Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

czwartek, 26 lipca 2012

(Nie)żołądkuj się...

    Z braku - mam nadzieję, że tylko na razie - kolejnej grupy do uczenia, mam dla Was następny post kuchenny. Będzie, jak się łatwo domyślić, o żołądkach.

    Zdaję sobie sprawę, że przez wiele osób żołądki [czy ściśle mówiąc - ogólnie podroby] są potrawą niegodną jedzenia, taką jakby trochę "nieczystą". Nie będę się z tym odczuciem wdawała w dyskusję, choć w mojej ocenie jeśli ktoś je mięso w ogóle, to nie widzę specjalnej różnicy, czy to jest mięsień pośladkowy w postaci szyneczki, czy tkanka z innej części ciała. Najważniejsze, żeby smakowało :) Wracając konkretnie do żołądków, to kojarzą mi się nierozerwalnie z przedszkolem oraz ze stołówką w podstawówce - taki sztandarowy, tani w przygotowaniu posiłek, idealny do zastosowania w zbiorowym żywieniu. U nas w domu nie przypominam sobie, by Seniorka kiedykolwiek zrobiła żołądki, dlatego też nie miałam ich w repertuarze do czasu, aż poznałam Hipka. Błotny ssak mianowicie podroby uwielbia i mógłby jeść na przemian żołądki, wątróbkę, serduszka, nerki, a potem od początku :) Nerek robić nie zamierzam [chyba, że ktoś podrzuci mi naprawdę prosty przepis - bo te, na które ja się natknęłam, wymagają stanowczo za dużo babrania], serduszka mi jakoś nie smakują - ale za to w żołądkach i wątróbce nieskromnie mówiąc zdążyłam się już wyspecjalizować. Dziś zatem przepis na naprawdę proste, ale co ważniejsze, pyszne żołądki. Proporcje na 4-5 osób.

ŻOŁĄDKI W SOSIE ŚMIETANOWO-KOPERKOWYM

1kg żołądków [kurze lub indycze - te drugie są delikatniejsze w smaku i nieco bardziej "wykwintne"]
2 kostki bulionu warzywnego
4-5 ziarenek ziela angielskiego
kilka listków laurowych
pęczek koperku
śmietana 12%
mąka
pieprz [do smaku]

Żołądki dokładnie oczyścić z farfocli i "żółtego czegoś", pokroić w kawałki [nie za małe!]. Wrzucić do średniej wielkości gara, nalać wody na jakieś 2-3cm nad poziom mięsa, zagotować. Z gotującej się powierzchni wody zdjąć łyżką biały nalot [można przecedzić, jeśli ktoś chce mieć super czysty wywar, ale ja tego nie robię, a i tak wychodzą dobre...], wrzucić kostki bulionowe, ziele angielskie i liście laurowe. Zamieszać, zmniejszyć płomień, przykryć i gotować na bardzo bardzo małym ogniu [ma sobie leciutko bulgotać] ok. 2 godzin. Nie trzeba stać i ich pilnować - od czasu do czasu zaglądamy, czy się za dużo wody nie wygotowało [jeśli tak, to dolewamy, ale WRZĄTKU, żeby nie przerwać gotowania], mieszamy i mamy z głowy. Żołądki się co prawda jak widać długo robią, ale nie wymagają zaangażowania kucharza w tym czasie.
    Kiedy mięso jest miękkie, przygotowujemy "zagęszczacz". W dużym kubku [ja mam taki prawie pół litrowy - Hipek z niego pije kawę :)] robimy miksturę składającą się z 2 pełnych łyżek śmietany, mąki i gorącej wody, które mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Następnie powoli toto wlewamy do żołądków, najlepiej od razu mieszając, żeby się nie zrobiły lane kluski. Jeśli jest za mało gęste, to jeszcze dodajemy mąki z wodą, ale już bez śmietany. Na koniec sypiemy pieprz według uznania i wrzucamy drobniutko posiekany pęczek koperku. Mieszamy wszystko łychą... i gotowe :)
    Podajemy z kaszą lub ziemniakami oraz jakąś surówką. Choć Hipek z lenistwa czasem wtrząchnie z bułką, a i tak mu się uszka z uciechy trzęsą.
    No cóż, pozostaje mi życzyć SMOCZNEGO :)



11 komentarzy:

  1. ja pamietam zoladki w zupie pomidorowej... zawsze je lubilem :) a watrobka to juz poezja :) trzeba pamietac, ze watrobke soli sie na samym koncu, bo inaczej stwardnieje i bedzie do niczego.
    Zazdroszcze obiadku. Ja mam polskie leczo, domowej roboty (nie mojej).
    PS: a propos ciasta cytrynowo waniliowego, sprawdzilem empirycznie i jedna galaretka cytrynowa na 1 puszke mleka okazalo sie malo. Warstwa byla zbyt miekka. Wniosek: moze lepiej dodac 2?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o wątróbkę, to oczywiście racja z solą - ale druga bardzo ważna sprawa, woda dodawana w trakcie duszenia MUSI być wrząca.
      W kwestii ciasta cytrynowego-waniliowego się nie wypowiadam, bo jeszcze go nie testowałam :)

      Ty teraz z Polsce jesteś, tak? Na długo?

      Usuń
  2. juz nie jestem w PL, wrocilem w poniedzialek. Wlasciwie bylem tylko na chwile, zeby zorganizowac mamie jej nowe zycie. Chyba bedzie w porzadku. Pojechalem na kilka dni, bo nie mam zbyt duzo urlopu (8 dni tegorocznych musialem wziac w grudniu), a w listopadzie tez jeszcze chce jechac.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Myślę, że dla każdego znajdzie się coś smacznego :) Choć to nie jest typowy blog kulinarny i nie chcę, by się nim stał.

      Usuń
  4. też tak robię, tylko czasami zamiast koperku dodaję podsmażaną cebulkę

    OdpowiedzUsuń
  5. a w ogóle to masz fajny czarny talerz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się podoba :) A nie pamiętam, skąd go mam, był ze mną całe studia. Swojego czasu bardzo chciał go "podprowadzić" Havranek - teraz za to Hipek twierdzi, że to JEGO talerz :) Mam tylko jeden taki.

      Usuń