Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

sobota, 5 października 2013

Russkij jazyk

    здравствуйте. мея зовум драгонка. я хочу изучать российский язык.     
    Tjaaa... Mózg Smoczycy stwierdził, że się nudzi, bo dawno już właścicielka nie kazała mu przyswajać żadnej nowej wiedzy. Od zakończenia studiów podyplomowych z historii i obronienia pracy minął właśnie rok. Chętnie poszłabym na jakieś kolejne studia [marzy mi się albo informatyka dla nauczycieli albo zarządzanie oświatą], ale niestety, wszystko jak zwykle rozbija się o fundusze. A ponieważ nie mam żadnej bogatej cioci w Ameryce, od której mogłabym liczyć na spadek, ani też z zasady nie gram w toto-lotka, to trzeba radzić sobie w inny sposób. Skoro zatem nie mogę sobie w tym momencie pozwolić na płacenie za naukę czegokolwiek, to trzeba wymyślić inny sposób na nakarmienie głodującego smoczego mózgu.
    Wybór padł na język rosyjski. Почему? Przede wszystkim dlatego, że zawsze bardzo mi się podobał i wywołuje u mnie pozytywne skojarzenia. Zamiłowanie do kultury rosyjskiej wyniosłam niejako z domu. Seniorka wychowała się w jednym domu z babcią-Rosjanką [która była co prawda drugą żoną dziadka, a więc osobą z nią niespokrewnioną], w wyniku czego może nie jest osobą zupełnie dwujęzyczną, ale z pewnością rosyjskim posługuje się z naturalną swobodą, bo po prostu "czuje" ten język. I ten rosyjski zawsze jakoś tak był obecny w moim rodzinnym domu - a to muzyka, a to książki, a to ikony prawosławne otrzymywane w prezencie od cioci [siostry Seniorki].
    Samo brzmienie języka rosyjskiego bardzo mi się podoba. Oczywiście najpiękniejszym językiem na świecie jest polski i kto tak nie uważa, zostanie przeze mnie wyzwany na pojedynek na ubitej ziemi :) Natomiast drugi w kolejności według mojego ucha jest właśnie rosyjski ze względu na swoją śpiewność i "kołyszący się" akcent. Wiem, że to bardzo subiektywna ocena, ale dla mnie - słuchowca - dźwięki są bodźcami budzącymi najwięcej emocji. Z pewnością o wiele więcej, niż informacje dostarczane za pomocą oczu, choć wiem, że typowemu wzrokowcowi [czyli większości ludzi] trudno to zrozumieć. To co widzę jest dla mnie przede wszystkim źródłem informacji o świecie, a uczucia pojawiają się w drugiej kolejności. Z dźwiękami jest na odwrót - kiedy słyszę, emocje są najpierw, a dopiero potem wyciągam z tego informację.
    Miałam już w życiu kilka podejść do języka rosyjskiego, ale ponieważ nigdy nie znalazłam się w sytuacji, by jego znajomość była mi do czegoś koniecznie potrzebna [jak to jest z angielskim], to muszę przyznać, że nigdy tak naprawdę nie zajęłam się nim na poważnie. Pierwsza próba była w liceum - rodzice na moją prośbę posłali mnie na prywatne lekcje do znajomej Rosjanki [żony kolegi z pracy mojego Taty]. Dało mi to podstawy, ale wiecie, jak to jest z nastolatkami - zapał do nauki po jakimś czasie mi przeszedł i przestałam chodzić na zajęcia. Drugie podejście zaliczyłam na studiach, bo z premedytacją nie zapisałam się na lektorat z angielskiego [który to język miałam wówczas świetnie opanowany], tylko właśnie na początkujący rosyjski. Pochodziłam sobie wymagane dwa lata, zdałam nawet jakiś egzamin, ale wiecie, ile jest warta nauka języka na lektoracie na studiach... Potem język zdążył się mocno zakurzyć, aż kilka lat temu wpadłam na pomysł, by wziąć się za naukę samodzielnie. Kupiłam więc sobie program multimedialny do nauki rosyjskiego dla początkujących, przez jakiś czas twardo go mordowałam, aż doszłam do punktu, w którym stwierdziłam, że bez nauczyciela jednak nie dam rady... Wiem, że istnieją osoby, które potrafią łyknąć język obcy obłożywszy się podręcznikami i innymi pomocami naukowymi - w tym miejscu kłaniam się w pas z uznaniem Robalowi, który dokładnie w ten sposób sam nauczył się hiszpańskiego. Ja jednak najwidoczniej nie należę do tych szczęśliwców. Potrzebuję kogoś, kto mi wytłumaczy i poprawi wymowę.
    I tu wracamy do kwestii finansów - jak zorganizować naukę, kiedy się nie ma na nią pieniędzy? W przypadku języka rozwiązaniem jest tandem, czyli wymiana na zasadzie "język za język". Ja kogoś pouczę polskiego [całkiem profesjonalnie :)], a w zamian za to ta osoba będzie mordować mnie rosyjskim. Początkowo usiłowałam znaleźć kogoś przez Internet, ale potem Hipek wpadł na rozwiązanie, które okazało się optymalne. Przez jakiś czas pracował w jednym zakładzie z bardzo sympatycznym facetem z Ukrainy, który co prawda sam nie ma czasu na udzielanie lekcji [a poza tym za dobrze zna polski, by był mu potrzebny tandem], ale co innego jego żona. Pomysł został wrzucony, zaakceptowany - i tym sposobem od początku września raz w tygodniu, w czwartki, do Pomarańczowej Jaskini przychodzi pani Luba. Jej polski jest oczywiście o wiele lepszy, niż mój rosyjski - z tego co widzę, to potrzebuje konkretnie uporządkować sobie gramatykę, poszerzyć trochę słownictwo, a przede wszystkim mieć okazję, by rozmawiać po polsku. A ja, no cóż... Trzeba było zacząć od odświeżenia alfabetu i wymowy. Siedzę zatem i kaligrafuję bukwy, a na zajęciach karnie powtarzam za panią Lubą rosyjskie sylaby i proste słowa, ćwicząc akcent. Przypuszczam, że po jakimś czasie otworzą mi się w mózgu odpowiednie szufladki, przypomnę sobie co trzeba i nauka pójdzie szybciej. Bo jak na razie to Smoczątko raczkuje. Ale ile ma przy tym radochy... :)

9 komentarzy:

  1. Świetny układ! Mi też się rosyjski bardzo podoba, a jeszcze do tego czeski. A przedwczoraj miałam okazje słuchać islandzkiego pisarza, który w swym ojczystym języku czytał opowiadanie. Piękny jest islandzki. Ale polski oczywiście najpiękniejszy :) Powodzenia życzę i dużo radochy z nauki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Islandzki słyszałam tylko przy okazji oglądania filmu "101 Rejkjawik". A czeski też mi się podoba. W ogóle wszystkie słowiańskie są piękne.

      Usuń
  2. Znam rosyjski :-)))
    Ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczniowie zawsze na to odpowiadali:
      "Im więcej kluczy zdobędziesz, tym szybciej zostaniesz woźnym..." :P

      Usuń
  3. U mnie w klasie miałam do wyboru rosyjski lub niemiecki - poszłam na niemiecki, bo stwierdziłam, że lepiej, żebym jakiś język opanowała lepiej, niż zaczynała kolejny od podstaw...
    A chciałam iść na rosyjski, bo mi jedna ciocia powiedziała, że mam taką wymowę, że po rosyjsku bym ślicznie mówiła. Pewnie miała na myśli te moje zmiękczone "cz" i "sz" i powyginane we wszystkie strony samogłoski...
    No, ale jestem na niemieckim, i dobrze, bo rusycystka jest okropna, a germanistka cudowna. I uczy świetnie, i jest wyrozumiała, i można z nią pogadać... I nienawidzi germanizmów. o.O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do niemieckiego mam awersję, choć wiem, że to głupie. Nic nie mogę poradzić na to, że jego brzmienie kojarzy mi się nieodzownie z bramą wjazdową do Oświęcimia... Całe życie tak manewruję, by się niemieckiego nie uczyć. Ale nie bierz ze mnie broń Boże przykładu :)

      Usuń
    2. A ja kocham niemiecki taką miłością dziwną, jaką się kocha smak wody po ogórkach koszonych oraz zapach starej kamienicy. Turpistyczną taką.

      Co nie znaczy, że umiem niemiecki. Ni du du nie umiem :)

      Usuń
  4. Brawo! Bardzo mi się ten pomysł podoba. Choć oczywiście moim zdaniem drugim najpiękniejszym językiem świata jest łacina. No ale, de gustibus non est disputandum, co nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano ano :) W ogóle to zawsze mówiłam, że na emeryturze nauczę się wszystkich języków słowiańskich. Ale że każą mi pracować do 67 roku życia, więc mogę zacząć już teraz.

      Usuń