Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

niedziela, 9 stycznia 2011

Małpka nr 4 - Uwaga, Zły Pies

    Czas na kolejną Małpkę, nie sądzicie?

   O Dawidku [imię jak zwykle "znane redakcji" :)] będzie mi się trudno pisało z prostego powodu: nie ma się co oszukiwać, po prostu szczerze chłopaka nie trawię. Chwila chwila, bo już słyszę głosy protestu - jak to Dragonka, a co z poprzednimi? No nie opowiadaj panna, ze lubisz Psychopatkę albo Małpkę Bum-Bum  (bo bujać to my, panowie szlachta...), a przecież jakoś ich opisałaś. Ano właśnie moi drodzy, jest tu różnica i zaraz wytłumaczę, na czym ona polega. Zarówno w przypadku Adasia jak i Ani moja niechęć wiąże się ściśle z ich zachowaniem, natomiast potrafię za ich "repertuarem artystycznym" dostrzec żywe istoty, które same w sobie odruchów wymiotnych już u mnie nie budzą. W przypadku Bum-Buma to pewnie kwestia tego, że za dużo wiem o jego przeszłości, by mu zwyczajnie, po ludzku nie współczuć. Ten chłopak przeszedł tyle, że dziwić by się należało, gdyby po tym wszystkim był normalny. Dodatkowo, udało mi sie kilka razy z nim zwyczajnie porozmawiać, dowiedzieć np. że ma psa, którego nie może trzymać w ośrodku [więc póki co opiekuje się nim kolega, ale Adaś odbierze zwierzaka, jak tylko się usamodzielni], albo że jak pracował latem we Włoszech, to miał okazję poskakać sobie ze spadochronem i bardzo mu się to podoba. Co to ma do rzeczy w sprawie braku odruchu wymiotnego? Ano to, że łatwiej mi o empatię wobec dziecka, o którym wiem kilka obiektywnie fajnych szczegółów. A jeśli czuję empatię, to wkurzać mnie może ZACHOWANIE danego człowieka, ale już raczej nie on sam. Z Anią jest troszkę trudniej, tu jednak aż za wyraźnie rzuca się w oczy, że dziewczę kwalifikuje się do leczenia psychiatrycznego. Używając analogii czysto medycznej: jeśli Twój partner się przeziębi i tak kaszle przez sen, że budzi cały dom, to owszem, wkurza Cię to [zwłaszcza, jeśli musisz rano wstać do pracy i za cholerę nie możesz sie wyspać], ale ROZUMIESZ, że to nie jego wina, bo jest chory i już. Podobnie myślę o Ani, kiedy mam do czynienia z jej numerami. Biedna, chora dziewczyna.
   No dobrze, ale co z tej przydługiej dygresji wynika w związku z Dawidem? Ano to, że w jego przypadku z jakichś powodów nie działają żadne okoliczności łagodzące. Nie potrafię dostrzec nic, co by mi pozwoliło spojrzeć na niego albo jak na człowieka [i coś w nim polubić czy choć docenić], albo chociaż  jak na ofiarę [i wtedy mu współczuć]. Dawidek znalazł się u mnie w szufladce podpisanej "kawał chama, prostaka - uwaga, zły pies, bez kija nie podchodzić".
   Jest on na nieszczęście moim wychowankiem. Jedyny pozytywny aspekt, jaki odnotowałam w całokształcie tej postaci, to jego niezaprzeczalna inteligencja. Umysł ma sprawny, brak mu rzecz jasna wiedzy [jak każdej małpce w Zoo], ale jeśli zada sobie trud, to nowe rzeczy chwyta od razu. Z tego względu spokojnie nadwałby się do zwykłej szkoły. Niestety - TYLKO z tego względu. Dawid swój potencjał umysłowy wykorzystuje wyłącznie wtedy, gdy mu się to opłaca. Ma więc całkiem niezłe stopnie, a przede wszystkim pilnuje, by z żadnego przedmiotu nie wypadała mu jedynka. Chodzi też regularnie do szkoły. Po co to wszystko? Bo skubaniec wie, że jeśli nałapie kiepskich stopni albo sobie powagaruje, to w razie problemów z zachowaniem  będzie to podstawa formalna, by mu narobić prawdziwych kłopotów.
   Dawidek przede wszystkim - jak sam otwarcie przyznaje - nie chce chodzić do szkoły i w zasadzie zacząłby już pracować. Co z tego, skoro ma 16 lat, a do osiągnięcia pełnoletności zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem MUSI się gdzieś uczyć. Z różnych szkół go już wywalali, aż padło na nas i jeśli "coś" się nie wydarzy, to będziemy się z nim jeszcze 2 lata męczyć.
   Co takiego robi? Dawidek to ów rekordzista, o którym wspomniałam w poprzednim poście - 32 uwagi w 4 miesiące. Tak się składa, że musi być w centrum uwagi, a ponieważ bardzo rzadko chce mu się skupić na lekcji, to robi wszystko, by zajęcia rozłożyć. Repertuar ma doprawdy szeroki. Robi dokładnie to, na co w danym momencie ma ochotę. Siedzi z nogami na stoliku, słucha głośno muzyki, rozmawia z kolegami, ogląda filmy na komórce, wydzwania przez telefon, pali papierosy, wychodzi sobie z klasy kiedy ma na to ochotę - tak tak, to wszystko NA LEKCJI. Do tego bluzga tak, że uszy więdną, a na upomnienia reaguje arogancko, dając bardzo wyraźnie odczuć, że uważa nas - nauczycieli - za bandę frajerów. Jak już jednak wcześniej nadmieniłam, chłopak nie jest głupi, doskonale zatem wie, co może powiedzieć, by było to chamskie i wulgarne, ale by NIE podpadało pod paragrafy o znieważeniu czy groźbach karalnych.
   Na razie jako szkoła mamy związane ręce. Jeśli żadna inna placówka nie zgodzi się Dawidka przyjąć [a na to są marne szanse], to uratować mogłaby nas tylko decyzja o skierowaniu go do poprawczaka. No i własnie, gdyby "nie realizował obowiązku szkolnego" [czyli wagary] albo kolekcjonowałby jedynki, to już dawno byśmy mu bilet tam załatwili. A tak...? Jest co prawda po dwóch rozprawach [pobicia], ale przydzielono mu "miękkiego" sędziego, który nabiera się na jego skruchę i daje mu "kolejną szansę". Dawidek ma też kuratora, z którym jestem w stałym kontakcie, ale póki co nic z tego nie wynika. Kurator to zresztą jedyna osoba, której chłopak się choć trochę obawia, bo matkę - która go samodzielnie wychowuje - zdążył kompletnie zastraszyć. Kobiecina wzywana na rozmowy do szkoły spuszcza uszy po sobie, cichutko słucha i przegląda Zeszyt Uwag, a potem mówi, że Dawidek w domu jest takim kochanym chłopcem, który w piecu pali i po zakupy chodzi, że ona nie rozumie, jak to wszystko możliwe, ale z nim porozmawia, żeby się poprawił...
   Wiem, że to pewnie brak profesjonalizmu z mojej strony, ale w przypadku tego chłopca MAM GDZIEŚ, czy poprawczak zniszczy mu życie, czy nie. Za niewinność tam nie trafi w każym razie. Demoralizuje mi klasę i nie widzę możliwości dogadania się z nim, a zatem wykorzystam każdą sposobność, by mu załatwić zakład. Kiedyś w końcu "przegnie". Mam taką szczerą nadzieję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz