Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

niedziela, 2 stycznia 2011

Nie dać się nerwiczce

   Panie i panowie, kończy przedłużony świąteczny Dzień Smoka (czyli - wolne). Jutro znów trzeba pootwierać klatki z dzikimi zwięrzętami i nakarmić wygłodniałe bestie, uważając przy tym, by samemu nie stać się ich drugim śniadankiem...
   Staram się walczyć z ogarniającym mnie niepokojem związanym ze świadomością powrotu do Zoo. To nie jest kwestia rozleniwienia, bo to by w końcu było całkiem zrozumiałe - chyba nikomu po dłuższej przerwie w pracy nie chce się wracać do kieratu, niezależnie od zajęcia, jakie wykonuje. No, chyba że mamy do czynienia z ciężkim przypadkiem pracoholizmu, ale to już inna bajka. Jasne, że fajnie mieć wolne, ale w moim przypadku dyskomfort, który własnie odczuwam, ma zdecydowanie inny charakter.
   Otóż czuję się mniej więcej tak, jak w poczekalni do dentysty lub przed rozmową w Urzędzie Skarbowym. Człowiek wie, że trzeba i że to jest do przeżycia, ale wie też, że nie należy spodziewać się niczego dobrego. I najchętniej zasnąłby budząc się, kiedy będzie już po wszystkim. Albo wysłałby tam swojego sobowtóra.
   Staram się nie nakręcać, odpędzać od siebie jakiekolwiek myśli związane ze szkołą. Mimo tego już od wczoraj zalega mi w żołądku coś na kształt głazu, a moje zmysły są wyraźnie wyostrzone, zupełnie jak u zwierzęcia szykującego się do walki. Mówiąc obrazowo - nosi mnie, nie mogę sobie znajeźć miejsca, ciężko mi się też skupić na czymkolwiek przyjemnym czy choćby neutralnym. Dodatkowo Jej Wysokości chyba udzieliło się moje zdenerwowanie, bo od wczoraj daje mi ostro popalić.
   Byłam dziś na noworocznych zakupach w hipermarkecie - i oczywiście na kogo musiałam się natknąć? Na Anię-Psychopatkę... Poważnie, nie zmyślam. Ukłoniła mi się w pas, a jakże, posyłając najbardziej zjadliwe "dzieńdobrypani", jakie była w stanie wycedzić.  Z drugiej strony niby co innego miała zrobić? Ciekawe, czy była już u niej policja, czy z powodu przerwy świątecznej zajmą się moją skargą dopiero teraz...
   Umówiłam się z kumplem na spacer, żeby nie znieść jajka w mieszkaniu. Smocze jaja są co prawda pewnie dość cenne, ale aż tak jeszcze cienko nie przędę, bym musiała handlować tym towarem. Poza tym i tak Puma zażądałaby haraczu w postaci żółtka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz