Miejsce akcji: ławka obok głównego wejścia do Zoo (czyli miejsce, gdzie zwykle małpiątka wychodzą "na szlugensa").
Czas akcji: już dobrze po ósmej rano.
Dramatis personae:
Dragonella - tu w roli egzaminatora maturalnego, udaje się właśnie do sekretariatu po protokoły
Damian - uczeń wyżej wymienionej nauczycielki z klasy zawodowej [rzecz jasna nie zdaje matury ani tego dnia, ani prawdopodobnie w przyszłości]
DAMIAN (z niekłamanym zaskoczeniem)
O jaaaa... Ależ pani dziś odpierdolona!
DRAGONELLA (marszcząc czoło i udając oburzenie)
Że co proszę?!
DAMIAN (udając ogromnie speszonego)
Znaczy się ładnie pani dziś wygląda!
DRAGONELLA (uśmiechając się szeroko)
A dziękuję, dziękuję.
Nadszedł dzień, w którym jedyna klasa maturalna, jaką mieliśmy w naszej przeszanownej placówce oświatowej, podchodziła do matury ustnej z języka polskiego. Wiadomo, że ten egzamin w obecnym kształcie to jedna wielka farsa, pic na wodę i fotomontaż, którego praktycznie nie da się oblać i który nawiasem mówiąc nie liczy się przy rekrutacji na żaden kierunek studiów (poza polonistyką i tego typu wynalazkami). Tym niemniej trzeba go zaliczyć, aby matura była zdana.
Jak być może pamiętacie, rok temu zdawałam Wam relację z odpytywania abiturientów w Centrum Kształcenia dla Dorosłych. W tym roku również miałam tam posiadówkę, nie wydarzyło się jednak nic na tyle godnego uwagi, by stać się materiałem na osobnego posta. Obiecałam sobie jednak, że po ustnej z polskiego w Zoo zmajstruję kilkanaście zdań relacji, bo pewnie jesteście ciekawi, jak nasi - bądź co bądź - specyficzni uczniowie radzą sobie z tego typu doświadczeniem.
Przyznam, że sama jestem pozytywnie zaskoczona, ponieważ ich prezentacje nie odbiegały wcale poziomem od tego, co słyszałam już w trakcie innych egzaminów i to nawet z czasów, kiedy odpytywałam w "normalnym" liceum. Tematy mieli uczciwie przeryte, znali lektury, na jakie się powoływali, nie robili błędów rzeczowych. Były rzecz jasna wystąpienia lepsze i gorsze, wszyscy jednak odpowiadali co najmniej przyzwoicie. Najbardziej obawiałam się o Dominikę. Jest to dziewczę objęte indywidualnym nauczaniem z racji problemów psychicznych będących następstwem uszkodzenia mózgu przez różnego typu środki odurzające, w tym LSD. Większość ostatniego roku liceum Dominika przebywała na oddziale psychiatrycznym w szpitalu, do którego dojeżdżali nauczyciele z naszej szkoły. W takich okolicznościach w ogóle nie było pewne, czy zdoła przystąpić do matury i czy poradzi sobie emocjonalnie z jej zaliczeniem, ale jakoś dała radę. Widać było wyraźnie, że odpowiadała na silnych lekach - mówiła "w zwolnionym tempie", była rozkojarzona, gubiła wątki, a jej zdania miejscami nie bardzo do siebie pasowały, ale w sumie wypowiedź okazała się na tyle składna, że z czystym sumieniem przyznaliśmy jej 10 punktów na 20 możliwych [maturę zdaje się od 6 punktów].
Oczywiście - niemożliwością byłoby, aby w takiej szkole jak nasza wszystko przebiegło bez zakłóceń. Nie zgłosiły się mianowicie trzy ostatnie osoby - pani sekretarka zadzwoniła do nich, przy czym od dwóch pierwszych abiturientów uzyskała informację, że jednak nie przyjdą [jak by nie mogli sami nas o tym poinformować nawiasem mówiąc...], z trzecią zdającą jednak nie zdołała się skontaktować, bo włączała się tylko sekretarka w telefonie komórkowym. Jej egzamin miał się rozpocząć w samo południe, poczekaliśmy więc 10 minut, a ponieważ dziewczęcia nie było, to podziękowałam mojemu koledze z komisji za współpracę, a sama poszłam do sekretariatu zdać protokoły dyrekcji. Pięć minut później zguba się znalazła - maturzystka wparowała do pokoju nauczycielskiego ze zdumieniem, bo przecież ona myślała, że egzamin zaczyna się o 12:30... Nadmienić należy w tym miejscu, że ta sama panna wycięła podobny numer w zeszłym tygodniu na ustnym z języka angielskiego, na który też się nie stawiła, bo pomyliły jej się dni tygodnia. Próbowała się jeszcze wykłócać z Główną Szefową, że niby źle ją poinformowano i wprowadzono w błąd, ale zważywszy na to, że listy z harmonogramem matur wisiały na korytarzu w szkole od co najmniej połowy kwietnia, był to argument delikatnie mówiąc nietrafiony, co jej Szefowa nie przebierając w słowach uświadomiła.
No cóż, maturę w dawnych, pięknych czasach nazywano przecież "egzaminem dojrzałości". Nasza uczennica dobitnie pokazała, ze dojrzała to ona na pewno nie jest, skoro nie zdaje sobie sprawy, że jej psim obowiązkiem jest dokładnie sprawdzić datę i godzinę egzaminu - i to najlepiej kilka razy. Na szczęście akurat tutaj poniesie konsekwencje swojego - sama nie wiem: roztrzepania? niefrasobliwości? braku odpowiedzialności? arogancji? Wszystko jedno, jak to nazwać - dla niej w każdym razie na 100% już za rok matura...
hehehehe, ale Ci się komplement trafił :)
OdpowiedzUsuńPrzynajmniej wiem, że był szczery :) Wiesz, oni rzadko mają okazję oglądać mnie w eleganckim damskim komplecie ze spódnicą...
UsuńA wyobrażasz sobie jak by zareagował, gdybyś wyskoczyła w bikini? ;P
UsuńMag, powiem więcej - tego to nawet JA sobie nie wyobrażam :):):)
Usuń:)
UsuńKadzić to Damian potrafi :D :D :D
OdpowiedzUsuńA ta laska, co jej się dni tygodnia i godziny pomyliły to jakaś porażka....
Nie ma to jak podejście do kobiet, prawda? :) :) :)
UsuńNa takie uczennice mówię, że są "niepociumane". Przyzwyczaiła się przez całe życie, że nawet jeśli coś zawali przez swoją nieuwagę, to "jakoś to będzie". No i otóż - nie, nie będzie...
Powinien dodac jeszcze: piekna! Ladnie Pani wyglada... bez pieknosci!Pisalam egzamin dojrzalosci dawno temu, to bylo przezycie... na sali egzaminacyjnej bylo nas 140... wszyscy mature zdali oprocz jednej osoby... nawet pamietam, jak miala na imie: Ludwika...ciekawe co Ona teraz robi...jak ten czas ucieka!
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
Jutith, jak na Damiana to i tak osiągnął szczyt w komplementowaniu płci pięknej :)
UsuńJa swoją maturę z polskiego też pamiętam, siedziałam w pierwszej ławce koło komisji na ogrooomnej sali gimnastycznej. Posadzili mnie tam na pewno dlatego, bo wiedzieli, że nie będę ściągała :)
Pozdrawiam cieplutko [bo w Polsce właśnie zrobiło się upalnie]
Co ty masz nie pamietac swojej matury... Ledwie minelo pare lat... Ze o moich ... tjaaaaaa.... 28 latach nie wspomne... cholera jak ten czas leci...
OdpowiedzUsuńA niepociumana, coz... Czy ktokolwiek z nas wyobraza sobie taki numer? Bo mnie nie przechodzi to przez mysl.
Sam pamietam moj ustny egzamin... Ten dreszczyk tuz przed wylosowaniem pytan... Uffff... A potem usmiech, ze znam odpowiedzi...
1. Rola opisow przyrody w ''Panu Tadeuszu''.
2. Twoj stosunek do dylematow moralnych bohaterow powiesci Stefana Zeromskiego.
3. Zaakcentuj wyrazenia (wsrod nich bylo ''na wsi'', innych, jak daje slowo, nie pamietam)
I oczywiscie temat z pisemnej: ''Opracuje prelekcje na spotkanie z najwybitniejszym, twoim zdaniem, pisarzem/poeta Polski Ludowej'' (tak, tak, Polski Ludowej, to byl rok 1984). I pisalem o Rozewiczu...
Nie jest zle z moja pamiecia...
A komplement? Coz, sama mnie nauczylas, ze ''wulgaryzmy sa integralna czescia jezyka polskiego''... Ech, przywolalas duuuuzo wspomnien... Judith zreszta tez... Pozdrawiam cieplo, aczkolwiek nie upalnie...
Od mojej matury też już jednak trochę czasu minęło - 10 lat...
UsuńUstnej z polskiego nie zdawałam, bo byłam z niej zwolniona. Na pisemnej miałam jakiś temat o ponadczasowych wartościach przekazywanych w literaturze - nie zacytuję, jak brzmiał. Pamiętam, że walnęłam przekrojówkę przez epoki na 10 stron A4, zaczynając od "Kroniki" Galla Anonima na "Władcy much" Goldinga kończąc.
Ustną zdawałam za to z historii - miałam na pewno zjednoczenie państwa przez Łokietka oraz partie polityczne w dwudziestoleciu międzywojennym. Woda na mój młyn, więc zdałam celująco :)
Najwybitniejszy pisarz/poeta Polski Ludowej... Hie hie hie... Mało partyjnego wybrałeś :)
podziwiam Cię, że jeszcze nikogo nie pobiłaś (a przynajmniej nie chwaliłaś się na blogu ;) ) takie pannice jak ta najchętniej bym "z liścia trzepała" aż zmądrzeje ;)
OdpowiedzUsuńzałamuję się jak czytam Twojego bloga i myślę o przyszłości naszego społeczeństwa..
powinni wprowadzić prawo wyborcze tylko dla maturzystów..
No cóż, bez cierpliwości w tej pracy daleko się nie zajedzie...
UsuńDla maturzystów? A to nie za słaby cenzus wykształcenia? Jeśli wziąć pod uwagę, że matura jest teraz na takim poziomie, że zdać ją może ćwierćinteligent...? :)