Tak czy inaczej - egzamin za mną. Muszę pochwalić się jutro Małpkom z 2 gimnazjalnej. Wspomniałam, że zdaję i obiecały trzymać kciuki, pod warunkiem, że (tu cytat z jednego młodzieńca): "wstanę do tej pory w sobotę i nie będę mieć za dużego kaca". Hmm, a może lepiej powiedzieć im, że nie zdałam? W ten sposób mogłyby pomyśleć, że jestem "swój człowiek", skoro ja też coś oblewam :)
Ostatni tydzień przed klasyfikacją zapowiada się pracowicie. Dziś planuję siedzieć nad uzupełnianiem dziennika [w środę rada klasyfikacyjna, a w piątek zebranie z rodzicami - oj, będzie się działo, cytując Jurka O.]. Do wrycia na sobotę został XX wiek, czyli dwie wojny, dwudziestolecie, Gomułki, Gierki i pozostałe czerwone misiaczki. No ale co, damy radę, nie? Bo kto, jak nie ja?
Postaram się do Was zaglądać w miarę czasu. Jeszcze trochę cierpliwości...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz