Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

środa, 12 października 2011

Tonący brzydko się chwyta

    Panie i panowie, nie chcę  zapeszać, ale zdaje się, że tym razem nad Dawidkiem [Zły Pies] naprawdę zawisły czarne chmury. Jak wspominałam, po jego ostatnim popisie [grożeniu nauczycielce oraz włączeniu pornola w muzeum] zadzwoniłam do kuratora chłopca i umówiłam się na osobistą rozmowę w szkole. Wszystko wskazuje na to, że tym razem będzie to miało dalekosiężne skutki.
    Kurator przejrzał spokojnie Zeszyt Uwag [10 wpisów w ciągu miesiąca] i poprosił o skserowanie stron dotyczących Dawida - razem z drukiem Nagany Wychowawcy, udzielonej w związku z ostatnimi wydarzeniami. Następnie przewertował ze mną dziennik lekcyjny, w którym czarno na białym odnotowane są wszystkie wagary ucznia. Najwyraźniej stracił on w tym semestrze czujność, bo przypominam, że w poprzedniej klasie obecny był prawie zawsze - rzecz jasna wyłącznie po to, by rozwalać zajęcia, ale formalnie nie było się do czego przyczepić. Widocznie jednak poczuł się za pewnie, bo okazało się, że we wrześniu ma 61 godzin nieusprawiedliwionych na 133 lekcje, które się odbyły. Potem kurator poprosił mnie - jako wychowawcę - o komentarz w sprawie zachowania Dawida w szkole. Odparłam zgodnie z prawdą, że przez pierwsze 2 tygodnie widziałam wyraźną poprawę - na tyle wyraźną, że nawet zdążyłam go pochwalić przed matką na zebraniu. Niestety, wywiadówka była w piątek, a od poniedziałku już chłopak wrócił do dawnej formy. Dalej opisałam szczegółowo incydent na praktykach oraz jego zachowanie się na wycieczce. Zakończyłam wyrażeniem ubolewania, że Dawid ma wyraźnie negatywny wpływ na innych, nowych uczniów w mojej klasie, przed którymi się popisuje i których namawia do wagarów oraz do tego, by go naśladowali.
    Nie miałam szczerze mówiąc złudzeń, że rozmowa z kuratorem przyniesie jakiś skutek na dłuższą metę - choć jest on jedyną de facto osobą, której "mój ulubieniec" się choć trochę obawia. Poinformowałam natomiast, że jeśli tak dalej pójdzie [czyli tak, jak w poprzednim roku], to znów skończy się to nagannym zachowaniem, a w takim wypadku - zgodnie z przepisami - wystąpię na Radzie Pedagogicznej o niepromowanie ucznia do następnej klasy, nawet jeśli będzie miał piątki od góry do dołu. Ku mojemu zaskoczeniu kurator odparł, że do takiej sytuacji najprawdopodobniej nie dojdzie. Otóż sędzia prowadząca sprawę Dawida postawiła mu ultimatum, że jeśli po wakacjach będą z nim takie same problemy, jak w pierwszej klasie, to tym razem naprawdę skierują go do placówki zamkniętej. I tym razem nie są to tylko pogróżki - opiekun chłopca zapewnił mnie, że wniosek już jest przygotowany. Najbliższa rozprawa dotycząca chłopca ma się odbyć w drugiej połowie października, a skoro kurator przedstawi na niej to, czego właśnie się ode mnie dowiedział [czyli uwagi, naganę oraz zestawienie godzin nieusprawiedliwionych], to musiałby się wydarzyć cud, by tym razem uszło mu to na sucho.
    Nie jestem hipokrytką, więc nie będę udawała - odetchnęłam z ulgą. W mojej opinii Dawid jest osobą niereformowalną w warunkach szkolnych, niereagującą na konwencjonalne metody wychowawcze. Nie pozostaje zatem nic innego, jak pozwolić mu ponieść konsekwencje jego zachowania i skierować go do zamkniętej placówki szkolno-wychowawczej, gdzie zajmą się nim specjaliści od resocjalizowania, dysponujący innymi środkami przymusu, niż nauczyciele w tradycyjnej szkole. Wiem, wiem, to wszystko brzmi jak paskudna nowomowa rodem z zebrania partyjnego - ale uwierzcie mi, chłopak przegiął i ten poprawczak należy mu się, jak psu micha. Z mojej perspektywy: ani ja, ani pedagog, ani dyrekcja nie jesteśmy w stanie dostępnymi nam środkami skłonić go do zmiany zachowania, nie możemy natomiast pozwolić, by w takim razie dłużej demoralizował innych uczniów. W tym momencie niestety nasuwa mi się brutalne, medyczne skojarzenie - jeśli w nogę wdała się gangrena, to mniejszym złem jest amputacja chorej kończyny, niż cierpienie i śmierć chorego.

    Natomiast sam Dawidek obecnie kombinuje jak koń pod górę, by tylko po raz kolejny wywinąć się z opresji. W stosunku do mnie jest ultragrzeczny - dziś na lekcji nawet ze dwa razy przeprosił, kiedy złapał się na bluzganiu [a należy do tych osób, które słowa takie jak "kurwa", "chuj" czy "pojebany" traktują jak przecinki]. Wykonuje wszystkie moje polecenia bez szemrania, a kiedy w poniedziałek chciał się zwolnić z lekcji - właśnie na spotkanie z kuratorem - to zamiast po prostu sobie pójść [jak zrobiłby normalnie], przyniósł mi potulnie usprawiedliwienie od mamy do pokoju nauczycielskiego i cichutko zapytał, czy może sobie pójść. Jednocześnie jednak kombinuje, jak odkręcić to, co przeskrobał. Dziś na przykład spytał mnie, czy może przynieść usprawiedliwienie nieobecności za wrzesień. Odparłam zgodnie z prawdą, że nie, ponieważ mają na to 2 tygodnie, a więc termin już minął. "Ale ja bym przyniósł lekarskie". "Jak to lekarskie? - zdziwiłam się. - Przecież tutaj byłeś np. na 3 pierwszych lekcjach całkiem zdrowy, a potem sobie poszedłeś. Tutaj też, nieobecny w środku zajęć... Widać wyraźnie, że to wagary, a nie choroba". "No to może nagle się źle poczułem. Albo na badaniach byłem...?". Tu już straciłam cierpliwość i odpowiedziałam spokojnym, ale lodowatym tonem: "Wychowawca może nie przyjąć usprawiedliwienia jeśli ma podejrzenia, że jest ono sfałszowane lub podaje nieprawdziwe informacje. Oświadczam ci, że jeśli przyniesiesz mi zwolnienie lekarskie za te dni, to zadzwonię do tego lekarza i z nim porozmawiam, a następnie zdam relację z tej rozmowy twojemu kuratorowi". Mina Dawida - bezcenna :)
    Do tego chłopak próbował brać na litość panią od praktyk [mnie nie, bo wie, że na takie numery jestem niewrażliwa]. Poszedł do niej i zaczął jęczeć, że przez nią wpakują go do poprawczaka... PRZEZ NIĄ - macie pojęcie? Musiał to jednak robić wystarczająco dramatycznie, bo biedaczka [a jest to poczciwa, wiekowa już nauczycielka, której brakuje ledwo kilka lat do emerytury...] przyszła do mnie z pytaniem, czy to naprawdę jej wina. Naturalnie uspokoiłam ją, że Dawid grabi sobie na poprawczak już od roku i że jest to tylko ewidentna konsekwencja jego postępowania. Naprawdę, na niewinnego nie trafiło...
    Aż się boję, by nie zapeszyć. Niech go już wreszcie zabiorą - a mnie pozwolą w spokoju pracować z resztą małpiątek. Zresztą, zapewniam, że nie ma w szkole nauczyciela, który nie zareagował radością na nowinę, że prawdopodobnie żegnamy się z Dawidkiem.

5 komentarzy:

  1. Nie mow CHLOP dopoki nie przeskoczysz, ale trzymam kciuki, niech sobie idzie w chlorelle :). I jak ja sobie pomysle, ze kiedys mnie sie tez tak chcialo, ale juz mi sie nie chce, to... No, ale za to latam w sandalach i na krotki rekawek :P
    Pozdrawiam Oboje cieplo :) a nawet bardzo cieplo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkiego najlepszego Pani Belfer :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muchos gracias :) mnie się cały czas chce i mam nadzieję, że jeszcze długo tak będzie.

    OdpowiedzUsuń
  4. No uwzięłaś się na niego, przyznaj :)

    alfabia

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie, nie przyznaję się. Jak już pisałam, na niewinnego nie trafiło.

    OdpowiedzUsuń