Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

niedziela, 2 października 2011

Kot zaczepno-obronny

    Jak się można łatwo domyślić, dziś znowu czeka Was post dotyczący Jej Wysokości. Będzie w dodatku ilustrowany materiałem zdjęciowym. Okazja do tego nadarzyła się, bo wylądowaliśmy całą trójką [czyli Smok, Hipek i kot] u Seniorki, tak jak 2 tygodnie temu. Mieliśmy tym razem małej mruczącej niezły ubaw, choć samej Pumie było zapewne średnio do śmiechu.
    Przede wszystkim trzeba Wam wiedzieć, że niestety Jej Wysokość jest przewlekle chora. Co kilka miesięcy robi jej się "coś" na łapkach - wypada jej sierść, skóra zaczyna ją swędzieć, więc biedacwto się drapie, gryzie, w rezultacie czego robią jej się brzydkie rany. Do końca niestety nie wiadomo, co to takiego - diagnozy były już różne, jednak jak na razie żadna strategia leczenia nie okazała się na dłuższą metę skuteczna. Co przejdzie na kilka miesięcy, to powraca. Ostatnio weterynarz skłania się ku wersji, że to jednak na tle pokarmowym. Swoją drogą, czego to nie wymyślą: kot-alergik...
    Mniejsza z tym, w każdym razie tak się złożyło, że dostała nawrotu choroby na kilka dni przed planowanym wyjazdem, w związku z czym Hipek musiał jeszcze w piątek rano lecieć z nią na zastrzyk, a jechaliśmy po południu. Sam zabieg już wiązał się z olbrzymim stresem dla obu zwierzątek, bowiem Puma u weterynarza walczy tak, jak by chodziło o jej życie, więc podanie jej lekarstwa można spokojnie porównać do wsadzenia głowy w paszczę lwa. Natomiast zastrzyk ma takie działanie uboczne, że przez jakiś czas po jego zaaplikowaniu Jej Wysokość jest otępiała [niewykluczone poza tym, że w ten sposób też odreagowuje stres związany z wizytą u lekarza]. W następstwie tego przez całą sobotę nie była sobą, co objawiało się w dość zabawny sposób.
    Pamiętacie, jak opisywałam Wam kocią rodzinkę, która zadomowiła się w posiadłości Seniorki? [kto nie kojarzy, może spojrzeć tutaj]. Przychodzą rzecz jasna w dalszym ciągu, choć nie zawsze są wszystkie na raz - kocia mamusia oraz trzy maleństwa. Naturalnie zawitały i tym razem. Okazało się jednak... że Jej Wysokość się ich bała! Syczała zza szyby na zabiedzone, chude maleństwa, które spokojnie mogłaby zjeść jednym chapnięciem, ale kiedy przyszło co do czego, to nawet nie miała odwagi wyjść z domu :) Prawie całą sobotę przesiedziała w środku, a kociaki bezwstydnie panoszyły się po podwórku i wygrzewały na słoneczku. Puma stała się więc typowym kotem zaczepno-obronnym: czyli najpierw zaczepia, a potem trzeba jej bronić :)
    Na szczęście w niedzielę doszła do siebie i uratowała honor. Maluchy zawitały co prawda na śniadanie [i zdążyły je zjeść], ale potem najwyraźniej musiała je nieźle pogonić, bo jak polazły, tak nie pokazały się aż do naszego wyjazdu.

    A na zakończenie obiecany materiał zdjęciowy :)

"Dzień dobry. Przyszliśmy na obiadek..."


Wyżerka


Kocia surykatka


"Pojadłam, teraz czas na drzemkę."


Jej Wysokość jako pani na włościach


A to wschód słońca nad posiadłością Seniorki

9 komentarzy:

  1. Ty się śmiej, ale ja miałam szczura-alergika. Był uczulony na trociny i białko i chodziłam z nim na zastrzyki!
    Kocia surykatka- padłam! Ech, jak ja tęsknię za Czesiem. A Puma pewnie jeszcze na początku odczuwała skutki zastrzyku dlatego była taka strachliwa,ale narkotyk zszedł i Jej Wysokości wrócił charakterek :)
    Pięknie tam macie! Pozdrowienia dla Seniorki

    OdpowiedzUsuń
  2. Pumisko też prawdopodobnie jest uczulona właśnie na niektóre rodzaje białek - dostała jakąś specjalistyczną karmę i mamy ją obserwować. A jutro Hipek idzie z nią na następny zastrzyk...

    No pięknie pięknie - mają tam :) Świetnie się tam odpoczywa i zawsze za krótko. A Seniorka pozdrowienia sama przeczyta. Bo to kochana Seniorka jest :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytała i dziękuje:))
    Obu damom.
    S.

    OdpowiedzUsuń
  4. Więc nie tylko nasze Bydlątko takie odważne przy drzwiach i przez balkon. Wystarczy, że znajdzie się krok za progiem i już zaczyna cienko śpiewać ;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. E nie, Pumisko zwykle jednak odważne, wtedy było "na prochach", a więc nie do końca poczytalne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje dwa młodsze to alergicy. Współczuję ,bo trzeba sporo czasu żeby wykluczyć alergen ...
    Niezłe przygody mieliście ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaczniemy jej powolutku wprowadzać po jednym składniku do diety. Na razie już 3 tydzień jest tylko na karmie dla alergików. Plus taki, że dzięki temu zrzuciła trochę "torby kangura", bo nawet jej się jeść nie chce.

    OdpowiedzUsuń