Dragonka wielce uradowana prezentem niezwłocznie postanowiła zrobić z niego użytek. Na pierwszy ognień poszło ciasto zwane Bananowiec - będące kompozycją biszkoptów, masy bananowej oraz galaretki. Niestety, coś "nie pojszło", bo masa miała konsystencję kremu, w związku z tym ciasto - jakkolwiek dobre w smaku - kompletnie nie nadawało się do krojenia i podawania. Podejrzewam, że to wina zbyt małej ilości żelatyny [albo "żelatyna już, panie tego, nie taka jak dawniej" - jak to skwitowała Seniorka]. Nie uraczę Was zatem przepisem, bo muszę najpierw popełnić Bananowca drugi raz i dojść metodą prób i błędów, jakie są właściwe proporcje.
Ponieważ jednak w niedalekiej przyszłości spodziewamy się gości [ziomale wpadają do nas na partyjkę Carcassonne], przeto pojawił się pretekst, by odświeżyć kolejny przepis. I choć Hipopotam jęczał coś o serniku, to Smoczyca okazała się przygłucha na jego sugestie i tak oto z piekarnika wylazło ciasto owocowe. W tym wydaniu akurat jabłecznik, ale jest to przepis uwzględniający dowolne sezonowe owoce, które znajdują się pod ręką. Z powodzeniem mogą to być np. śliwki, gruszki czy truskawki [innych zdaje się w domu rodzinnym z Seniorką nie testowałyśmy, ale co szkodzi komuś spróbować?]. Ciasto proste i szybkie w wykonaniu, a do tego pyszne. Hipek wtrąbił już dwa kawałki [nie czekając nawet, aż wypiek wystygnie], po czym oświadczył, żebym lepiej na przyjście gości kupiła w piekarni trochę ciastek, bo jabłecznik może nie doczekać...
CIASTO Z OWOCAMI
Składniki:
6-7 jajek [w zależności od wielkości]
1 szklanka cukru
2 szklanki mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
cukier waniliowy
kostka margaryny
owoce
Margarynę rozpuszczamy w rondelku i zostawiamy do ostygnięcia. Jajka ubijamy mikserem z cukrem, następnie dodajemy mąkę [jedną i drugą], proszek do pieczenia i cukier waniliowy. Na końcu dodajemy rozpuszczoną margarynę i wszystko zmiksujemy na jednolitą masę. Do przygotowanej tortownicy [czyli wysmarowanej tłuszczem i obsypanej bułką tartą] wlewamy 1/3 ciasta. Na to ładujemy owoce - tyle, żeby wszystko zakryło i by powstała całkiem pokaźna warstwa. Jeśli daliście jabłka, to warto posypać je odrobiną cynamonu. Na to wylewamy resztę ciasta. Pieczemy ok. 50 minut w temperaturze 180 stopni. Po wyjęciu można posypać cukrem pudrem, jeśli ktoś lubi.
A oto efekt końcowy:
Łał, wygląda smakowicie... :)
OdpowiedzUsuńZapewniam, że nie tylko wygląda :)
UsuńEch, męko ty okrutna...
OdpowiedzUsuńŻe ciasto...? Oj tam oj tam :)
UsuńOho, lubię takie ciasta owocowe lubię, chyba skorzystam z przepisu :-)
OdpowiedzUsuńNaprawdę polecam. Stary, domowy, wypróbowany przepis, nie ma mowy, żeby coś nie wyszło. Owoce można w grubsza dowolne, choć nie testowałyśmy z cytrusami.
Usuńa to ja polecam jablecznik z kaszka manna :) tez dobryyyyyyyyyy... a ten tez bym sprobowal :)
UsuńZ kaszą manną? A to nie miałam przyjemności.
UsuńUuuuu, mniam!
OdpowiedzUsuńJabłka mam w domu akurat ;)
W najbliższych dniach będzie powtórka z rozrywki, tyle, że ze śliwkami. Wrzucę zdjęcia.
Usuń