Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

wtorek, 22 stycznia 2013

Ciasto Teściowej

    Miałam dziś opublikować drugi post z serii "Dlaczego Dragonka jest przeciwniczką kar cielesnych", ale szczerze mówiąc mój mózg aktualnie nie nadaje się już do prowadzenia dłuższych i jednocześnie logicznych wywodów. Od wczoraj bowiem grzebię się w nikomu niepotrzebnej, papierkowej robocie. Wspominałam już, że "szkoła lubić papierki"? Toteż właśnie zlecono mi przeprowadzenie i opracowanie ankiety dotyczącej wzajemnych relacji wychowawca-rodzic w naszej placówce. Wiadomo, że nikt tego nie będzie czytał. Wiadomo, że nikt z tego wniosków nie wyciągnie. Wiadomo, że to robota głupiego i psu na budę potrzebna. Ale - w razie nalotu z kuratorium - papierki muszą być, a zatem Dragonka na polecenie Głównej Szefowej je produkuje. 10 stron tabeleczek, wykresików i rozmaitych diagramów sporządzonych w Excelu oraz opatrzonych mądrze brzmiącym komentarzem. Bleee... Właśnie skończyłam się z tym babrać, ale uwierzcie mi, że nie dam dziś rady napisać dla Was nic naprawdę rozsądnego.
    Aby Was jednak nie zostawiać całkiem na lodzie, mam tutaj przepis na kolejne ciasto. Nazywa się ono oryginalnie - nie wiedzieć czemu - "Regan", ja jednak przechrzczę je na "Ciasto Teściowej", jako że przepis otrzymałam dzięki uprzejmości Mamy Hipopotama, którą w tym miejscu gorąco pozdrawiam. Wypiek bardzo prosty, bardzo szybki, efekt murowany. Dodam jeszcze, że dzisiejszego dnia wyrobem owego specjału zajął się nie kto inny, tylko Błotny Ssak :)

CIASTO TEŚCIOWEJ

SKŁADNIKI:
5 jajek
"kopiata" szklanka cukru
1 szklanka oleju
3 szklanki mąki tortowej
2 łyżki kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 kg jabłek (słodkich i twardych, pokrojonych w drobne plasterki)
zapach cytrynowy




Jajka z cukrem dobrze zmiksować, potem powoli, stopniowo dodawać olej, mąkę, zapach i proszek do pieczenia, a na końcu kakao. Następnie wsypać jabłka i dokładnie wymieszać łyżką. Nie przejmować się nic a nic tym, że ciasto wychodzi tak gęste, że tę łyżkę można w nim postawić [ja sama, gdy piekłam "Regana" po raz pierwszy, to przestraszona dzwoniłam do przyszłej Teściowej z pytaniem, czy czegoś nie schrzaniłam...]. Tak ma być i już :)
Masę przełożyć do przygotowanej blaszki. Piekarnik rozgrzać do 100 stopni, włożyć ciasto, zwiększyć temperaturę do 180 stopni i piec ok. 50 minut. Ot i cała filozofia.
No to kto się skusi? :)



7 komentarzy:

  1. tak mi sie przypomnialo, jak ratowalismy mloda kapuste na parapetowke... he he he... A jesli chodzi o jableczniki, to polecam rowniez przepis Rudej (o, tutaj: http://rudawkuchni.blogspot.com.es/2012/10/jabka.html )... juz nie bede taki i nie bede przeklejal calego przepisu. Sprawdzona przeze mnie, prosta i z mnostwem jablek. Szczerze mowiac, to ''szarlotki'', ktore sie sprzedaje w Hiszpanii, to kolo jablek chyba nawet nie staly. Pare plasterkow jablka na placku z ciasta francuskiego, moze z odrobina galaretki czy innego badziewia, oni nazywaja ''pastel de manzana''. A kysz! Przepadnij! Szarlotka od Rudej zrobila tutaj furore. A Ciasto Tesciowej idzie do kolejki, zaraz po Ciescie Trojczekoladowym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co jak co, ale polska kuchnia jest naprawdę nieziemska. Hiszpania się chowa :)
      Tyyy, a ja nie pamiętam, jak ratowaliśmy kapustę. Pozdrowienia dla kolegi Aloisa... Pamiętam tylko, jak ratowaliśmy przypalony garnek. No i saletrę w naleśnikach.

      Życzę w takim razie smacznego Ciasta Teściowej - i żeby nie zamieniło się w Zemstę Teściowej :)

      Usuń
  2. hahahahaha... mloda kapusta... tjaaaa... najpierw walnelismy pol lyzeczki kwasku cytrynowego a potem zadzwonilismy do mamy, z pytaniem ile dodac... odpowiedz brzmiala: ''na czubku noza''... to potem dodawalismy cukru... tjaaaa... A Zemsta Tesciowej musi miec duzo kremu i stac kolo jajek... wiec Ciasto Tesciowej nie powinno sie w nia zamienic... chyba ze chodzi o Moja Tesciowa, to by mnie wcale nie zdziwilo... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps: nie pamietam saletry w nalesnikach... hahahahaha... Moj Alois odpozdrawia Twojego :)

      Usuń
    2. Alois przyjmuje pozdrowienia :)
      Zostawiłeś mnie na gospodarstwie, kiedy byłeś w pracy, a ja na obiad zrobiłam naleśniki. Smakowały, fajne, ale trochę zostało, więc następnego dnia postanowiłam, że dorobię tyle, by było na drugi obiad. Tym razem mi asystowałeś... i ze zdumieniem zauważyłeś, że chciałam dodać saletry, która stała sobie w pojemniczku na blacie i wyglądała zupełnie tak samo, jak sól :) Oczywiście poprzedniego dnia użyłam "tego czegoś" w błogiej nieświadomości...

      Usuń
    3. HAHAHAHAHAHAHA, rzeczywiscie :) ale za to zobacz, jak milo podzielic sie wspomnieniami :)

      Usuń
    4. Przynajmniej dopóki nie wkroczy kolega Alois...

      Usuń