Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

sobota, 12 stycznia 2013

Małpki nr 14 i 15 - Sid i Nancy

    Dziś będzie o Dorocie i Sławku i uprzedzam lojalnie z góry - nie będzie to ani historia wesoła, ani z happy endem, przynajmniej jak na razie.
    Ową parę uczę już trzeci rok [czyli odkąd jestem w Zoo]. Chodzili do pamiętnej klasy Jadzi, czyli tej, która - jak może pamiętacie - była przez wychowawczynię potwornie rozpuszczona i w związku z tym pozwalała sobie na przeróżne, mniej lub bardziej chamskie numery. Ale to tak w ramach dygresji, bo akurat dla sprawy Doroty i Sławka nie ma to większego znaczenia. Oboje są nawet jak na realia Zoo starymi końmi, mają już bowiem po 19 lat. On wysoki, nawet dość przystojny, szczupły i bez wątpienia inteligentny. Ona niska, niezbyt ładna i niestety też z wyraźnie ograniczonymi możliwościami umysłowymi. Są razem "od zawsze" [a na pewno jeszcze wcześniej, niż zaczęłam uczyć w naszej przeszanownej placówce]. Żeby było jeszcze ciekawiej, to mieszkają też razem u Sławka i to od dłuższego czasu, zanim oboje osiągnęli pełnoletniość. Powodem ich opóźnienia edukacyjnego od początku było niechodzenie do szkoły [bo przecież jeśli dwoje nastolatków będących w związku "legalnie" mieszka ze sobą, to mają ciekawsze rzeczy do roboty, niż zawracanie sobie głowy szkołą...], ale jakoś udawało im się prześlizgnąć z klasy do klasy w trybie kilku egzaminów poprawkowych i klasyfikacyjnych. Sławek przy swojej inteligencji zdawał je bez trudu, a Dorota uwieszając się na nim i niejako siłą rozpędu wyrabiała się na "dopalacze". I tak to się toczyło do zeszłego roku, kiedy to dziewczyna zaszła w ciążę. Poród i opieka nad noworodkiem całkowicie ją wykosiły z życia szkolnego [czemu akurat trudno się dziwić], ale że przy okazji uczęszczanie na zajęcia całkowicie olał też i młody tatuś, to oboje na koniec roku nałapali tyle enkaeli, że w żaden sposób nie dało się nic z tym zrobić. W efekcie powtarzają trzecią klasę gimnazjum - a tak się złożyło, że wszystkie "spady" po Jadzi wylądowały w mojej Muppeciarni. Nota bene do szkoły nie chodzą dalej [z jakich powodów - o tym będzie niżej], wszystko więc wskazuje na to, że historia się powtórzy.

    Brzmi romantycznie? Młodzi, zakochani, którzy są ze sobą od zawsze, a teraz jeszcze mają w domu różowiutki, słodziutki i pulchniutki owoc swojej wielkiej miłości? Tjaaa... Gdyby to był film amerykański, to pewnie tak by to wyglądało. Ale tu jest Zoo, Polska, szkoła dla trudnej młodzieży. Tu życie nie głaszcze po główce, tylko daje z plaskacza w twarz. Albo nawet z całej pięści.
    Przyjrzyjmy się zatem, jak ta historia wygląda od środka. Zacznijmy od Dorotki - której ojciec-alkoholik długie lata znęcał się nad żoną i córką, dopóki połowicy nie udało się go wykopać z domu [nie znam szczegółów dotyczących tego, jak się to stało]. Dziewczę zatem wzorzec mężczyzny z domu rodzinnego wyniosło nader nieciekawy, a do tego - jak już wspomniałam - nie grzeszy ani przesadną urodą, ani inteligencją. No i rzecz jasna sama też nie stroni od alkoholu, bo i po co...
    A Sławek? Oboje rodzice alkoholicy. Tatuś nie zdążył się zapić, bo miał śmiertelny wypadek w pracy [swoją drogą, o co zakład, że był wtedy pod wpływem...?]. Mamusia żyje i ma się świetnie. Sławek natomiast wyrósł na sprytnego [inteligencja!], a wręcz cwanego młodego człowieka, mającego wyraźne problemy z hamowaniem agresji. Czemu wybrał Dorotę, skoro jest głupia i ma bardzo przeciętny wygląd? Przypuszczam, że właśnie dlatego - ponieważ stawia ją to na niższej pozycji, a w tej sposób bardzo łatwo mógł sobie ją owinąć wokół małego palca. I rzeczywiście, partnerka wpatrzona jest w niego jak w obrazek i nie daje powiedzieć o nim złego słowa.
    A byłoby co powiedzieć - ponieważ mówiąc bez owijania w bawełnę, Sławek ją bije. Sama kilka razy widziałam, jak przychodziła do szkoły z podbitymi oczami albo z sińcami na przedramionach - i to nawet wówczas, gdy była w ciąży. Nikomu jednak nie da się pomóc na siłę, a Dorota, najwyraźniej uzależniona emocjonalnie od Sławka, nie jest zainteresowana zmianą swojej sytuacji. Próbowały jej przemówić do rozumu i Wiceszefowa, i obie panie pedagog, żeby chociaż dała sobie założyć Niebieską Kartę na policji - bez skutku. Dorota zawsze, jak na typową ofiarę przemocy przystało, znajdzie sposób, aby Sławka usprawiedliwić, a jeśli ją się przyprze do muru, to sama robi się agresywna i wulgarna, byle by ją tylko rozmówca szybciej zostawił w spokoju. I tak to się ciągnie swoim tempem: mieszkają sobie wspólnie razem Sławek, jego mamusia i Dorota, przepijając pieniądze, które dostają z pomocy społecznej lub zarobią na czarno. A malutka Marysia obserwuje wszystko przez szczebelki łóżeczka...

    Wspominałam, że ani Sławek, ani Dorota również w tym roku szkolnym nie uczęszczają na zajęcia, bowiem w wakacje miało miejsce bardzo przykre wydarzenie:
    - wersja oficjalna: kiedy wracali wieczorem do domu, napadła ich grupa wyrostków, którzy ich dotkliwie pobili i zabrali wszystkie wartościowe rzeczy, które para miała przy sobie,
    - wersja nieoficjalna: [którą znam od Wiceszefowej, posiadającej swój wiarygodny wywiad środowiskowy...] grupa bandziorów, która ich napadła, nie była przypadkowa, tylko miała porachunki ze Sławkiem. A żeby było jeszcze ciekawiej, to w trakcie całego zdarzenia Sławek uciekł, zostawiając Dorotę samą. Nota bene dziewczyna w wyniku pobicia lekko kuleje do dziś, bo napastnicy pocięli jej nożem nogi.

    Do listopada oboje byli na zwolnieniach lekarskich, które do szkoły dostarczyła matka Sławka, ten okres mają zatem legalnie usprawiedliwiony. Potem jednak zwolnienie się skończyło, a parka się w szkole nie pojawiła - i to pomimo toczącego się przeciw nim postępowania o ograniczenie praw rodzicielskich wobec córki [tę wiadomość mam od Pedagożycy].
    Czas na epilog. Otóż w pierwszych dniach stycznia zjawiła się u mnie matka Sławka usilnie dopytując, jaka jest w tym momencie szansa, by Sławek i Dorota uratowali rok szkolny. Okazuje się bowiem, że MOPS chce im zakręcić kurek z pieniędzmi - są pełnoletni, więc albo się uczą, albo im żadna pomoc nie przysługuje... [a do tego przecież nie można dopuścić, bo za co cała trójka będzie piła?]. Ze łzami w oczach - dosłownie, bo nie macie pojęcia, jakie ta kobieta potrafi robić teatrum koło siebie - odmalowała mi ich trudną sytuację materialną i zdrowotną oraz zapewniała, że już ona przypilnuje, by w drugim semestrze chodzili do szkoły.
    Tjaaa... Od tamtego czasu w Zoo pojawiła się tylko Dorota, chociaż też tylko na wybranych zajęciach - w sumie uzbierałoby się wszystkiego może 2-3 pełne dni. Siedziała cicho, grzecznie, nie odzywała się i tylko karnie gryzmoliła w zeszycie. Jeśli zacznie pojawiać się częściej, to może jakimś cudem się ją przepchnie na "dopalaczach". Ale mówiąc szczerze to wątpię, by wystarczyło jej zapału do końca czerwca.
    Sławek natomiast nie pokazał się ani razu. Bo i po co?

    Mój komentarz? Mam nadzieję, że jak najszybciej zabiorą im prawa rodzicielskie do Marysi - tak, aby dziecko miało szansę na adopcję i normalne życie. A jeśli nie, to pewnie będę ją uczyła w Zoo za te kilkanaście lat.

6 komentarzy:

  1. Smutna historia, ale jakże bliska. W całej sytuacji najbardziej szkoda jest dziecka, które widzi i odbiera nieprawidłowe wzorce. Ja również mam nadzieję, że dziecko znajdzie normalną rodzinę, a Dorota wyrwie się ze szponów tego tyrana. Swoją drogą nigdy nie zrozumiem dlaczego ofiary przemocy tak bronią swoich oprawców...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej historii to szkoda mi każdego z nich - w końcu Sławek i Dorota mają dopiero po 19 lat, czyli to jeszcze gówniarze. Sławka też mi szkoda, mimo że już jest sukinsynem - ale jak ma nie być, skoro de facto wyrósł w melinie?
      Co do ofiar przemocy - tego się nie da zrozumieć "na głowę", bo to kwestia emocji, takiego poczucia bezradności, strachu. A w przypadku Doroty dodatkowa kwestia, że ona z domu wyniosła wzorzec mężczyzny, który bije i którego trzeba się bać. Została nauczona, że tak ma być i koniec.
      Zgadzam się z Tobą w zupełności - oby Marysię im jak najszybciej zabrali. Inna sprawa, że dziewczynka i tak może mieć duże problemy, nawet, jeśli ją adoptują normalni ludzie. Przecież Dorota na 100% piła w ciąży [o papierosach nie wspomnę - powiedziała mi kiedyś na korytarzu całkiem serio, że pali... bo chce urodzić małe dziecko!]. Wcale się nie zdziwię, jeśli dziewczynka ma FAS lub inne uszkodzenia związane z zatruciem alkoholem.

      Usuń
  2. Straszna historia. Dorota powinna z dzieckiem odejść od tego kata. A jak nie to dziecko, rzeczywiście powinno trafić do adopcji. Przecież ono nie ma szans na normalne życie w takiej patologicznej rodzinie :(
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na moje oko niestety Dorota też już jest "stracona" - nie będzie umiała temu dziecku przekazać odpowiednich wzorców [bo skąd ma je znać?]. Poza tym nie należy zapominać, że sama pije, choć trudno mi ocenić, czy już jest alkoholiczką. Dla Marysi jedyną szansą jest adopcja.

      Usuń
  3. Oby dziecko znalazło normalny dom...

    Ofiar przemocy nigdy nie da się zrozumieć.

    Trzeba swoje przejść w życiu, wtedy pewnie będzie łatwiej.

    Mam znajomą, której udało się wyrwać ze szponów oprawcy (dosłownie). Bardzo długo dochodziła do siebie, a teraz żyje w miarę normalnie, przynajmniej stara się.
    Druga znajoma ma to dopiero przed sobą. Po raz kolejny dała się zwieść, że ten "miesiąc miodowy" będzie trwał już wiecznie. Najgorsze jest to, że niedawno urodziła dziecko i jest kompletnie zależna finansowo, ale pewnie i psychicznie od męża. Mam nadzieję, że uda jej się podjąć najlepsze decyzje dla niej i dziecka. Trzeciej znajomej dla odmiany udało się "zmienić" swojego oprawcę na tyle, że są w stanie żyć pod jednym dachem i razem wychowywać dzieci. Na pewno nie jest to rodzina "wzorowa", ale mimo to, mojej znajomej udało się dokonać rzeczy niemożliwej.

    Przemoc rodzi przemoc, to a pro po Twoich innych postów. I niestety nic nie da się zmienić w tym temacie... a szkoda. Może Twoja utopia kiedyś się spełni. Życie / Świat bez przemocy, agresji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemoc to bardzo trudny temat - jeśli trwa długo, to robi z mózgu ofiary sieczkę i dlatego osobie z zewnątrz, która nie posiada wiedzy o mechanizmach przemocy, trudno to pojąć. Nie chcę się w tym momencie za dużo wymądrzać, ale można o tym poczytać, tzn. o roli ofiary i sprawcy.
      Ciężko jest ofierze przemocy samej wyrwać się z tego, najczęściej potrzebuje jakiegoś impulsu. Niestety jednak musi zrobić to sama. Można pomóc podsuwając jej np. adresy, gdzie się może udać, zapewniając jej bezpieczeństwo - ale decyzję o "postawieniu się" oprawcy musi podjąć sama. Tak jest właśnie w przypadku Doroty: można z nią próbować rozmawiać, można jej mówić, gdzie się może zgłosić, ale jeśli sama tego nie zrobi, to niewiele można jej pomóc.

      Usuń