Wracając do historii Pana Wrzoda, to niestety w dalszym ciągu musimy znosić jego obecność w Zoo, aczkolwiek w kwestii pozbycia się tego delikwenta, to zdecydowanie jesteśmy bliżej, niż dalej. Oczywiście nie uspokoił się nawet na moment - to zdaje się u niego niewykonalne. Dopóki jednak albo go na czymś nie złapiemy, albo nie dostaniemy "oficjalnej skargi", to mamy związane ręce.
Co z tego, że dziewczynki z mojej Muppeciarni żalą mi się na przerwie, że Pan Wrzód jest wulgarny i za odmowę poczęstowania papierosem czy pożyczenia długopisu wyzywa je od szmat i kurew. Co z tego, że pewnego dnia po lekcjach Hiszpan nieśmiało zapytał mnie, jak długo Artur jeszcze będzie u nas w klasie, bo widział w szatni na w-fie, jak koleś chował w swojej torbie nóż [sic!] - więc Hiszpan najzwyczajniej w świecie się go boi. Co z tego - skoro nie mogę wykorzystać w żaden sposób tych rewelacji, dopóki któryś Muppet nie zgodzi się zgłosić sprawy oficjalnie? Z jednej strony oczywiście niesamowicie mnie to wkurza, bo niczego tak nie lubię, jak bezradności. Ale z drugiej strony świetnie moje małpki rozumiem, że się boją. Wygląda na to, że mamy do czynienia z przypadkiem naprawdę zdemoralizowanym i niebezpiecznym, a nie ma odpowiednich mechanizmów, które chroniłyby przed odwetem na uczniu, który zgodziłby się "zeznawać". Smutna, szara rzeczywistość. Witamy w Zoo...
Tym bardziej zatem cieszy mnie świeżutka, środowa akcja. Otóż mieliśmy - nomen omen - godzinę wychowawczą, więc z założenia atmosfera była luźniejsza, niż na klasycznych zajęciach. Do klasy weszła spóźniona jakieś 10 minut Marlena -dziewczę jak na razie ciche, spokojnie, będące pod opieką Domu Dziecka. Żeby było jeszcze ciekawiej, jest ona "narodowości romskiej" [jak to się teraz fachowo w dokumentach określa], co widać po jej urodzie ponad wszelką wątpliwość. Nie chciała przeszkadzać w przebiegu lekcji, szybciutko zajęła więc pierwsze wolne miejsce - tak się składa, że była to ławka przed Arturem. No i się zaczęło:
ARTUR [z odrazą i oburzeniem]: A ty tu czego? Spierdalaj!
Marlena zignorowała jego wybuch i spokojnie usiadła.
ARTUR: Nie słyszałaś? Won Cyganko! Nie będziesz tu siedziała!
Jak się domyślacie, nie mogłam tego pozostawić bez reakcji:
JA: Artur, nie można w ten sposób mówić. Nie życzę sobie podobnych komentarzy.
ARTUR: Ale tu jest Polska, nie wie pani?
JA: I co z tego?
ARTUR: No jak to co? Polska tylko dla Polaków! Nie będą się Cyganie panoszyli!
JA: To jest mniejszość narodowa. Prezentujesz średniowieczne poglądy i ja się z nimi nie zgadzam.
KAMIL [chłopak, obok którego usiadła Marlena - odwracając się do Artura]: Uważaj, bo jeszcze cię pani na policję poda...
ARTUR [wojowniczo]: Niech tylko spróbuje, to dostanie w melę!
Szczerze mówiąc, to w tym momencie o mało nie zatarłam rąk z radości. Nie mam pojęcia, co to jest "mela" [i szczerze mówiąc mało mnie to obchodzi :)], jasne jest natomiast, że miała to być groźba skierowana w moją stronę. A to się kwalifikuje pod paragraf pod tytułem "groźba karalna pod adresem funkcjonariusza państwowego podczas wykonywania czynności służbowych". Do tego rzecz jasna mamy znieważanie i dyskryminację koleżanki z klasy z powodów rasowych. Wszystko razem jak najbardziej jest podstawą do wlepienia Panu Wrzodowi kolejnej przewidzianej statutem kary, czyli Nagany Dyrektora. A jest to, Panowie i Panie, ostatnia możliwa kara dyscyplinarna, której jako szkoła możemy mu udzielić. Następnym krokiem będzie wystąpienie z wnioskiem o wykreślenie Artura z listy uczniów.
Niestety potrwa to jeszcze trochę, bowiem najbliższa Rada Pedagogiczna odbędzie się już 14 października [z okazji Dnia Nauczyciela], a więc do tego czasu nie ma technicznie szans, żeby podpadł czymś jeszcze. Ale to już naprawdę niedługo i Smoczyca aż przebiera łapkami z niecierpliwości wyczekując na tę chwilę. Mam nadzieję, że stanie się to przed nadejściem mrozów, bo Muppety ciągle pytają mnie, czy i kiedy zabiorę ich na jakąś wycieczkę - do kina czy muzeum. Jasne, że ich zabiorę, tylko najpierw muszę wyciąć Pana Wrzoda, bo za jego zachowanie w cywilizowanym miejscu nie mam zamiaru brać odpowiedzialności.
Rany... skąd się biorą takie "dzieci"? Tacy ludzie?
OdpowiedzUsuńRęce opadają :(
Jak zwykle każdy przypadek jest inny. Szczerze mówiąc nie wiem, skąd się wziął akurat Artur, ale w tym momencie mało mnie to już obchodzi. W końcu to de facto dorosły facet, więc czas cackania się z nim dawno minął.
UsuńNo to już wygląda naprawdę niebezpiecznie Drago. Uważaj na siebie, a ja trzymam kciuki, by Wrzoda wreszcie skutecznie usunąć.
OdpowiedzUsuńW tej szkole od czasu do czasu trafiam na naprawdę niebezpieczny egzemplarz. Taka specyfika tej pracy. Tym bardziej - im szybciej się gościa pozbędziemy, tym lepiej.
Usuń