Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

środa, 10 listopada 2010

Co u Havranka?

   W poście "Zdrowotna spychologia" opisywałam zmagania z naszą ukochaną państwową służbą zdrowia w kontekście zagrożenia gruźlicą. Poznaliście tam mojego przyjaciela i jednocześnie współlokatora: intelektualistę-suchotnika :) Jest to osoba z wszech miar nietuzinkowa i na pewno będę jeszcze wielokrotnie o nim wspominała. Na razie jednak spieszę z doniesieniami na temat jego stanu zdrowia, bo moi czytelnicy co jakiś czas wyrażają zaniepokojenie jego stanem. Dziś więc króciutki tekst pt:

"No co z tym Havrankiem?!"

   Otóż, panie i panowie, pacjent będzie żył :) Pierwsze 3 tygodnie spędził w szpitalu w izolatce, a wstęp do niego miały jedynie osoby, które przywdziały fartuchy i maski. Notabene, tak zwyczajne czynności jak prysznic, w jego przypadku zamieniały się w skomplikowaną pod względem logistycznym operację. Pacjenci i personel całego piętra byli zamykani w salach, a po Havranka przychodziła zabezpieczona fartuchem i maską pielęgniarka, która prowadziła go do łazienki. Tam nieszczęśnik dokonywał ablucji, po czym był odprowadzany do swojej izolatki. Kiedy już się w niej na powrót znalazł, następowała dezynfekcja korytarza i łazienki za pomocą specjalnej lampy niszczącej bakcyle gruźlicy. Dopiero wtedy siostra mogła wypuścić innych chorych oraz pielęgniarki, a życie oddziału wracało do normy...
   Po 3 tygodniach zapadła decyzja, że chory może kontynuować leczenie w warunkach domowych. Umożliwia to "ukształtowanie terenu", ponieważ rodzice Havranka mają domek jednopiętrowy, odizolowali więc nieszczęśnika - niczym księżniczkę na wieży - na górze, a sami przenieśli się na parter. Przebywa tam do dnia dzisiejszego, choć od niedawno dopiero zdjęto mu nakaz ścisłej izolacji i może już przyjmować gości [tzn. nie zaraża już gruźlicą]. Ma w planach opuścić domowy szpital w połowie grudnia, ale to zalezy od tego, jak szybko będzie nabierał sił.
   A osłabiony jest bardzo... Gruźlica wyżarła mu w płucu dziurę 3 na 4 cm, a do szpitala trafił z 15 kilogramami niedowagi. Leczony jest końską dawką antybiotyków [bierze 19 tabletek dziennie...] i tak będzie przez co najmniej pół roku. Ma w planach sprawienie sobie laski, by się tak nie męczyć przy chodzeniu. Z tym rekwizytem zresztą będzie niezły numer, bo Havranek nie byłby sobą, gdyby nie wynalazł czegoś pasującego do jego image'u "groźnego czarnego zakapiora" :) Ubiera się wyłącznie na czarno, a jesienią i zimą zwykł nosić czarny, skórzany płaszcz. Laska ma zatem być czymś w rodzaju cienkiej, wojskowej szpicruty... Nie jest wcale prosto coś takiego namierzyć, ale Havranek nie należy do osób, które łatwo sie poddają :)
   Tak czy inaczej, suchotnik wraca do zdrowia. I wypada mieć nadzieję, że choroba zmusi go, by zaczął regularnie jadać i się wysypiać. Nie samą pracą żyje człowiek, a co dopiero gruźlik...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz