Kinga nie należy do najbardziej lotnych osób, w dodaktu choruje na chronicznego lenia i ciężko ją zapędzić do jakiejś aktywności związanej z tematem lekcji. Jest też dość infantylna i bywa, że nie mam pojęcia, jak z nią rozmawiać, kiedy zaczyna zachowywać się jak mała dziewczynka (łącznie z naśladowaniem głosu dziecka i seplenieniem) albo domagać się, by ją tak traktowano. Wyobraźcie sobie atrakcyjną, 16-letnią blondynkę, która kładzie się na ławce i prosi, by jej zaśpiewać kołysankę - albo podchodzi i zaczyna zaplatać nauczycielce warkoczyki "bo będzie pani słooodko wyglądała"... Nigdy jednak nie była w stosunku do mnie chamska, złośliwa czy wulgarna, tzn. jej "numery" nie były obliczone na to, by mi zrobić przykrość, nie były atakiem.
No cóż, do wczoraj... Miałam z Kingą dwie lekcje i od początku wyraźnie widać było, że "coś ją ugryzło". Przez pierwsze 15 minut próbowałam ją skłonić, by zajęła się tematem, ale wyraźnie dała do zrozumienia, że ani myśli robić cokolwiek (położyła się na ławce okraszając komentarz kilkoma bluzgami), więc dałam jej spokój informując, że jeśli nie zmieni zdania, to skończy się to jedynką. Nie specjalnie ją to obeszło - siedziała nic nie robiąc przez całą pierwszą godzinę i pół drugiej, a ja konsekwentnie wstawiłam jej tę gałę. I tak by się pewnie zajęcia zakończyły, ale pod koniec chyba się Kinga znudziła, więc zaczęła przeszkadzać koleżance z sąsiedniej ławki rysując jej po zeszycie, zabierając telefon, szturchając itp. Panienki zaczęły się kłócić, Kinga głośno bluzgać, a ja po kilku upomnieniach zagroziłam, że wlepię jej uwagę. Na co usłyszałam: "No i se wstawiaj, ch*** z tym, pier*** mi to" - i kilka jeszcze innych tego typu uroczych komentarzy. Spojrzałam więc na nią smutno, a cały przebieg lekcji opisałam drobiazgowo w ich klasowym zeszycie, który pokazałam wychowawczyni.
O zajściu zdążyłam zapomnieć (uwierzcie, takie wybuchy Małpiątek w Zoo są na porządku dziennym...) - aż tu mi dziś na lekcję z moją klasą zaraz po dzwonku przychodzi Kinga. I swoim starym infantylnym głosem oświadcza, że chce mnie przeprosić: "bo byłam wczoraj podkur*** na maksa, a jeszcze mnie Natalia wkur***, a pani się niepotrzebnie wcięła... No nie chciałam no... Damy se buzi?". Mojej klasie lekko szczęka opadła (no i dobrze, niech widzą, że za złe zachowanie trzeba przeprosić), ale mnie udało się zachować kamienną twarz i odpowiedzieć, że w porządku, przeprosiny przyjmuję i mam nadzieję, że Kinga będzie w przyszłości bardziej panować nad swoimi emocjami. Dodałam, że uwagi nie skreślę (byłoby to szalenie niepedagogiczne), ale zrobię adnotację, że uczennica przyszła następnego dnia i przeprosiła. To chyba Kingę uspokoiło, bo swoim starym zwyczajem rozczochrała mi włosy i poleciała.
Nio. Nic tak nie poprawia humoru, jak ludzkie odruchy u Małpiątek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz