A zatem:
1) Puma, która właśnie powróciła z listopadowego "wygnania" u Mojej Psiapsiółki, mało nie spadła z parapetu ze zdziwienia, kiedy po odsłonięciu rolet w pokoju zapanowała dziwna jasność... Widocznie biedactwo zapomniało przez rok, jak wygląda śnieg. A zwłaszcza TAKA jego ilość.
2) Jako osoba przewidująca i obowiązkowa, wyjechałam do pracy wcześniej niż zwykle. Droga do Zoo zajmuje mi średnio godzinę w jedną stronę, a dziś słusznie spodziewałam się kłopotów wydłużających jeszcze ten czas. I rzeczywiście - awaria spowodowana jakimś spięciem elektrycznym posłała wszystkie tramwaje w cholerę, czyli nie na tę pętlę, co zwykle. Zmusiło to Dragonkę do polowania na lokalne autobusy i tłuczenia się osiedlowymi uliczkami, które na szczęście cudem jakimś były przejezdne.
3) Zoo generalnie ma kłopoty z ogrzewaniem, ale dziś, po całym weekendzie niegrzania, pobito już chyba wszystkie rekordy. Nim uruchomiona przeze mnie niezwłocznie w pokoju nauczycielskim farelka spełniła swoje zadanie, to nawet nie usiłowałam zdjąć kurtki. Zapewniam, specjalnej różnicy temperatur między tym, co na dworze, a tym, co w budynku, nie zaobserwowałam :)
4) Frekwencja o 8 rano w szkole: 2 uczniów, 4 nauczycieli... Tak tak, na CAŁĄ SZKOŁĘ...
5) Małpiątka z drugiej gimnazjum w ramach "żarciku" zostawiły podczas dużej przerwy otwarte okno w ich sali. Rezultatem była regularna powódź - na szczęście nie u mnie, ale cała lekcja historii minęła im na ścieraniu z podłogi wody [warstwa miała grubość kilku centymenrów]. Nauczycielka wściekła, ubaw po pachy... Na polskim zostało "tylko" ustawianie ławek i krzesełek.
6) Wracając do domu odkryłam, że moje butki zimowe przemakają, wypadałoby zatem kupić nowe, skoro to dopiero początek zimy. Tjaa... chyba za biedronki, tym bardziej, że święta idą. Wróciłam do domu przemarznięta i ze stopami o temperaturze sopli lodu. Teraz czekam, czy się w związku z tym przeziębię, ale znając mojego pecha, to pewnie nie. Czemu pecha? Nawet sobie nie wyobrażacie, jak chętnie poszłabym na jakieś zasłużone L4 :)
Trzymajcie się ciepło, Robaczki. I żeby nie było - ja tak w ogóle lubię zimę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz