberek", ale też i fryzurka, i styl ubioru dopełniają wizerunku. Chłopak trafił do nas za alkohol i kradzieże wprost z pogotowia opiekuńczego, gdzie oczekuje na rozprawę sądową. I im dłużej mam możliwość go obserwować, tym bardziej jasne jest dla mnie, że na całe szczęście dla niego do końca roku zostało raptem 1,5 miesiąca. A to dlatego, że na dłuższą metę nie miałby w Zoo życia.
Powód pierwszy: wygląd. Jest zbyt śliczniutki, czyściutki i zadbany, by inne małpki mu to odpuściły. Inna sprawa, że zważywszy na fakt przebywania chłopaka w pogotowiu opiekuńczym, to ten stan i tak nie potrwa zbyt długo, bo - mówiąc brutalnie językiem naszych uczniów - zwyczajnie go tam przecwelą...
Powód drugi, o wiele ważniejszy: Dżastin bije każdego ucznia Zoo na głowę pod względem zarówno intelektualnym, jak i zgromadzonych wiadomości. Zresztą, sam chłopak jeszcze do końca nie zdaje sobie sprawę, jak niski poziom nauczania utrzymujemy z naszej placówce, dlatego bez przerwy wychyla się z czymś, co jest dla niego oczywiste, a potem wybałusza oczy, kiedy inni uczniowie patrzą na niego jak na kosmitę. Myślę też, że powoli rodzi się w nim frustracja wynikająca ze świadomości, że tutaj nie tylko niczego się nie nauczy, ale jeszcze może się uwstecznić.
Chcecie kilka przykładów? Oto lekcja historii. Marzenka opowiadała im na lekcji o powstaniu listopadowym i na wstępie zapytała, czy ktoś kojarzy datę utraty przez Polskę niepodległości. Biberek bez chwili zastanowienia wyrecytował jej daty WSZYSTKICH TRZECH rozbiorów, a potem z niepokojem rozejrzał się po klasie odkrywszy, że reszta małpek patrzy na niego z ukosa. Na następnej lekcji kilka dni potem dostali Karty Pracy - chłopak rozwalił swoją w 15 minut, a ponieważ mu się nudziło, to spytał, czy mogłaby go pani przepytać z powstania, bo się nauczył. Marzenka rzecz jasna wzięła go do odpowiedzi, a potem postawiła piątkę, bo faktycznie umiał wszystko bez zająknięcia. Jakie było jej zdziwienie, kiedy Dżastin podszedł do niej na przerwie, aby upewnić się, czy ona nie żartowała i czy odpowiedź ustna w tej szkole zawsze tak wygląda. "Bo wie pani - tłumaczył - zawsze to nauczyciele pytają z trzech ostatnich lekcji, a nie z jednej i za coś takiego to mógłbym co najwyżej dostać plusa, jeśli pani była w dobrym humorze...".
A jak jest na polskim? Na pierwszych zajęciach - a był to jednocześnie jego pierwszy dzień w szkole - był wyraźnie zdegustowany, że tekst, który im przyniosłam, jest za prosty. "Przecież to jest poziom piątej klasy podstawówki..." - zawyrokował krzywiąc się. Jak zwykle w takich wypadkach nawet nie drgnęła mi powieka [tym bardziej, że skubany miał przecież rację...], tylko spokojnie, lekko żartobliwym tonem oświadczyłam mniej więcej w tym stylu:
- Cieszę się, że ćwiczenia nie sprawiają ci trudności, ale tak to jest, że proste jest tylko to, co nie sprawia nam kłopotu... Dla jednego coś jest oczywiste, a dla drugiego trudne, prawda? A gdybyśmy wszyscy wszystko umieli, to szkoły nie byłyby potrzebne, a ja nie miałabym pracy :)
Na kolejnej lekcji Dżastin przeżył szok, kiedy zrobiłam im ćwiczenie z głośnego czytania - myślał, że żartuję, ale kiedy usłyszał, jak zacinają się jego koledzy, to przestał wygłaszać jakiekolwiek komentarze, tylko patrzył oczami coraz szerszymi ze zdziwienia. Na trzecich zajęciach początkowo w ogóle nie wykazywał chęci współpracy [był wyraźnie znudzony i zniechęcony, czemu trudno się dziwić], ale na szczęście przewidziałam dla nich ćwiczenia indywidualne. Mówimy akurat o manipulacji i perswazji w reklamach i po wykładzie teoretycznym każda z małpek dostała swoją własną reklamę z poleceniem opowiedzenia o niej - jakie chwyty językowe i wizualne w niej zastosowano, żeby nakłonić konsumenta do kupna towaru. Tu przynajmniej Biberek mógł rozwinąć skrzydła, a i ja zadbałam, by trafił mu się interesujący przykład, o którym można sporo powiedzieć. I rzeczywiście wygłosił bardzo dojrzałą analizę, za którą mogłam go pochwalić, a także z czystym sumieniem postawić mu piątkę. Notabene była to jedyna tak wysoka ocena w klasie, ale pozostałe małpki nie protestowały, bo przyzwyczaiłam je do tego, że mimo wszystko nie rozdaję piątek za frajer, nawet w takiej szkole, jak nasza. Dżastin też chyba czuł, że nie postawiłam mu oceny na wyrost, bo usiadł wyraźnie zadowolony.
Połowa maja i cały czerwiec... No cóż, może chłopaka nie rozniosą, ale niech u nas w liceum czy w zawodówce raczej nie zostaje. Swoją drogą, co za idiota, żeby przy takim poziomie intelektualnym na własne życzenie narobić sobie kłopotów z prawem?
Wiesz, jak słyszę o takich młodych ludziach, budzą się we mnie instynkty a la LouAnne Johnson z filmu "Młodzi gniewni" - chęć nawrócenia, otworzenia świata wiedzy i możliwości, wyrwanie ze szponów danej sytuacji socjalnej.
OdpowiedzUsuńŻeby nie było, instynkty mordercze budzą się również ;)
Przeczytałam kilka Twoich postów i zdecydowanie wrócę po więcej :)
A to zapraszam, zapraszam :) I "wice wersal" - ja też jestem w trakcie przekopywania się przez Twoje wpisy :)
UsuńFilm "Młodzi gniewni" wszyscy mi dedykują, a życie to nie film, niestety... W kwestii resocjalizacji małpek tradycyjnie są dwa uda, czyli raz się uda, drugi raz nie uda :)