Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

piątek, 14 stycznia 2011

Tym razem o wyższości Zoo

   Powiem Wam szczerze, że klasyfikacja semestralna w Zoo nie jest tak straszna, jak się tego spodziewałam. Mało tego, z zaskoczeniem stwierdzam, że wystawianie ocen w zwykłym liceum [a w takim uczyłam, dopóki z przyczyn ode mnie niezależnych nie wylądowałam tu, gdzie jestem] kosztowało mnie więcej nerwów i pracy. Dlaczego porównanie wypadło na korzyść placówki dla trudnej młodzieży?
   Otóż tak "się porobiło", że normalne szkoły muszą walczyć o każdego ucznia, ponieważ mamy niż demograficzny. Placówek dużo, dzieciaków mało, a nie ma dzieciaków, to i nie ma pracy... Logiczne prawo rynku, które niestety w kwestii edukacji wyrządza bardzo dużo złego. Dawno dawno temu, kiedy Smoki chodziły do szkoły [czyli w latach '90, hie hie hie...], proporcje były odwrotne: to NAS było więcej, niż miejsc w liceach czy technikach. Mieliśmy świadomość, że nikt się z nami patyczkował nie będzie - nie dajesz rady, to wylatujesz, a na twoje miejsce czeka już kilkoro chętnych. Kto więc chciał mieć maturę, a nie wylądować w zawodówce, to rył jak tylko potrafił. Mówiąc łopatologicznie - to NAM zależało, by szkołę skończyć. Teraz sytuacja jest dokładnie odwrotna, bo to SZKOŁA musi się starać o to, by wystarczyło dla niej podopiecznych. Trzyma się więc na siłę każdego, kto choć trochę się nadaje, bo jak nie daj Boh sobie pójdzie, to będzie dramat, zamykanie klas, obcinanie etatów. Tym sposobem nauczyciele wymagają coraz mniej, uczniowie coraz mniej się uczą [bo i po co...?], a maturę uzyskują delikwenci, którzy nie umieją sklecić dwóch następujących po sobie zdań w taki sposób, by stanowiły one logiczną całość.
   Ergo - w zwykłej szkole UCZEŃ JEST KLIENTEM.  A wiadomo - klient nasz pan, musi zatem być zadowolony, a ściślej nawet nie tyle on, co jego rodzic. Pokażcie mi teraz rodzica, który ze zrozumieniem i spokojem przyjmie wiadomość o tym, że jego pociecha ma gały ze wszystkich sprawdzianów i nie uważa na lekcjach, więc w związku z tym jedynka na semestr należy mu się, jak psu micha... Może i trafiają się takie wyjątki, ale są one tym, czym przyjście na świat trojaczków u matki niewspomaganej kuracją hormonalną - czyli zjawiskiem na tyle rzadkim, że aż interesują się nim media. Gwarantuję, w większości przypadków rodzic takiego delikwenta robi dym na całą szkołę i pół dzielnicy, nachodzi najpierw samego nauczyciela, potem wychowawcę, dyrektora, w skrajnych przypadkach nasyła na placówkę kontrolę kuratorium. Szefowstwo takiej szkoły mówiąc obrazowo zaczyna mieć pełno w gaciach, bo nie dość, że niezadowolona mamusia gotowa zabrać pociechę, to jeszcze może narobić "złego pijaru" [nie mylić z zakonem pijarów :) ] opowiadając, jak to się nad dzieciątkiem tu znęcano, a nauczyciele byli be i nie poznali się na geniuszu... Rodzicielkę więc trzeba ugłaskać, a nauczyciela, który ośmielił się postraszyć jedynką, przywołać do porządku, by się nie wygłupiał i zrobił tak, by jednak wypadł "dopalacz" [czyli ocena dopuszczająca]. W rezultacie belfer wychodzi na idiotę, a uczeń śmieje się z niego w żywe oczy, w następnym semestrze robi natomiast jeszcze mniej. Wie już, że i tak go przepchną...
   Tu czas na werble: Panowie i Panie, zjawisko presji w Zoo NIE WYSTĘPUJE :) Są nawiedzone mamusie, są próby zastraszania, ale spływają one po Szefowych jak woda po kaczce. Jest to wynikiem specyficznego charakteru placówki. Otóż to zwykle MY zrobiliśmy łaskę uczniowi, że go przyjęliśmy, nie może więc się obrazić, zabrać zabawek i pójść do innej piaskownicy - bo ma zakaz wstępu na wszystkie place zabaw w mieście. Jeśli więc chce szkołę w ogóle skończyć, to tylko nasza mu została. A co do PR-u, to jakie ma on znaczenie biorąc pod uwagę fakt, że nasza młodzież to osoby albo o niskiej inteligencji, albo z różnymi zaburzeniami, albo z wyrokami w zawiasach...? Nie ma przy tym raczej obawy, że nam kandydatów na uczniów zabraknie, bo musi istnieć placówka, gdzie będą mogły "przechować się" dzieci tak rąbnięte, że nie nadają się do kształcenia w normalnym trybie. Każdy więc robi to, co do niego należy: Główna Szefowa zarządza placówką, Wice-Szefowa pilnuje porządku, a nauczyciele uczą [a przynajmniej próbują...] i wystawiają oceny. I nikt nikomu w kompetencje nie włazi.
   Wychodzi jedynka? Jeśli uznam, że uczeń zasłużył, to nie wyciągam za uszy, tylko ją stawiam. Nie był na połowie zajęć? Zgodnie z prawem nawet jeśli ma oceny, mogę wystawić mu "enkaela" [od skrótu NKL - nieklasyfikowany] i to do mnie należy decyzja, czy się nad nim ulitować i pozwolić mu coś pozaliczać, czy nie. Żadnej nerwówy, martwienia się, co będzie, jeśli połowa klasy skończy z niedostatecznymi. No to skończy, trudno...
   Chciałam w tym miejscy zaznaczyć, że to tylko brzmi tak brutalnie i bezwzględnie. Uwierzcie, w Zoo nie znęcamy się nad Małpkami. Jeśli dzieciątko robi COKOLWIEK, żeby zaliczyć, to zaliczy, już my mu w tym pomożemy. Cokolwiek - to może znaczyć choćby samo chodzenie na lekcje i nierozwalanie jej, a słuchanie i notowanie. Jeśli przyjdzie zaliczyć sprawdzian, to ułożymy taki, żeby go choć na tego dopalacza napisał. Jeśli umie pracować w domu, to zadamy referat, każemy coś przygotować, ocenimy, po główce pogłaskamy... Sęk w tym, że 3/4 Małpek nawet tego nie chce zrobić.
   Uczę w czterech klasach. W każdej przynajmniej połowa uczniów będzie miała na półrocze albo "enkaela", albo niedostateczny. Myślałam, że przesadziłam - do czasu, aż nie otworzyłam dzienników na stronach innych przedmiotów, bo okazało się, że tam sytuacje są identyczne. Śpię więc spokojnie.
   Jako wychowawca mam obowiązek na dwa tygodnie przed klasyfikacją poinformować rodziców lub opiekunów "moich" Małpek o grożących gałach i nieklasyfikowaniach. Można to zrobić telefonicznie lub pisemnie [pod warunkiem, że Zoo akurat ma na znaczki...]. Wybrałam tę drugą opcję, żeby było "czarno na białym". Wiecie co? Na 24 uczniów TYLKO do 2 nie musiałam wysyłać zawiadomienia :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz