Jeśli widzisz ten post, Drogi Czytelniku, to znaczy, że szczęśliwie udało Ci się odebrać moje zaproszenie, z czego się naprawdę bardzo cieszę. Mam nadzieję, że te drobne niedogodności - czyli konieczność logowania się - nie spowodują, że będziesz tu zaglądać rzadziej. Poza tym, że blog musiał stać się prywatny, to przecież nic się nie zmieniło. Smok został Smokiem, Zoo stoi, jak stało, a małpki nie zmądrzały... :)
W kwestii technicznej: wiem, że nie ma żadnego problemu z tymi z Was, którzy wysłali mi adres mailowy z platformy gmail. Co do pozostałych, to z opisu wynika, że będą się musieli tam zarejestrować, choć nie wiem, jak to rzeczywiście wygląda w praktyce. W razie trudności piszcie do mnie, to postaramy się coś wymyślić. Przepraszam za ewentualne problemy, ale nigdy nie miałam zahasłowanego bloga i dopiero uczę się, jak to wszystko funkcjonuje. Myślę, że pierwszy tydzień będzie trochę wariacki, a potem wszyscy przywykniemy.
Rozważam też wprowadzenie jednego dnia w tygodniu "otwartego dla publiczności", czyli takiego, w którym wyłączałabym opcję uprywatnienia witryny. Wstępnie mam pomysł, by była to niedziela. Tego dnia na blog można by zaglądać na starych zasadach, czyli bez logowania. Byłoby to jakieś wyjście dla tych z Was, którzy nie odnajdą się w nowych zasadach [choć mam mimo wszystko nadzieję, że jakoś to jednak będzie, kiedy się przyzwyczaimy...], a także możliwość, byście np. mogli pokazać bloga swoim znajomym. Jak już pisałam, wcale nie zależy mi na odcięciu się od świata, bo w końcu po to zamieszczam te moje wypociny, by ludzie je czytali. Gdyby nie względy bezpieczeństwa wolałabym dalej mieć bloga publicznego - ale jest jak jest i trudno.
A tymczasem - cieszę się ostatnim dniem wolnego. Urządziliśmy sobie z Hipkiem w Noc Sylwestrową maraton z "Władcą Pierścieni" [zasnęliśmy w połowie ostatniej części, więc zaraz nadrobimy stratę] i pooglądaliśmy przez okno sztuczne ognie. Rano wstaliśmy, zrobiliśmy noworoczne sprzątanie Pomarańczowej Pieczary, a teraz to już będziemy się tylko i wyłącznie obijać. Cicho, spokojnie, sielsko i anielsko.
A co... Przecież nie ma obowiązku imprezowania - choć jak ktoś chce, to można :)
W końcu się ujawniam i spieszę donieść, że z zaproszeniem wszystko się udało - konto google założone bez problemów, a więc nadal mam zamiar być wierną czytelniczką ;)
OdpowiedzUsuńDecyzję zahasłowania bloga w całości popieram i trzymam kciuki, żeby nowe rozwiązanie się sprawdziło ;)
Cieszę się, że trafiłaś. I zostań jak najdłużej.
UsuńPozdrawiam i wszystkiego dobrego w Nowym roku.
ja również już się zalogowałem, mimo że mam konto na poczcie która rzekomo miała współpracować z Google, ale jak zwykle wszystkie technologie sprzysięgły się przeciwko mnie;)
OdpowiedzUsuńZłośliwość rzeczy martwych to coś, na co zawsze można liczyć :)
Usuńwitam w nowym roku na nowych zasadach. a skoro tyle nowości to i ja się odzywam zamiast tylko czytac i czytać ;) pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńp.s. my też Sylwestra spędziliśmy "filmowo-leniuchowo" :)
Takie Sylwestry są bardzo fajne :)
UsuńOdzywaj się jak najczęściej, bo ten blog żyje dzięki Czytelnikom.
Pozdrawiam noworocznie.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
OdpowiedzUsuń(i przy okazji sprawdzam komentowanie anonimowe)
Alpha Centauri
Dziękuję i wzajemnie.
UsuńA skoro komentowanie działa i ma się dobrze, to zapraszam tak często, jak się tylko da :)
Dziękuję za udostępnienie,
OdpowiedzUsuńale pierwszy raz wchodzę na zaproszenie :-)))
Szczęśliwego Nowego Roku!
Zawsze musi być ten pierwszy raz :)
UsuńFajnie, że jesteś.
Melduje poslusznie, ze znowu jestem :) Ja tez mialem zahaslowanego bloga (nowego) ale po jakims czasie go odhaslowalem, kiedy ludzie sie przyzwyczaili. Kazdy musi przez to przejsc. Tez mialem maraton Wladcy, (w wersji rozszerzonej, po hiszpansku :P) ale mialem go rozlozony na 2 weekendy, a wczesniej byl Hobbit, czesc I. Nie ma to jak maratony, np. Almodovara ;)
OdpowiedzUsuńCzesc pracy rodacy i najlepszego w Nowym Roku!
Przypomniały mi się nasze maratony.
UsuńTen z "Władcą" - bo nic innego wtedy nie dałeś rady oglądać.
I ten z Almodovarem - u mnie, niedoszły, bo na niego nie dotarliśmy do kina :) :) :)
Banał powiem, jak ten czas szybko leci...
Uff, e końcu się udało :)
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam
cytrynka
Bardzo dziękuję za wytrwałość i wyrozumiałość.
UsuńMacham skrzydłem :)
I ja tu jestem i zaległości nadrabiam :)
OdpowiedzUsuńDziś akurat niedziela, dzień otwarty :)
UsuńAle mam konto googlowe, już raz mi się udało z jego użyciem :)
Usuńdziękuję
OdpowiedzUsuńA to Ty nie dostałaś zaproszenia? Nie doszło?
UsuńMelduję, że jestem! Nie wiem tylko, czy się wyświetlę jako ja, bo mam dwa konta na gmail i już sama nie wiem, z którego weszłam. Jakby co, to mówiłam ja, Synafia.
OdpowiedzUsuńWażne, że jesteś, wszystko jedno, na którym koncie.
Usuń