Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

wtorek, 29 października 2013

Trafiony prezent urodzinowy

    Mam na myśli rzecz jasna urodziny Pumy, o których wspominałam w poprzednim poście. Stwierdziliśmy z Hipkiem, że nadeszła pora, by kupić jej jakąś nową zabawkę - bo swoimi starymi wędkami i piłeczkami już nie bardzo się interesuje. Tradycyjnie lubi ganiać za patyczkami kosmetycznymi, które wszelako mają dwie zasadnicze wady. Primo - ich żywot jest bardzo krótki, bo odgryzienie i połknięcie łebków z waty [do czego z grubsza sprowadza się zabawa] zajmuje kotu góra 5 minut. Secundo - pozostałości po patyczkach mają magiczną tendencję do bunkrowania się w przeróżnych szparach, czym doprowadzają Hipopotama do szewskiej pasji, jako że to on ostatnimi czasy zajmuje się sprzątaniem Pomarańczowej Jaskini. Błotny Ssak przeto patyczkom kosmetycznym powiedział zdecydowane "NIE" - a ponieważ kot dla higieny psychicznej musi się od czasu do czasu porządnie wyszaleć, to musieliśmy poszukać jakiejś zabawki zatępczej.
    Dragonka wymyśliła, by kupić Jej Wysokości laser - wiecie, taki wskaźnik, maleńkie światełko odbijające się na ścianie. Słyszałam, że futrzaki uwielbiają za tym ganiać i pomyślałam, że co nam szkodzi przetestować ustrojstwo na Pumisku. Początkowo mieliśmy kupić jej taki zwykły, z czerwonym światełkiem, montowany jako dodatek do ledowych latarek. Kiedy jednak zaczęliśmy się przymierzać do zakupu, Hipek wyczytał, że zabawa takim laserem może być dla zwierzaka niebezpieczna - bo jeśli wiązka czerwonego światła przypadkowo wyląduje na gałce ocznej, może to doprowadzić do uszkodzenia wzroku. Stwierdziliśmy, że absolutnie nie będziemy ryzykować i oszczędzać na zdrowiu Jej Wysokości - i tak oto Smoczyca wracając dzisiaj ze szkoły odwiedziła sklep zoologiczny i nabyła tam profesjonalny koci laserek, emitujący niebieską wiązkę światła w kształcie rybki.
    Efekt przerósł najbardziej śmiałe oczekiwania - Puma dosłownie zwariowała na punkcie nowej zabawki. Serio serio, nie pamiętam, by kiedykolwiek tak chętnie czymś się bawiła, nawet kiedy była jeszcze małym kociakiem. Lata za światełkiem jak porąbana, a kiedy zarządzimy przerwę w zabawie, to miauczy i "szuka rybki", domagając się, byśmy znów włączyli laserek. Nie przesadzam - polowaniem na świetlną rybkę zajęta była dziś całe popołudnie i wieczór, z małymi przerwami na wtrąbienie kilku kawałków łopatki wieprzowej dla uzupełnienia źródeł energii. Nawiasem mówiąc, jak tak dalej pójdzie, to od tego latania może wreszcie uda jej się schudnąć...
    Zamieszczam poniżej krótki filmik w ramach ilustracji. Zaznaczam, że Jej Wysokość jest na nim już bardzo zmęczona, więc jej aktywność to mniej więcej 1/3 tego, co prezentowała zaraz po moim powrocie z pracy i rozpakowaniu prezentu. A i tak jest na co popatrzeć... :)


4 komentarze:

  1. oooo, fajna sprawa, może dla Oskara też będzie dobre, ile daliście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że też oszaleje na punkcie laserka. Naprawdę warto.
      Laser firmy TRIXIE [a zatem pełny profesjonalizm], tylko KONIECZNIE z niebieskim światłem. Kosztowało 16 złotych, więc do przeżycia - a naprawdę warte swojej ceny. Na wymienne baterie.

      Usuń
  2. Faktycznie zabawę ma przednią! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak przez cały dzień. Żałuję, że wcześniej na to nie wpadłam.

      Usuń