Skończyliśmy już jakiś czas temu z Drybkiem drugi podręcznik. Teoretycznie więc oznacza to, że mój uczeń powinien zacząć trzecią książkę i kolejny poziom językowy B1, czyli poziom tzw. samodzielności językowej. Tyle teoria, bo niestety praktyka wygląda zupełnie inaczej. Szkot pomimo przerobienia całego przewidzianego materiału z pewnością nie ma go opanowanego, bo po prostu się nie uczy. Jego poprawność językowa kończy się więc z chwilą zamknięcia podręcznika. Ćwiczenia gramatyczne potrafi wykonać, jeśli ma przed oczami odpowiednie tabelki z końcówkami, natomiast w trakcie rozmowy zdecydowanie jest na etapie "moja-twoja-urwać-ręka". W tej kwestii jedyne, co udało mi się osiągnąć przez pół roku zajęć z nim, to sprawienie, że nie wstydzi się mówić, przynajmniej przy mnie. Wygląda to więc mniej więcej tak, że kiedy go o coś pytam, to on mi odpowiada tak jak potrafi, a ja przerabiam jego wypowiedź na poprawną polszczyznę i powtarzam mu powoli i spokojnie, co powinien był powiedzieć. Jak wiadomo, repetitio mater studiorum est, pozostaje więc mieć nadzieję, że kiedyś mu się coś do mózgu wdrukuje.
Aby odwlec moment rozpoczęcia nowego podręcznika - przy świadomości, że stary nie jest jeszcze tak naprawdę opanowany - zarządziłam mu powtórkę z całego przerobionego dotychczas materiału. Z każdej jednostki lekcyjnej wybieram więc zagadnienia z gramatyki oraz słownictwo tematyczne i wałkuję je z Drybkiem ponownie. Żmudne, mało wdzięczne, ale jak się okazało 3/4 powtarzanych zagadnień Szkot zdążył już kompletnie zapomnieć, więc to niemal tak, jakbyśmy omawiali wszystko od początku.
W tym miejscu wypada powiedzieć, że taki stan rzeczy spowodowany jest w dużej mierze trybem życia Drybka oraz porą zajęć. Skoro facet pracuje od rana do późnego popołudnia, to ja mu się wcale nie dziwię, że wieczorem jego mózg już wysiada i średnio się nadaje do przyswajania nowej wiedzy. John jest zwykle zbyt zmęczony, by odpowiednio się skupić, a też niestety nie jest osobą o jakichś wybitnych zdolnościach językowych. Inna sprawa, że w takim razie powinien samodzielnie pracować w domu np. w czasie weekendów, czego jednak nie robi - i stąd brak postępów.
Na ostatnie zajęcia - oczywiście po uprzednim zapytaniu, czy mój uczeń wyraża zgodę - przyniosłam moją ulubioną pomoc naukową, czyli scrabble. Uznałam, że przyda mu się przerwa mozolnych powtórkach, a poza tym pamiętam, że kiedy sama uczyłam się angielskiego, to bardzo sobie chwaliłam maltretowanie brytyjskiej wersji tejże gry na zajęciach z native speakerami. Zmusza to do przestawienia mózgu na opcję myślenia w obcym języku.
Żeby nie wrzucać biednego Szkota całkiem na głęboką wodę, to przytachałam mu oprócz scrabbli ogromniasty, PWN-owski słownik ortograficzny, z którego pozwoliłam mu do woli korzystać. Często więc bywało tak, że Drybek wynajdował jakieś słowo, które mu "pasowało z literek", a ja dopiero tłumaczyłam, co to słowo oznacza. Lepiej by było rzecz jasna, żeby wszystkie ułożone wyrazy pochodziły wyłącznie z jego głowy, ale i to miało przecież walor edukacyjny - przynajmniej poznał kilka nowych słów. Co prawda jak to w scrabblach były one rozmaite, czasem potoczne albo średnio w życiu przydatne, ale co tam. Poza tym do tłumaczenia reguł gramatycznych nadają się jak każde inne...
[Poleciłam, by Drybek rozpoczął, wylosował więc 7 liter, przekłada, przekłada, wertuje słownik - aż wreszcie z triumfem układa słowo KLOP].
- Nie wiem, co to jest, ale tu jest. - oświadczył Szkot pokazując mi palcem odpowiednie miejsce w słowniku ortograficznym. Dragonce pozostało więc zrobić fachową minę i odrzec:
- "Klop" to jest "toaleta" - wyjaśnieniu towarzyszyło wskazanie ręką odpowiedniego kierunku, w którym należałoby się w naszej szkole udać - tylko tak bardzo nieoficjalnie, trochę nawet wulgarnie. Do szefa tak nie mów.
- To przepraszam. - uśmiechnął się Drybek.
- Nie masz za co. Normalny wyraz, tylko potoczny. A tu, popatrz, można będzie dołożyć: KLOP - Y, czyli plural, KLOP - A, czyli genetiv, KLOP - OM, czyli dativ plural, KLOP - AMI instrumental plural, KLOP - ACH locativ plural.
[Tym sposobem z pomocą klopa urządziłam mu powtórkę z końcówek deklinacyjnych :)]
[Drybek po przewertowaniu słownika układa słowo HASA i patrzy na mnie pytająco].
- Tu jest "hasać". Będzie hasa? - pyta.
- Tak. To trzecia osoba singular, "on, ona, ono hasa". To znaczy szybko biegać.
- Jak Usain Bolt?
- Bardziej jak dziecko albo piesek lub kotek. Biegać dla rozrywki, z radością. Usain Bolt biega na poważnie. - próbuję wytłumaczyć różnicę.
- HASAĆ: biegać for fun like a child. To potrzebne nowe słowo? Głupi ten polski...
[Ułożyłam słowo TYŁEK i wytłumaczyłam, co ono oznacza. Drybek kombinuje, co tu z niego można jeszcze zrobić i na planszy pojawia się wyraz TYŁEKI].
- Niestety, z tym już nic nie zrobisz. Przy odmianie zniknie "e", więc będzie "TYŁKI, TYŁKA, TYŁKOM..." - wyjaśniam.
- A, to szkoda...
Graliśmy całe zajęcia i nawet mu się podobało. Przegrał ze mną kilkunastoma punktami - bo oczywiście pilnowałam się, żeby się nie rozpędzać, a także pomagałam mu szukać dobrych miejsc na planszy, kiedy już sam wymyślił jakiś wyraz. Myślę, że powinien częściej w to grać. Po raz kolejny scrabble okazały się lekiem na całe zło :)
Aż sama bym sobie pograła w Scrabble!
OdpowiedzUsuńPamiętam, że kiedyś w liceum wykorzystałyśmy z koleżanką tę metodę do nauki łaciny. Scrabble po łacinie - mniam! Tylko miałyśmy polską wersję, więc sobie nie pohasałyśmy zanadto ;)
(Wiesz oczywiście, że znowu bym Ci chciała polukrować za bycie super nauczycielem, ale jak Ci tak będę w każdym komentarzu lukrować, to przestanę być wiarygodna. No więc dziś nie lukruję ;) ).
Ano nie pohasałyście - bo w polskich scrabblach nie ma chociażby "q", ważnej litery w alfabecie łacińskim.
UsuńNo nie lukruj, bo i tak już mam do zgubienia nie powiem ile kilo... :P
no tak, Drybkowi cięzko przyswoic sobie , ze dziecko hasa, Bolt biega, a woda z kranu leci, a cukier w cukierniczce sie konczy - w angielskim wszystko biega, na zarty i na poważnie..:)
OdpowiedzUsuńCo do nauki w weekendy - nie miej nadzieji Dragonello - Szkoci z mlekiem matki wyssali, że weekendy należą do zabawy..:)
Z rozrywek to on uznaje chodzenie na mecze, czasem do pubu [ma taki jeden, do którego chodzi z kolegami z pracy]. A poza tym to Drybek naprawdę sporo pracuje, również w weekendy. Może to go trochę usprawiedliwia, ale w ten sposób to ma małe szanse na opanowanie języka polskiego, bo jak wiadomo polska język - trudna język.
Usuń