Parafrazując Biblię - nie samą nauką żyje uczeń, a już zwłaszcza w takiej szkole, jak moja. Tutaj - gwoli ścisłości - nauką żyje on bardzo rzadko, ale nie o tym ma być ten post. Pamiętacie może, jak kiedyś rozpisywałam się na temat, w jaki sposób dzieciaki starają się czegoś dowiedzieć o nauczycielach? A ponieważ wiele z nich nie ma żadnych hamulców przed zadawaniem nawet najbardziej intymnych pytań, to wynikają z tego przeróżne niecodzienne sytuacje [dla odświeżenia - post pt. "Poznaj belfra swego"]. Dziś też mam dla Was opowiastkę z cyklu wesołych pogawędek Dragonki z małpkami. Miała trochę inny przebieg, ale powód z grubsza ten sam, czyli uczniowska ciekawość.
Nie od dziś wiadomo, że dzieciaki kombinują jak tylko mogą, by zagadać nauczyciela na wszystko jedno jaki temat, byle nie był on bezpośrednio związany z tematem lekcji. Napisano o tym nawet książkę pt. "Sposób na Alcybiadesa", w której młodzieńcy kupili od starszych kolegów sposób na owinięcie sobie historyka wokół palca, między innymi przez sprawienie, by "popłynął", czyli rozgadał się i w rezultacie nie prowadził zajęć. Nie mogę w tym miejscu mówić w imieniu wszystkich belfrów, ale ja - jak na straszną służbistkę przystało - bardzo wyraźnie widzę, kiedy uczniowie próbują ze mną tych sztuczek i całkiem świadomie podejmuję decyzję, czy dać się w to wciągnąć, czy też nie. Jeśli rozmowa w mojej ocenie nie przyniesie żadnych korzyści lub jest zbyt dużo materiału do zrealizowania, to nie ma mowy, bym pozwoliła sobie popłynąć. Ucinam wtedy krótko komentarzem, że to nie jest związane z tematem i spokojnie dalej prowadzę zajęcia.
Kiedy wobec tego pozwalam na dygresje? W Zoo na pewno wtedy, jeśli wynikają z omawianej lekcji. Jeśli którąś małpkę omawiany wiersz czy inny tekst prozatorski zaciekawił do tego stopnia, że chce z własnej, nieprzymuszonej woli dowiedzieć się czegoś więcej, to według mnie nie ma w tej chwili nic świętszego i dokładam wszelkich starań, by udzielić odpowiedzi na pytanie w sposób tak interesujący, jak tylko potrafię. Pytania oczywiście są różne, wszystkie jednak staram się traktować poważnie - choć bywa i tak, że nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi...
JA: W finale monologu Kordiana na Mont Blanc widzimy, jak młodzieniec spływa z góry na chmurce...
UCZEŃ: To co ten Słowacki wcześniej palił?!
JA: Pytanie wcale nie jest takie głupie, bo w jego czasach uzależnienie od opium było sporym problemem. Lekarze przepisywali to świństwo jak aspirynę, nawet matki dzieciom dawały opium "na spokojny sen". [i tu następuje wykład na temat biografii Słowackiego i/lub uwtoru "Lambro", który jest świetnym literackim studium osoby uzależnionej od narkotyków].
JA: Edyp w nagrodę za rozwiązanie zagadki Sfinksa dostał rękę swojej matki.
UCZEŃ: Jak to? Przecież to już musiało być stare pudło!
JA: Niekoniecznie - wtedy ludzie bardzo wcześnie zakładali rodziny, Jokasta mogła mieć więc nawet 13-14 lat, kiedy urodziła Edypa. [tu pojawia się świetna okazja, by podać trochę informacji na temat tego, jak zmieniały się warunki życia człowieka na przestrzeni wieków i jak to wpływało na strukturę rodziny].
Inna kategoria pytań to te, które dotyczą już bezpośrednio mojej osoby. W takie dygresje odpływam już jednak tylko wtedy, kiedy naprawdę jest na to czas - oraz jeśli pytania dotyczą tych kwestii, o których mam ochotę mówić. Rzecz jasna potrzeba tu sporej delikatności i wyczucia, na ile można sobie pozwolić [nie jestem bowiem zdania, że nauczyciel powinien być kumplem ucznia - zdrowy dystans jest wskazany], ale pokazanie dzieciakom, że "belfer też człowiek", ma swoje zalety, a już na pewno w tego typu placówce, jaką jest Zoo.
Z doświadczenia wiem, że sensację budzi odkrycie przez uczniów faktu, że nie posiadam w domu telewizora. Nie inaczej było dziś na lekcji z moją osobistą małpiarnią - nie pamiętam już w tym momencie, dlaczego wyniknął ten temat, ale wyszła z tego całkiem zabawna wymiana zdań.
Sylwia: Dlaczego nie ma pani telewizora? Nie stać pani?
Ja: Nie jest mi potrzebny. Tam i tak nic ciekawego nie ma, a kiedy chcę obejrzeć jakiś film, to mogę na laptopie.
Dawidek: To pani nic nie wie, co się na świecie dzieje!
Ja: Jak to nie wiem? Przecież można obejrzeć wiadomości w Internecie, można poczytać...
Patrycja: Nudno tak. To co pani robi z tym swoim chłopakiem przez cały dzień, jak nie ma telewizora?
Ja: Gramy w scrabble, drażnimy kota, rozmawiamy...
Dawidek: K***, ale jak długo można gadać?! I o czym? Ja to bym zwariował bez oglądania, czasem cały dzień siedzę przed telewizorem...
Patrycja: A seriali pani nie ogląda?
Ja: Nie interesują mnie seriale.
Sylwia: Ale to tak głupio, jak nic nie gra...
Ja: Radio mogę włączyć.
Albert: Pewnie Radio Maryja...
Ja: Akurat pudło - jestem ateistką.
Albert: A co to znaczy?
Ja: To, że nie wierzę w Boga.
Sywia: Czemu pani jest taka dziwna? W Boga pani nie wierzy, telewizora pani nie ma...
Ja [tłumiąc śmiech]: Chyba po to, żebyście uczyli się tolerancji...
I tę pointę zostawiam bez komentarza :)
Cóż, obydwoje jesteśmy dziwni, nie mamy telewizora i z wiarą metafizyczną jakoś dziwnie słabo u nas [w szczególności po dzisiejszej wizycie w szpitalu (dziecięcym)]. Ale cholernie mi to odpowiada Smoku;-))
OdpowiedzUsuńWobec tego - jak to dobrze, że takie dwa dziwadła trafiły na siebie, prawda? :)
OdpowiedzUsuńAle z Ciebie piernik nie na topie! ;)))
OdpowiedzUsuńSama się sobie dziwię. Jak można przeżyć bez oglądania "Tap madl" czy "M jak Mdłości?" :) :) :)
OdpowiedzUsuńMam tak samo :) Tylko nie mam kota i Hipopotama, nie uczę w Zoo i generalnie jestem wierząca...hm...no dobra, mam tak samo, ale trochę inaczej ;)
OdpowiedzUsuńTo bardzo podobnie do nas Mag, mamy podobnie choć inaczej ale tak samo;-))))
OdpowiedzUsuńNo nie bądźmy drobiazgowi... :)
OdpowiedzUsuńPoza tym - Ty to dopiero w ich oczach byłabyś dziwna. Pomyśl ile książek czytasz miesięcznie - i jeszcze chce Ci się o tym pisać dłuuugachne epistoły... No wariatka jakaś :):):)
Nie, no dzięki Drago- od razu mi lepiej :) Kiedyś opoiwiem ci historię jak to się dowiedziałam o tym, że w poprzednim życiu byłam kosmitką. Poważnie! Tak mi powiedział pewien oryginalny lekarz, który leczył energią...
OdpowiedzUsuńChętnie posłucham :) Ja z lubością kolekcjonuję różne arcyciekawe opinie na mój temat. Notabene nie dalej, jak kilka dni temu ktoś - zdaje się, że w mniemaniu tej osoby całkiem serio - wysyłał mnie do psychologa, albo lepiej od razu do psyciatry, to może mi pomogą :) :) :)
OdpowiedzUsuńOpowiem,jak wpadniecie do Wrocławia i będziemy tropić krasnale :)
OdpowiedzUsuń